Robił zdjęcia w stolicy. Miały pokazać okrucieństwo wojny

Tomasz Urzykowski
22.11.2010 aktualizacja: 2010-11-21 19:36
A A A Drukuj
Archiwum IPN/kolekcja Juliena Bryana w Warszawie
  • 'Amerykanin w Warszawie. Stolica w obiektywie Juliena Bryana 1936-74'
  • Sam Bryan był gościem specjalnym Dni Bryana - cyklu imprez dedykowanych amerykańskiemu fotoreporterowi wojennemu Julienowi Bryanowi, które odbyły się z Domu Spotkań z Historią.
Juliana Bryana, fotoreportera, który dokumentował dla świata życie i dramat Warszawy we wrześniu 1939 r., wspomina jego syn Sam Bryan.
Sam Bryan był gościem specjalnym Dni Bryana - cyklu imprez dedykowanych amerykańskiemu fotoreporterowi wojennemu Julienowi Bryanowi, które odbyły się z Domu Spotkań z Historią. Julien Bryan (1899-1974) był zagranicznym fotoreporterem rejestrującym los okrążonej przez Niemców Warszawy. Udało mu się wywieźć stąd filmy i zdjęcia, które pokazały światu okrucieństwo tej wojny.

Tomasz Urzykowski: Które zdjęcie Juliena Bryana z oblężenia Warszawy w 1939 r. robi na panu największe wrażenie?

Sam Bryan: Kiedy wybuchła wojna i mój ojciec był tutaj, ja miałem tylko pół roku. Ale odkąd pamiętam, te zdjęcia zawsze mnie otaczały. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie te z Kazimierą Miką [dziewczyną rozpaczającą nad ciałem starszej siostry zabitej na kartoflisku na Powązkach]. Kazimierę Mikę spotkałem kilka razy - w 1974 r., potem w 2009 r. i we wrześniu tego roku.

Nie zaskakuje pana, że Julien Bryan jest w Warszawie tak serdecznie wspominany? Wydawane są książki o jego zdjęciach, w Domu Spotkań z Historią zorganizowano poświęconą mu wystawę "Amerykanin w Warszawie" i Dni Bryana.

- To stało się w przeciągu ostatnich kilku lat. W 2003 r., kiedy wszystkie odbitki oddałem do waszyngtońskiego Muzeum Holocaustu, zdjęcia mojego ojca stały się powszechnie dostępne na świecie. W zeszłym roku Eugeniusz Starky zmontował w USA film o Julienie Bryanie, którego skróty mogliśmy tu oglądać. Potem były dwie książki opublikowane w Polsce. Zdaje sobie sprawę, że Julien Bryan był tu ważną postacią.

Musiał być człowiekiem odważnym, skoro przyjechał na początku wojny.

- Kiedyś powiedziałem, że znalazł się tu przypadkiem, bo wsiadł do złego pociągu. Ale tak nie było. Przyjechał tu celowo i wiedział, co ma do zrobienia. W Warszawie bardzo pomógł mu prezydent Starzyński, z którym byli w dobrych relacjach, widywali się i nawzajem wspierali [prezydent Warszawy przydzielił fotoreporterowi samochód i tłumacza].

Pana ojciec wygłosił wtedy przez radio apel do prezydenta Roosevelta o pomoc dla najechanego przez Niemców kraju. Pomoc nie przyszła. Czy Julien Bryan nie miał poczucia porażki?

- Był bardzo zawiedziony, bo należał do zwolenników Roosevelta, głosował na niego. Kiedy wrócił z Warszawy, pokazał Rooseveltowi 80-minutowy materiał filmowy z tego, co działo się w stolicy Polski we wrześniu 1939 r. Roosevelt obejrzał to wszystko, ale nic za tym nie poszło. Zawód ojca był ogromny.

Czy pana ojciec opowiadał w domu o Warszawie?

- Lubił to miasto, lubił ludzi, których tu poznał, dlatego wracał. W 1940 r. jeździł po Ameryce Południowej. Pisał stamtąd listy do żony, czyli mojej matki. Jeszcze wszystkich ich nie przeczytałem, ale coś szczególnego zwróciło moją uwagę. W tych listach ojciec zastanawiał się, co dzieje się w Polsce? Od września 1939 r. minął rok, a on wciąż myślał o ludziach spotkanych w Warszawie.

Jakie znaczenie w jego karierze miały filmy i zdjęcia z oblężonej Warszawy?

- On widział różne wojny, ale ta była szczególna, inna od pozostałych. W Warszawie faktycznie stał się uczestnikiem walk, towarzyszył obrońcom miasta i ludności cywilnej, przeżył bombardowania. W 1958 r. udało mu się odszukać osoby, które tu fotografował w 1939 r. Wrócił wtedy do Warszawy, by po latach spotkać bohaterów swoich zdjęć.

Miał jakieś miejsca w Warszawie, do których lubił wracać?

- Lubił dobre hotele. Jeśli mógł znaleźć w Warszawie dobry hotel, dobrą restaurację, to bardzo się cieszył. Mieszkał w Hotelu Europejskim. Mówi się, że w 1939 r. dotarł do Warszawy 7 września, a przybita w jego paszporcie pieczątka Hotelu Europejskiego ma datę 6 września. To była noc, więc mogło dojść do zamieszania.

Pan też kilkakrotnie odwiedził nasze miasto.

- Poprzednio byłem we wrześniu tego roku na zaproszenie kombatantów, teraz znów jestem. A pierwszy raz znalazłem się tu w 1974 r. z ojcem. Ta podróż pozwoliła mi poznać Warszawę. Ojciec był moim przewodnikiem.

Julien Bryan zmarł krótko po tamtej podróży. Teraz pan tu przyjeżdża. Jakim miastem jest Warszawa? Czy widać, że wciąż nie wyleczyła wojennych ran?

- To miasto, w którym teraz bardzo dużo się zmienia. Choć widać, że nie do końca naprawiono ślady dramatycznej przeszłości. Ale odpowiem inaczej: w czwartek jeździłem taksówką po Brooklynie i utknąłem w korku. W piątek jechałem z lotniska w Warszawie i też był korek. W niczym nie różnił się od tamtego.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy