Sybaryta sprzed stu lat na fotelu w złote smoki
03.12.2010
aktualizacja: 2010-12-02 17:15
fot. TYGODNIK ILUSTROWANY 1913
Aptekarz Marian Malinowski niczym nie różnił się od współczesnych burzymurków. Wznosząc "niebotyk", rozebrał zabytek, uniemożliwił poszerzenie wylotu Chmielnej przy Nowym Świecie, a jego dom wyrósł ponad zabudowę ulicy, szpecąc ją ceglaną ścianą szczytową.
Dziś wznosi się tu "dom pod biustonoszami". Jest to już trzeci znany nam budynek w tym miejscu. Tym pierwszym powstałym w 1820 r. była kamienica abp. Szczepana Hołowczyca, prymasa Królestwa Polskiego. 90 lat później w 1913 r. garstka obrońców zabytków była oburzona na wieść o zamiarach Mariana Malinowskiego, by zburzyć zabytek i postawić w jego miejscu nowy dom dochodowy.
Pałac dla biskupa
Cofnijmy się jednak w czasie. Szczepan Hołowczyc właścicielem posesji u zbiegu Nowego Światu i Chmielnej stał się w 1818 r. Wcześniej należała do Szpitala Świętego Ducha. Gdy duchowny kupował nieruchomość przy szybko zabudowującym się Nowym Świecie, nie był jeszcze księciem kościoła. Sakrę biskupią otrzymał w 1819 r. Został wówczas pierwszym ordynariuszem nowo utworzonej diecezji sandomierskiej. Jednak rządy sprawował tam za pośrednictwem pełnomocnika bp. Aleksandra Dobrzańskiego. Sam zaś został wybrany w kwietniu 1819 r. wikariuszem kapitulnym archidiecezji warszawskiej. Kilka miesięcy później był już arcybiskupem i metropolitą warszawskim. Dostałem też od papieża uprawnienia do podjęcia prac nad reorganizacją administracji kościelnej w Królestwie Polskim. Do naszych czasów przetrwał jego reprezentacyjny portret z 1828 r. namalowany przez Antoniego Brodowskiego i uważany za jedno z najciekawszych dzieł malarskich polskiego klasycyzmu. Ciekawe, że Brodowski sportretował biskupa już pięć lat po jego śmierci.
Do budowy dwupiętrowej kamienicy abp Hołowczyc przystąpił ok. 1820 r. Historyk sztuki prof. Marek Kwiatkowski ustalił, że jej projektantem był sam Antonio Corazzi. Klasycystyczna budowla uzyskała siedmioosiową elewację frontową od Nowego Światu zaakcentowaną na poziomie pierwszego piętra balkonem z wnęką. Ujmowały ją dwie doryckie kolumienki i zdobiła ślepa arkada. Tę wypełniała dekoracja sztukatorska w postaci rozet i palmet. Wydaje się, że balustrada balkonu wykonana została z lanego żeliwa będącego wówczas jednym z synonimów nowoczesności.
Poniżej balkonu na osi budynku architekt zaprojektował półkoliście zamkniętą bramę wiodącą na podwórko. Wąską elewację boczną od Chmielnej wieńczył trójkątny szczyt o dwóch półkoliście zamkniętych oknach. Czy za nimi znajdowało się jakieś pomieszczenie użytkowe? Trudno powiedzieć. Być może na początku było to tylko oświetlenie strychu. Narożnik kamienicy został lekko zaokrąglony i podobnie jak elewacje przyziemia ożywiony delikatnym boniowaniem. Wnętrza reprezentacyjnego pierwszego piętra musiały prezentować się niezwykle efektownie, skoro Corazzi nazywał kamienicę pałacem.
Od hrabiów do aptekarza
Biskup niezbyt długo cieszył się reprezentacyjną budowlą. Zmarł w 1823 r. Po jego śmierci kamienica wielokrotnie zmieniała właścicieli. Aż do chwili, gdy w początku XX w. kupił ją Marian Malinowski, należała do wielu rodzin arystokratycznych. Wymieńmy tylko hrabiów Pusłowskich w połowie XIX w., hr. Krasińskich w latach 70. XIX stulecia czy Stanisława hr. Łubieńskiego na przełomie XIX i XX w.
Budynek z biegiem czasu tracił zapewne swój pałacowy charakter i zaczął się zamieniać w dom dochodowy ze sklepami na parterze i fabryczkami w oficynach. Jedną z takich fabryczek była wytwórnia wód mineralnych Tarłowskiego i Jeżewskiego działająca na przełomie lat 60. i 70. XIX w.
W początku XX w. lokal u zbiegu z Chmielną zajmował główny skład Krajowej Fabryki Tytoniowej "Union" Kołodziejskiego i Filipkowskiego. Jej szyldy widzimy na zamieszczonej w "Gazecie" fotografii pochodzącej z pierwszej połowy 1913 r.
W tym czasie kamienicą zainteresował się Marian Malinowski, właściciel dużej apteki przy Nowym Świecie 35. Kupił 90-letni budynek i postanowił go zburzyć. O jego planach prasa doniosła latem 1913 r. Kilka miesięcy później klasycystycznej kamienicy już nie było. Za to w jej miejscu pięły się w górę kolejne piętra nowego domu dochodowego z apteką na parterze.
Malinowski górą
Projekt tego niebotyku był dziełem architektów Adama Oczkowskiego i Feliksa Michalskiego. Nowy dom miał siedem kondygnacji i mansardowy dach z lukarnami. Fasada została opracowana w duchu wczesnego modernizmu z wykorzystaniem motywów sztuki renesansu i empire'u. Od strony Nowego Światu była dość wąska, siedmioosiowa, ożywiona na osi półkolistymi balkonami wspartymi na jońskich kolumnach. W zwieńczeniu na osi budynku i tu znalazła się półkoliście zamknięta nisza ujęta po bokach kolumienkami. Widać, że architekci starali się w ten sposób nawiązać do rozwiązania zastosowanego w zburzonym budynku. Dwie dolne kondygnacje przebito olbrzymimi otworami witryn sklepowych. Ciągnęły się przez całą wysokość elewacji. Od chodnika - jak w wielu innych nowoczesnych kamienicach warszawskich - zostały oddzielone mosiężnymi poręczami, by nieuważni przechodnie nie rozbijali sobie na szybach nosów.
Elewacja od strony ul. Chmielnej uzyskała nieco skromniejszy wystrój architektoniczny. Była jednak znacznie dłuższa, bo aż 12-osiowa. Wewnątrz posesji wokół niewielkiego podwórka zbudowano dwie oficyny.
Kamienica została zaprojektowana ze znawstwem i stanowiłaby ozdobę miasta, gdyby nie skandaliczna lokalizacja. W dodatku budowa z miejsca stała się przedmiotem zatargu inwestora z magistratem. Malinowski nie chciał odstąpić miastu części swojego gruntu, co umożliwiłoby poszerzenie wylotu ul. Chmielnej. Za wywłaszczenie domagał się astronomicznej sumy 800 tys. rubli. Spór trwał dość długo, aż w końcu władze miasta uzyskały z Petersburga nakaz wstrzymania budowy. Nastąpiło to jednak kilka tygodni przed wybuchem I wojny światowej, w chwili gdy budowa kamienicy była już niemal na ukończeniu. Wkrótce zaczęły się działania wojenne i Malinowski postawił na swoim.
Dodajmy, że pojawiały się w tym czasie próby kompromisowego rozwiązania problemu. Znany architekt i projektant m.in. hotelu Savoy przy Nowym Świecie w grudniu 1914 r. (czyli już po wybuchu wojny) na łamach tygodnika "Świat" przedstawił projekt poszerzenia chodnika przez urządzenie wspartego na kolumnach podcienia w przyziemiu kamienicy wzdłuż ul. Chmielnej. Również do tego pomysłu Malinowski się nie przychylił.
Z miłości do życia
Jego apteka zajęła aż dwie kondygnacje na narożniku Nowego Światu z Chmielną. Była jedną z największych i najbardziej znanych w międzywojennej Warszawie. Postać aptekarza przybliża nam na łamach internetowego serwisu Nazdrowie.pl Anita Chodkowska z Muzeum Farmacji. Okazuje się, że mimo skandalu z budową Malinowski był wspominany dobrze. Uchodził za świetnego fachowca, człowieka życzliwego i cieszącego się życiem sybarytę. Karierę zaczął robić już w 1887 r., zakładając wytwórnie wyrobów kosmetycznych i farmaceutyków.
Gdy powstała kamienica przy Nowym Świecie, wytwórnia kosmetyków przeniosła się do jej oficyny. W budynku znajdowały się też biura firmy i mieszkania pracowników. Sam Malinowski zajął obszerne 12-pokojowe mieszkanie na pierwszym piętrze. Anita Chodkowska na podstawie wspomnień mieszkanki kamienicy pisze, że aptekarz był "postawnym, wysokim mężczyzną (...) Dochody z wynajmu lokali i prowadzonej fabryki pozwalały mu oraz jego drobnej, niewysokiej i przedwcześnie postarzałej żonie Władysławie na dostatnie życie. Byli bezdzietni, ale w ich domu wychowywały się dwie panny, córki przyjaciół z Olkusza". Mieszkanie wypełniały kolekcje obrazów i dywanów, próbki egzotycznego drewna. Meble w salonie były obite zielonymi tkaninami haftowanymi w zielone smoki. W pokoju kredensowym obok zwykłych mebli z naczyniami i zastawami w chłodziarkach przechowywano wędliny i owoce cytrusowe, a łazienka miała unikatowy w Warszawie charakter pokoju kąpielowego pełnego szaf na ręczniki, szlafroki i kosmetyki.
Dom nigdy nie był pusty. Poza często przyjmowanymi gośćmi stałą obsługę stanowiło aż siedem osób: zarządzająca całością gospodyni, dwie pokojówki, praczka, krawiec, dziewczyna do brudnych robót i kierowca (Malinowski miał aż dwa auta, a jego firma dodatkowo furgonetkę).
Aptekarz chętnie korzystał z uroków wielkiego miasta. Nie opuszczał premier w teatrach, był częstym gościem warszawskich kabaretów. Gdy przychodziła zima, chętnie wyjeżdżali z żoną na Riwierę.
Po wojnie biustonosze
Wróćmy jeszcze do samej kamienicy. Ogromne lokale od Nowego Światu (po prawej stronie budynku) wynajmowano na sklepy. Bywały tu salony samochodowe. Przez jakiś czas mieścił się skład fabryki instalacji kuchennych Herzfeld i Victorius z Grudziądza. Nad nim w pomieszczeniach na pierwszym piętrze ulokowały się biura poznańskiego Towarzystwa Ubezpieczeń "Vesta".
W końcu lat 30. Malinowscy wyprowadzili się z kamienicy. Zamieszkali w nowej willi przy ul. Madalińskiego 77/79. Gdy zbliżała się druga wojna światowa, uznali, że lepiej wrócić do centrum, i ponownie sprowadzili się na Nowy Świat. Wybór był fatalny. Pod koniec września 1939 r. na budynek frontowy spadła bomba. Dosłownie rozłupała kamienicę, zawalając jej front aż do parteru.
Dodajmy, że w wyniku bombardowań w końcu września 1939 r. gruzem zasypane było całe skrzyżowanie Nowego Światu z Chmielną i Foksal. Inna bomba ścięła narożnik kamienicy rodziny Spitzbartów przy Chmielnej 30. Ruiny rozebrano jeszcze w czasie okupacji. Żona Malinowskiego zmarła w 1943 r. On sam przeżył wojnę pod opieką jednej z pokojówek Marii Osiak. Przystąpił wtedy do odbudowy firmy. To na jego zlecenie w miejscu dawnej kamienicy stanął nowy budynek. Tym razem niższy, dostosowany wysokością do pierzei podnoszonego z ruin Nowego Światu, zaś jego elewacja od Chmielnej została wycofana do szerokości pierzei ulicy. Projekt sporządzili znani architekci Bohdan Lachert i Julian Puterman Sadłowski. Autorem skromnej dekoracji rzeźbiarskiej był J. Jarnuszkiewicz.
Architektura modernistycznego budynku nie przypadła jednak warszawiakom do gustu, którzy z uwagi na dziwne wybrzuszenia ponad sklepami parteru nazwali go ironicznie "domem pod biustonoszami". Malinowski zmarł w 1950 r. Akurat wtedy władze komunistyczne przystąpiły do ostatecznego rozprawienia się prywatnymi firmami o wieloletniej tradycji. W "domu pod biustonoszami" przez wiele lat mieściły się komisy i prywatne sklepy z butami, potem zaś na narożniku m.in. galeria sztuki. Teraz lokale w nim są przebudowywane. Niedługo ma tu zostać otwarty wielki Flow Coffee Lunch & Coctail Bar.
Pałac dla biskupa
Cofnijmy się jednak w czasie. Szczepan Hołowczyc właścicielem posesji u zbiegu Nowego Światu i Chmielnej stał się w 1818 r. Wcześniej należała do Szpitala Świętego Ducha. Gdy duchowny kupował nieruchomość przy szybko zabudowującym się Nowym Świecie, nie był jeszcze księciem kościoła. Sakrę biskupią otrzymał w 1819 r. Został wówczas pierwszym ordynariuszem nowo utworzonej diecezji sandomierskiej. Jednak rządy sprawował tam za pośrednictwem pełnomocnika bp. Aleksandra Dobrzańskiego. Sam zaś został wybrany w kwietniu 1819 r. wikariuszem kapitulnym archidiecezji warszawskiej. Kilka miesięcy później był już arcybiskupem i metropolitą warszawskim. Dostałem też od papieża uprawnienia do podjęcia prac nad reorganizacją administracji kościelnej w Królestwie Polskim. Do naszych czasów przetrwał jego reprezentacyjny portret z 1828 r. namalowany przez Antoniego Brodowskiego i uważany za jedno z najciekawszych dzieł malarskich polskiego klasycyzmu. Ciekawe, że Brodowski sportretował biskupa już pięć lat po jego śmierci.
Do budowy dwupiętrowej kamienicy abp Hołowczyc przystąpił ok. 1820 r. Historyk sztuki prof. Marek Kwiatkowski ustalił, że jej projektantem był sam Antonio Corazzi. Klasycystyczna budowla uzyskała siedmioosiową elewację frontową od Nowego Światu zaakcentowaną na poziomie pierwszego piętra balkonem z wnęką. Ujmowały ją dwie doryckie kolumienki i zdobiła ślepa arkada. Tę wypełniała dekoracja sztukatorska w postaci rozet i palmet. Wydaje się, że balustrada balkonu wykonana została z lanego żeliwa będącego wówczas jednym z synonimów nowoczesności.
Poniżej balkonu na osi budynku architekt zaprojektował półkoliście zamkniętą bramę wiodącą na podwórko. Wąską elewację boczną od Chmielnej wieńczył trójkątny szczyt o dwóch półkoliście zamkniętych oknach. Czy za nimi znajdowało się jakieś pomieszczenie użytkowe? Trudno powiedzieć. Być może na początku było to tylko oświetlenie strychu. Narożnik kamienicy został lekko zaokrąglony i podobnie jak elewacje przyziemia ożywiony delikatnym boniowaniem. Wnętrza reprezentacyjnego pierwszego piętra musiały prezentować się niezwykle efektownie, skoro Corazzi nazywał kamienicę pałacem.
Od hrabiów do aptekarza
Biskup niezbyt długo cieszył się reprezentacyjną budowlą. Zmarł w 1823 r. Po jego śmierci kamienica wielokrotnie zmieniała właścicieli. Aż do chwili, gdy w początku XX w. kupił ją Marian Malinowski, należała do wielu rodzin arystokratycznych. Wymieńmy tylko hrabiów Pusłowskich w połowie XIX w., hr. Krasińskich w latach 70. XIX stulecia czy Stanisława hr. Łubieńskiego na przełomie XIX i XX w.
Budynek z biegiem czasu tracił zapewne swój pałacowy charakter i zaczął się zamieniać w dom dochodowy ze sklepami na parterze i fabryczkami w oficynach. Jedną z takich fabryczek była wytwórnia wód mineralnych Tarłowskiego i Jeżewskiego działająca na przełomie lat 60. i 70. XIX w.
W początku XX w. lokal u zbiegu z Chmielną zajmował główny skład Krajowej Fabryki Tytoniowej "Union" Kołodziejskiego i Filipkowskiego. Jej szyldy widzimy na zamieszczonej w "Gazecie" fotografii pochodzącej z pierwszej połowy 1913 r.
W tym czasie kamienicą zainteresował się Marian Malinowski, właściciel dużej apteki przy Nowym Świecie 35. Kupił 90-letni budynek i postanowił go zburzyć. O jego planach prasa doniosła latem 1913 r. Kilka miesięcy później klasycystycznej kamienicy już nie było. Za to w jej miejscu pięły się w górę kolejne piętra nowego domu dochodowego z apteką na parterze.
Malinowski górą
Projekt tego niebotyku był dziełem architektów Adama Oczkowskiego i Feliksa Michalskiego. Nowy dom miał siedem kondygnacji i mansardowy dach z lukarnami. Fasada została opracowana w duchu wczesnego modernizmu z wykorzystaniem motywów sztuki renesansu i empire'u. Od strony Nowego Światu była dość wąska, siedmioosiowa, ożywiona na osi półkolistymi balkonami wspartymi na jońskich kolumnach. W zwieńczeniu na osi budynku i tu znalazła się półkoliście zamknięta nisza ujęta po bokach kolumienkami. Widać, że architekci starali się w ten sposób nawiązać do rozwiązania zastosowanego w zburzonym budynku. Dwie dolne kondygnacje przebito olbrzymimi otworami witryn sklepowych. Ciągnęły się przez całą wysokość elewacji. Od chodnika - jak w wielu innych nowoczesnych kamienicach warszawskich - zostały oddzielone mosiężnymi poręczami, by nieuważni przechodnie nie rozbijali sobie na szybach nosów.
Elewacja od strony ul. Chmielnej uzyskała nieco skromniejszy wystrój architektoniczny. Była jednak znacznie dłuższa, bo aż 12-osiowa. Wewnątrz posesji wokół niewielkiego podwórka zbudowano dwie oficyny.
Kamienica została zaprojektowana ze znawstwem i stanowiłaby ozdobę miasta, gdyby nie skandaliczna lokalizacja. W dodatku budowa z miejsca stała się przedmiotem zatargu inwestora z magistratem. Malinowski nie chciał odstąpić miastu części swojego gruntu, co umożliwiłoby poszerzenie wylotu ul. Chmielnej. Za wywłaszczenie domagał się astronomicznej sumy 800 tys. rubli. Spór trwał dość długo, aż w końcu władze miasta uzyskały z Petersburga nakaz wstrzymania budowy. Nastąpiło to jednak kilka tygodni przed wybuchem I wojny światowej, w chwili gdy budowa kamienicy była już niemal na ukończeniu. Wkrótce zaczęły się działania wojenne i Malinowski postawił na swoim.
Dodajmy, że pojawiały się w tym czasie próby kompromisowego rozwiązania problemu. Znany architekt i projektant m.in. hotelu Savoy przy Nowym Świecie w grudniu 1914 r. (czyli już po wybuchu wojny) na łamach tygodnika "Świat" przedstawił projekt poszerzenia chodnika przez urządzenie wspartego na kolumnach podcienia w przyziemiu kamienicy wzdłuż ul. Chmielnej. Również do tego pomysłu Malinowski się nie przychylił.
Z miłości do życia
Jego apteka zajęła aż dwie kondygnacje na narożniku Nowego Światu z Chmielną. Była jedną z największych i najbardziej znanych w międzywojennej Warszawie. Postać aptekarza przybliża nam na łamach internetowego serwisu Nazdrowie.pl Anita Chodkowska z Muzeum Farmacji. Okazuje się, że mimo skandalu z budową Malinowski był wspominany dobrze. Uchodził za świetnego fachowca, człowieka życzliwego i cieszącego się życiem sybarytę. Karierę zaczął robić już w 1887 r., zakładając wytwórnie wyrobów kosmetycznych i farmaceutyków.
Gdy powstała kamienica przy Nowym Świecie, wytwórnia kosmetyków przeniosła się do jej oficyny. W budynku znajdowały się też biura firmy i mieszkania pracowników. Sam Malinowski zajął obszerne 12-pokojowe mieszkanie na pierwszym piętrze. Anita Chodkowska na podstawie wspomnień mieszkanki kamienicy pisze, że aptekarz był "postawnym, wysokim mężczyzną (...) Dochody z wynajmu lokali i prowadzonej fabryki pozwalały mu oraz jego drobnej, niewysokiej i przedwcześnie postarzałej żonie Władysławie na dostatnie życie. Byli bezdzietni, ale w ich domu wychowywały się dwie panny, córki przyjaciół z Olkusza". Mieszkanie wypełniały kolekcje obrazów i dywanów, próbki egzotycznego drewna. Meble w salonie były obite zielonymi tkaninami haftowanymi w zielone smoki. W pokoju kredensowym obok zwykłych mebli z naczyniami i zastawami w chłodziarkach przechowywano wędliny i owoce cytrusowe, a łazienka miała unikatowy w Warszawie charakter pokoju kąpielowego pełnego szaf na ręczniki, szlafroki i kosmetyki.
Dom nigdy nie był pusty. Poza często przyjmowanymi gośćmi stałą obsługę stanowiło aż siedem osób: zarządzająca całością gospodyni, dwie pokojówki, praczka, krawiec, dziewczyna do brudnych robót i kierowca (Malinowski miał aż dwa auta, a jego firma dodatkowo furgonetkę).
Aptekarz chętnie korzystał z uroków wielkiego miasta. Nie opuszczał premier w teatrach, był częstym gościem warszawskich kabaretów. Gdy przychodziła zima, chętnie wyjeżdżali z żoną na Riwierę.
Po wojnie biustonosze
Wróćmy jeszcze do samej kamienicy. Ogromne lokale od Nowego Światu (po prawej stronie budynku) wynajmowano na sklepy. Bywały tu salony samochodowe. Przez jakiś czas mieścił się skład fabryki instalacji kuchennych Herzfeld i Victorius z Grudziądza. Nad nim w pomieszczeniach na pierwszym piętrze ulokowały się biura poznańskiego Towarzystwa Ubezpieczeń "Vesta".
W końcu lat 30. Malinowscy wyprowadzili się z kamienicy. Zamieszkali w nowej willi przy ul. Madalińskiego 77/79. Gdy zbliżała się druga wojna światowa, uznali, że lepiej wrócić do centrum, i ponownie sprowadzili się na Nowy Świat. Wybór był fatalny. Pod koniec września 1939 r. na budynek frontowy spadła bomba. Dosłownie rozłupała kamienicę, zawalając jej front aż do parteru.
Dodajmy, że w wyniku bombardowań w końcu września 1939 r. gruzem zasypane było całe skrzyżowanie Nowego Światu z Chmielną i Foksal. Inna bomba ścięła narożnik kamienicy rodziny Spitzbartów przy Chmielnej 30. Ruiny rozebrano jeszcze w czasie okupacji. Żona Malinowskiego zmarła w 1943 r. On sam przeżył wojnę pod opieką jednej z pokojówek Marii Osiak. Przystąpił wtedy do odbudowy firmy. To na jego zlecenie w miejscu dawnej kamienicy stanął nowy budynek. Tym razem niższy, dostosowany wysokością do pierzei podnoszonego z ruin Nowego Światu, zaś jego elewacja od Chmielnej została wycofana do szerokości pierzei ulicy. Projekt sporządzili znani architekci Bohdan Lachert i Julian Puterman Sadłowski. Autorem skromnej dekoracji rzeźbiarskiej był J. Jarnuszkiewicz.
Architektura modernistycznego budynku nie przypadła jednak warszawiakom do gustu, którzy z uwagi na dziwne wybrzuszenia ponad sklepami parteru nazwali go ironicznie "domem pod biustonoszami". Malinowski zmarł w 1950 r. Akurat wtedy władze komunistyczne przystąpiły do ostatecznego rozprawienia się prywatnymi firmami o wieloletniej tradycji. W "domu pod biustonoszami" przez wiele lat mieściły się komisy i prywatne sklepy z butami, potem zaś na narożniku m.in. galeria sztuki. Teraz lokale w nim są przebudowywane. Niedługo ma tu zostać otwarty wielki Flow Coffee Lunch & Coctail Bar.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


