Skończył sto lat i promuje książkę o Warszawie
19.11.2010
aktualizacja: 2010-11-18 21:14
Pensjonarka od krakowskich urszulanek Janina Marcinkowska poznała aktora i przedsiębiorcę Michała Tarasiewicza w 1909 r. Pobrali się 5 lutego 1910 r. Dziewięć miesięcy później urodził się ich syn Kordian. W piątek 19 listopada obchodzi setne urodziny, a w czwartek promuje swoją książkę "Cały wiek w Warszawie"
Ślub jego rodziców miał miejsce w kościele kanoniczek św. Andrzeja przy pl. Teatralnym. W kronice towarzyskiej doniósł o nim "Kurier Warszawski". Panna młoda była córką ziemian z powiatu iłżeckego niedaleko Radomia. Pan młody synem Tadeusza Tarasiewicza, założyciela jednej z najsłynniejszych warszawskich palarni kawy działającej pod firmą Pluton. Związek błogosławił ks. Franciszek Rolecki, proboszcz z Pawłowic koło Iłży. Modlitwę odśpiewał basista opery Adam Ostrowski. Potem owdowiała matka panny młodej podejmowała weselników w apartamentach Hotelu Europejskiego.
- Menu przyjęcia weselnego rodziców pochlebnie świadczy o guście kulinarnym mojej babki - przekonuje Kordian Tarasiewicz i wskazuje na fragment swej książki: wódki, zakąski, zupa krem z drobiu, zupa jarzynowa Julienne, paszteciki, filety z soi a la Carmen, comber sarni z garniturem, sos Cumberland, pieczyste: pulardy, kuropatwy, sałata i kompot, karczochy z sosy muślinowym: bomba lodowa Nesselrode, no i oczywiście kawa.
W podróż poślubną młoda para wyjechała do Włoch, a Michał Tarasiewicz podarował żonie album, do którego wpisywały się sławy. Już na wstępie widnieje rysunek Wojciecha Kossaka, na którym album Janinie z Marcinkowskich wręcza huzar. Gdy Kordian Tarasiewicz się urodził, słynny aktor Ludwik Solski wpisał: "Wiwat! Wiwat! Matka mała, bo się dzielnie spisała".
Przerwana kariera
W zbiorach Kordiana Tarasiewicza przetrwało wiele zdjęć jego ojca w rolach teatralnych. Oglądamy go jako Irydiona, hrabiego Henryka w "Nieboskiej komedii", Mazepę czy Kordiana. Dziadek nie był zadowolony z tej kariery "komedianta". Miał jednak trzech synów i dwie córki. Michał ukończył szkołę dykcji i deklamacji w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym w 1894 r., a potem przez wiele lat występował na scenach teatrów warszawskich, krakowskich, poznańskich i łódzkich. Przyjaźnił się ze Stanisławem Wyspiańskim, który rysował jego portrety. Helena Modrzejewska w 1903 r. podarowała mu fotografię z dedykacją: "Niech żyją młoda sztuka i młodzi artyści. Stara, ale sercem młoda aktorka mi koleżanka". Karierę Michała przerwała najpierw jego choroba, a w 1906 r. śmierć brata Jana, który dotąd zajmował się rodzinna firmą Pluton.
- Ta śmierć postawiła mego ojca przed koniecznością przejęcia obowiązków zarządzającego - wspomina Kordian Tarasiewicz. „W liście do Marii Rolle z 28 lutego 1907 r. ojciec skarży się na swój los. »Niech Pani sobie wyobrazi, że po nagłej i niespodziewanej śmierci Brata mego musiałem zostać kierownikiem fabryki, odpowiedzialnym reprezentantem i firmantem. Musiałem objąć wszystkie zobowiązania, bardzo ciężkie, musiałem zostać opiekunem siedmiorga dzieci. Ta opieka jest mi szalenie uciążliwa i szalenie czas rabuje. Musiałem pogrzebać ostatecznie wszystkie moje marzenia, dążenia i wziąć się do najwstrętniejszej mi pracy, tak obcej, tak rozbieżnej z dotychczasowa działalnością «” - czytamy w książce. Mimo to Michał Tarasiewicz nadal sporadycznie występował, a w latach 1919-21 był nawet dyrektorem słynnego Teatru Miejskiego we Lwowie.
Po latach jego obowiązki w firmie przejmie syn Kordian Tarasiewicz. Będzie ją prowadził w czasie okupacji i odbudowywał po wojnie ze zniszczeń. W 1950 r. prywatna firmę Pluton zlikwiduje państwo.
W mroku kamienicy
W ciągu stu lat życia Kordian Tarasiewicz mieszkał w kilku warszawskich domach. Były to zarówno stare XIX-wieczne kamienice, jak i nowoczesne domy z lat międzywojennych. W tym cyklu pisałem już o domu zbudowanym z jego inicjatywy w latach 30. przy ul. Grzybowskiej 37. Dziś zatrzymajmy się dłużej pod jednym z pierwszych adresów Kordiana Tarasiewicza w kamienicy przy Nowowiejskiej 15.
Mieszkał tu z rodzicami jako kilku- i kilkunastolatek. Budynek wznosił się w południowej pierzei ulicy na odcinku zajmowanym dziś przez wejście do stacji metra Politechnika i przebitą w latach 60. ul. Waryńskiego.
Kamienica sąsiadowała od wschodu z fabryką żarówek i wyrastała ponad nią wysoką ścianą szczytową. Powstała jeszcze przed 1900 r., a na przełomie XIX i XX w. należała najpierw do Józefa Koeniga, a potem do niejakiego B. Szwarcmachera.
Był to budynek o eklektycznej elewacji zbudowany na prostokątnym placu ciągnącym się mocno w głąb posesji. Miała ona dwa podwórka studnie. To pierwsze było stosunkowo wąskie i dość długie. W każdym razie wpadało tu tyle światła, że pośrodku można było założyć ogródek, na którym wyrósł spory klon.
Tarasiewiczowie zamieszkali na pierwszym piętrze od frontu. Wygląd tego mieszkania opisuje Kordian Tarasiewicz w swojej książce. Było ono sześciopokojowe. Miało typowy układ. Z reprezentacyjnej klatki schodowej wchodziło się do holu. Tu w części frontowej znajdował się gabinet Mikołaja Tarasiewicza, sypialnia i salon. W głębi na styku części frontowej z oficyną boczną była ulokowana jadalnia. Z jadalni wzdłuż ściany szczytowej domu ciągnął się wąski korytarz. Tu zgrupowane były dwa pokoje, kuchnia i spiżarnia z oknami wychodzącymi na podwórko. Na końcu korytarza znajdowały się drzwi kuchenne wiodące na drewnianą klatkę schodową.
„W gabinecie ojca znajdowało się mnóstwo pamiątek jego życia teatralnego: szarfy od wieńców i kwiatów z większych uroczystości, afisze, fotografie z dedykacjami, m.in. od Heleny Modrzejewskiej i Ludwika Solskiego. Wisiał portret ojca pędzla Stanisława Czajkowskiego. Dwie duże szafy zawierały mnóstwo książek, roczniki »Świata «, »Chimery «, encyklopedię Orgelbranda” - czytamy.
Ściany zapełniały obrazy Juliusza Fałata, Jacka Malczewskiego, akwarele Stanisława Tondosa. Wisiały też dwa portrety autorstwa Stanisława Wyspiańskiego przedstawiające właściciela mieszkania w roli komesa Sieciecha i Protesilasa. Uwagę przykuwał jednak portret pani domu namalowany przez wybitnego malarza Konrada Krzyżanowskiego.
"W 1919 r. Krzyżanowski namalował portret mojej matki, który wzbudził wielkie zainteresowanie w kołach artystyczno-muzealnych. Zaproponowano artyście, by obraz znalazł się w galerii Sztuki Narodowej. (...) Krzyżanowski przyszedł bardzo speszony do ojca z prośbą, aby mógł płótno to wycofać, równocześnie obiecując, że namaluje drugi taki sam portret. Ojciec zgodził się na tę propozycję. Pozowanie przeciągnęło się jednak. Rok 1920 był niespokojny. Choroba artysty sprawiła, że pracę prawie wykonał, ale dopiero w dwa lata od jej rozpoczęcia. Niestety, obrazu nie ukończył, ponieważ zmarł w 1922 r. Na niemal gotowym portrecie brak tylko lewej ręki" - czytamy w książce.
Popisy na pianoli
Innym dziełem sztuki z salonu był gipsowy biust dłuta Jana Szczepkowskiego, prawie naturalnej wielkości - przedstawiający Michała Tarasiewicza. Po jego śmierci rzeźba została przekazana do Teatru im. Słowackiego w Krakowie. W salonie tykał zegar w szklanej szafce - prezent ślubny od pracowników firmy Pluton, fortepian marki Blüthner i pianola o dwóch pedałach. Wprowadzona do mechanizmu rolka odpowiednio nakłutego papieru obracała się, powodując uderzenia klawiszy. Każda z rolek zawierała inny utwór. „Pamiętam, że kiedy byłem trochę starszy, przyszło do mnie dwóch kolegów i kokietowaliśmy z balkonu dwie panienki siedzące również na balkonie prawie naprzeciwko. Chcieliśmy oczywiście czymś je olśnić i wpadliśmy na pomysł prosty, a efektowny - jeden z nas grał na pianoli. Przez szeroko otwarte okno muzyka dochodziła do panienek, które nabierały wyobrażenia o umiejętnościach owego pianisty. Ten po chwili ukazywał się na balkonie. Następny zaś znikał, puszczając inną rolkę pianoli, po czym on z kolei wychodził na balkon, a wówczas ów trzeci rozpoczynał »koncert «, co oczywiście wprawiało w zachwyt słuchaczki przekonane, że mają vis-a-vis tak uzdolnioną muzycznie młodzież”.
W 1919 r. Michał Tarasiewicz opuścił Warszawę, obejmując we Lwowie funkcję dyrektora słynnego teatru miejskiego. Wrócił w 1921 r., aby kierować teatrem letnim w Ogrodzie Saskim. Krytykowany szybko zrezygnował i coraz bardziej poświęcał się sprawom firmy Pluton. Zmarł w 1923 r. w pociągu ze Lwowa.
Wróćmy jeszcze do kamienicy przy Nowowiejskiej. Wśród jej innych mieszkańców był m.in. prezes weteranów powstania styczniowego A. Święcicki. "Jego córka dawała lekcje na fortepianie, które i ja pobierałem" - wspomina Kordian Tarasiewicz. Budynek dotrwał do 1944 r. Jego mury rozebrano w związku z budową MDM-u.
- Menu przyjęcia weselnego rodziców pochlebnie świadczy o guście kulinarnym mojej babki - przekonuje Kordian Tarasiewicz i wskazuje na fragment swej książki: wódki, zakąski, zupa krem z drobiu, zupa jarzynowa Julienne, paszteciki, filety z soi a la Carmen, comber sarni z garniturem, sos Cumberland, pieczyste: pulardy, kuropatwy, sałata i kompot, karczochy z sosy muślinowym: bomba lodowa Nesselrode, no i oczywiście kawa.
W podróż poślubną młoda para wyjechała do Włoch, a Michał Tarasiewicz podarował żonie album, do którego wpisywały się sławy. Już na wstępie widnieje rysunek Wojciecha Kossaka, na którym album Janinie z Marcinkowskich wręcza huzar. Gdy Kordian Tarasiewicz się urodził, słynny aktor Ludwik Solski wpisał: "Wiwat! Wiwat! Matka mała, bo się dzielnie spisała".
Przerwana kariera
W zbiorach Kordiana Tarasiewicza przetrwało wiele zdjęć jego ojca w rolach teatralnych. Oglądamy go jako Irydiona, hrabiego Henryka w "Nieboskiej komedii", Mazepę czy Kordiana. Dziadek nie był zadowolony z tej kariery "komedianta". Miał jednak trzech synów i dwie córki. Michał ukończył szkołę dykcji i deklamacji w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym w 1894 r., a potem przez wiele lat występował na scenach teatrów warszawskich, krakowskich, poznańskich i łódzkich. Przyjaźnił się ze Stanisławem Wyspiańskim, który rysował jego portrety. Helena Modrzejewska w 1903 r. podarowała mu fotografię z dedykacją: "Niech żyją młoda sztuka i młodzi artyści. Stara, ale sercem młoda aktorka mi koleżanka". Karierę Michała przerwała najpierw jego choroba, a w 1906 r. śmierć brata Jana, który dotąd zajmował się rodzinna firmą Pluton.
- Ta śmierć postawiła mego ojca przed koniecznością przejęcia obowiązków zarządzającego - wspomina Kordian Tarasiewicz. „W liście do Marii Rolle z 28 lutego 1907 r. ojciec skarży się na swój los. »Niech Pani sobie wyobrazi, że po nagłej i niespodziewanej śmierci Brata mego musiałem zostać kierownikiem fabryki, odpowiedzialnym reprezentantem i firmantem. Musiałem objąć wszystkie zobowiązania, bardzo ciężkie, musiałem zostać opiekunem siedmiorga dzieci. Ta opieka jest mi szalenie uciążliwa i szalenie czas rabuje. Musiałem pogrzebać ostatecznie wszystkie moje marzenia, dążenia i wziąć się do najwstrętniejszej mi pracy, tak obcej, tak rozbieżnej z dotychczasowa działalnością «” - czytamy w książce. Mimo to Michał Tarasiewicz nadal sporadycznie występował, a w latach 1919-21 był nawet dyrektorem słynnego Teatru Miejskiego we Lwowie.
Po latach jego obowiązki w firmie przejmie syn Kordian Tarasiewicz. Będzie ją prowadził w czasie okupacji i odbudowywał po wojnie ze zniszczeń. W 1950 r. prywatna firmę Pluton zlikwiduje państwo.
W mroku kamienicy
W ciągu stu lat życia Kordian Tarasiewicz mieszkał w kilku warszawskich domach. Były to zarówno stare XIX-wieczne kamienice, jak i nowoczesne domy z lat międzywojennych. W tym cyklu pisałem już o domu zbudowanym z jego inicjatywy w latach 30. przy ul. Grzybowskiej 37. Dziś zatrzymajmy się dłużej pod jednym z pierwszych adresów Kordiana Tarasiewicza w kamienicy przy Nowowiejskiej 15.
Mieszkał tu z rodzicami jako kilku- i kilkunastolatek. Budynek wznosił się w południowej pierzei ulicy na odcinku zajmowanym dziś przez wejście do stacji metra Politechnika i przebitą w latach 60. ul. Waryńskiego.
Kamienica sąsiadowała od wschodu z fabryką żarówek i wyrastała ponad nią wysoką ścianą szczytową. Powstała jeszcze przed 1900 r., a na przełomie XIX i XX w. należała najpierw do Józefa Koeniga, a potem do niejakiego B. Szwarcmachera.
Był to budynek o eklektycznej elewacji zbudowany na prostokątnym placu ciągnącym się mocno w głąb posesji. Miała ona dwa podwórka studnie. To pierwsze było stosunkowo wąskie i dość długie. W każdym razie wpadało tu tyle światła, że pośrodku można było założyć ogródek, na którym wyrósł spory klon.
Tarasiewiczowie zamieszkali na pierwszym piętrze od frontu. Wygląd tego mieszkania opisuje Kordian Tarasiewicz w swojej książce. Było ono sześciopokojowe. Miało typowy układ. Z reprezentacyjnej klatki schodowej wchodziło się do holu. Tu w części frontowej znajdował się gabinet Mikołaja Tarasiewicza, sypialnia i salon. W głębi na styku części frontowej z oficyną boczną była ulokowana jadalnia. Z jadalni wzdłuż ściany szczytowej domu ciągnął się wąski korytarz. Tu zgrupowane były dwa pokoje, kuchnia i spiżarnia z oknami wychodzącymi na podwórko. Na końcu korytarza znajdowały się drzwi kuchenne wiodące na drewnianą klatkę schodową.
„W gabinecie ojca znajdowało się mnóstwo pamiątek jego życia teatralnego: szarfy od wieńców i kwiatów z większych uroczystości, afisze, fotografie z dedykacjami, m.in. od Heleny Modrzejewskiej i Ludwika Solskiego. Wisiał portret ojca pędzla Stanisława Czajkowskiego. Dwie duże szafy zawierały mnóstwo książek, roczniki »Świata «, »Chimery «, encyklopedię Orgelbranda” - czytamy.
Ściany zapełniały obrazy Juliusza Fałata, Jacka Malczewskiego, akwarele Stanisława Tondosa. Wisiały też dwa portrety autorstwa Stanisława Wyspiańskiego przedstawiające właściciela mieszkania w roli komesa Sieciecha i Protesilasa. Uwagę przykuwał jednak portret pani domu namalowany przez wybitnego malarza Konrada Krzyżanowskiego.
"W 1919 r. Krzyżanowski namalował portret mojej matki, który wzbudził wielkie zainteresowanie w kołach artystyczno-muzealnych. Zaproponowano artyście, by obraz znalazł się w galerii Sztuki Narodowej. (...) Krzyżanowski przyszedł bardzo speszony do ojca z prośbą, aby mógł płótno to wycofać, równocześnie obiecując, że namaluje drugi taki sam portret. Ojciec zgodził się na tę propozycję. Pozowanie przeciągnęło się jednak. Rok 1920 był niespokojny. Choroba artysty sprawiła, że pracę prawie wykonał, ale dopiero w dwa lata od jej rozpoczęcia. Niestety, obrazu nie ukończył, ponieważ zmarł w 1922 r. Na niemal gotowym portrecie brak tylko lewej ręki" - czytamy w książce.
Popisy na pianoli
Innym dziełem sztuki z salonu był gipsowy biust dłuta Jana Szczepkowskiego, prawie naturalnej wielkości - przedstawiający Michała Tarasiewicza. Po jego śmierci rzeźba została przekazana do Teatru im. Słowackiego w Krakowie. W salonie tykał zegar w szklanej szafce - prezent ślubny od pracowników firmy Pluton, fortepian marki Blüthner i pianola o dwóch pedałach. Wprowadzona do mechanizmu rolka odpowiednio nakłutego papieru obracała się, powodując uderzenia klawiszy. Każda z rolek zawierała inny utwór. „Pamiętam, że kiedy byłem trochę starszy, przyszło do mnie dwóch kolegów i kokietowaliśmy z balkonu dwie panienki siedzące również na balkonie prawie naprzeciwko. Chcieliśmy oczywiście czymś je olśnić i wpadliśmy na pomysł prosty, a efektowny - jeden z nas grał na pianoli. Przez szeroko otwarte okno muzyka dochodziła do panienek, które nabierały wyobrażenia o umiejętnościach owego pianisty. Ten po chwili ukazywał się na balkonie. Następny zaś znikał, puszczając inną rolkę pianoli, po czym on z kolei wychodził na balkon, a wówczas ów trzeci rozpoczynał »koncert «, co oczywiście wprawiało w zachwyt słuchaczki przekonane, że mają vis-a-vis tak uzdolnioną muzycznie młodzież”.
W 1919 r. Michał Tarasiewicz opuścił Warszawę, obejmując we Lwowie funkcję dyrektora słynnego teatru miejskiego. Wrócił w 1921 r., aby kierować teatrem letnim w Ogrodzie Saskim. Krytykowany szybko zrezygnował i coraz bardziej poświęcał się sprawom firmy Pluton. Zmarł w 1923 r. w pociągu ze Lwowa.
Wróćmy jeszcze do kamienicy przy Nowowiejskiej. Wśród jej innych mieszkańców był m.in. prezes weteranów powstania styczniowego A. Święcicki. "Jego córka dawała lekcje na fortepianie, które i ja pobierałem" - wspomina Kordian Tarasiewicz. Budynek dotrwał do 1944 r. Jego mury rozebrano w związku z budową MDM-u.
Artykuł napisałem na podstawie rozmów z Kordianem Tarasiewiczem i jego promowanej książki "Cały wiek w Warszawie" wydawnictwa Veda
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]



