Romans w domu bankowców. Jak powstał Park Kultury?

Jerzy S. Majewski
29.10.2010 aktualizacja: 2010-10-28 19:58
A A A Drukuj
Dom Banku Polskiego przy Czerniakowskiej około 1930 r. ARCHITEKTURA I BUDOWNICTWO 1930
Z domu bankowców pozostały tylko boczne skrzydła. Narożnik w końcu lat 50. zastąpił nowy blok. Był tak efektowny, że niemal natychmiast zagrał w popularnej komedii "Mąż swojej żony" - w kolejnym odcinku cyklu "Warszawa nieodbudowana" Jerzy S. Majewski pisze o Czerniakowskiej 200
- Siostra mojej babci Jadzia to było ziółko! - wspomina pani Barbara. W jej rodzinie do dziś krążą o niej opowieści. - "Bardzo ładna, ale za grosz rozumu" - mawiano, ale moim zdaniem to opinie nieuzasadnione. Po prostu była bardzo kochliwa. Jednak przed wojną w mieszczańskim domu budziło to zgorszenie - mówi nasza czytelniczka i przekonuje, że jeszcze dziś w jej rodzinie to temat tabu. - Ciocia Jadzia była wesoła, niezależna, miała własne zdanie, ale na widok mężczyzn traciła głowę. Nawet w mocno już podeszłym wieku - słyszymy.

Rodzinny skandal

Kilka lat przed wojną pani Jadwiga poznała jakiegoś finansistę. Miał rodzinę i mieszkał w domu bankowców gdzieś przy Czerniakowskiej. - Babcia, dużo młodsza od Jadzi, opowiadała, jak ją siostra zabrała do tego mieszkania. Zapamiętała, że wsiedli z bankowcem do auta i jechali ulicą, strasznie podskakując na wybojach. Kilkuletnią babcię bardzo to bawiło. Gdy wróciła do domu i opowiedziała o wycieczce rodzicom, rozpętała się nieprawdopodobna awantura - opowiada pani Barbara. Skończyło się tak, że Jadzia rzuciła w swojego ojca talerzem z zupą, trzasnęła drzwiami, zakręciła się na pięcie i nikt jej nie widział aż do wojny. Zniknęła razem z bankowcem. - Myślę, że tę ucieczkę mieli już wcześniej zaplanowaną - przypuszcza pani Barbara. I dodaje: - To był straszny skandal. Imienia Jadzi podobno nie wolno było wypowiadać. Jakby nigdy nie istniała. A jednak Jadzia wróciła do domu w czasie okupacji. Bez bankowca. Świat się zawalił. Pradziadkowie z bogaczy zamienili się w nędzarzy i całe to przedwojenne życie nie miało już żadnego znaczenia - wspomina czytelniczka.

Art déco Banku Polskiego

Nie znała adresu, pod którym mieszkał bankowiec, ale przy Czerniakowskiej był tylko jeden taki budynek. To dom mieszkalny Banku Polskiego pod nr. 200. W gruncie rzeczy do Czerniakowskiej budynek przylegał jedynie węższym, zaokrąglonym narożnikiem. Dwa znacznie dłuższe skrzydła ciągnęły się wzdłuż ulicy Okrąg i Wilanowskiej (po wojnie przez długie lata była to ul. Gwardzistów, teraz wróciła do dawnej nazwy). Sam pomysł, by Bank Polski wzniósł w tym miejscu nowy budynek, mógł wydać się ryzykowny. Ta część Górnego Czerniakowa nie cieszyła się dobrą opinią. Wokół fabryki, domy robotnicze, bieda, ale w połowie lat 20. zaczęło się coś zmieniać. Na skarpie w rejonie Przemysłowej i Górnośląskiej powstawała cała nowa dzielnica mieszkaniowa. Nowoczesne budynki zaczęto powoli wznosić także na całym Powiślu - od Mariensztatu aż po Łazienki. Dla różnych spółdzielni mieszkaniowych miejsce było atrakcyjne, bo grunty kosztowały tu mniej niż w Śródmieściu, a do centrum jechało się bez porównania szybciej niż z Ochoty czy Żoliborza.

Dom bankowców powstał w 1928 r. Zaprojektował go architekt Stanisław Filasiewicz. Gmach wznoszono na dawnych terenach zalewowych i przed przystąpieniem do budowy trzeba było zbadać grunt. Prace te powierzono wyspecjalizowanej firmie Inż. Rychłowski, Wehr i Ska. Samą budowę prowadziło przedsiębiorstwo inż. Bronisława Wierzyńskiego. Wiemy też, że instalacje ogrzewania wodnego były dziełem firmy Drzewiecki i Jeziorański.

Budynek miał cztery piętra i wysoki parter. Ten ostatni w elewacjach został potraktowany jako boniowana partia cokołowa. Ścianom wyższych kondygnacji jednostajny rytm nadawały cieniutkie jak żebra ujmujące po bokach piony okien. Na wysokości gzymsu załamywały się, tworząc ostre ząbki. Były elementem nadającym elewacjom piętno indywidualizmu. Jarosławowi Zielińskiemu, autorowi "Atlasu architektury Warszawy", kojarzą się one wręcz z ząbkowaniem znaczka pocztowego.

Gmach można uznać za przykład sztuki art déco ożenionej w jakiś sposób z neoklasycyzmem. Bardzo efektownie zaprojektowano jego bramę. Ujmował ją rodzaj portalu o trójstopniowym uskoku. Wypełniała go ozdobna krata. Dodajmy, że Filasiewicz, który dla Banku Polskiego zaprojektował wiele budynków w całej Polsce, nieco podobny portal bramy umieścił w domu mieszkalnym bankowców przy ul. Lwowskiej. Choć tam architektura jest bardziej neoklasycystyczna.

Na zakończenie tego opisu dodajmy jeszcze, że dom przy Czerniakowskiej miał małą oficynę, trójkątne podwórko, a wnętrza skrzydeł zaprojektowano w układach dwutraktowych. Klatki schodowe, łazienki, kuchnie, służbówki, sypialnie zlokalizowano od podwórka. Pokoje dzienne - od ulicy.

Park w czynie społecznym

Budynek dotrwał do 1944 r. W czasie Powstania Warszawskiego o tę część Czerniakowa toczyły się niezwykle zacięte walki. Dom na drugim końcu ul. Wilanowskiej - pod nr. 1, był bodaj czy nie ostatnim punktem oporu dzielnicy, a walki trwały tam jeszcze 20 września. Nie było tu domu, który nie zostałby uszkodzony lub zniszczony. Budynek bankowców stracił cały narożnik, a część skrzydła od ul. Okrąg - ostatnie piętro.

Cała okolica była gruzowiskiem, gdy powstał projekt budowy ogromnego Centralnego Parku Kultury. To było gigantyczne przedsięwzięcie. Dziś na dużym obszarze moglibyśmy je nazwać rekultywacją terenów poprzemysłowych, ale wtedy takiej terminologii nie znano.

Według pierwszych, najbardziej śmiałych założeń park miał obejmować niemal całe Powiśle. Ruiny, a nawet ocalałe domy, zamierzano zburzyć, część dawnych ulic zniwelować i założyć park ciągnący się od skarpy po Wisłę. Rozważano nawet otwarcie widoku na park ze skarpy od strony pl. Trzech Krzyży. Wymagało to jednak rozebrania całej zabudowy wschodniej strony placu.

Na razie jednak zieleni było tu mało. Aż po Wisłę dominowały czerwień rozbitych ceglanych ścian, czerń powykręcanej stali i popalonych belek stopowych. "Przy budowie parku w ramach akcji społecznej wzięło udział ok. 15 tys. chłopców i dziewcząt z warszawskich szkół i zakładów pracy" - donosił tygodnik "Stolica" w 1953 r. - Też tam pracowałam - opowiada moja mama Danuta z Kuracińskich, która uczyła się w tym czasie w żeńskim liceum Hoffmanowej. - Dali nam grabie i kazali porządkować teren na skarpie wokół Muzeum Ziemi - wspomina. Nie są to wspomina przykre. - To się działo podczas godzin lekcyjnych. Była wiosna, piękna pogoda, a po grabieniu zwiedzanie muzeum - dodaje.

Tu mieszkała Fołtasiewiczówna

Te prace chętnie uwieczniali fotoreporterzy ówczesnych gazet. Najchętniej w miejscu, gdzie dziś przebiega aleja Księdza Stanka. To największa socrealistyczna oś Warszawy biegnąca od tarasu na przedłużeniu ul. Bolesława Prusa po Cypel Czerniakowski. W tle na zdjęciach często widzimy dom bankowców przy Czerniakowskiej 200 ze strzaskanym narożnikiem. Ten stan zmienił się dopiero na przełomie lat 50. i 60., kiedy do ocalałych skrzydeł budynku dostawiono nowy ośmiopiętrowy punktowiec. Był to efekt zmiany koncepcji urbanistycznej. Już za czasów Gomułki uznano, że Powiśle to obszar zbyt cenny, by przeznaczać go w całości na Park Kultury. Tereny zielone zaczęto okrajać i lokować tu kolejne osiedla ukryte wśród drzew. Jednym z nich było to zaprojektowane przez zespół architektów Andrzeja Milewskiego i Zygmunta Stępińskiego między Ludną, Czerniakowską a Gwardzistów. Nowy blok przy Czerniakowskiej wtopił się w przestrzeń tego osiedla; powstał jednak kilka lat wcześniej, bo przed 1960 r. Trzeba przyznać, że w tamtych czasach wyróżniał się architekturą. Poziome pasy loggii ożywiały barwne plamy prostokątów - czerwone i żółte, jak w nowoczesnej architekturze Holandii, Italii czy krajów Ameryki Południowej. Całość wznosiła się na słupach, nabierając lekkości, a boczne skrzydła doklejone do tego, co pozostało z budynku bankowców, obłożono cegłą klinkierową.

Dom musiał się podobać. Zdobi okładkę "Stolicy" z kwietnia 1961 r. Zagrał też w komedii Stanisława Barei "Mąż swojej żony" (też rok 1961). To właśnie tutaj mieszkają bohaterowie filmu. Uwielbiana przez całą Polskę rekordzistka lekkoatletka Fołtasiewiczówna (Aleksandra Zawieruszanka) i jej zahukany mąż, wybitny kompozytor Michał Karcz (Bronisław Pawlik). Niestety, w PRL-u blok raz zbudowany z reguły pozostawiano swojemu losowi. Tak też się stało i w tym przypadku. Kolory wyblakły, a dom dawno utracił swoją urodę.

Mokotów

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy