Lecą głowy w Czerniakowskim. "To pokaz dla mediów"

Wojciech Grejciun
17.11.2010 aktualizacja: 2010-11-16 20:23
A A A Drukuj
Szpital Fot. Grażyna Jaworska / AG
Po śmierci pacjentki dyrektor szpitala przy Stępińskiej zwolnił swoich zastępców. Personel i lekarze są jednak oburzeni, bo zdymisjonowani będą pełnić inne wysokie stanowiska. A cała sprawa to ich zdaniem gra pozorów.
Dyrektor Szpitala Czerniakowskiego Leszek Wójtowicz zwolnił wicedyrektora Marka Tulibackiego i naczelnego lekarza Piotra Karasiewicza. Decyzja ma związek ze śmiercią pacjentki szpitala Ewy Trautman, której historię opisaliśmy w "Gazecie". Kobieta zasłabła na ulicy i przez cztery dni leżała w Czerniakowskim bez opisu zdjęć z tomografu. Nie było radiologów, choć powinni być. Trautman zmarła z powodu rozległych udarów.

Dyrektor Wójtowicz z mediami nie rozmawia. Stołeczny ratusz, któremu podlega Szpital Czerniakowski, do tej pory o sprawie wypowiada się zdawkowo. - Sam dyrektor ma jeszcze czas na odwołanie się po kontrolach, które przeszedł szpital - twierdzi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza.

Tymczasem prawnik i rodzina zmarłej Ewy Trautman otrzymali list od grupy lekarzy ze Szpitala Czerniakowskiego. Personel jest oburzony decyzją Leszka Wójtowicza o zwolnieniu zastępców, bo jak pisze, jednocześnie "zaproponowano im następne zaszczytne stanowiska".

"To zwolnienie jest pokazem dla mediów, bo o wszystkim decydował i za wszystko odpowiada dyrektor (zwolnienie radiologów, fikcyjne zatrudnianie specjalistów, żeby wyłudzić kontrakty NFZ, brak aparatury medycznej)" - punktują autorzy listu.

- Obaj panowie zostali zwolnieni z funkcji dyrektorskich po uchybieniach formalno-administracyjnych. Jednak oceniani są przez dyrektora jako dobrzy lekarze, więc zaproponował im funkcje związane z wcześniejszymi obowiązkami, które pełnili - twierdzi Andryszczyk. W przypadku Marka Tulibackiego chodzi o funkcję wicedyrektora oddziału laryngologii, a Piotra Karasiewicza - dyrektora przyszpitalnej przychodni.

Korespondencja, którą dostała rodzina, miała być przesłana też m.in. do Ministerstwa Zdrowia. "Liczymy na rozsądek minister Ewy Kopacz, która też jest lekarzem i wie, że dobro pacjenta jest dobrem najwyższym. Dla nas trudne do zrozumienia jest niezdecydowanie władz miasta przy tych nieprawidłowościach i łamaniu najważniejszych zasad medycznych i moralnych" - czytamy w liście.

- Dyrektor widocznie czuje się bezkarny. To potworne, jedna wielka gra pozorów, przecież ci panowie nadal będą zarabiać w tym szpitalu ogromne pieniądze. Jak mam to wszystko wytłumaczyć córce? - pyta Tomasz Trautman, mąż zmarłej pacjentki.

Na wyciągnięcie surowych konsekwencji na razie zdecydował się tylko Narodowy Fundusz Zdrowia. Na początku listopada NFZ ogłosił druzgoczący raport po kontroli w szpitalu. Inspektorzy wypunktowali wiele nieprawidłowości. Nałożyli 211 tys. zł kary i obcięli kontrakty. - Szpital nie zabezpieczył specjalistów na oddziałach: ratunkowym, neurologicznym i na intensywnej terapii - podkreślała Barbara Misińska, dyrektorka mazowieckiego NFZ.

Śledztwo w sprawie Szpitala Czerniakowskiego prowadzi mokotowska prokuratura.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy