Warszawa nieodbudowana: Jak piekarz został senatorem
26.11.2010
aktualizacja: 2010-11-25 19:24
fot. arch
W zabytkowej piekarni na Nowej Pradze rozważano urządzenie Muzeum Warszawskiego Piekarnictwa. Miejsce jest wyjątkowe. Ocalały ponadstuletnie budynki, a właściciel zakładu w latach 1930-35 reprezentował interesy jako senator RP
ZOBACZ TAKŻE
- Enklawa nędzy na Mokotowie: prymitywne budynki z norami (04-03-12, 10:00)
- Śródmiejska kamienica z balkonami ze złota (16-12-10, 17:06)
- Magiczny świat sreberek do cukierków na Mokotowie (10-12-10, 14:00)
- Sybaryta sprzed stu lat na fotelu w złote smoki (03-12-10, 15:00)
- Warszawa nieodbudowana: Morderca w skórze Adonisa (04-11-10, 17:36)
- Warszawa nieodbudowana: Niemiecki ogień w rajskim ogrodzie (30-07-10, 15:00)
- Warszawa Nieodbudowana: ten kościół zna każdy w Polsce (04-06-10, 16:00)
Ceglane budynki na Nowej Pradze trudno przegapić. Stoją u zbiegu Letniej, Stolarskiej i Szwedzkiej, a ponad nie wyrastają dwa duże kominy. Nie są okrągłe w przekroju, lecz kwadratowe, i zwężają się ku górze. Oplatają je metalowe klamry, do których przypięto żelazne drabinki.
Budynki są skromne, ale dziś zdają się ujmować urokiem tego, co dawne. Gdy powstawały ok. 1900 r., ceglane elewacje z oknami zamkniętymi łukiem odcinkowym, niskimi trójkątnymi szczytami i prostymi gzymsami stanowiły obowiązkowe elementy utylitarnego stylu. Takich budynków były w Warszawie setki. Przechodziło się obok nich obojętnie. Dziś są ostańcami, reliktami przeszłości jakże odmiennymi od wielkich hal przemysłowych obłożonych setkami metrów kwadratowych metalowych paneli.
Plac, na którym zbudowano praską piekarnię, należał wcześniej do Augusta Berkego. Jej wyposażenie, wystrój wnętrz przetrwały do naszych dni. Ocalał piec do wypieku chleba i żeliwne kolumienki podpierające sklepienia odcinkowe.
Wozy i auto
Wnętrze piekarni możemy zobaczyć na starych fotografiach. Widzimy wielki stół do wyrabiania ciasta. Przy nim w białych fartuchach i charakterystycznych białych czapeczkach majstrowie, czeladnicy i uczniowie. Widać uformowane już bochenki chleba i chałki poskręcane w warkocze. Na fotografii wypatrzymy też Marcelego Stefana Wiechowicza, właściciela zakładu działającego pod nazwą III Warszawska Piekarnia Mechaniczna.
Spójrzmy na inną fotografię. Oglądamy plac otoczony garażami i stajniami stojącymi przy ulicy Stolarskiej. Budynki nie imponują. To w gruncie rzeczy szopy. Szacunek budzi co innego: osiem wozów do rozwożenia chleba, każdy zaprzężony w konie, oraz duży, dostawczy samochód z dumną nazwą na skrzyni Warszawska Piekarnia Mechaniczna. Świeżutki, gorący chleb ze Stolarskiej mógł w ten sposób docierać nie tylko do sklepu na Pradze, ale i do dalszych dzielnic stolicy. Z obydwu fotografii łatwo też wywnioskować, że firma zatrudniała co najmniej kilkadziesiąt osób.
Wojskowi i drobnomieszczanie
"Nowa Praga miała swoją elitę" - przekonywał Zdzisław Kaliciński w książce "O starówce, Pradze i ciepokach". Jego zdaniem stanowili ją głównie oficerowie, podoficerowie i ich rodziny. Wzdłuż pobliskiej ulicy 11 Listopada ciągnęły się bowiem koszary. "Dorośli spośród elity nie pospolitowali się z innymi mieszkańcami, nie utrzymywali kontaktów z sąsiadami robotnikami. To było w ich środowisku źle widziane. Nawet dzieci, którym obce są przecież wszelkie przejawy dystansu środowiskowego, hamowane były w swych kontaktach pozaszkolnych - powinny pamiętać, że są lepsze i że nie wypada im przyjaźnić się z byle kim. W rezultacie dzieci, które w szkole przyjaźniły się i bawiły wspólnie, gdy podrosły, owszem, witały się, ale już z należytym dystansem i rezerwą" - pisał Kaliciński.
Z oficerami jak to z wojskowymi - dziś służą tu, jutro przenoszeni są gdzie indziej. Trudno im zakorzenić się w jakimś miejscu. Prawdziwą miejscową elitę Nowej Pragi stanowili nie wojskowi, lecz rzemieślnicy, właściciele sklepików, składów, kamienicznicy - jednym słowem, klasa drobnomieszczańska. Na szczycie tej drabiny społecznej znajdowali się właściciele Warszawskiej Piekarni Mechanicznej, panowie Marceli Stefan Wiechowicz i Stanisław Morawski.
Z książki telefonicznej wynika, że Morawski mieszkał obok zakładu w sąsiadującej z nim dwupiętrowej kamieniczce przy Stolarskiej 4 (pomiędzy Szwedzką a Stolarską). Pod tym samym adresem książka telefoniczna z 1939 r. wskazuje też Wiechowicza. Ten ostatni był właścicielem posesji przy Stolarskiej 2 i 4. Dodajmy, że jeszcze w 1905 r. obydwie działki - ta z piekarnią i ta z kamieniczką - należały do różnych właścicieli. Dwójka należała do Andrzeja Szymańskiego, czwórka - do Jana Reicherta.
W imieniu rzemieślników
Wiechowicz i Morawski byli majstrami piekarskimi. Obydwaj zajmowali się działalnością społeczną. Jak pisał dr Jerzy Kochanowski z Instytutu Historii UW, w roku 1928 starszym Cechu Piekarzy m.st. Warszawy został Karol Alfred Tschirschnitz (właściciel Piekarni Litewskiej przy Sandomierskiej na Mokotowie), zaś podstarszym - właśnie Stanisław Morawski z Pragi. Dodajmy tu, że w tym samym roku zatwierdzony został herb Cechu Piekarzy: dwa lwy z ukoronowanym preclem w łapach. Swoją funkcję Morawski pełnił do roku 1930, a w połowie lat 30. w cechu doszło do rozłamu - grupa rzemieślników z Tschirschnitzem na czele założyła Stowarzyszenie Mistrzów Piekarskich Chrześcijan. Przyłączyli się też do nich właściciele III Warszawskiej Piekarni Mechanicznej ze Stolarskiej. Ich stowarzyszenie związało się ze Związkami Rzemieślników Chrześcijan. A od 1937 r. - jak pisze Kochanowski - wydawało własne pismo "Mistrz Piekarski" ukazujące się do wybuchu II wojny światowej.
Marceli Wiechowicz, piekarz z Pragi, wszedł do elity politycznej państwa, gdy w 1930 r. został wybrany na senatora II RP. Pełnił też funkcję wiceprezesa Izby Rzemieślniczej w Warszawie. A gdy w 1936 r. sytuacja w Cechu Piekarzy stała się tak napięta, że musiało interweniować państwo, komisarz rządu na Warszawę rozwiązał zarząd cechu i mianował na tymczasowego zarządcę byłego już (od 1935 r.) senatora Wiechowicza.
Piekarnia przy Stolarskiej przetrwała II wojnę światową i działała przez kilkadziesiąt lat powojennych. To dzięki temu tak doskonale się zachowała wraz z częścią wyposażenia. Wojny nie przeżył jednak senator Wiechowicz. Aresztowali go Niemcy i więzili na Pawiaku. Stamtąd został zabrany do obozu koncentracyjnego na Majdanku, gdzie zmarł 1 kwietnia 1943 r.
Równo przed rokiem pojawił się pomysł urządzenia w zabytkowym budynku przy Stolarskiej Muzeum Piekarnictwa przy jednoczesnym zachowaniu profilu produkcji.
Budynki są skromne, ale dziś zdają się ujmować urokiem tego, co dawne. Gdy powstawały ok. 1900 r., ceglane elewacje z oknami zamkniętymi łukiem odcinkowym, niskimi trójkątnymi szczytami i prostymi gzymsami stanowiły obowiązkowe elementy utylitarnego stylu. Takich budynków były w Warszawie setki. Przechodziło się obok nich obojętnie. Dziś są ostańcami, reliktami przeszłości jakże odmiennymi od wielkich hal przemysłowych obłożonych setkami metrów kwadratowych metalowych paneli.
Plac, na którym zbudowano praską piekarnię, należał wcześniej do Augusta Berkego. Jej wyposażenie, wystrój wnętrz przetrwały do naszych dni. Ocalał piec do wypieku chleba i żeliwne kolumienki podpierające sklepienia odcinkowe.
Wozy i auto
Wnętrze piekarni możemy zobaczyć na starych fotografiach. Widzimy wielki stół do wyrabiania ciasta. Przy nim w białych fartuchach i charakterystycznych białych czapeczkach majstrowie, czeladnicy i uczniowie. Widać uformowane już bochenki chleba i chałki poskręcane w warkocze. Na fotografii wypatrzymy też Marcelego Stefana Wiechowicza, właściciela zakładu działającego pod nazwą III Warszawska Piekarnia Mechaniczna.
Spójrzmy na inną fotografię. Oglądamy plac otoczony garażami i stajniami stojącymi przy ulicy Stolarskiej. Budynki nie imponują. To w gruncie rzeczy szopy. Szacunek budzi co innego: osiem wozów do rozwożenia chleba, każdy zaprzężony w konie, oraz duży, dostawczy samochód z dumną nazwą na skrzyni Warszawska Piekarnia Mechaniczna. Świeżutki, gorący chleb ze Stolarskiej mógł w ten sposób docierać nie tylko do sklepu na Pradze, ale i do dalszych dzielnic stolicy. Z obydwu fotografii łatwo też wywnioskować, że firma zatrudniała co najmniej kilkadziesiąt osób.
Wojskowi i drobnomieszczanie
"Nowa Praga miała swoją elitę" - przekonywał Zdzisław Kaliciński w książce "O starówce, Pradze i ciepokach". Jego zdaniem stanowili ją głównie oficerowie, podoficerowie i ich rodziny. Wzdłuż pobliskiej ulicy 11 Listopada ciągnęły się bowiem koszary. "Dorośli spośród elity nie pospolitowali się z innymi mieszkańcami, nie utrzymywali kontaktów z sąsiadami robotnikami. To było w ich środowisku źle widziane. Nawet dzieci, którym obce są przecież wszelkie przejawy dystansu środowiskowego, hamowane były w swych kontaktach pozaszkolnych - powinny pamiętać, że są lepsze i że nie wypada im przyjaźnić się z byle kim. W rezultacie dzieci, które w szkole przyjaźniły się i bawiły wspólnie, gdy podrosły, owszem, witały się, ale już z należytym dystansem i rezerwą" - pisał Kaliciński.
Z oficerami jak to z wojskowymi - dziś służą tu, jutro przenoszeni są gdzie indziej. Trudno im zakorzenić się w jakimś miejscu. Prawdziwą miejscową elitę Nowej Pragi stanowili nie wojskowi, lecz rzemieślnicy, właściciele sklepików, składów, kamienicznicy - jednym słowem, klasa drobnomieszczańska. Na szczycie tej drabiny społecznej znajdowali się właściciele Warszawskiej Piekarni Mechanicznej, panowie Marceli Stefan Wiechowicz i Stanisław Morawski.
Z książki telefonicznej wynika, że Morawski mieszkał obok zakładu w sąsiadującej z nim dwupiętrowej kamieniczce przy Stolarskiej 4 (pomiędzy Szwedzką a Stolarską). Pod tym samym adresem książka telefoniczna z 1939 r. wskazuje też Wiechowicza. Ten ostatni był właścicielem posesji przy Stolarskiej 2 i 4. Dodajmy, że jeszcze w 1905 r. obydwie działki - ta z piekarnią i ta z kamieniczką - należały do różnych właścicieli. Dwójka należała do Andrzeja Szymańskiego, czwórka - do Jana Reicherta.
W imieniu rzemieślników
Wiechowicz i Morawski byli majstrami piekarskimi. Obydwaj zajmowali się działalnością społeczną. Jak pisał dr Jerzy Kochanowski z Instytutu Historii UW, w roku 1928 starszym Cechu Piekarzy m.st. Warszawy został Karol Alfred Tschirschnitz (właściciel Piekarni Litewskiej przy Sandomierskiej na Mokotowie), zaś podstarszym - właśnie Stanisław Morawski z Pragi. Dodajmy tu, że w tym samym roku zatwierdzony został herb Cechu Piekarzy: dwa lwy z ukoronowanym preclem w łapach. Swoją funkcję Morawski pełnił do roku 1930, a w połowie lat 30. w cechu doszło do rozłamu - grupa rzemieślników z Tschirschnitzem na czele założyła Stowarzyszenie Mistrzów Piekarskich Chrześcijan. Przyłączyli się też do nich właściciele III Warszawskiej Piekarni Mechanicznej ze Stolarskiej. Ich stowarzyszenie związało się ze Związkami Rzemieślników Chrześcijan. A od 1937 r. - jak pisze Kochanowski - wydawało własne pismo "Mistrz Piekarski" ukazujące się do wybuchu II wojny światowej.
Marceli Wiechowicz, piekarz z Pragi, wszedł do elity politycznej państwa, gdy w 1930 r. został wybrany na senatora II RP. Pełnił też funkcję wiceprezesa Izby Rzemieślniczej w Warszawie. A gdy w 1936 r. sytuacja w Cechu Piekarzy stała się tak napięta, że musiało interweniować państwo, komisarz rządu na Warszawę rozwiązał zarząd cechu i mianował na tymczasowego zarządcę byłego już (od 1935 r.) senatora Wiechowicza.
Piekarnia przy Stolarskiej przetrwała II wojnę światową i działała przez kilkadziesiąt lat powojennych. To dzięki temu tak doskonale się zachowała wraz z częścią wyposażenia. Wojny nie przeżył jednak senator Wiechowicz. Aresztowali go Niemcy i więzili na Pawiaku. Stamtąd został zabrany do obozu koncentracyjnego na Majdanku, gdzie zmarł 1 kwietnia 1943 r.
Równo przed rokiem pojawił się pomysł urządzenia w zabytkowym budynku przy Stolarskiej Muzeum Piekarnictwa przy jednoczesnym zachowaniu profilu produkcji.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]



