Historia potrafi być fascynująca. Gra miejska w ruinach

Jerzy S. Majewski
11.11.2010 aktualizacja: 2010-11-11 21:48
A A A Drukuj
W ruinach Banku
Polskiego przy Bielańskiej odbyła się gra historycznej
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
  • W ruinach Banku
Polskiego przy Bielańskiej odbyła się gra historycznej
'Drogi do wolności'
  • W ruinach Banku
Polskiego przy Bielańskiej odbyła się gra historycznej
'Drogi do wolności'
  • W ruinach Banku
Polskiego przy Bielańskiej odbyła się gra historycznej
'Drogi do wolności'
  • Przystanek Niepodległość na placu Teatralnym
Ponad godzinę trzeba było stać w kolejce w ruinach Banku Polskiego przy Bielańskiej, aby wziąć udział w grze historycznej "Drogi do wolności"
To tylko jedna z kilku imprez przygotowanych w czwartek przez Muzeum Historii Polski z okazji V edycji Przystanku Niepodległość. W namiocie na placu Teatralnym był koncert zespołu Raz, dwa, trzy, pokazywano filmy o wojnie polsko-bolszewickiej, a aktorzy Krystyna Tkacz, Magdalena Wójcik i Wojciech Malajkat czytali dzieciom bajkę. Po mieście jeździły zabytkowe tramwaje i jelcze ogórki.

Za carem...

Jednak najbardziej fascynująca była gra w Banku Polskim.

- W niezwykły sposób chcieliśmy pokazać dzieje Polski i losy Polaków pod zaborami. Od upadku Rzeczypospolitej w 1795 r. po odzyskaniu niepodległości w roku 1918 - mówi Marek Stremecki z Muzeum Historii Polski.

Ta gra wymagała odrobinę wyobraźni i wiedzy. Każdy mógł się wcielić w mało dziś znane postaci historyczne. Każdy mógł sam pokierować ich losami. Ja dostałem trzy życia.

- Trzeba trochę pogłówkować - mówi Maga, która już na samym początku gry otrzymała kartę z zaszyfrowanym wyrazem zapisanym na ścianie celi więziennej. Rozwiązuje go i wkracza na ścieżkę konspiracji.

Dziesięcioletnia Kinga Woźniakowska wybiera salon. Z góry wizytówek wyciąga nazwisko Józefa Elsnera. Zaskakuje mnie, gdy bez chwili zastanowienia mówi - to był nauczyciel Fryderyka Chopina.

Ja też rezygnuję ze ścieżki konspiracji, interesuje mnie kariera wojskowa. Gdy docieram do 1830 r. i staje przede mną dylemat - czy przyłączyć się do powstania, czy też nie, pozostaję wierny carowi Mikołajowi I. Dostaję do ręki kulę do głosowania i na sejmie w 1831 r. opowiadam się przeciw detronizacji cara jako króla Polski. To niesie dalsze skutki. Omijam pola bitewne, lochy i emigrację. Gdy dobiegam kresu życia na swej karcie pokoleń, otrzymuję stempel z myszą. - Marna postawa - ocenia Aleksandra Emerling z Muzeum.

...i przeciw niemu

Teraz zostaję powstańcem styczniowym. Konspiruję. Uczestniczę w starciu pod Węgrowem 3 lutego 1863 r., wreszcie trafiam na stryczek. - Piękna biografia - wzdycha jeden z organizatorów gry i przybija mi pieczątkę z orłem. Trochę mi szkoda życia. Gdyby nie ta szubienica, mógłbym zostać pozytywistą i skorzystać z boomu ekonomicznego pod koniec XIX w.

Daję się wskrzesić. Idę do czynownika i po krótkiej rozmowie po rosyjsku dostaję posadę na urzędzie z przyzwoitą pensyjką. Co zarobię inwestuję na giełdzie. Nie wszystkie inwestycje sa pewne. - Akcji stalowni niech pani nie kupuje - radzę pani Agnieszce, bo wiem, że na stal z Królestwa władze w Petersburgu wprowadzą cło i wielka warszawska fabryka upadnie. Sam lokuję pieniądze w kamienicach. To pewny interes.

Przychodzi jednak rok 1905 i zaczyna się rewolucja. Zostaję rewolucjonistą - fajtłapą. Dają mi klej w kubełku i ulotki do rozwieszenia na ścianie. Nie wyrabiam się w czasie, lepię się od kleju, łapie mnie rosyjskie wojsko, ale potem jest już lepiej. Gdy nadchodzi świt niepodległości, mam do wyboru dwie drogi - z Piłsudskim lub Dmowskim. Wybieram Piłsudskiego.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy