UNBA: Rewelacyjny weekend w lidze

Marcin Krysiak
25.11.2010 aktualizacja: 2010-11-25 18:07
A A A Drukuj
Zdjęcia z 8 kolejki ligi UNBA - I liga Marcin Krysiak
  • Zdjęcia z 8 kolejki ligi UNBA - I liga
  • Zdjęcia z 8 kolejki ligi UNBA - I liga
  • Zdjęcia z 8 kolejki ligi UNBA - I liga
  • Zdjęcia z 8 kolejki ligi UNBA - I liga
To był naprawdę rewelacyjny weekend. W pierwszej lidze mieliśmy pojedynki na szczycie. W drugiej lidze kolejnej porażki doznali panowie z Baletu Aleksieja. Mieliśmy aż sześć spotkań, w których o zwycięstwie zadecydowały ostatnie sekundy. W najniższej klasie rozgrywkowej jak na sygnał w obu grupach doszło do zmiany na pozycjach lidera.
Pojedynki na szczycie w pierwszej lidze

Zacznijmy od dobrej wiadomości. Dobrej dla Lekarzy. Po starciu z TNT wreszcie odbili się od całkowitego dna. Przystępując do meczu mieli na koncie sześć porażek w sześciu rozegranych dotychczas spotkaniach (plus jedno zaległe z Polibudą). W całej historii ich pierwszoligowych występów zdarzyło im się co prawda coś gorszego, ale było to w... 2007 roku! Wtedy polegli w pierwszych siedmiu spotkaniach, a na koniec spadli do drugiej ligi. Oby tym razem finał "zabawy" był bardziej szczęśliwy. Początek meczu należał do TNT. Z bardzo dobrej strony pokazał się Maciej Dąbrowski (17 pkt, 3 zb, 1 as). W samej pierwszej kwarcie zaliczył aż 13 punktów (trzykrotnie trafił zza łuku) wyprowadzając swój zespół na 6-punktowe prowadzenie (20:14). W szeregach Lekarzy popisowo grał w tym czasie Tomek Borkowski (22 pkt, 9 zb, 1 bl, 4 prz, 2 as). Na początku drugiej odsłony do Dąbrowskiego dołączył Witek Orliński (11 pkt, 5 zb, 1 prz, 1 as), a TNT wyszli na najwyższe jak do tej pory prowadzenie (26:16). Na tak niekorzystny obrót spraw Lekarze z początku zupełnie nie mieli odpowiedzi. W połowie trzeciej odsłony TNT nawet powiększyli prowadzenie (39:28). Wszystko zmieniło się pod koniec tej odsłony. Właściwy rytm wreszcie odnalazł Piotr Gietka (20 pkt, 4 zb, 2 prz, 2 as). Na przestrzeni ledwie czterech minut zapisał na swoim koncie 8 punktów, a Lekarzom pozostał do odrobienia tylko 1 punkt (42:43). Tuż po rozpoczęciu ostatniej kwarty po udanym rzucie trzypunktowym Lekarze po raz pierwszy w tym spotkaniu wyszli na prowadzenie (45:43). TNT czując, że zwycięstwo wymyka im się z rąk bardzo szybko wzięli się do pracy. Dzięki staraniom Łukasza Szylberga (8 pkt, 13 zb, 3 prz, 3 as) mogło im się udać. Niestety TNT wyraźnie nie mogli się "wstrzelić". Szczególnie nieudana była pod tym względem końcówka spotkania. To wtedy Lekarze odskoczyli rywalom na 5 punktów (55:50) i taką różnicą zakończyło się to spotkanie.

Bardzo ciekawie zapowiadała się rywalizacja Polibudy 2013 z SMS76550GORTATUNBA. Drugi raz w tym sezonie SMS przystąpili do meczu pozbawieni wsparcia Piotra Brusta. W przeciwieństwie do starcia z TC Team, kiedy to pod jego nieobecność beniaminek zagrał fatalnie, tym razem można śmiało powiedzieć, że drużyna stanęła na wysokości zadania. Polibuda musieli naprawdę mocno się namęczyć, by po syrenie kończącej zawody móc cieszyć się z wygranej. Przede wszystkim SMS zagrali bardzo dobrze w obronie ograniczając skuteczność swoich przeciwników do niecałych 35 proc. Ich problem polegał na tym, że sami rzucali równie słabo, a do tego popełnili aż 14 strat. To właśnie one zadecydowały o końcowym wyniku. Początek był dla SMS obiecujący. Mimo wyraźnej przewagi przeciwników w postaci "centymetrów" Polibudzie grało się ciężko. Dopiero w drugiej odsłonie zanotowali lepszy okres gry, dzięki czemu odskoczyli rywalom na 10 punktów (22:12). SMS nie zamierzali się poddawać. Jeszcze przed końcem tej odsłony odrobili większość strat (22:24). Niestety już w chwilę po zmianie stron znowu pokaźnie przegrywali, tym razem aż 11 punktami (22:33). W tym momencie ciężar gry wziął na siebie Konrad Perz (24 pkt, 4 zb, 2 prz, 1 as). Najpierw były dwie "trójki", potem jeszcze trzy trafienia z bliższych odległości. Na koniec jeszcze "osobiste" jednego z jego kolegów. Wynik tak zdecydowanych działań był łatwy do przewidzenia. Na początku ostatniej kwarty SMS znów byli o krok za rywalami (40:43). Polibuda odpowiedziała dwoma trafieniami z półdystansu i przez chwilę mogli być spokojniejsi o wynik końcowy. Chwilę później SMS zaliczyli jednak trafienie z dystansu (43:47) i kwestia zwycięstwa pozostawała otwarta. Niestety właśnie w tym momencie panowie z SMS zagrali fatalnie w ataku. Straty piłki i kilka nieprzemyślanych decyzji rzutowych pozwoliło rozpędzić się chłopakom z Polibudy. Okazję wykorzystali doskonale odskakując SMS pod koniec spotkania. Wynik ustalił powracający po kontuzji Paweł Foremny (11 pkt, 8 zb, 1 prz, 1 as).

Pojedynki TC Team z Dental Club'em to dla obu stron zawsze spore wyzwanie. Drużyny mierzyły się ze sobą już wielokrotnie, nie tylko z okazji meczów sezonu zasadniczego, ale również w fazie play off. Do ich ostatniej konfrontacji doszło w poprzednim sezonie w kwietniu i wtedy TC Team byli bezdyskusyjnie drużyną lepszą wygrywając aż 30 punktami! Aktualni mistrzowie Ligi oczywiście nie chcieli, żeby sytuacja się powtórzyła. Nic też dziwnego, że mecz rozpoczęli bardzo skoncentrowani, z nastawieniem na ostrą rywalizację od pierwszej do ostatniej minuty. TC Team byli totalnie zaskoczeni. Cztery minuty od rozpoczęcia meczu po fantastycznej akcji zakończonej wsadem w wykonaniu Radka Wosia (11 pkt, 6 zb, 1 bl, 3 prz) Dental Club byli już na 6-punktowym prowadzeniu (8:2). Tuż po rozpoczęciu drugiej kwarty było jeszcze lepiej. Dental Club po raz kolejny potwierdzali, że są jedną z najlepiej broniących drużyn w lidze. W połowie drugiej kwarty TC Team mieli na koncie zaledwie 9 zdobytych punktów, a do przeciwników tracili ich 16 (9:25). Długo trwało, zanim się pozbierali. Dopiero w trzeciej kwarcie odzyskali nieco animuszu i ruszyli do bardziej zdecydowanych, a co ważniejsze skutecznych ataków. Niestety z odrabiania strat nic nie wyszło, bo wśród rywali swoje "pięć minut" miał właśnie Maciej Rybiński (8 pkt, 7 zb, 1 bl, 1 prz, 1 as). Wszystkie swoje punkty zdobył właśnie wtedy, kiedy Dental najbardziej ich potrzebowali. Dzięki niemu po trzydziestu minutach rywalizacji TC Team wciąż mieli do odrobienia 12 "oczek" (35:47). Ostatnia kwarta od początku do końca wyglądała tak samo. Dental Club starali się jak najbardziej zwalniać tempo gry, co ewidentnie nie pasowało ich przeciwnikom i wybijało z właściwego rytmu. Po pięciu minutach czwartej kwarty wynik w zasadzie nie ruszył z miejsca. Ataki TC Team znowu trafiały na dobrą obronę rywali. Boiskowy pat przełamał dopiero Marcin Krysiak (12 pkt, 6 zb, 3 prz, 4 as), a chwilę później swoje dorzucił jego kolega z drużyny Dominik Fedoruk (15 pkt, 5 zb, 1 prz, 3 as). Dopiero trzy minuty przed zakończeniem spotkania punkty dla TC Team kilkakrotnie zdobył wreszcie Piotr Dąbrowski (11 pkt, 3 zb, 1 prz, 3 as). Pozwoliło to jednak tylko zmniejszyć rozmiary porażki.

Zawzięci drugoligowcy

Dla uczestników i kibiców interesujących się drugoligowymi rozgrywkami był to naprawdę przebojowy weekend. Dwa spotkania zakończyły się dogrywką (w jednym przypadku nawet podwójną i rzutami osobistymi na koniec). Nie zabrakło nagłych zwrotów akcji, nerwowych końcówek i niespodziewanych upadków.

Mały kryzys formy przeżywają ostatnio zawodnicy Baletu Aleksieja. Właśnie zaliczyli drugą porażkę z rzędu, a sprawcą ich nieszczęścia byli tym razem Art Promotion Group. APG przystąpili do meczu mocno zdeterminowani. Jeszcze niedawno mieli naprawdę duże szanse na grę w play off. Niestety jeden błąd kapitana, który nie zauważył zmian w terminarzu, kosztował ich przegraną walkowerem z Chupacabras i spadek o cztery miejsca w tabeli. W obecnej sytuacji w zasadzie pozostało im liczyć na komplet zwycięstw do końca sezonu i korzystne wyniki w pojedynkach bezpośrednich konkurentów. Zadanie od początku było nie łatwe, bo na ich drodze stanęli "Balety". Po słabym początku, kiedy to przegrywali już 7 punktami (3:10) APG ostro zabrali się do pracy. Jeszcze w pierwszej kwarcie wyszli na prowadzenie (15:10), a prawdziwym katem dla rywali był w tym czasie Radek Sienkiewicz (17 pkt, 6 zb, 2 bl). Choć w drugiej odsłonie APG nieco oddali inicjatywę rywalom, to w trzeciej znowu ruszyli z kopyta. Na początku czwartej kwarty po "trójce" Jacka Filipiaka (13 pkt, 4 zb, 3 prz, 5 as) "Balety" tracili do rywali już 11 punktów (38:49). Nie pozostało im nic innego, jak ostatni raz powalczyć w tym spotkaniu o zwycięstwo. Ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Tomasz Zieliński (9 pkt, 4 zb, 2 prz). Po jego trafieniu zza łuku Balet Aleksieja tracili do APG tylko 6 punktów (50:56). Niestety na więcej nie pozwolili im rywale. "Balety" przegrali w ten sposób drugi raz z rzędu.

Dwie dogrywki i rzuty osobiste. Taki finał miało bardzo zacięte starcie Wiewiórek Prezesa z Chupacabras, którzy po nadspodziewanie łatwym trzecim zwycięstwie (wspomniany walkower w starciu z Art Promotion Group) nabrali ochoty na kolejne sukcesy. W zasadzie nic nie zapowiadało ich sukcesu. Jeszcze na początku trzeciej kwarty przegrywali różnicą 15 punktów (17:32). W tym momencie zaczęli grać jak z nut, walczyli o każda piłkę i sumiennie odrabiali straty. Rewelacyjnie zaprezentował się Leszek Ciechański (25 pkt, 6 zb, 4 prz) Na nieszczęście dla Wiewiórek boisko po ciężkiej kontuzji musiał opuścić Paweł Kurek (4 pkt, 8 zb). Sytuację próbował ratować Tomasz Sobecki (17 pkt, 10 zb, 1 bl), ale było już za późno. Chupacabras rzutem na taśmę doprowadzili do dogrywki. Dogrywki mieliśmy dwie, a kazda z nich miała podobny scenariusz. Najpierw Chupacabras wychodzili na prowadzenie, by za chwilę pozwolić rywalom na doprowadzenie do remisu. Zgodnie z regulaminem Ligi po zakończeniu drugiej dogrywki mieliśmy rzuty wolne, a tu lepiej wypadli Chupacabras. Tym samym odnieśli czwarte zwycięstwo w sezonie.

Ważne zwycięstwo odnieśli w siódmej kolejce jPalio. Ich rywal, Lucky Losers, przystąpili do meczu uskrzydleni zwycięstwem nad Baletem Aleksieja. Z pocztku te nowo nabyte skrzydełka niosły ich całkiem skutecznie. Już po pierwszej kwarcie prowadzili 6 punktami (14:6), a w drugiej jeszcze poprawili ten rezultat (27:19). Chyba nawet oni nie przypuszczali, jak bardzo zawalą kolejną odsłonę. Było naprawdę fatalnie. Lucky Losers zdobyli w ciągu dziesięciu minut ledwie 3 punkty (wszystkie z linii "osobistych"), a stracili tymczasem 11. Przed ostatnią kwartą mieliśmy w związku z tym remis (30:30) i zrobiło się naprawdę gorąco. Najpierw po serii punktowej Dawida Jachimowicza (13 pkt, 5 zb, 2 prz, 2 as) górą byli jPalio (34:30). Potem do pracy zabrał się słabo do tej pory grający Łukasz Szlęzak (16 pkt - ledwie 25% z gry, 5 zb, 1 prz, 1 as). Po jego drugiej "trójce" Lucky Losers wyszli na minimalne prowadzenie (40:39). Niestety w tym momencie coś się u nich zacięło, a jPalio bezwzględnie to wykorzystali. Zdobywając 7 punktów z rzędu wywalczyli finalny sukces.

Pisząc o ostatniej kolejce nie można pozostawić bez komentarza jeszcze kilku innych spotkań. TQM zagrali bardzo dobre zawody i wygrali z bezpośrednim rywalem w tabeli, czyli Pogonią. Zawodnicy Pogoni zdecydowanie zawalili czwartą kwartę i dogrywkę. W trzynaście minut zdobyli łącznie 6 punktów, gdy tymczasem rywale z TQM "aż" 11. Zwycięstwo pozwoliło TQM na utrzymanie dystansu do czołówki i wyrwanie się z ostatniego miejsca w tabeli grupy B. Z dobrej strony w starciu z Sahelem zaprezentowali się zawodnicy Kanibali PLNY Textylia. Choć w czwartej kwarcie przegrywali już 15 punktami (36:51), to pokazali charakter. Zaliczyli piękny "run" 11:0 i w końcówce meczu napędzili trochę stracha wyżej notowanym rywalom. Podobno niezapomniane były ostatnie dwie minuty meczu, gdzie obie strony prześcigały się w podejmowaniu nieprzemyślanych decyzji, a jedno głupie zagranie goniło kolejne. Drugoligowym liderom zwycięstwa w ogóle w tym tygodniu nie przyszły łatwo. Nola jeszcze na początku czwartej kwarty przegrywali z grającymi w piątkę So Fresh So Clean (42:45). Wszystko za sprawą nieprawdopodobnej gry Łukasza Łukomskiego (28 pkt przy 63 % skuteczności, w tym 6/7 za w rzutach za 3 pkt, 5 zb, 3 prz, 4 as). Zawodnikom Nola dopiero w ostatniej kwarcie udało się, go powstrzymać i to nie na długo. Kiedy wydawało się, że losy spotkania są już przesadzone (Nola na minutę przed końcem prowadzili 54:45) Łukasz znowu dał o sobie znać trafiają c dwukrotnie za 3 punkty. Na szczęście Nola mieli jednego ważnego sprzymierzeńca - czas, a ten nieubłaganie wskazał zwycięzcę. Na koniec wspomnę jeszcze o Leon de Nicaragua. Ich sytuacja po ostatnim występie wygląda beznadziejnie, a to głównie z tego powodu, ze na ostatni swój występ... nie przyszli. Walkower zepchnął ich na ostatnie miejsce w tabeli grupy B i to daleko za przedostatnich TQM.

Liderzy oddają pole

W zasadzie należy uczciwie powiedzieć, że w trzeciej lidze za wyjątkiem chyba tylko jednego spotkania mieliśmy dość letnią atmosferę. Nawet broniący fotela lidera Dream Team totalnie odpuścili starcie z ButyXL.pl przegrywając różnicą 17 punktów. Przypomnę, że w swoim poprzednim meczu równie gładko oddali zwycięstwo UKS Probasket Mińsk Mazowiecki. Taka postawa musiała się wreszcie zemścić. Dream Team spadli na trzecią pozycję w tabeli, a na ich kolejne ewentualne potknięcia będą z niecierpliwością czekać Gealic Thirteen, Shamal Basket Team oraz This Is Magness. Trochę więcej zaangażowania w obronę fotela lidera włożyli panowie ze Still Got It. Był słaby początek, potem heroiczna pogoń, chyba nawet dwukrotna, a nawet remis w czwartej kwarcie. Niestety efekt był podobny. Po porażce z Bezradnymi Still Got It, podobnie jak Dream Team, spadli na trzecią pozycję. Uczestnictwa w play off nikt już im nie zabierze (pierwsza czwórka może być już spokojna), ale o poprawienie pozycji wyjściowej będzie niezwykle ciężko. No i muszą poważnie się zastanowić, czy aby na pewno "still got it"?

Więcej informacji, tabele terminarz rozgrywek, statystyki spotkań na www.unba.pl

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy