Wspomnienie o Izabeli Wojciechowskiej

Bożena Dudko
10.12.2010 aktualizacja: 2010-12-09 23:04
A A A Drukuj
Izabela Wojciechowska
Planowała nowe fotograficzne albumy i wystawy. Chciała pokazać artystyczne fotografie Kapuścińskiego. Na 17 grudnia Izabela Wojciechowska przygotowywała w Zachęcie wystawę jego zdjęć "Z Imperium". W poniedziałek nagle zmarła
- Jestem impresario pana Kapuścińskiego - usłyszałam w słuchawce. Iza przedstawiła się pięknym i niemodnym słowem. Tak ją poznałam dziesięć lat temu, gdy dla "Magazynu Gazety Wyborczej" przygotowywałam materiał o wystawie afrykańskich fotografii Kapuścińskiego w Rzymie i jego albumie "Z Afryki", którego Iza była fotoedytorką.

Z radością zapowiadała, że niedlugo zobaczymy tę wystawę w Zachęcie, do czego, jak się potem okazało, ku jej rozpaczy, nie doszło.

Kiedy w 2005 r. zaczęłam opiekować się archiwum Ryszarda Kapuścińskiego, z którego zdjęcia zostały wyłączone, zapytałam Pana Ryszarda o archiwum fotograficzne. Powiedział mi, że jest spokojny, od kiedy Iza, wieloletnia szefowa redakcji fotograficznej PAP, zajmuje się jego zdjęciami, które bez niej by pogubił. I że jest jej ogromnie wdzięczny za wszystko, co dla niego robi od 1996 r. Jak było tego dużo, przekonałam się, gdy po śmierci Ryszarda Kapuścińskiego Iza przygotowywała dla wydawnictwa Znak album jego fotografii "Ze świata" - wybór 150 zdjęć z ok. 10 tysięcy negatywów! Wówczas poprosiła mnie o przygotowanie kalendarium fotograficznych wydarzeń, za którymi - jak się okazało - kryła się jej mrówcza praca: blisko 40 wystaw w kraju i za granicą, których była kuratorem. Między innymi w Oviedo, Wiesbaden, Madrycie, Paryżu, Alicante, Luandzie, Berlinie, Salamance, Bielefeld, Saragossie, Wiedniu, Budapeszcie, Grenadzie, Sofii, Düsseldorfie, Nuevo Leon. I największa (pośmiertna, wyprodukowana przez Agorę, 130 fotografii) - na Zamku Królewskim w Warszawie.

W osobistym posłowiu do albumu "Ze świata" napisała: "Nie tylko świat, ale i Polska ciągle czekają na odkrycie Kapuścińskiego jako fotografa".

Zrobiłyśmy razem wystawę "Poeta reportażu. Ryszard Kapuściński 1932-2007", która kilka miesięcy po śmierci autora "Cesarza" została pokazana na targach książki we Frankfurcie, a od ubiegłego roku popularyzuje osobę i dzieło Kapuścińskiego w Chinach, na Tajwanie, w Gruzji, na Białorusi. I czterojęzyczną edycję "Spaceru porannego", którą Iza (była otwarta na innych, więc szybko się zaprzyjaźniłyśmy) wzbogaciła fotografiami furtek Kapuścińskiego z Pola Mokotowskiego. Dzięki niej trzy Agorowe audiobooki, wydane w ramach "Dzieł wybranych" Ryszarda Kapuścińskiego: "Cesarz", "Imperium" i "Wojna futbolowa", stały się także fotograficzną opowieścią o Etiopii, Wiośnie Ludów w ZSRR i samym reporterze. A finaliści Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki otrzymują niezwykłą pamiątkę - fotografię tajemniczych śladów stóp na spękanej ziemi, którą zrobił autor "Hebanu".

Od początku wspierała budowę Ścieżki Kapuścińskiego. Jej zdjęcia stamtąd, podpisane jak zawsze (zapewne ze skromności) pseudonimem Mariza Fado, zilustrowały specjalny dodatek "Gazety Stołecznej" poświęcony tegorocznemu konkursowi edukacyjnemu "Spacer poranny", który towarzyszy drugiej edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż.

Do wiosny 2011 r. chciała skończy porządkowanie fotografii Pana Ryszarda. Planowała kilka wystaw, m.in. "Struktury", by pokazać nieznanego Kapuścińskiego, który ma w dorobku także fotografię artystyczną. Myślała o kilku albumach. Na 17 grudnia przygotowywała w Zachęcie wystawę zdjęc Kapuścińskiego "Z Imperium".

30 listopada, gdy się tak pechowo poślizgnęła, właśnie wracała z laboratorium, które przygotowywało fotogramy. Kiedy rozmawiałyśmy ostatni raz przez telefon, 1 grudnia, była w szpitalu i uspokajała mnie, że wszystko będzie zgodnie z planem, że ma tylko złamaną nogę i że z pomocą córki Karoliny, telefonu komórkowego i laptopa da sobie radę. I opowiedziała, jak wspaniali są warszawiacy. Gdy upadła na chodnik, wezwali pogotowie. Był mróz, więc jakaś dziewczyna zdjęła sweter i ją okryła. Chłopak rozebrał się do T-shirtu i dał jej ubranie, by nie leżała na śniegu. Inny, widząc to, dał mu swoją kurtkę. "Chciałabym im podziękować, oddać te ubrania. Jak ich odnaleźć?" - martwiła się Iza.

Przez prawie cztery lata współpracy przegadałyśmy setki godzin, napisałyśmy do siebie mnóstwo e-maili. Będzie mi rozmów z Izą bardzo brakowało, bo przez ten czas stała się i dla mnie Kimś Bliskim. W komputerze zostały mi 454 mejle od Izy (niestety, większość wykasowałam): konkretne, lapidarne, świadczące o tym, jak wielce swojej pracy i Ryszardowi Kapuścińskiemu była oddana. Ile we wszystko wkładała serca. I jakim dobrym, mądrym i uczciwym była Człowiekiem. Nie do zastąpienia.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy