Członkowie komisji łamali prawo: dla dobra wyborców

Wojciech Karpieszuk
22.11.2010 aktualizacja: 2010-11-22 00:34
A A A Drukuj
Jacek Zadrożny z rodziną przyszedł na zagłosować Fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta
  • Jacek Zadrożny głosuje na prezydenta Warszawy
Jest podjazd, ale furtka prowadząca do niego - zamknięta. Członkowie komisji łamią prawo i wynoszą karty do głosowania na zewnątrz. Inaczej wyborca na wózku nie zagłosowałby w ogóle. W innym lokalu głosuje niewidomy, ale tylko na prezydenta Warszawy. Dlaczego?
- Jest nowy podjazd. Miałem prawo przypuszczać, że w dniu wyborów będę mógł z niego skorzystać. Myślałem, że bez problemów wjadę do lokalu wyborczego - opowiada nasz bohater, który porusza się na wózku.

Jego lokal wyborczy mieści się w niedawno wyremontowanej szkole. Nowy podjazd dla wózków znajduje się od strony boiska.

Wczoraj okazuje się jednak, że wejście z podjazdem jest zamknięte. Tak samo jak prowadząca do niego furtka. Komisja nie ma kluczy. Ma je dozorca. Szuka go żona niepełnosprawnego wyborcy. On w tym czasie czeka pod szkołą. Żona wraca bez dobrych wiadomości: dozorca się znalazł, ale bez kluczy. Od członka komisji usłyszała, że klucze być może ma jeszcze firma budowlana.

Podjazd jest wyłożony kafelkami, nie widać, aby toczyły się tam jakieś prace. Na początku miesiąca szkołę nawiedzili - "w związku z zakończeniem modernizacji i rozbudowy placówki" - włodarze dzielnicy i urzędu miasta - taką informację znajduję w internecie.

Żona niepełnosprawnego wyborcy mówi: - Pani z komisji zaproponowała przenośną urnę.

Coś takiego nie istnieje. Przepisy mówią, że kart do głosowania ani urny nie można wynosić na zewnątrz. - Chcę zagłosować - mówi niepełnosprawny wyborca. Proponuje: - Może jak pan pójdzie porozmawiać z nimi, to jakoś otworzą te drzwi.

Ja: - Jak dowiedzą się, że jestem dziennikarzem, to na pewno nie będzie przenośnej urny.

Żegnamy się. Po jakimś czasie dostaję od niepełnosprawnego wyborcy SMS-a: "W tajemniczych okolicznościach zagłosowałem!".

Targówek. Tu głosuje niewidomy Jacek Zadrożny z żoną Ewą. W 2009 roku przy okazji wyborów do europarlamentu stoczył z Państwową Komisją Wyborczą boje, by ta wprowadziła do powszechnego użytku specjalne nakładki na karty do głosowania. Umożliwią one niewidomym tajne oddanie głosu. Nakładki mają wycięte kwadraciki. Przykłada się je do karty, odlicza i stawia krzyżyk przy swoim kandydacie. Nikogo nie trzeba prosić o pomoc.

PKW jednak ich nie wprowadziła. A Jacek Zadrożony z braku możliwości tajnego oddania głosu złożył protest wyborczy. Sprawę nagłośniły media. Co prawda wymaganych prawem nakładek nie ma do dziś, ale coś się jednak zmienia. Na wczorajsze wybory warszawski ratusz z własnej woli, jako jedyny w Polsce, przygotował takie nakładki. Ale tylko do wyborów prezydenta. Karty w wyborach do rady dzielnicy i Rady Warszawy są większe. Karta w wyborach do sejmiku województwa to mała książeczka. Przygotowanie nakładek jest skomplikowane.

- Zagłosowałem bez problemu, ale tylko na prezydenta - mówi Jacek Zadrożny. - W innych wyborach nie głosowałem. Dla zasady nie poprosiłem żony o zakreślenie moich kandydatów. Powiedziałem sobie, że dopóki państwo nie zagwarantuje mi tajnych wyborów, nie będę głosować.

I zaznacza: - To nie ja bojkotuję wybory, to mnie bojkotują.

Podziel się

  • Członkowie komisji łamali prawo: dla dobra wybo... pan_cernik 22.11.10, 15:53

    Jacek Zadrożny jest w środowisku niewidomych znany z pieniactwa i robienia z siebie wielkiej ofiary losu. Mógłby być zaradny ale nie chce bo woli produkować dym. Szkoda faceta bo podobno ma »

Najnowsze wiadomości z Warszawy