Złamała nogę - zmarła w szpitalu przed zabiegiem

Wojciech Grejciun
09.12.2010 aktualizacja: 2010-12-08 19:45
A A A Drukuj
Dzieci chore na raka marzą w świętach w domu fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Dyrekcja szpitala przy Lindleya zaprzecza, że nie podała leków zakrzepowych przewlekle chorej pacjentce. Kobietę przywieziono do lecznicy ze złamaną nogą i zmarła po sześciu dniach tuż przed operacją ortopedyczną
SERWISY
- Moja mama była przytomna. Pytałam, czy podało jej leki przeciwzakrzepowe. We wtorek i w środę mówiła, że nie - opowiada córka zmarłej. - To leki, które nie są pigułkami, podaje się je w zastrzyku. Mama była przewlekle chora.

Córka rozważa podjęcie kroków prawnych. - Trzeba wyjaśnić, czy leki przeciwzakrzepowe zostały wydane w odpowiednim terminie i odpowiednich ilościach i czy operacja nie odbyła się za późno.

Izabela Wojciechowska miała 56 lat. W ubiegły wtorek przewróciła się na chodniku, łamiąc nogę. Do szpitala przy Lindleya przywiozła ją karetka. Kobieta miała czekać na operację sześć dni, bo szpital musiał sprowadzić płytki ortopedyczne - tak we wtorek wieczorem informowała PAP. Chodziło o operację zespolenia kości podudzia.

- Tego typu operacje należy zrobić w ciągu 24 godzin. Niestety, to nie pierwszy przypadek oczekiwania pacjentów na pilne operacje - mówi "Gazecie" doświadczony lekarz ze szpitala przy Lindleya.

Dyrekcja Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus wszystkiemu zaprzecza. - Od początku, czyli od przyjazdu, pacjentka miała włączony program przeciwzakrzepowy. Dostawała zastrzyki. Świadczy o tym dokumentacja medyczna - twierdzi Włodzimierz Wiśniewski, zastępca dyrektora szpitala przy Lindleya. Tłumaczy też, jak doszło do zgonu. - W czasie znieczulenia nastąpiło zatrzymanie akcji serca. Na miejscu był anestezjolog, kobieta natychmiast trafiła na intensywną terapię. Przyczyną śmierci prawdopodobnie był zator. To się zdarza i znam wiele przypadków młodszych ludzi, którzy tak umierali. A leki przeciwzakrzepowe tylko w 50-60 proc. zabezpieczają chorego. Pracuję już 40 lat i kiedyś tych leków wcale nie było. Teraz, kiedy się je podaje, zakrzepy robią się dalej - mówi Wiśniewski.

Nie potwierdza też, że kobieta czekała na operację, bo szpital nie miał potrzebnego sprzętu ortopedycznego. - Nie było tak. Pacjenci czekają w kolejce na zabieg nawet sześć, osiem tygodni. Czas oczekiwania na operacje wydłużył się, gdy wojewoda zniósł grafik ostrych dyżurów ortopedycznych [stało się to na początku roku]. Mamy przez to więcej pacjentów i dłużej trzeba czekać na zabiegi - mówi Wiśniewski.

- Wskazywanie związku dyżurów ze śmiercią pacjentki jest bezpodstawne. To kwestia organizacji pracy szpitala - oburza się Ivetta Biały, rzeczniczka wojewody.

Okoliczności śmierci pacjentki z lecznicy przy ul. Lindleya bada Ministerstwo Zdrowia. - Wysłaliśmy pisma z prośbą o wyjaśnienia do rzecznika odpowiedzialności zawodowej, Narodowego Funduszu Zdrowia i Uniwersytetu Medycznego jako organu założycielskiego szpitala - mówi Piotr Olechno, rzecznik resortu.

Wyjaśnień chce też rzecznik praw pacjenta Krystyna Kozłowska.

Szpital przy Lindleya ma około 130 mln długu. Dyrekcja przy każdej możliwej okazji skarży się na fatalną kondycję finansową i sypiący się zabytkowy budynek szpitala. - Przez długi hurtownie nie dają sprzętu. Bywa, że mamy problem z lekami - mówi nam jeden z lekarzy szpitala przy Lindleya.

Lecznica nie może liczyć ani na pieniądze od marszałka, ani na pieniądze miasta - zabrania tego prawo. Finansowana jest bezpośrednio przez Ministerstwo Zdrowia.

- W miarę możliwości pomagamy szpitalowi. W ostatnich czterech latach daliśmy ok. 11 mln na inwestycje. W tym roku 13,5 mln na świadczenia, m.in. przeszczepy wątroby. Brak jest podstaw prawnych do dotacji na spłatę długów szpitala - twierdzi Olechno.

Zmarła kobieta to Izabela Wojciechowska, autorka wielu wystaw fotograficznych m.in. podsumowującej dorobek Ryszarda Kapuścińskiego na Zamku Królewskim czy "Zakazane zdjęcie" w Zachęcie. Przez niemal 10 lat była redaktorem naczelnym Centralnej Agencji Fotograficznej a potem redakcji fotograficznej Polskiej Agencji Prasowej. Przez ponad pięć lat prowadziła galerię "Green Gallery", gdzie zorganizowała 55 wystaw. Od kilkudziesięciu lat działała na rynku medialnym i wydawniczym. Wykładała także przedmiot fotoedytorstwo na Wydziale Fotografiii w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej i Filmowej w Łodzi, Laboratorium Reportażu przy Uniwersytecie Warszawskim i w Warszawskiej Szkole Fotografii.



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy