Z Zachęty do Narodowego. Nowa dyrektor muzeum?

Rozmawiała: Agnieszka Kowalska
26.10.2010 aktualizacja: 2010-10-25 20:33
A A A Drukuj
Agnieszka Morawińska Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
- Jestem przekonana, że mam najlepsze kwalifikacje, żeby objąć to stanowisko. Chciałabym podjąć się zadania uporządkowania sytuacji w muzeum, przez - powiedzmy - trzy najbliższe lata - mówi Agnieszka Morawińska, którą minister kultury widzi w roli nowego dyrektora Muzeum Narodowego.
W czwartek do propozycji ministra Bogdana Zdrojewskiego ma się ustosunkować Rada Powiernicza muzeum. Po zleconym przez niego audycie finansowym rada zdecyduje też, czy instytucja potrzebuje w tym roku dodatkowej dotacji. Dotychczasowy dyrektor Piotr Piotrowski po roku pracy podał się do dymisji. Powodem był konflikt z zespołem i odrzucenie przez Radę Powierniczą zaproponowanego przez niego programu reform. Po odejściu Agnieszki Morawińskiej w Zachęcie miałaby ją zastąpić Hanna Wróblewska.

Agnieszka Kowalska: I tak planowała pani odejść ze stanowiska dyrektora Zachęty, prawda?

Agnieszka Morawińska: Tak, albo pod koniec roku, albo w lipcu 2011 r., gdy mija dokładnie dziesięć lat, odkąd objęłam to stanowisko. Szykowałam się na spokojną emeryturę.

A tu taka niespodzianka.

- Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że nie zabiegałam o stanowisko dyrektora Muzeum Narodowego. Ta propozycja mnie zaskoczyła. Nie szukam posady, moje ambicje całkowicie zaspokoiła praca w Zachęcie.

Pracowała już pani kilkanaście lat w Muzeum Narodowym, do 1993 r. jako szefowa Galerii Sztuki Polskiej. W wywiadzie dla "Wysokich Obcasów", który ukazał się w sierpniu tego roku, mówiła pani, że bardzo nie chciała tam trafić: "Wszyscy, którzy tam pracowali, wydawali mi się jacyś zakurzeni, ponurzy. Owszem, przy pewnej energii życiowej dało się z tego zrobić w miarę niezłe miejsce pracy, ale to jest bardzo trudna instytucja. Jak się zachwycam Zachętą, że taka czysta w swojej strukturze, to także dlatego, że przeszłam przez Muzeum, gdzie jest pełno rozmaitych osóbek specjalnej troski, działów szczególnego traktowania. Jak w języku polskim, który składa się z samych wyjątków". Zmieniła pani zdanie?

- To szczególny moment dla muzeum. Odezwało się we mnie poczucie obywatelskiego obowiązku.

Przepraszam, to delikatna kwestia - ale krytycy tego pomysłu zwracają uwagę na pani wiek.

- Nigdy go nie ukrywałam. Nie zamierzam ścigać się z młodymi. Ale równocześnie jestem przekonana, że mam najlepsze kwalifikacje, żeby objąć to stanowisko. Po prostu. Chciałabym podjąć się zadania uporządkowania sytuacji w muzeum, przez - powiedzmy - trzy najbliższe lata. Podejrzewam, że wielkiej satysfakcji mi to nie przyniesie, nie doczekam na tym stanowisku rozbudowy muzeum, radykalnej poprawy jego finansów i sytuacji zbiorów.

Jak chciałaby pani załagodzić konflikt w muzeum?

- Za wcześnie o tym mówić. Poczekajmy na posiedzenie rady.

A co z Zachętą? Będzie konkurs na stanowisko dyrektora?

- Nie uważam, żeby był konieczny. Zachęta ma bardzo konkretnego kandydata na to stanowisko - moją dotychczasową zastępczynię Hannę Wróblewską. Uważam, że zna specyfikę galerii i jest najlepsza do objęcia tej funkcji. Zagwarantuje ciągłość rozwoju Zachęty.

Czyli ciągłość pani zdaniem jest lepsza niż zupełnie nowy rozdział?

- Tak. Sądzę, że lepiej jest, gdy dyrektor przez lata przygotowuje swojego następcę. No, chyba że publiczność nie jest zadowolona z dotychczasowej działalności Zachęty.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy