Dom bankowy: szpital i bastion powstańców

Jerzy S. Majewski
12.11.2010 aktualizacja: 2010-11-11 20:39
A A A Drukuj
Dom Banku Polskiego przy Czerniakowskiej około 1930 r. ARCHITEKTURA I BUDOWNICTWO 1930
Dom mieszkalny pracowników Banku Polskiego był jednym z bastionów powstańczych na Górnym Czerniakowie.
Napisałem o tym budynku przed dwoma tygodniami i od razu odezwali się nasi czytelnicy. "W tym domu się urodziłem. Mieszkałem w nim przez pierwsze pięć lat mojego życia" - napisał do nas w liście pan Michał Frydrychiewicz.

Przypomnijmy, że budynek powstał w 1928 r., a zaprojektował go związany z bankiem architekt Stanisław Filasiewicz. Gmach stanął u zbiegu ulic Okrąg, Czerniakowskiej i Wilanowskiej. Od Czerniakowskiej miał jedynie narożnik, a w skrzydle od ulicy Okrąg (nr 2) znajdowała się brama wiodąca na podwórko. Obydwa skrzydła od podwórka łączyła oficyna. Mieszkania w budynku dla siebie i rodziny kupił tu m.in. dziadek pana Frydrychiewicza - Jan Kosiński.

Nasz czytelnik urodził się we wrześniu 1939 r. i mieszkał tu aż do momentu, gdy Niemcy po zajęciu Wilanowskiej, ostatniego punktu oporu na Górnym Czerniakowie, wygonili cywilnych mieszkańców i popędzili ich do Pruszkowa.

"Biały" ginie pierwszy

Dom zamieniony w powstańczy bastion znakomicie pamięta inny z naszych czytelników, Jerzy Sienkiewicz "Rudy", który walczył w Powstaniu od pierwszego do ostatniego dnia na Górnym Czerniakowie, Mokotowie i w Śródmieściu.

- Już 1 sierpnia około 18 przed budynkiem poległ mój kolega, strzelec Tadeusz Dobrzański "Biały", żołnierz plutonu 1140 zgrupowania "Konrada". Posłano go z patrolem rozpoznawczym i wdał się w strzelaninę z Niemcami zajmującymi garaże na Wilanowskiej. Razem z nim ranny został strzelec "Furman", Wacław Wagner - opowiada "Rudy". Mieszkańcy budynku wciągnęli poległego do bramy.

- Gdzie go potem pochowali? Nie wiem - zastanawia się Sienkiewicz.

Zajęli się też rannym. "Biały", który poległ w drugiej godzinie Powstania, był z zawodu lakiernikiem samochodowym. Był z pokolenia Kolumbów. Miał równo 20 lat.

- Jego droga konspiracyjna prowadziła przez kompanię szturmową "Odwet" aż do grupy szturmowej plutonu 1140 w drugiej kompanii zgrupowania "Konrad". Poznałem go na jakiejś zbiórce szkoleniowej - mówi Sienkiewicz.

W oficynie - szpital

Kolejny powstańczy rozdział w dziejach budynku zaczął się nocą z 7 na 8 września.

Na Górny Czerniaków ze Śródmieścia przysłany został kapitan "Kryska" (Zygmunt Netzer). Wraz z nim przybyły cztery kompanie bardzo źle uzbrojonego wojska. "Kryska" ulokował swój sztab właśnie w domu przy Czerniakowskiej 200.

- Dowodził stamtąd odcinkiem na Czerniakowie, aż do czasu przybycia podpułkownika "Radosława" (Jana Mazurkiewicza) wraz z oddziałami "Czata" i "Broda", które w znaczący sposób wzmocniły obronę Czerniakowa - opowiada Sienkiewicz.

"Radosław" objął dowództwo, a "Kryska" został jego zastępcą. - Teraz to właśnie "Radosław" ulokował się w domu przy Czerniakowskiej 200, a "Kryska" przeniósł się na Zagórną, gdzie 12 września został ciężko ranny - wspomina Sienkiewicz.

W oficynie kamienicy ulokował się szpital powstańczy. Prowadził go Zygmunt Kujawski "Brom".

O szpitalu czytamy w „Pamiętnikach żołnierzy batalionu »Zośka «”. W bardziej literackiej wersji opisał go autor „Kamieni na szaniec” Aleksander Kamiński w książce „Zośka i Parasol”. Czytamy o Jerzym Zborowskim „Jeremim”, który ranny ocknął się w szpitalu. „Odzyskując przytomność, już początkami świadomości chwycił strzelaninę, wybuchy, krzyki i jakiś nerwowy ruch. Leżał na noszach tuż obok nieprzytomnego powstańca. Panował niewiarygodny ścisk i zaduch. Przez szpary okienek i przez drzwi wdzierał się dym. Nieludzki ryk człowieka, któremu lekarz łamał kość udową, zagłuszał nawet walkę toczącą się gdzieś w pobliżu”.

Berlingowcy nadchodzą z pomocą

W sierpniu na Górnym Czerniakowie panował jeszcze względny spokój. Zacięte walki, jedne z najkrwawszych w czasie całego Powstania Warszawskiego, rozgorzały tu w połowie września. Dom przy Czerniakowskiej 200 broniony był przez plutony Batalionu "Zośka", które Niemcy zmusili do wycofania się z linii ulic Rozbrat i Szarej.

- Byli tam też żołnierze "Czaty" kapitana "Motyla" (Zbigniewa Ścibora-Rylskiego) i "Kryski". Niemcy w pobliże budynku stanowiącego bastion zamykający wylot Wilanowskiej dotarli 15 września. Nocą z 15 na 16, a potem z 16 na 17 i z 17 na 18 września zza Wisły na Czerniaków przeprawili się berlingowcy, żołnierze 9. Pułku Piechoty 3. Dywizji Piechoty 1. Armii Wojska Polskiego. Zaczęli wspomagać żołnierzy "Radosława". Walczyli na ulicy Okrąg, Wilanowskiej, a także w domu przy Czerniakowskiej 200. Żołnierze generała Zygmunta Berlinga byli przeważnie Kresowiakami lub świeżo wcielonymi do wojska chłopcami z lubelskich wsi. Często po raz pierwszy w życiu widzieli wielkie miasto. Byli słabo wyszkoleni. "W warunkach ciężkiej bitwy miejskiej czuli się obco, niepewnie, źle. Zaskakiwały ich dziesiątki nieoczekiwanych zjawisk, których nie umieli rozpoznać, i nie wiedzieli, jak się do nich ustosunkować. A reagować trzeba było natychmiast pod groźbą utraty życia lub spowodowania nieszczęścia. Zdezorientowani, wylękli, popełniali głupstwa lub zachowywali bierną bezradność. (....) Powstańców drażniła nieobrotność, niepojętość zastraszonych lubliniaków, w serca zaś tamtych zapadł uraz do pokpiwających, zarozumiałych, pokrzykujących powstańców" - oceniał Aleksander Kamiński.

- Nasi z nawyku próbują okopywać się na zajętych pozycjach, a tu wszędzie bruk i asfalt - opowiadał mi Tadeusz Targoński, żołnierz 9. Pułku Piechoty, który wylądował na Czerniakowie rankiem 17 września.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy