Wybory do Rady Warszawy: PO może rządzić sama

Iwona Szpala, Jan Fusiecki
23.11.2010 aktualizacja: 2010-11-23 10:27
A A A Drukuj
Sesja Rady Warszawy Fot. Adam Kozak / AG
Prezydentura Warszawy zdobyta już w pierwszej turze wyborów i pełnia władzy w radzie miasta. Platforma to pierwsza partia w dziejach warszawskiego samorządu, która do rządzenia nie potrzebuje koalicjanta
- Wprawdzie nie ma oficjalnych wyników wyborów samorządowych, ale wszelkie dane wskazują, że strategiczne cele sprzed kilku miesięcy udało się nam osiągnąć w 100 proc. - mówią w warszawskiej PO.

Obejdą się bez SLD

Według danych Państwowej Komisji Wyborczej z większości stołecznych okręgów Hanna Gronkiewicz-Waltz kampanię ma już za sobą. Zdobyła powtórnie prezydenturę z wynikiem 53,3 proc. Szans nie mieli ani Czesław Bielecki (23,3 proc.), ani Wojciech Olejniczak (13,4 proc.). Te wyniki niemal dokładnie zgadzają się z telefonicznym sondażem MillwardBrown SMG/KRC, który "Gazeta" publikowała w poniedziałek.



Teraz strategiczna rozgrywka czeka Radę Warszawy. Według naszych obliczeń Platforma może tu liczyć na 32-35 miejsc spośród 60. Dlatego zapowiada rozstanie z dotychczasowym koalicjantem, czyli SLD, który w tej kadencji dawał ekipie Hanny Gronkiewicz-Waltz większość podczas strategicznych głosowań.

Jeśli liderzy PO utrzymają te deklaracje, lewica współrządząca miastem od połowy lat 90. (z przerwą na kadencję Lecha Kaczyńskiego) i mająca tu licznych zasiedziałych urzędników straci niebagatelne wpływy.

Niezbyt dobrze poszło też w Warszawie PiS. Mimo wielkiego sukcesu, który ogłosił w noc wyborczą prezes Jarosław Kaczyński, stolica staje się dla jego partii coraz trudniejszym bastionem do zdobycia. Czesław Bielecki, którego wielu komentatorów chwali za wynik, okazał się najsłabszym kandydatem popieranym PiS na prezydenta Warszawy od 2002 r.

Podobnie jest z partią Kaczyńskiego, która w tych wyborach wypadła gorzej niż cztery lata temu. Wprawdzie tylko o trzy, cztery punkty procentowe, ale ordynacja samorządowa premiuje najlepszych. Według naszych obliczeń PiS straci cztery mandaty w 60-osobowej Radzie Warszawy.

Pytania rzucane na Rozbrat

Powodów do radości nie ma też SLD, które szło do wyborów samorządowych z nadzieją na przełamanie dominacji PO i PiS. Ok. 16-procentowe poparcie dla Sojuszu to najgorszy wynik lewicy od ośmiu lat, czyli od czasu wprowadzenia wyborów bezpośrednich na prezydenta stolicy.

Nastroje u dwójki przegranych konkurentów PO mocno się różnią. W centrali SLD przy Rozbrat słyszymy: "Obecnie mamy do czynienia z pełną dezorientacją szeregów". - Brakuje pełnych wyników do rady miasta, nie prowadziliśmy więc powyborczych analiz, ale nie jesteśmy zadowoleni z wyniku - komentuje Jerzy Budzyn, lider Sojuszu w Śródmieściu.

Jeszcze w niedzielę warszawskie SLD szacowało, że w Warszawie zyska ok. 20 proc. poparcia. Lokomotywą miał być Wojciech Olejniczak. - Dostał 13 proc., był gorszy od działaczy z rad dzielnic, którzy dostali mandaty z 20-proc. poparciem - komentują działacze SLD.

W nadchodzącej kadencji SLD będzie mieć najskromniejszą w historii reprezentację w radzie miasta. Poza pulą znaleźli się prawdopodobne działacze, którzy zasiadali w radzie od kilku kadencji.

Podwójna opozycja

Jeśli PO spełni zapowiedzi, lewica może zejść na polityczny margines. Do wyborów parlamentarnych w 2011 r. główny bój będą prowadzić w Warszawie Platforma i PiS. Partia Kaczyńskiego kolejną kadencję przesiedzi w ławach opozycji wzmocniona przez radnych - protegowanych Mariusza Kamińskiego, czyli byłych funkcjonariuszy CBA i działaczy Ligi Republikańskiej.

W warszawskich szeregach partii Jarosława Kaczyńskiego nastroje jednak dopisują. Główny powód radości terenowych działaczy to przekroczenie sondażowych notowań, które dawały PiS zaledwie kilkanaście procent. - Ocaliliśmy nasz wynik Wypadliśmy świetnie dzięki świetnej kampanii - ocenia sytuację jeden z warszawskich polityków tej partii.

Jedyne, co kładzie się cieniem na radosnym dniu działaczy PiS, to wczorajsza wypowiedź Czesława Bieleckiego dla TVN 24. W porannym programie oświadczył, że "nie ma za co dziękować prezesowi PiS", nie ma też żadnych długów "wobec PiS, tylko wobec wyborców".

- Wielu z nas to słyszało, cóż, było nam przykro. Szczególnie, że to my zrobiliśmy panu Bieleckiemu wynik w tej kampanii, a nie on nam. Ale cóż, c'est la vie - mówi polityk partii PiS.

Tę opinię potwierdza nasz sondaż przeprowadzony w dniu wyborów. Wynika z niego, że 14 proc. wyborców zagłosowało na Bieleckiego tylko dlatego, że wystawił go PiS.

Plany samodzielnych rządów, które ma Platforma, PiS-u nie martwią. - Zamiast jednej partii w opozycji, Hanna Gronkiewicz-Waltz będzie miała dwie. Jeśli koledzy z SLD swoją rolę potraktują poważnie, PO czeka czas próby - komentuje Maciej Maciejowski, radny PiS.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy