Romuald Szeremietiew: "W mieście, jak w wojsku"
30.10.2010
aktualizacja: 2010-10-29 19:37
W mieście, jak w wojsku, wszystko powinno dobrze funkcjonować. Przeczytaj rozmowę z niezależnym kandydatem na prezydenta Warszawy Romualdem Szeremietiewem
Czy to prawda, że PiS próbował przekonać pana do rezygnacji, by nadmiar kandydatów prawej strony nie rozpraszał elektoratu Radia Maryja. Takie wieści krążą u politycznej konkurencji z Platformy.
- Czy według politycznych kuluarów jestem też właścicielem głosów radiomaryjnych?
No właśnie, jest pan?
- Jeśli pani pyta, czy sztab wyborczy Romualda Szermietiewa zasiadł do rozmów z kierownictwem stacji, to takiego zdarzenia nie było. Podobnie jak oferty ze strony PiS, którą rozpowszechnia Platforma. To na razie rachunek bez gospodarza.
Ale z toruńską rozgłośnią jest pan zaprzyjaźniony?
- Skoro jest medium, które dociera do części warszawiaków nie widzę powodu, by z tej drogi nie skorzystać. Moja wizja historii, poglądy są tam dobrze przyjmowane. Goszczę w programach stacji, miałem wykład inauguracyjny na toruńskiej uczelni związanej z Radiem Maryja. To jest aktywność natury intelektualnej, a nie politycznej.
Radio Maryja to dla pana znaczące wsparcie?
- Warszawa jest miejsce trochę innym niż np. Podkarpacie.
Pan się identyfikuje z poglądami stacji?
- W sprawach wiary, owszem. Polityczne, wiadomo, że Radio Maryja sympatyzuje z PiS. Rzeczywiście w związku z Warszawą nastąpiła pewna konfuzja, ale dla mnie to nie jest problem. Myśli pani, że gdyby mnie nie było, Czesław Bielecki dostałby głosy słuchaczy Radia Maryja?
Po co panu ten start?
- Proszę wziąć pod uwagę moją sytuację: w 2001 r. jako wiceminister obrony narodowej w niezbyt przyjemny sposób zostałem wyrwany z publicznej działalności oskarżeniami o korupcję. Po latach śledztw, procesów zostałem uniewinniony, ten fakt mocno podziałał na wyobraźnię ludzi. Jako doświadczony polityk, który sprawdził się w trudnych sytuacjach i kierował dużymi zespołami ludzi mam prawo sądzić, że mógłbym jeszcze coś pożytecznego zrobić.
Wcześniej nie interesował się pan samorządem
- Zaczęliśmy spotykać się w gronie ludzi, którzy działali kiedyś w opozycji niepodległościowej. Odbyliśmy wiele rozmów, m.in. na terenie IPN. Zbieraliśmy relacje i dokumenty z naszej działalności. Potem pojawiły się pytania, czy nie należałoby czegoś zrobić teraz. Mieliśmy podobną opinię na temat stanu polskiej polityki, że jest trudna do akceptacji. Gdy oglądaliśmy z przyjaciółmi scenę polityczną, jakoś nie znajdowaliśmy miejsca, w które można by się zaangażować. I tak wypadło na Warszawę. Ciekawe i duże wyzwanie.
Politycznie, gdzie się pan teraz sytuuje?
- Gdy w 1919 r. Józef Piłsudski został naczelnikiem państwa, odwiedzili go towarzysze z PPS przekonani, że odwiedzają kolegę partyjnego, a on im powiedział: "Panowie, ja tu nie jestem dla PPS, dla lewicy czy dla prawicy, ja tu jestem dla Polski". Może to brzmi patetycznie, ale i ja tak czuję. Poza politykami zwalczających się opcji też przecież istnieje świat.
Można być apolitycznym, działając w polityce?
- Odpowiem słowami papieża Jana Pawła II. Zapytany, co to jest polityka, rzekł: "Jest to roztropna troska o dobro wspólne".
Marszałek Piłsudski, Jan Paweł II - to hasła, cytaty, które z polską rzeczywistością mają dziś niewiele wspólnego.
- W mojej rzeczywistości jest inaczej. Dla mnie to nie są hasła, bo ja się tak właśnie zachowuję. Moja wizja państwa i Polski jest zbliżona do wizji marszałka Józefa Piłsudskiego.
- Czy według politycznych kuluarów jestem też właścicielem głosów radiomaryjnych?
No właśnie, jest pan?
- Jeśli pani pyta, czy sztab wyborczy Romualda Szermietiewa zasiadł do rozmów z kierownictwem stacji, to takiego zdarzenia nie było. Podobnie jak oferty ze strony PiS, którą rozpowszechnia Platforma. To na razie rachunek bez gospodarza.
Ale z toruńską rozgłośnią jest pan zaprzyjaźniony?
- Skoro jest medium, które dociera do części warszawiaków nie widzę powodu, by z tej drogi nie skorzystać. Moja wizja historii, poglądy są tam dobrze przyjmowane. Goszczę w programach stacji, miałem wykład inauguracyjny na toruńskiej uczelni związanej z Radiem Maryja. To jest aktywność natury intelektualnej, a nie politycznej.
Radio Maryja to dla pana znaczące wsparcie?
- Warszawa jest miejsce trochę innym niż np. Podkarpacie.
Pan się identyfikuje z poglądami stacji?
- W sprawach wiary, owszem. Polityczne, wiadomo, że Radio Maryja sympatyzuje z PiS. Rzeczywiście w związku z Warszawą nastąpiła pewna konfuzja, ale dla mnie to nie jest problem. Myśli pani, że gdyby mnie nie było, Czesław Bielecki dostałby głosy słuchaczy Radia Maryja?
Po co panu ten start?
- Proszę wziąć pod uwagę moją sytuację: w 2001 r. jako wiceminister obrony narodowej w niezbyt przyjemny sposób zostałem wyrwany z publicznej działalności oskarżeniami o korupcję. Po latach śledztw, procesów zostałem uniewinniony, ten fakt mocno podziałał na wyobraźnię ludzi. Jako doświadczony polityk, który sprawdził się w trudnych sytuacjach i kierował dużymi zespołami ludzi mam prawo sądzić, że mógłbym jeszcze coś pożytecznego zrobić.
Wcześniej nie interesował się pan samorządem
- Zaczęliśmy spotykać się w gronie ludzi, którzy działali kiedyś w opozycji niepodległościowej. Odbyliśmy wiele rozmów, m.in. na terenie IPN. Zbieraliśmy relacje i dokumenty z naszej działalności. Potem pojawiły się pytania, czy nie należałoby czegoś zrobić teraz. Mieliśmy podobną opinię na temat stanu polskiej polityki, że jest trudna do akceptacji. Gdy oglądaliśmy z przyjaciółmi scenę polityczną, jakoś nie znajdowaliśmy miejsca, w które można by się zaangażować. I tak wypadło na Warszawę. Ciekawe i duże wyzwanie.
Politycznie, gdzie się pan teraz sytuuje?
- Gdy w 1919 r. Józef Piłsudski został naczelnikiem państwa, odwiedzili go towarzysze z PPS przekonani, że odwiedzają kolegę partyjnego, a on im powiedział: "Panowie, ja tu nie jestem dla PPS, dla lewicy czy dla prawicy, ja tu jestem dla Polski". Może to brzmi patetycznie, ale i ja tak czuję. Poza politykami zwalczających się opcji też przecież istnieje świat.
Można być apolitycznym, działając w polityce?
- Odpowiem słowami papieża Jana Pawła II. Zapytany, co to jest polityka, rzekł: "Jest to roztropna troska o dobro wspólne".
Marszałek Piłsudski, Jan Paweł II - to hasła, cytaty, które z polską rzeczywistością mają dziś niewiele wspólnego.
- W mojej rzeczywistości jest inaczej. Dla mnie to nie są hasła, bo ja się tak właśnie zachowuję. Moja wizja państwa i Polski jest zbliżona do wizji marszałka Józefa Piłsudskiego.
-
Znalem faceta
karul
31.10.10, 03:37
na uniwersytecie im. Boleslawa Bieruta, gdy mieslimy oboje dwadziescia kilka lat. Wszyscy sie od tego czasu zmienilismy, intelektulanie i fzycznie. Ten jednak dzielnie tkwi w tych swoich »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




