"Prawo dżungli" w autobusach i tramwajach

Karolina Konarzewska
26.11.2010 aktualizacja: 2010-11-26 11:25
A A A Drukuj
Godzina 7.30 na pl. Wilsona. Co kilka minut podjeżdżają autobusy linii E-4 i tłumy mieszkańców Tarchomina i Nowodworów wędrują pospiesznie na stację metra Fot. Filip Klimaszewski / AG
List czytelniczki w sprawie wsiadania i wysiadania ze środków komunikacji miejskiej.
Kiedyś jasne było dla pasażerów, że najpierw się wysiada, a osoby czekające na wejście do pojazdu ustawiają się po bokach drzwi - tak, aby wysiadający nie mieli problemów z opuszczeniem środka transportu miejskiego. Od jakiegoś czasu jednak w stołecznych środkach transportu panuje istne "prawo dżungli", a wirus niegrzecznego zachowania przeniósł się z metra, które jako pierwsze padło jego ofiarą, na autobusy i tramwaje.

Obecnie bowiem wsiadający nie czekają, aż wysiadający zakończą opuszczanie pojazdu, tylko pchają się do środka, gdy tylko otworzą się drzwi. A nawet jeśli nie pchają się od razu, tylko odczekają te kilkanaście sekund, to zajmują pozycje startowe zaraz naprzeciwko drzwi, więc wysiadający muszą przeciskać się przez tłumek oczekujących na wejście albo slalomem starają się ominąć niecierpliwych. A już nie daj Bóg, żeby się ktoś zagapił i z opóźnieniem zabrał do wysiadania. Uprzejma seria "przepraszam, przepraszam, chcę wysiąść" zawsze się spotka z jakąś celną ripostą w stylu "no szkoda, że nie później".

W wielu krajach europejskich jest tak, że w autobusach czy tramwajach do wsiadania służą tylko drzwi koło kierowcy, a wszystkie pozostałe - wyłącznie do wysiadania. Zasada ta jest przestrzegana nie tylko przez poukładanych Szwedów oraz Brytyjczyków, ale także przez temperamentnych Greków czy Portugalczyków.

U nas tak nie musi być, nie ograniczajmy ułańskiej natury Polaków. Wystarczy, żeby było tak jak kiedyś - że wsiadający ustawiają się przed drzwiami do pojazdu w sposób umożliwiający wysiadającym swobodne jego opuszczenie i czekają z wsiadaniem do momentu, aż ostatnia osoba nie wysiądzie.

Myślę, że warto przypomnieć o tym mieszkańcom stolicy, bo panujące obecnie "prawo dżungli" nie pasuje mi do naszej pięknej, cywilizowanej stolicy.

Z poważaniem

Karolina Konarzewska

Podziel się

  • "Prawo dżungli" w autobusach i tramwajach riccardo1 26.11.10, 11:34

    Ja widzę jeszcze jeden problem. Ludzie, zwłaszcza młodzi, podróżują sobie stojąc zaraz przy drzwiach. I nie był by to żaden problem, gdyby nie to, że po otwarciu drzwi, zdecydowana większość»

  • "Prawo dżungli" w autobusach i tramwajach lurk3r 26.11.10, 13:13

    aż czasem człowieka korci żeby z barku pojechać i sobie udrożnić przejścieto jest w pogoni za wolnymi miejscami siedzącymi ten wyścig przeważnie»

  • "Prawo dżungli" w autobusach i tramwajach bingola 26.11.10, 13:15

    Samo pchanie sie do autobusów to jeszcze nic. Najgorsze, że nawet w niezatłoczonych autobusach ludzie stoją w drzwiach, mimo że jest miejsce w środku. Od paru lat panuje taka moda - trzeba »

Najnowsze wiadomości z Warszawy