Przed wyborami chwalmy się, ile wlezie. Nawet podwójnie

Wojciech Karpieszuk
17.11.2010 aktualizacja: 2010-11-17 12:44
A A A Drukuj
Szalony wózkowicz ze swoim psem Spajkiem Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Zasada nr 1 - przed wyborami wszystko jest możliwe. Zasada nr 2 - chwalić się, nawet kolejny raz tym samym. Urzędnicy opanowali te zasady do perfekcji. Wczoraj udowodnili to na dziwnym spotkaniu najwyższego szczebla z osobami niepełnosprawnymi.
Do kawiarni Starbucks przy Nowym Świecie (za chwilę o tym, dlaczego tam) przyszli szefowie Zarządu Transportu Miejskiego i Zarządu Dróg Miejskich, burmistrzowie dwóch dzielnic, do tego urzędnicy biura polityki społecznej ratusza. Zjawiła się nawet niezapowiedziana prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zaproszono dziennikarzy, było też kilka osób niepełnosprawnych.

To miało być spotkanie podsumowujące kampanię "Kolej na kolej", w której fundacja MaMa i Towarzystwo Przyjaciół Szalonego Wózkowicza zwracały uwagę na problemy, jakie mają rodzice z wózkami i osoby na wózkach na dworcach i w pociągach. Jednak o tym było niewiele, zresztą z PKP nikt nie przyszedł. Mówiono o czym innym.

Burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski (PO) chwalił się, że na zlecenie dzielnicy mamy z fundacji MaMa przeprowadziły tu "dogłębny audyt" miejsc niedostępnych dla wózkowiczów. Zrobiły to w wakacje 2008 r., wtedy też burmistrz chwalił się tym po raz pierwszy na konferencji prasowej.

Jego partyjny kolega Wojciech Maurycy Komorowski, który rządzi Ochotą, opowiadał, że u niego audyt odbył się w tym roku. Znowu déja vu. Dokładnie o tym samym mówił pod koniec października u siebie w ratuszu na konferencji prasowej połączonej z naradą z urzędnikami.

Wczoraj przemawiała też urzędniczka miejskiego wydziału ds. osób niepełnosprawnych: o konsultacjach społecznych, o opiniowaniu planów zagospodarowania pod kątem osób niepełnosprawnych. Nie wspomniała, że inicjatywa tego wydziału o podjazdach dla wózkowiczów przy lokalach na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu to klapa. Sprawy w swoje ręce wziął dopiero Marek Sołtys, znany jako "Szalony Wózkowicz". Jeździł od lokalu do lokalu i namawiał na przenośne rampy. Udało mu się przekonać właścicieli i menedżerów ok. 30 sklepów, pubów, restauracji, zakładów usługowych. Jedną z pierwszych ramp położono latem w kawiarni Starbucks.

Nieco mniej przyjemnie zrobiło się, kiedy mamy i osoby niepełnosprawne wyliczały przeszkody, na które natykają się, poruszając się po Warszawie. Niektóre pułapki urzędnikom i pani prezydent znane są od dawna. Choćby ciągle popsute windy przy rondzie u zbiegu Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich, do których nie mieszczą się akumulatorowe wózki. Poza tym osoby o słabych rękach nie dają rady samodzielnie obsługiwać tych wind, bo żeby jechały, trzeba cały czas przyciskać guzik. Wczoraj kolejny raz padło zapewnienie, że windy będą zmienione.

- Zapraszamy państwa do nas na rozmowy. Jesteśmy otwarci na sugestie, na współpracę, na opinie - przekonywał niepełnosprawnych Mirosław Kazubek, wicedyrektor ZDM.

- Znamy się od wielu lat, bo cały czas piszę do ZDM - odparła kobieta na wózku. I przywołała odpowiedź, jaką dostała od wiceprezydenta Warszawy w sprawie wind z ronda w centrum - na inne miasta nie stać.

Na pytanie "Gazety" o paski z guzkami na peronach w metrze, których też od lat nie mogą doprosić się niewidomi, pani prezydent odparła, że pasków nie ma, bo brakuje odpowiednich przepisów ("Jak je zamontujemy, to narazimy się na wypłatę odszkodowań, gdyby doszło do wypadku"). Nad przepisami pracują (od dwóch lat) w Ministerstwie Infrastruktury. Twierdzą tam jednak, że wcale nie są one niezbędne do modernizacji stacji.

Na koniec pani prezydent zaapelowała do niepełnosprawnych: - Piszcie o swoich problemach bezpośrednio do mnie. Ja naprawdę czytam pocztę.

Na wszelki wypadek podajemy adres: sekretariatprezydenta@um.warszawa.pl.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy