Jak walczyć z korkami? Oto sprawdzone i tanie sposoby

Jarosław Osowski
02.12.2010 aktualizacja: 2010-12-02 10:55
A A A Drukuj
Korek na Żwirki i Wigury Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Drogimi inwestycjami w rozbudowę ulic nie przekona się zmotoryzowanych, by przesiedli się do publicznej komunikacji. Co zatem robić? Przykład dają zachodnie miasta i nasi urzędnicy z biura drogownictwa


Kij w mrowisko włożył w środę dr Andrzej Brzeziński z Politechniki Warszawskiej, przytaczając biadolenie przyspawanych do kierownic internautów. Ci najczęściej wylewają na forach dyskusyjnych żale np. przeciwko buspasom czy komunikacji miejskiej w ogóle. - Czy budując w mieście kolejne wielopasmowe trasy, co jest zgodne z obecnymi oczekiwaniami, pamiętamy o następnych pokoleniach, które będą ponosić olbrzymie koszty ich utrzymania i remontów? - pytał podczas II Forum Transportu Aglomeracyjnego.

Praca u podstaw

Zdaniem dr. Brzezińskiego są tańsze i szybsze metody ograniczania korków. Pierwsza z brzegu to uporządkowanie strefy płatnego parkowania. Sprawdził, że dziś kierowcy, którzy kupują kwitek w parkomacie, zajmują tylko jedną trzecią miejsc. Kolejne 30 proc. zastawiają samochodami mieszkańcy, płacąc zaledwie 30 zł rocznie (w Krakowie i Poznaniu taka opłata wynosi 120 zł, we Wrocławiu - 156 zł, a w Gdyni - 240 zł). Reszta to gapowicze, przy czym mandaty grożą najwyżej co dziesiątemu z nich. - Gdyby poprawić egzekwowanie kar, wystarczyłoby pieniędzy na sieć wypożyczalni rowerów, o której mówi się w Warszawie od lat - podkreślił dr Brzeziński.

Przyznał, że stolica jest wśród polskich miast liderem w rozbudowie dróg rowerowych (przybywa ok. 15 km rocznie). Jednak w takim tempie dopiero w 2050 r. dogonimy Berlin, gdzie 10 proc. podróży, odbywa się na dwóch kółkach. A wystarczyłoby wytyczać więcej pasów rowerowych na jezdniach, co jest tańsze i mniej kłopotliwe.

- To, czy na skrzyżowaniu w centrum sygnalizacja powinna przepuszczać tramwaj, czy samochód, nawet nie powinno podlegać dyskusji - wytknął Andrzej Brzeziński, bo w Warszawie ten przywilej w wielu miejscach nadal pozostaje fikcją. I jeszcze jedno: konieczna jest jego zdaniem praca u podstaw nad przekonywaniem do komunikacji - lepiej rozmawiać o tym już w gimnazjum czy liceum, niż "nawracać" kierowcę, który jest wściekły za to, że zabiera mu się miejsce do parkowania czy pas jezdni.

Azyle szczęścia

Katarzyna Nosal z Politechniki Krakowskiej mówiła o tzw. planach mobilności, które coraz więcej europejskich i amerykańskich miast wprowadza jako obowiązkowe dla firm, biur i urzędów. Polega to na przekonywaniu pracowników do transportu zbiorowego (dopłaty do biletów okresowych), ograniczaniu liczby miejsc parkingowych, tworzeniu strzeżonych stojaków na rowery, promocji car-poolingu, czyli wzajemnego podwożenia się na miejsce. - A u nas od lat mamy urzędniczą ślepotę na żywiołowe przekształcanie się Służewca z dzielnicy przemysłowej w biurową - komentował urbanista Stanisław Furman.

Tymczasem w londyńskiej dzielnicy Sutton powstają nawet indywidualne plany mobilności - to planowanie codziennych podróży pojedynczym mieszkańcom. Specjalni koordynatorzy odwiedzili w tej sprawie 3 tys. gospodarstw domowych. We francuskim Nantes pierwszym planem mobilności objęto 2,2 tys. miejskich urzędników - m.in. stracili 60 miejsc parkingowych, dostali 50-procentową dopłatę do biletów komunikacji. W efekcie odsetek dojeżdżających do pracy samochodem spadł z 65 do 50 proc., czyli o 330 osób. W odpowiedzi na te doniesienia były wicedyrektor Zarządu Dróg Miejskich Zygmunt Użdalewicz zaprezentował "urzędnicze azyle szczęścia", czyli zastawione samochodami chodniki i jezdnie ulic sąsiadujących z ministerstwami - Kruczą, Wspólną, Żurawią. Tam nikt nie wymaga płacenia za postój.

Pozytywny przykład podała Magda Kochanowska z Politechniki Warszawskiej, która przebadała 60-osobowe Biuro Drogownictwa i Komunikacji w ratuszu. Okazuje się, że dwie trzecie pracowników, którzy wypełnili ankiety, korzysta z transportu publicznego. 8 proc. wsiada zaś na rower. - Tylko pogratulować! - komentowała Kochanowska i podpowiadała, by rozważyć jeszcze wprowadzenie ruchomych godzin pracy - wszyscy musieliby być na miejscu między 10 a 14, a chętni zaczynaliby wcześniej albo później. Zgodziłoby się na to 27 proc. urzędników, żeby tylko uniknąć dojazdów w godzinach szczytu, kiedy jest największy tłok. To także jeden z pomysłów na zmniejszenie korków bez kosztownych inwestycji.

Autobuser.pl

Podziel się

  • Dziadki z politechnik three-gun-max 02.12.10, 11:35

    Malowani "eksperci" ze szkółek, których nie ma w żadnych światowych rankingach. To, co nas czeka po przesiadce z samochodów do komunikacji miejskiej widać było w poniedziałek. Czyli ludzie »

  • Jak walczyć z korkami? Oto sprawdzone i tanie s... mnieczyslaw 02.12.10, 13:45

    Wprowadzić opłaty za wjazd do miasta w dni powszednie od 6-18 wszystkich osobówek zarejestrowanych poza aglomeracją warszawską. Na start tak ze 20PLN dziennie.Mieszkasz i pracujesz w »

  • jak ja lubię takiego naukowca ja pani Magda do100jnik 11.12.10, 01:11

    która daje sobie wciskać ciemnoty i uważa, że dowiedziała się czegokolwiek o świecie, może zamiast ankiety wyjść i popatrzyć na parking, gdy pracownicy kończą pracę, ale to zbyt trudne a »

Najnowsze wiadomości z Warszawy