Przedsiębiorcy z Niemiec zakładali firmy w gettcie
06.12.2010
aktualizacja: 2010-12-05 18:57
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Gdy powstało warszawskie getto, swoje firmy zakładali w nim przedsiębiorcy z różnych Hamburga, Bremy, Lubeki, Gdańska
ZOBACZ TAKŻE
- Zobacz ogromny zbiór zdjęć z warszawskiego getta (31-01-11, 10:00)
- Przejście podziemne na Dworcu Gdańskim już bez fuszerki (08-01-11, 09:00)
- Pamięć o karuzeli koło getta warszawskiego (16-05-10, 11:00)
- Nowy pomnik na Prostej: tam gdzie wyszli z getta (13-05-10, 21:33)
- Odnowili zrujnowaną bramę wjazdu do getta (01-04-10, 23:00)
- Pomnik-tuba stanie przy kanale z getta (12-03-10, 12:00)
W Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie odbyła się międzynarodowa sesja naukowa "Praca w nazistowskich gettach". Przyjechali na nią badacze z Niemiec, Polski, Izraela i USA. Ważne miejsce w ich badaniach zajmuje getto warszawskie.
Co z tym filmem?
Z pracy Żydów w gettach korzystał zarówno Wehrmacht, SS, jak i niemieccy przedsiębiorcy prywatni, choć, jak wskazują naukowcy, istniał między nimi uderzający konflikt interesów.
Dr Jürgen Hensel z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie opowiadał, że przedsiębiorcy przyjeżdżali głównie z północy. - Największymi z nich byli właściciele osławionych szopów: Fritz Schultz z Gdańska i Walter Cacper Toebbens z Bremy. Wiemy o nich bardzo niewiele - opowiadał Hensel i ubolewał, że dotąd nikt nie pokusił się o napisanie pracy naukowej o działalności Toebbensa, który m.in. na potrzeby Wehrmachtu produkował odzież, mundury i rozmaite wyposażenie. Gdańszczanin Schultz zajmował się w getcie produkcją futer, wyrobów ze skóry i obuwia dla niemieckiego wojska.
- Jak wyglądało przedsiębiorstwo Schultza, wiemy m.in. z albumu pamiątkowego, który "podarowali" mu pracownicy. Toebbens był bardziej nowoczesny, nakręcił o swojej firmie film reklamowy. Film przetrwał wojnę i potem posłużył jako dowód oskarżenia w procesie przeciwko przedsiębiorcy. Później zaginął - opowiada Hensel. Co się z nim stało? Nie wiadomo. - Pojedyncze kadry wypływają do internetu. Przypuszczam, że film może być teraz w Izraelu - mówi naukowiec.
Małe szopy (warsztaty) krawieckie Toebbensa przed latem 1942 r. zatrudniały 500 rzemieślników i mieściły się m.in. przy Prostej. Szop szewski i futrzarski Schultza przy Nowolipiu 42 zatrudniał też 500 rzemieślników.
Zwolnieni od śmierci
Nocą z 21 na 22 lipca 1942 r. na ulicach getta zawisły obwieszczenia zawiadamiające o przymusowym wysiedleniu wszystkich Żydów. Przesiedleniu nie podlegali zatrudnieni w przedsiębiorstwach produkujących wyłącznie dla Niemców i zamieszkujący na ich terenie.
Ludzie próbowali się ratować, zabiegając o zaświadczenia o zatrudnieniu. By je uzyskać, wręczali niemieckim właścicielom i pośrednikom monstrualne łapówki. Oddawali własne maszyny, wyposażenie warsztatów. Ostatecznie rękę na przedsiębiorstwach Toebbensa i Schultza położyło SS. - Pracownicy szopów nie byli przeznaczeni do szybkiej zagłady. Zamierzano wykorzystać ich pracę i na rozkaz szefa SS Heinricha Himmlera przewieziono do obozów pracy - szopy Schultza do Trawnik, a Toebbensa do Poniatowej - mówił Hensel.
- SS działało w sposób radykalnie ekonomiczny, pozostawiając przy życiu jedynie ludzi pracujących na jego rzecz. Reszta skazana była na zagładę. Takie osoby jak Toebbens pomagały w selekcji pracowników - opowiadał dr Stephan Lehnstaedt z Niemieckiego Instytutu Historycznego. A dr Peter Klein z Hamburga dodał, że zarówno w Poniatowej, jak i Trawnikach nie było masowych mordów, bo zakłócałoby to produkcję.
Dochodziło tam do niewyobrażalnej korupcji. Np. Toebbens sprzedawał żywność przyznawaną mu dla robotników, a potem dodatkowo kazał sobie za nią płacić władzom okupacyjnym.
Dodajmy, że SS oceniało Toebbensa jako stosunkowo ubogiego człowieka, który dzięki niemu zrobił zawrotną karierę i zbił ogromny majątek.
Żydzi z gett zatrudniani też byli do niewolniczej pracy w obozach pracy, na przykład obozach drogowych czy melioracyjnych. Ta ostatnia praca prowadzona była w wyjątkowo ciężkich warunkach. Żydzi umacniali m.in. brzegi Wisły w Warszawie - opowiadała dr Marta Janczewska z PAN.
Kamler pomagał
Do początku 1942 r. w getcie działo wiele przedwojennych firm, które po utworzeniu dzielnicy żydowskiej nie mogły się z niej wyprowadzić. Nie wszystkie wykorzystywały niewolniczą pracę Żydów.
- Przykładem niech będzie meblarska fabryka Kamlera przy Dzielnej znajdująca się w zabudowaniach zakładów Szczerbińskiego - przypominał prof. Wacław Długoborski, dziś kurator ds. naukowych Muzeum Auschwitz-Birkenau. - U Jerzego Kamlera, aktywnego działacza podziemia, wciąż na tych samych stanowiskach zatrudniani byli przedwojenni żydowscy pracownicy - opowiada.
Fabryka produkowała luksusowe meble na zamówienia Niemców. Ale powstawały tu też na potrzeby AK meble i małe przedmioty ze skrytkami do przewożenia meldunków, m.in. szczotki do butów, krzyżyki, ramki do obrazków.
Prof. Długoborski mówił, że jako goniec firmy Szczerbińskiego miał codzienny kontakt z pracującymi tam robotnikami żydowskimi. - Z przepustką bez problemu przekraczałem granicę getta. Ludzi wchodzących Niemcy kontrolowali liberalnie. Raczej patrzyli na wygląd. Nigdy nie zażądali ode mnie ausweisu. Czasem pożyczałem swoją przepustkę koledze, który kiedyś wszedł tam z aparatem fotograficznym, zrobił cała serię zdjęć. Niestety, wszystkie przepadły w Powstaniu Warszawskim - opowiada.
Jeszcze przed wywózkami z getta latem 1942 r. fragment Dzielnej z fabryką Szczerbińskiego znalazł się w dzielnicy aryjskiej.
Co z tym filmem?
Z pracy Żydów w gettach korzystał zarówno Wehrmacht, SS, jak i niemieccy przedsiębiorcy prywatni, choć, jak wskazują naukowcy, istniał między nimi uderzający konflikt interesów.
Dr Jürgen Hensel z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie opowiadał, że przedsiębiorcy przyjeżdżali głównie z północy. - Największymi z nich byli właściciele osławionych szopów: Fritz Schultz z Gdańska i Walter Cacper Toebbens z Bremy. Wiemy o nich bardzo niewiele - opowiadał Hensel i ubolewał, że dotąd nikt nie pokusił się o napisanie pracy naukowej o działalności Toebbensa, który m.in. na potrzeby Wehrmachtu produkował odzież, mundury i rozmaite wyposażenie. Gdańszczanin Schultz zajmował się w getcie produkcją futer, wyrobów ze skóry i obuwia dla niemieckiego wojska.
- Jak wyglądało przedsiębiorstwo Schultza, wiemy m.in. z albumu pamiątkowego, który "podarowali" mu pracownicy. Toebbens był bardziej nowoczesny, nakręcił o swojej firmie film reklamowy. Film przetrwał wojnę i potem posłużył jako dowód oskarżenia w procesie przeciwko przedsiębiorcy. Później zaginął - opowiada Hensel. Co się z nim stało? Nie wiadomo. - Pojedyncze kadry wypływają do internetu. Przypuszczam, że film może być teraz w Izraelu - mówi naukowiec.
Małe szopy (warsztaty) krawieckie Toebbensa przed latem 1942 r. zatrudniały 500 rzemieślników i mieściły się m.in. przy Prostej. Szop szewski i futrzarski Schultza przy Nowolipiu 42 zatrudniał też 500 rzemieślników.
Zwolnieni od śmierci
Nocą z 21 na 22 lipca 1942 r. na ulicach getta zawisły obwieszczenia zawiadamiające o przymusowym wysiedleniu wszystkich Żydów. Przesiedleniu nie podlegali zatrudnieni w przedsiębiorstwach produkujących wyłącznie dla Niemców i zamieszkujący na ich terenie.
Ludzie próbowali się ratować, zabiegając o zaświadczenia o zatrudnieniu. By je uzyskać, wręczali niemieckim właścicielom i pośrednikom monstrualne łapówki. Oddawali własne maszyny, wyposażenie warsztatów. Ostatecznie rękę na przedsiębiorstwach Toebbensa i Schultza położyło SS. - Pracownicy szopów nie byli przeznaczeni do szybkiej zagłady. Zamierzano wykorzystać ich pracę i na rozkaz szefa SS Heinricha Himmlera przewieziono do obozów pracy - szopy Schultza do Trawnik, a Toebbensa do Poniatowej - mówił Hensel.
- SS działało w sposób radykalnie ekonomiczny, pozostawiając przy życiu jedynie ludzi pracujących na jego rzecz. Reszta skazana była na zagładę. Takie osoby jak Toebbens pomagały w selekcji pracowników - opowiadał dr Stephan Lehnstaedt z Niemieckiego Instytutu Historycznego. A dr Peter Klein z Hamburga dodał, że zarówno w Poniatowej, jak i Trawnikach nie było masowych mordów, bo zakłócałoby to produkcję.
Dochodziło tam do niewyobrażalnej korupcji. Np. Toebbens sprzedawał żywność przyznawaną mu dla robotników, a potem dodatkowo kazał sobie za nią płacić władzom okupacyjnym.
Dodajmy, że SS oceniało Toebbensa jako stosunkowo ubogiego człowieka, który dzięki niemu zrobił zawrotną karierę i zbił ogromny majątek.
Żydzi z gett zatrudniani też byli do niewolniczej pracy w obozach pracy, na przykład obozach drogowych czy melioracyjnych. Ta ostatnia praca prowadzona była w wyjątkowo ciężkich warunkach. Żydzi umacniali m.in. brzegi Wisły w Warszawie - opowiadała dr Marta Janczewska z PAN.
Kamler pomagał
Do początku 1942 r. w getcie działo wiele przedwojennych firm, które po utworzeniu dzielnicy żydowskiej nie mogły się z niej wyprowadzić. Nie wszystkie wykorzystywały niewolniczą pracę Żydów.
- Przykładem niech będzie meblarska fabryka Kamlera przy Dzielnej znajdująca się w zabudowaniach zakładów Szczerbińskiego - przypominał prof. Wacław Długoborski, dziś kurator ds. naukowych Muzeum Auschwitz-Birkenau. - U Jerzego Kamlera, aktywnego działacza podziemia, wciąż na tych samych stanowiskach zatrudniani byli przedwojenni żydowscy pracownicy - opowiada.
Fabryka produkowała luksusowe meble na zamówienia Niemców. Ale powstawały tu też na potrzeby AK meble i małe przedmioty ze skrytkami do przewożenia meldunków, m.in. szczotki do butów, krzyżyki, ramki do obrazków.
Prof. Długoborski mówił, że jako goniec firmy Szczerbińskiego miał codzienny kontakt z pracującymi tam robotnikami żydowskimi. - Z przepustką bez problemu przekraczałem granicę getta. Ludzi wchodzących Niemcy kontrolowali liberalnie. Raczej patrzyli na wygląd. Nigdy nie zażądali ode mnie ausweisu. Czasem pożyczałem swoją przepustkę koledze, który kiedyś wszedł tam z aparatem fotograficznym, zrobił cała serię zdjęć. Niestety, wszystkie przepadły w Powstaniu Warszawskim - opowiada.
Jeszcze przed wywózkami z getta latem 1942 r. fragment Dzielnej z fabryką Szczerbińskiego znalazł się w dzielnicy aryjskiej.
-
Przedsiębiorcy z Niemiec zakładali firmy w gettcie
poniedzielny
06.12.10, 11:06
W tym artukule brakuje artykułu... Pojawi się? Mamnadzieję, bo temat ciekawy.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]



