Proces o turban. Sikh pozywa straż graniczną

Piotr Machajski
25.11.2010 aktualizacja: 2010-11-25 22:48
A A A Drukuj
Shaminder Puri podczas pierwszego dnia procesu Fot. Sławomir Kamiński / Agencja
Precedensowy spór przed stołecznym sądem. Praktykujący sikh pozwał straż graniczną o naruszenie dóbr osobistych, która żąda od niego zdejmowania turbanu. - Chodzi nam tylko o bezpieczeństwo pasażerów - odpowiada SG.
- Przyleciałem wczoraj do Warszawy samolotem LOT-u z Kijowa - mówił po wczorajszej rozprawie Shaminder Puri do dziennikarzy. - Proszę, oto moja karta pokładowa. A tu zdjęcia. Widać na nich nóż i widelec. Metalowe. Po co strażnicy szukają w moim turbanie metalowych przedmiotów, skoro mogę je dostać w samolocie? Albo w restauracji na lotnisku [już po przejściu kontroli bezpieczeństwa]? Zamawiam schabowego za 15 zł i już mam nóż - podkreślał.



To była ironia, ale spór, który Shaminder Puri od ponad roku toczy z polskimi pogranicznikami jest jak najbardziej na poważnie. Uważa, że żądanie podczas kontroli rozwinięcia turbanu, który nosi na głowie, rani jego godność. A że dobra osobiste chronione są konstytucją, zdecydował się pozwać komendanta głównego straży granicznej o ich naruszenie. Domaga się m.in. zaprzestania tych praktyk. - Nie chodzi mi o zaprzestanie kontroli w ogóle, a jedynie o to, aby żądano ode mnie zdejmowania turbanu w ostateczności, kiedy zawiodą inne metody kontroli: bramka, ręczny wykrywacz metalu czy kontrola manualna - podkreślał wielokrotnie, także na łamach "Gazety". Puri jest praktykującym sikhem, zdejmowanie turbanu przy obcych to dla niego zniewaga.

Proces w tej sprawie rozpoczął się wczoraj. Chętnych do jego obserwowania było tylu, że w skromnej sali nr 206 w stołecznym sądzie okręgowym zabrakło miejsca. Sędzia Jacek Tyszka, nim przeszedł do meritum, poprosił o dostawienie krzeseł dla publiczności.

Potem zaapelował do stron o ugodę. - Jesteśmy gotowi - odparł adwokat Janusz Tomczak reprezentujący Puriego. - Nie jestem upoważniona do negocjowania ugody w tym momencie, ale przekażę to stanowisko pozwanemu - powiedziała mec. Magdalena Kowalczyk z Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa, która reprezentuje SG.

Shaminder Puri nie zdążył jednak wyłożyć sądowi swoich racji, bo sędzia zdecydował się odroczyć rozprawę na dwa miesiące. W tym czasie adwokaci powoda mają się m.in. zapoznać z odpowiedzią na pozew.

- W tej sprawie ważą się dwie wartości: swoboda religijna i bezpieczeństwo publiczne. I trzeba ocenić, które z tych praw jest ważniejsze - mówiła po wyjściu z sali mec. Kowalczyk. - Zadaniem strażników jest niedopuszczenie, aby ktoś wniósł na pokład przedmiot zagrażający bezpieczeństwu. Każdy pasażer musi być traktowany tak samo. Zapewniam, że straż graniczna nie jest uprzedzona do powoda.

Proces nie będzie prosty, bo mimo wstępnych deklaracji Shaminder Puri traktuje sprawę bardzo serio, a straż graniczna nie zamierza zmieniać praktyki stosowanej podczas kontroli na Okęciu. Na dodatek sąd nie będzie oceniał sprawy tylko z punktu widzenia obowiązujących przepisów, ale chce też zbadać, jak wyglądały poszczególne kontrole, którym poddawano sikha. Będzie więc przesłuchiwał strażników. Zeznania ma złożyć ponad 20 funkcjonariuszy.

Sprawę dodatkowo komplikuje to, że we wrześniu SG chciała ukarać Puriego za utrudnianie kontroli na lotnisku. Sikh odmówił przyjęcia mandatu, więc sprawa trafiła do sądu. Sędzia wgryzł się w przepisy i zaczął zastanawiać, czy artykuł prawa lotniczego, na podstawie którego sikh miał być ukarany, jest zgodny z konstytucją. Miał na tyle poważne wątpliwości, że skierował zapytanie do Trybunału Konstytucyjnego.

Tymczasem 15 listopada, gdy Shaminder Puri opuszczał Polskę, nikt mu już nie kazał zdejmować turbanu. Czy stało się tak po jego rozmowie z wiceszefem MSZ Jackiem Najderem?

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy