Nowa książka: Bartoszewski i Edelman o getcie

Jerzy S. Majewski
16.12.2010 aktualizacja: 2010-12-15 21:27
A A A Drukuj
Zbiór kilkunastu tekstów Marka Edelmana i Władysława Bartoszewskiego o getcie, pisanych w różnym czasie i z różnej perspektywy - to nowa książka Państwowego Wydawnictwa Naukowego.
"Nie znałem go, gdy wybuchło powstanie w Getcie. Słyszałem, że w Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) jest jakiś Marek, ale go nie znałem" - wspomina Edelmana Bartoszewski i pisze, że w dniach powstania w getcie przebywali tak niedaleko siebie. Ledwie kilkadziesiąt metrów rozdzielonych murem getta. Edelman walczył na Bonifraterskiej. On zaś na Mławskiej miał lokal konspiracyjny, w którym spotykał się z "Berezowskim" - dr. Leonem Feinerem, wiceprzewodniczącym Żegoty i jednym z najwybitniejszych działaczy Bundu - Powszechnego Żydowskiego Związku Robotniczego.

Poruszona Nałkowska

O Edelmanie usłyszał w roku 1945, gdy ten opublikował swoją broszurę "Getto walczy. Udział Bundu w obronie getta". Cały ten tekst ze wstępem Zofii Nałkowskiej znajdziemy w książce PWN-u. Warto zwrócić uwagę na przedmowę pisarki odgrywającej wówczas ważną rolę w Głównej Komisji Badań Zbrodni Niemieckich w Polsce. "(...) maszynopis przyniósł mi nieznajomy, młody autor, jeden z przywódców żydowskiego powstania (...) - Ja nie jestem pisarzem - powiedział. - To nie ma żadnej wartości literackiej. Jednak jego nieliterackie opowiadanie osiąga to, co udaje się nielicznym arcydziełom. Daje w słowie poważnym, celnym, powściągliwym. Wolny od frazesu protokół zbiorowego męczeństwa, utrwala mechanizm jego przebiegu. Jest także autentycznym dokumentem zbiorowej mocy ducha" - pisała Nałkowska. Dodajmy, ze broszura Edelmana z 1945 r. do dziś utrwaliła widziany jego oczami obraz powstania w getcie, w którym główną rolę odgrywał ŻOB, zaś inne organizacje - takie jak Żydowski Związek Wojskowy walczący w rejonie placu Muranowskiego - uległy zapomnieniu.

Asfalt topi się w ogniu

Wróćmy jednak do związków Bartoszewskiego z Edelmanem. Spotkali się 17 lat po wojnie, gdy Władysław Bartoszewski jako dziennikarz tygodnika "Stolica" ruszył z Edelmanem na spacer po dawnym terenie walk. To były okolice Bonifraterskiej, Wałowej, ambasady chińskiej. I ten reportaż w całości odnajdziemy w publikacji PWN-u. Gdy powstawał w 1960 r., pamięć o wydarzeniach w getcie była jeszcze świeża. Fragmenty relacji Edelmana dotyczące wycofywania się z płonącego getta przybierają apokaliptycznego wymiaru, poruszając wyobraźnie: "Płomienie czepiały się po drodze ubrań, które zaczynały się tlić. Asfalt topił się pod nogami w czarną, lepką maź. Od żaru rozpalonego bruku zapalały się podeszwy. Brnęliśmy przez płomienie z domu do domu, z podwórza na podwórze. Nie było czym oddychać. W głowie waliło sto młotów. Palące się odłamki spadały na ziemię". W książce natrafimy też na późniejsze teksty o dzielnicy żydowskiej w Warszawie i powstaniu w getcie. Pisane zarówno przez Edelmana, jak i Bartoszewskiego.

Wśród nich niepublikowana dotąd rozmowa Bartoszewskiego i Edelmana "Warszawskie getto" zamieszczona w 1963 r. przez "Cahiers Pologne-Allemagne"

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy