UNBA przed fazą play off: Walczyć do końca
17.12.2010
aktualizacja: 2010-12-16 23:09
W szeregach pierwszo- i drugoligowców przed przedostatnią kolejką wciąż jeszcze były takie drużyny, które zachowały szanse na udział w play off. Nic też dziwnego, że mecze z ich udziałem należały często do najciekawszych i najbardziej zaciętych. Interesująca była i wszystko wskazuje na to, że nadal będzie również rywalizacja o uniknięcie gry w barażach.
ZOBACZ TAKŻE
- UNBA: Droga do Wielkiego Finału (21-01-11, 15:58)
- UNBA: Emocjonująca pierwsza runda play off (14-01-11, 07:49)
- UNBA: w pierwszej i drugiej lidze gorący finisz rundy zasadniczej (23-12-10, 16:07)
- UNBA: Najważniejszy weekend sezonu (27-01-11, 10:34)
- UNBA: SMS pokonani, TC Team wygrywa po raz trzeci z rzędu (27-10-10, 17:04)
- UNBA: cztery kolejki za nami (20-10-10, 09:01)
- UNBA: Wicemistrzowie mocni na początku sezonu (13-10-10, 13:34)
- UNBA: I i II liga na finiszu, III zaczyna play off (10-12-10, 12:00)
- UNBA: Trzecia liga na finiszu (02-12-10, 16:00)
- UNBA: Rewelacyjny weekend w lidze (25-11-10, 19:00)
- UNBA: Grania było mniej, ale za to bardzo ciekawie (18-11-10, 09:00)
- UNBA na półmetku Sahel i UKS Probasket gromią liderów (09-11-10, 12:00)
Ósma ponad wszystko!
W gronie pierwszoligowców pięć drużyn już trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej mogło być pewnych udziału w play off. Pozostało im już tylko walczyć o jak najlepszą pozycję gwarantującą teoretycznie słabszych przeciwników na drodze do mistrzostwa Ligi UNBA. Teraz w miarę spokojne o grę w play off mogły być również dwie następne ekipy, więc do obsadzenia pozostało już tylko jedno miejsce. Rywalizacja czołowych drużyn ligi bywa ciekawa, ale pod koniec sezonu zawsze najwięcej emocji jest w meczach, gdzie drużyny do końca walczą o sam udział w play off. Tym razem zapewnili je nam głównie Lekarze.
Krok w kierunku utrzymania szóstej pozycji w tabeli zrobili w miniony weekend OBP Incentive & Sport Travel. Zadanie mieli arcytrudne, bo ich rywalem byli zawodnicy Polibudy 2013. O tym, co ci panowie potrafią zrobić ze swoim przeciwnikiem najlepiej przekonali się dwa tygodnie temu mistrzowie z Dental Club'u. Polibuda wygrali ten mecz różnicą 21 punktów. Kolejną ich ofiarą byli Lekarze. W rozegranym ostatnio zaległym spotkaniu panowie z Polibudy dołożyli im blisko 40 punktami! Starcie z Patologią, które zakończyło się po dwóch dogrywkach (wygrane przez Polibudę 2013) wydawało się przypadkiem potwierdzającym regułę. Większość uczestników i kibiców była zgodna. OBP są na z góry straconej pozycji. I tu okazało się, że większość nie zawsze ma rację, ta mniejszość to przede wszystkim zawodnicy OBP. Zagrali naprawdę fenomenalne zawody. Już pierwsza kwarta pokazała, że przeciwnikom łatwo nie będzie. OBP od pierwszych minut grali ze zdecydowanie większym zaangażowaniem. Byli na boisku dosłownie wszędzie. Agresywnie bronili, świetnie walczyli na obu tablicach, a co ważniejsze bardzo regularnie trafiali do kosza. Polibuda z początku byli w stanie dotrzymać kroku doskonale zmotywowanym rywalom. W połowie spotkania tracili do nich tylko 5 punktów (30:35). Po zmianie stron okazało się jednak, że o ile OBP mają jeszcze sporo "paliwa" i pomysłów na grę, to ich przeciwnikom nic już nie wychodzi jak należy. Zaczęła się kwarta dwóch Grześków. Kwiatkowski (18 pkt, 10 zb, 2 prz, 1 as) oraz Pasternak (14 pkt, 10 zb, 1 prz, 5 as) zaliczając kolejne trafienia wyprowadzili swoją drużynę na początku czwartej kwarty na 23-punktowe prowadzenie (62:39). Panowie z Polibudy nie mieli dosłownie nic do powiedzenia i stanowili w zasadzie tylko tło dla poczynań przeciwników. Szczególnie ładna była akcja Grześka Kwiatkowskiego, który wsadził piłkę do kosza oburącz nad próbującym blokować go rywalem. W końcówce spotkania udało Polibudzie się tylko nieznacznie zmniejszyć rozmiary porażki.
Po wysokiej przegranej sprzed tygodnia chłopaków z Unimedu czekał kolejny ciężki sprawdzian umiejętności. Ich kolejnym przeciwnikiem mieli być NWW, a tych panów nigdy nie powinno się lekceważyć. Mecz rozpoczął się nieco ospale. Obie strony nie szarżowały tempa. Wszystko zmieniło się pod koniec pierwszej kwarty, kiedy kolejni zawodnicy Unimedu trafili łącznie aż cztery "trójki". Unimed błyskawicznie wyszli na 12-punktowe prowadzenie (20:8), a temperatura spotkania zdecydowanie wzrosła. Niestety wszystko wskazuje na to, że aż za bardzo, bo w kolejnych minutach byliśmy świadkami "przegrzania" obu stron. Przez długie chwile na tablicy wyników niewiele się nie zmieniało. Po blisko siedmiu minutach od rozpoczęcia drugiej kwarty obie drużyny powiększyły swoje konta o ledwie 2 punkty (22:10 dla Unimedu) i widać było, że sytuacja zaczyna być dla nich nieco frustrująca. Końcówka pierwszej połowy na szczęście wniosła nieco ożywienia. NWW w trzy minuty zdobyli 6 punktów. Choć nieznacznie, to zbliżyli się do rywali (16:24) i po zamianie stron postanowili pójść za ciosem. Po punktach Bartka Sobczaka (16 pkt) prowadzenie wicemistrzów ligi stopniało do 4 "oczek" (30:26). Nadszedł czas na odpowiedź Unimedu, a ta bywa miażdżąca. W rolach głównych wystąpili Rafał Lisiewicz (11 pkt, 9 zb, 1 prz) i Michał Grodecki (9 pkt, 10 zb, 3 as). To dzięki ich poczynaniom ekipa Unimedu na początku czwartej kwarty ponownie odskoczyła przeciwnikom na 12 "oczek" (45:33). NWW rozpoczęli dramatyczną pogoń, bo czasu było coraz mniej. Z początku szło im nieźle. Całkowicie sparaliżowali atak rywali, a w ich szeregach swoje zrobił jak zwykle niezastąpiony w takich sytuacjach Arek Łęczycki (15 pkt, 11 zb, 1 bl, 1 prz, 3 as). Na dwie minuty przed końcem NWW doszli rywali na 3 punkty (42:45) i wszystko było jeszcze możliwe. Sytuację dla Unimedu uratował Andrzej Wojdak (11 pkt, 4 zb). Jego trafienie z półdystansu powiększyło dystans dzielący drużyny. W kolejnych sekundach akcje obu stron nie przyniosły punktów i kiedy do zakończenia spotkania pozostało naprawdę niewiele czasu NWW postanowili faulować "taktycznie". Unimed stosunkowo dobrze wykorzystali jednak możliwość zdobywania punktów z linii rzutów wolnych, a NWW nie udało się zmniejszyć przewagi rywali.
Spektakularnie zakończyło się starcie walczących o play off Lekarzy z Dental Clubem. Początek spotkania zupełnie nie wskazywał na to, że może tu dojść do czegoś interesującego. Dental Club korzystali z doskonałej formy strzeleckiej Macieja Bieńkowskiego (23 pkt - 6/7 za 3 pkt, 3 zb, 2 as), który już w pierwszej kwarcie zaliczył trzy "trójki". Dzielnie sekundował mu Maciej Rybiński (11 pkt, 6 zb, 2 bl, 2 prz, 2 as), a Dental Club wyszli na 11-punktowe prowadzenie (19:8). Kolejne dwie odsłony były w zasadzie remisowe. To co najciekawsze miało miejsce w ostatniej kwarcie. Na jej początku Dental Club prowadzili 9 punktami (45:36) i z zaistniałej sytuacji mogli być w miarę zadowoleni. Dobre humory postanowił popsuć im Piotrek Gietka (21 pkt, 10 zb, 2 prz, 4 as). Zdobywając kolejne punkty i otwierając drogę do kosza swoim kolegom spowodował, że na dwie minuty przed końcem na tablicy wyników zagościł remis (51:51)! Chwilę później odrobinę spokoju w serca zawodników Dentalu wlało szóste już tego dnia trafienie zza łuku Macieja Bieńkowskiego. Mimo to mecz mógł się dla jego drużyny zakończyć tragicznie. W decydującym momencie dwie "spektakularne" straty popełnił Marcin Krysiak (10 pkt, 6 zb, 3 prz, 6 as). Na szczęście jego koledzy potrafili wyratować drużynę z opresji, a Lekarze nie wykorzystali nadarzających się okazji. Kilkanaście sekund przed końcem punkty z linii osobistych zdobył Michał Klimkowski (10 pkt, 6 zb, 1 prz), ale jego drużyna wciąż przegrywała 1 punktem (53:54). Lekarze musieli odzyskać posiadanie piłki. Jedynym sposobem na osiągniecie tego celu było "taktyczne" sfaulowanie jednego z rywali. Padło na Marcina Krysiaka, a ten wykorzystał oba rzuty. Dental Club ponownie prowadzili 3 punktami (56:53). Lekarze poprosili o przerwę na żądanie. Po wznowieniu gry próbowali wyprowadzić do rzutu jedną z dwóch osób, które tego dnia trafiły już zza linii 6,75 m. Nie udało się to ani Piotrkowi Gietce, ani Wojtkowi Królowi (12 pkt, 2 zb, 1 bl, 3 prz, 1 as). Do piłki wyszedł więc Gajusz Gontarczyk (9 pkt, 6 zb, 2 prz), który w całym sezonie rzucał za 3 pkt tylko dwukrotnie tyle samo razy pudłując. Nie miało to jednak w tej chwili znaczenia. Lekarze potrzebowali tego rzutu. Przymierzył, rzucił i trafił! Na 2,6 sekundy do końca mieliśmy remis (56:56)! Teraz to Dental Club poprosili o "time out" i po chwili wyszli na boisko z zamiarem rozstrzygnięcia meczu w regulaminowym czasie. Piłkę na grę "tyłem do kosza" otrzymał Marcin Krysiak. Czasu było niewiele, ale udało się go dobrze wykorzystać. Równo z końcową syreną padły ostatnie w tym spotkaniu punkty, a Dental Club mogli cieszyć się z wygranego spotkania.
Ostatnia kolejka pierwszoligowego sezonu zasadniczego rysuje się nam bardzo ciekawie. Co prawda - jak pisałem - siedem drużyn nie musi się już martwić o udział w play off, jednak wciąż pozostało kilka takich, które teraz będą walczyć o wszystko i niczym polska reprezentacja piłkarska liczyć "planowane" potknięcia konkurentów. Szanse na play off mają wciąż Jednostka, TNT oraz Lekarze. W najlepszej sytuacji są panowie z Jednostki. Jeżeli cała trójka zaliczy w tym dniu porażki, to prawdopodobnie właśnie oni będą się cieszyć z awansu do play off. Ich problem polega na tym, że swój mecz rozgrywają z całej trójki jako pierwsi, a rywal - zawodnicy Unimedu - jest bardzo wymagający i walcząc o jak najwyższą pozycję przed play off z pewnością nie będzie miał ochoty tego spotkania przegrać. W przypadku porażki panom z Jednostki przyjdzie z drżącym sercem kilka godzin czekać na rozwój wypadków. Na szczęście dla nich zarówno TNT, jak i Lekarze rywali będą mieli również z najwyższej półki. Pierwszym przyjdzie się zmierzyć z NWW, a drugim z będącymi na fali wznoszącej OBP Incentive & Sport Travel.
W grupie A wszystko jasne, w B w zasadzie też
Przedostatnia kolejka drugoligowych zmagań zapowiadała się naprawdę pasjonująco. Mieliśmy starcie walczących o awans do play off SGGW z rządzącymi w grupie B zawodnikami Sahela. Było starcie broniących czwartej pozycji w grupie B Kanibali PLNY Textylia z odrodzonymi i aspirującymi do awansu na czwarte miejsce Warka Team. Był wreszcie pojedynek wciąż niezwyciężonych Nola ze znajdującymi się w tabeli tuż za nimi Baletem Aleksieja. CMP podjęli spore ryzyko i mecz z TQM rozpoczęli w czterech. Kilkanaście sekund zabrakło, żeby przegrali spotkanie walkowerem. na szczęście w ostatniej chwili zjawił się "ten piąty" (a potem nawet szósty!) i CMP gładko wygrali kolejne zawody.
Nola i Balet Aleksieja. Dwie ekipy, które przez długi czas szły ze sobą łeb w łeb demolując kolejnych przeciwników. W grupie A przez sześć kolejek w zasadzie nie było dla nich mocnych. W siódmej kolejce wszystko się skończyło. "Aleksieje" stracili gdzieś tą pewność siebie. Najpierw przegrali z Art Promotion Group, potem z Lucky Losers. Nola zostali w tym momencie samodzielnym, niepokonanym liderem i tak już pozostało. Przed bezpośrednim starciem tych drużyn Nola mogli być już raczej pewni, że pozycji lidera nikt im nie odbierze. Panowie z Baletu Aleksieja mieli jednak szansę popsuć im nieco humory pokonując w prestiżowym bezpośrednim starciu. Pierwsze minuty meczu pokazały, że na Tomka Owsińskiego (20 pkt, 12 zb, 2 bl, 6 prz, 2 as) w drugiej lidze nie ma mocnych. Już w pierwszej kwarcie zdobył dla Nola 6 punktów, a jego drużyna po dziesięciu minutach prowadziła 8 punktami (16:8). Od początku drugiej odsłony w szeregach "Aleksiejów" wreszcie coś drgnęło. "Zatrybił" atak, a i w obronie szło im nienajgorzej. Pod koniec pierwszej połowy doprowadzili do remisu (23:23), a mieli nawet szansę na prowadzenie. Po zmianie stron gra przez jakiś czas nadal była wyrównana. Dopiero pod koniec trzeciej odsłony po punktach - a jakże by inaczej - Tomka Owsińskiego Nola wypracowali sobie 5-punktową zaliczkę (34:29). Początek ostatniej kwarty należał znowu do "Aleksiejów". Co prawda najpierw na linii wolnych stanął Owsiński i miał szanse na zwiększenie dystansu, jaki dzielił obie drużyny, ale oba rzuty były niecelne. Balet Aleksieja postarali się o szybką odpowiedź. Po "trójce" Krzyśka Żebrowskiego (9 pkt, 1 zb, 1 as) ponownie mieliśmy remis (34:34). Po raz kolejny jednak "Aleksieje" nie potrafili pójść za ciosem. W kolejnych minutach Nola zagrali bardzo sprawnie w obronie, a po szczęśliwym trafieniu Jakuba Florka (2 pkt, 2 zb, 2 as) wysforowali się na 8-punktowe prowadzenie (44:36). Zawodnicy Baletu próbowali jeszcze gonić rywali, ale ich akcje nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Wręcz przeciwnie, Nola z łatwością odpowiadali na ich trafienia i na koniec jeszcze nieznacznie powiększyli przewagę.
Początek spotkania z SGGW Sahelowi delikatnie mówiąc nie wyszedł. Ich ostoja ofensywna, czyli Michał Sosin, zwyczajnie nie mógł wejść w mecz. Pudłował chyba wszystko co było można, a jego drużyna przegrywała po pierwszej kwarcie 1 punktem (13:14). Wszystko zmieniło się, kiedy oddał swój pierwszy rzut zza linii 6,75 m. Nastąpił jakiś przełom i wszystko potoczyło się jak zwykle w przypadku Sahela. Sosin (31 pkt - 8/12 za 3 pkt, 6 zb, 1 prz, 2 as) trafił pięć "trójek" z rzędu, a pod koniec drugiej kwarty zaliczył jeszcze akcję "2+1". W tym momencie jego drużyna prowadziła już 13 punktami, a chłopaki z SGGW sprawiali wrażenie bezradnych i zrezygnowanych. Odrodzili się dopiero w trzeciej kwarcie, kiedy to ponownie zaczęli walczyć z rywalami jak równy z równym. W czwartej kwarcie udało im się nawet zmniejszyć przewagę Sahela do 7 punktów (43:50). Niestety w tym momencie po raz kolejny przypomniał o sobie Michał Sosin. Zaliczył kolejne dwa trafienia zza łuku i było po meczu. SGGW udało się jedynie zmniejszyć rozmiary porażki.
Dużymi umiejętnościami i wolą walki do ostatnich sekund wykazali się zawodnicy Kanibali PLN Textylia. Pierwsze dwie kwarty spotkania z Warka Team były bardzo wyrównane. Należało się tego spodziewać, ponieważ obie drużyny przed meczem miały podobny bilans spotkań, a po porażce SGGW zwycięstwo przybliżało je znacząco do udziału w play off. Pierwsze minuty należały do Warki. Szybkie 10 punktów bez odpowiedzi ze strony rywali i było nieźle. Przez krótko. Kanibale pokazali, że nie zapomnieli, jak wygląda porządna obrona i szybkie kontry. Wystarczyły cztery minuty i już byli na prowadzeniu (13:12). Ostatnie słowo w tej kwarcie należało jednak znowu do ich rywali, którzy na przerwę schodzili z 1-punktową zaliczką (16:15). W drugiej kwarcie prowadzenie kilkakrotnie przechodziło w ręce to jednych, to znowu drugich. Ostatecznie okazała się remisowa. Po zmianie stron przeżyliśmy małe "deja vu". Kanibale po raz kolejny w tym meczu przysnęli. Błyskawicznie stracili 9 punktów, gdy tymczasem ich zdobycz utrzymała się na poziomie z końca pierwszej połowy. Zrobiło się naprawdę ciężko. Na minutę przed końcem trzeciej odsłony wciąż tracili do zawodników Warki 9 "oczek" (30:39). To co miało się wydarzyć już wkrótce zadziwiło wszystkich na hali, ale przede wszystkim właśnie panów z Warka Team. Kanibale zrobili wszystko jak trzeba. Była twarda, zdecydowana, ale również czysta obrona. Były ciekawe akacje i kolejne zdobycze punktowe. Co robili w tym czasie panowie z Warka Team? Odpowiedź jest jedna: absolutnie nic! Na ponad dziesięć minut zostali statystami w teatrze Kanibali, a ci wykorzystali to perfekcyjnie. Trudno aż uwierzyć, że Kanibale przez te dziesięć minut zdobyli 17 punktów, a nie stracili ani jednego! Co ciekawe większość tej zdobyczy pochodziła z linii rzutów osobistych. W ostatniej odsłonie Kanibale stawali na niej aż ośmiokrotnie trafiając 9 z 16 rzutów. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby mieli w tym elemencie lepszą skuteczność. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem Kanibale byli już w zasadzie pewni sukcesu. Prowadzili przecież różnicą 8 punktów. Warka Team swoje pierwsze punkty zdobyli w czwartej kwarcie dokładnie na 22 sekundy przed syreną kończącą zawody i oczywiście na nic się to zdało. Co prawda faulowali "taktycznie" licząc na niecelne rzuty rywali, ale "wybierany" przez nich dwukrotnie Sergiusz Felbur (8 pkt, 3 zb, 1 prz, 2 as) spokojnie wykorzystywał kolejne okazje do powiększenia konta swojej drużyny. Kanibale zagrali popisowe zawody pokazując, że jeżeli trafią do play off, to nie można ich lekceważyć.
Trzecioligowy spokój
Najniższa klasa rozgrywkowa najważniejsze mecze sezonu zasadniczego ma już za sobą i cześć drużyn spokojnie szlifuje formę przed play off. Pozostali rozegrali w miniony weekend mecze o miejsca 9-20 i szczerze mówiąc działo się w nich niewiele. Najmniej roboty mieli panowie z Tall Blacks, których przeciwnicy z Cetixa po prostu nie przyszli. Swoje spotkania na spokojnie wygrali Bezradni, ButyXL.pl, Szutira i Iniemamocni. Do ostatnich minut ważyły się jedynie losy zwycięstwa w starciu Piwo Wino Wódka Spać z Shamal Basket Team.
Piwo Wino Wódka Spać nie mogli wymarzyć sobie lepszego początku tego spotkania. Ich rywale w pierwszej kwarcie zwyczajnie nie istnieli. Przez długie minuty nie mogli w ogóle zdobyć punktów. Po pierwszej kwarcie Piwo... mieli już 12 punktów przewagi, a na początku drugiej nawet 14 (18:4). Panowie z Shamal Basket Team powoli budzili się jednak z letargu. W drugiej odsłonie zaczęli w miarę regularnie zdobywać punkty. Pod koniec tej części meczu ograniczyli przewagę rywali do 7 punktów i mogli zacząć z optymizmem patrzeć w przyszłość. Po zmianie stron obraz gry nie uległ znaczącym zmianom Shamal ciągle gonili, a Piwo Wino Wódka Spać starali się bronić wypracowanej wcześniej przewagi. W pierwszych minutach czwartej kwarty, głównie dzięki dobrej grze Stefana Nabiałczyka (16 pkt, 1 zb, 2 prz, 1 as) Shamal dopadli wreszcie przeciwników i w chwilę później wyszli na prowadzenie (35:33). Przez kilka następnych minut gra się nieco wyrównała. Kiedy do końca spotkania zostało ledwie kilka minut szczęście uśmiechnęło się do Shamal. Ważne trafienia zaliczył Grzegorz Siwiński (19 pkt, 12 zb, 2 prz), a jego drużyna odskoczyła na 4 punkty (50:46). Taką różnicą zakończyło się to spotkanie.
W gronie pierwszoligowców pięć drużyn już trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej mogło być pewnych udziału w play off. Pozostało im już tylko walczyć o jak najlepszą pozycję gwarantującą teoretycznie słabszych przeciwników na drodze do mistrzostwa Ligi UNBA. Teraz w miarę spokojne o grę w play off mogły być również dwie następne ekipy, więc do obsadzenia pozostało już tylko jedno miejsce. Rywalizacja czołowych drużyn ligi bywa ciekawa, ale pod koniec sezonu zawsze najwięcej emocji jest w meczach, gdzie drużyny do końca walczą o sam udział w play off. Tym razem zapewnili je nam głównie Lekarze.
Krok w kierunku utrzymania szóstej pozycji w tabeli zrobili w miniony weekend OBP Incentive & Sport Travel. Zadanie mieli arcytrudne, bo ich rywalem byli zawodnicy Polibudy 2013. O tym, co ci panowie potrafią zrobić ze swoim przeciwnikiem najlepiej przekonali się dwa tygodnie temu mistrzowie z Dental Club'u. Polibuda wygrali ten mecz różnicą 21 punktów. Kolejną ich ofiarą byli Lekarze. W rozegranym ostatnio zaległym spotkaniu panowie z Polibudy dołożyli im blisko 40 punktami! Starcie z Patologią, które zakończyło się po dwóch dogrywkach (wygrane przez Polibudę 2013) wydawało się przypadkiem potwierdzającym regułę. Większość uczestników i kibiców była zgodna. OBP są na z góry straconej pozycji. I tu okazało się, że większość nie zawsze ma rację, ta mniejszość to przede wszystkim zawodnicy OBP. Zagrali naprawdę fenomenalne zawody. Już pierwsza kwarta pokazała, że przeciwnikom łatwo nie będzie. OBP od pierwszych minut grali ze zdecydowanie większym zaangażowaniem. Byli na boisku dosłownie wszędzie. Agresywnie bronili, świetnie walczyli na obu tablicach, a co ważniejsze bardzo regularnie trafiali do kosza. Polibuda z początku byli w stanie dotrzymać kroku doskonale zmotywowanym rywalom. W połowie spotkania tracili do nich tylko 5 punktów (30:35). Po zmianie stron okazało się jednak, że o ile OBP mają jeszcze sporo "paliwa" i pomysłów na grę, to ich przeciwnikom nic już nie wychodzi jak należy. Zaczęła się kwarta dwóch Grześków. Kwiatkowski (18 pkt, 10 zb, 2 prz, 1 as) oraz Pasternak (14 pkt, 10 zb, 1 prz, 5 as) zaliczając kolejne trafienia wyprowadzili swoją drużynę na początku czwartej kwarty na 23-punktowe prowadzenie (62:39). Panowie z Polibudy nie mieli dosłownie nic do powiedzenia i stanowili w zasadzie tylko tło dla poczynań przeciwników. Szczególnie ładna była akcja Grześka Kwiatkowskiego, który wsadził piłkę do kosza oburącz nad próbującym blokować go rywalem. W końcówce spotkania udało Polibudzie się tylko nieznacznie zmniejszyć rozmiary porażki.
Po wysokiej przegranej sprzed tygodnia chłopaków z Unimedu czekał kolejny ciężki sprawdzian umiejętności. Ich kolejnym przeciwnikiem mieli być NWW, a tych panów nigdy nie powinno się lekceważyć. Mecz rozpoczął się nieco ospale. Obie strony nie szarżowały tempa. Wszystko zmieniło się pod koniec pierwszej kwarty, kiedy kolejni zawodnicy Unimedu trafili łącznie aż cztery "trójki". Unimed błyskawicznie wyszli na 12-punktowe prowadzenie (20:8), a temperatura spotkania zdecydowanie wzrosła. Niestety wszystko wskazuje na to, że aż za bardzo, bo w kolejnych minutach byliśmy świadkami "przegrzania" obu stron. Przez długie chwile na tablicy wyników niewiele się nie zmieniało. Po blisko siedmiu minutach od rozpoczęcia drugiej kwarty obie drużyny powiększyły swoje konta o ledwie 2 punkty (22:10 dla Unimedu) i widać było, że sytuacja zaczyna być dla nich nieco frustrująca. Końcówka pierwszej połowy na szczęście wniosła nieco ożywienia. NWW w trzy minuty zdobyli 6 punktów. Choć nieznacznie, to zbliżyli się do rywali (16:24) i po zamianie stron postanowili pójść za ciosem. Po punktach Bartka Sobczaka (16 pkt) prowadzenie wicemistrzów ligi stopniało do 4 "oczek" (30:26). Nadszedł czas na odpowiedź Unimedu, a ta bywa miażdżąca. W rolach głównych wystąpili Rafał Lisiewicz (11 pkt, 9 zb, 1 prz) i Michał Grodecki (9 pkt, 10 zb, 3 as). To dzięki ich poczynaniom ekipa Unimedu na początku czwartej kwarty ponownie odskoczyła przeciwnikom na 12 "oczek" (45:33). NWW rozpoczęli dramatyczną pogoń, bo czasu było coraz mniej. Z początku szło im nieźle. Całkowicie sparaliżowali atak rywali, a w ich szeregach swoje zrobił jak zwykle niezastąpiony w takich sytuacjach Arek Łęczycki (15 pkt, 11 zb, 1 bl, 1 prz, 3 as). Na dwie minuty przed końcem NWW doszli rywali na 3 punkty (42:45) i wszystko było jeszcze możliwe. Sytuację dla Unimedu uratował Andrzej Wojdak (11 pkt, 4 zb). Jego trafienie z półdystansu powiększyło dystans dzielący drużyny. W kolejnych sekundach akcje obu stron nie przyniosły punktów i kiedy do zakończenia spotkania pozostało naprawdę niewiele czasu NWW postanowili faulować "taktycznie". Unimed stosunkowo dobrze wykorzystali jednak możliwość zdobywania punktów z linii rzutów wolnych, a NWW nie udało się zmniejszyć przewagi rywali.
Spektakularnie zakończyło się starcie walczących o play off Lekarzy z Dental Clubem. Początek spotkania zupełnie nie wskazywał na to, że może tu dojść do czegoś interesującego. Dental Club korzystali z doskonałej formy strzeleckiej Macieja Bieńkowskiego (23 pkt - 6/7 za 3 pkt, 3 zb, 2 as), który już w pierwszej kwarcie zaliczył trzy "trójki". Dzielnie sekundował mu Maciej Rybiński (11 pkt, 6 zb, 2 bl, 2 prz, 2 as), a Dental Club wyszli na 11-punktowe prowadzenie (19:8). Kolejne dwie odsłony były w zasadzie remisowe. To co najciekawsze miało miejsce w ostatniej kwarcie. Na jej początku Dental Club prowadzili 9 punktami (45:36) i z zaistniałej sytuacji mogli być w miarę zadowoleni. Dobre humory postanowił popsuć im Piotrek Gietka (21 pkt, 10 zb, 2 prz, 4 as). Zdobywając kolejne punkty i otwierając drogę do kosza swoim kolegom spowodował, że na dwie minuty przed końcem na tablicy wyników zagościł remis (51:51)! Chwilę później odrobinę spokoju w serca zawodników Dentalu wlało szóste już tego dnia trafienie zza łuku Macieja Bieńkowskiego. Mimo to mecz mógł się dla jego drużyny zakończyć tragicznie. W decydującym momencie dwie "spektakularne" straty popełnił Marcin Krysiak (10 pkt, 6 zb, 3 prz, 6 as). Na szczęście jego koledzy potrafili wyratować drużynę z opresji, a Lekarze nie wykorzystali nadarzających się okazji. Kilkanaście sekund przed końcem punkty z linii osobistych zdobył Michał Klimkowski (10 pkt, 6 zb, 1 prz), ale jego drużyna wciąż przegrywała 1 punktem (53:54). Lekarze musieli odzyskać posiadanie piłki. Jedynym sposobem na osiągniecie tego celu było "taktyczne" sfaulowanie jednego z rywali. Padło na Marcina Krysiaka, a ten wykorzystał oba rzuty. Dental Club ponownie prowadzili 3 punktami (56:53). Lekarze poprosili o przerwę na żądanie. Po wznowieniu gry próbowali wyprowadzić do rzutu jedną z dwóch osób, które tego dnia trafiły już zza linii 6,75 m. Nie udało się to ani Piotrkowi Gietce, ani Wojtkowi Królowi (12 pkt, 2 zb, 1 bl, 3 prz, 1 as). Do piłki wyszedł więc Gajusz Gontarczyk (9 pkt, 6 zb, 2 prz), który w całym sezonie rzucał za 3 pkt tylko dwukrotnie tyle samo razy pudłując. Nie miało to jednak w tej chwili znaczenia. Lekarze potrzebowali tego rzutu. Przymierzył, rzucił i trafił! Na 2,6 sekundy do końca mieliśmy remis (56:56)! Teraz to Dental Club poprosili o "time out" i po chwili wyszli na boisko z zamiarem rozstrzygnięcia meczu w regulaminowym czasie. Piłkę na grę "tyłem do kosza" otrzymał Marcin Krysiak. Czasu było niewiele, ale udało się go dobrze wykorzystać. Równo z końcową syreną padły ostatnie w tym spotkaniu punkty, a Dental Club mogli cieszyć się z wygranego spotkania.
Ostatnia kolejka pierwszoligowego sezonu zasadniczego rysuje się nam bardzo ciekawie. Co prawda - jak pisałem - siedem drużyn nie musi się już martwić o udział w play off, jednak wciąż pozostało kilka takich, które teraz będą walczyć o wszystko i niczym polska reprezentacja piłkarska liczyć "planowane" potknięcia konkurentów. Szanse na play off mają wciąż Jednostka, TNT oraz Lekarze. W najlepszej sytuacji są panowie z Jednostki. Jeżeli cała trójka zaliczy w tym dniu porażki, to prawdopodobnie właśnie oni będą się cieszyć z awansu do play off. Ich problem polega na tym, że swój mecz rozgrywają z całej trójki jako pierwsi, a rywal - zawodnicy Unimedu - jest bardzo wymagający i walcząc o jak najwyższą pozycję przed play off z pewnością nie będzie miał ochoty tego spotkania przegrać. W przypadku porażki panom z Jednostki przyjdzie z drżącym sercem kilka godzin czekać na rozwój wypadków. Na szczęście dla nich zarówno TNT, jak i Lekarze rywali będą mieli również z najwyższej półki. Pierwszym przyjdzie się zmierzyć z NWW, a drugim z będącymi na fali wznoszącej OBP Incentive & Sport Travel.
W grupie A wszystko jasne, w B w zasadzie też
Przedostatnia kolejka drugoligowych zmagań zapowiadała się naprawdę pasjonująco. Mieliśmy starcie walczących o awans do play off SGGW z rządzącymi w grupie B zawodnikami Sahela. Było starcie broniących czwartej pozycji w grupie B Kanibali PLNY Textylia z odrodzonymi i aspirującymi do awansu na czwarte miejsce Warka Team. Był wreszcie pojedynek wciąż niezwyciężonych Nola ze znajdującymi się w tabeli tuż za nimi Baletem Aleksieja. CMP podjęli spore ryzyko i mecz z TQM rozpoczęli w czterech. Kilkanaście sekund zabrakło, żeby przegrali spotkanie walkowerem. na szczęście w ostatniej chwili zjawił się "ten piąty" (a potem nawet szósty!) i CMP gładko wygrali kolejne zawody.
Nola i Balet Aleksieja. Dwie ekipy, które przez długi czas szły ze sobą łeb w łeb demolując kolejnych przeciwników. W grupie A przez sześć kolejek w zasadzie nie było dla nich mocnych. W siódmej kolejce wszystko się skończyło. "Aleksieje" stracili gdzieś tą pewność siebie. Najpierw przegrali z Art Promotion Group, potem z Lucky Losers. Nola zostali w tym momencie samodzielnym, niepokonanym liderem i tak już pozostało. Przed bezpośrednim starciem tych drużyn Nola mogli być już raczej pewni, że pozycji lidera nikt im nie odbierze. Panowie z Baletu Aleksieja mieli jednak szansę popsuć im nieco humory pokonując w prestiżowym bezpośrednim starciu. Pierwsze minuty meczu pokazały, że na Tomka Owsińskiego (20 pkt, 12 zb, 2 bl, 6 prz, 2 as) w drugiej lidze nie ma mocnych. Już w pierwszej kwarcie zdobył dla Nola 6 punktów, a jego drużyna po dziesięciu minutach prowadziła 8 punktami (16:8). Od początku drugiej odsłony w szeregach "Aleksiejów" wreszcie coś drgnęło. "Zatrybił" atak, a i w obronie szło im nienajgorzej. Pod koniec pierwszej połowy doprowadzili do remisu (23:23), a mieli nawet szansę na prowadzenie. Po zmianie stron gra przez jakiś czas nadal była wyrównana. Dopiero pod koniec trzeciej odsłony po punktach - a jakże by inaczej - Tomka Owsińskiego Nola wypracowali sobie 5-punktową zaliczkę (34:29). Początek ostatniej kwarty należał znowu do "Aleksiejów". Co prawda najpierw na linii wolnych stanął Owsiński i miał szanse na zwiększenie dystansu, jaki dzielił obie drużyny, ale oba rzuty były niecelne. Balet Aleksieja postarali się o szybką odpowiedź. Po "trójce" Krzyśka Żebrowskiego (9 pkt, 1 zb, 1 as) ponownie mieliśmy remis (34:34). Po raz kolejny jednak "Aleksieje" nie potrafili pójść za ciosem. W kolejnych minutach Nola zagrali bardzo sprawnie w obronie, a po szczęśliwym trafieniu Jakuba Florka (2 pkt, 2 zb, 2 as) wysforowali się na 8-punktowe prowadzenie (44:36). Zawodnicy Baletu próbowali jeszcze gonić rywali, ale ich akcje nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Wręcz przeciwnie, Nola z łatwością odpowiadali na ich trafienia i na koniec jeszcze nieznacznie powiększyli przewagę.
Początek spotkania z SGGW Sahelowi delikatnie mówiąc nie wyszedł. Ich ostoja ofensywna, czyli Michał Sosin, zwyczajnie nie mógł wejść w mecz. Pudłował chyba wszystko co było można, a jego drużyna przegrywała po pierwszej kwarcie 1 punktem (13:14). Wszystko zmieniło się, kiedy oddał swój pierwszy rzut zza linii 6,75 m. Nastąpił jakiś przełom i wszystko potoczyło się jak zwykle w przypadku Sahela. Sosin (31 pkt - 8/12 za 3 pkt, 6 zb, 1 prz, 2 as) trafił pięć "trójek" z rzędu, a pod koniec drugiej kwarty zaliczył jeszcze akcję "2+1". W tym momencie jego drużyna prowadziła już 13 punktami, a chłopaki z SGGW sprawiali wrażenie bezradnych i zrezygnowanych. Odrodzili się dopiero w trzeciej kwarcie, kiedy to ponownie zaczęli walczyć z rywalami jak równy z równym. W czwartej kwarcie udało im się nawet zmniejszyć przewagę Sahela do 7 punktów (43:50). Niestety w tym momencie po raz kolejny przypomniał o sobie Michał Sosin. Zaliczył kolejne dwa trafienia zza łuku i było po meczu. SGGW udało się jedynie zmniejszyć rozmiary porażki.
Dużymi umiejętnościami i wolą walki do ostatnich sekund wykazali się zawodnicy Kanibali PLN Textylia. Pierwsze dwie kwarty spotkania z Warka Team były bardzo wyrównane. Należało się tego spodziewać, ponieważ obie drużyny przed meczem miały podobny bilans spotkań, a po porażce SGGW zwycięstwo przybliżało je znacząco do udziału w play off. Pierwsze minuty należały do Warki. Szybkie 10 punktów bez odpowiedzi ze strony rywali i było nieźle. Przez krótko. Kanibale pokazali, że nie zapomnieli, jak wygląda porządna obrona i szybkie kontry. Wystarczyły cztery minuty i już byli na prowadzeniu (13:12). Ostatnie słowo w tej kwarcie należało jednak znowu do ich rywali, którzy na przerwę schodzili z 1-punktową zaliczką (16:15). W drugiej kwarcie prowadzenie kilkakrotnie przechodziło w ręce to jednych, to znowu drugich. Ostatecznie okazała się remisowa. Po zmianie stron przeżyliśmy małe "deja vu". Kanibale po raz kolejny w tym meczu przysnęli. Błyskawicznie stracili 9 punktów, gdy tymczasem ich zdobycz utrzymała się na poziomie z końca pierwszej połowy. Zrobiło się naprawdę ciężko. Na minutę przed końcem trzeciej odsłony wciąż tracili do zawodników Warki 9 "oczek" (30:39). To co miało się wydarzyć już wkrótce zadziwiło wszystkich na hali, ale przede wszystkim właśnie panów z Warka Team. Kanibale zrobili wszystko jak trzeba. Była twarda, zdecydowana, ale również czysta obrona. Były ciekawe akacje i kolejne zdobycze punktowe. Co robili w tym czasie panowie z Warka Team? Odpowiedź jest jedna: absolutnie nic! Na ponad dziesięć minut zostali statystami w teatrze Kanibali, a ci wykorzystali to perfekcyjnie. Trudno aż uwierzyć, że Kanibale przez te dziesięć minut zdobyli 17 punktów, a nie stracili ani jednego! Co ciekawe większość tej zdobyczy pochodziła z linii rzutów osobistych. W ostatniej odsłonie Kanibale stawali na niej aż ośmiokrotnie trafiając 9 z 16 rzutów. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby mieli w tym elemencie lepszą skuteczność. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem Kanibale byli już w zasadzie pewni sukcesu. Prowadzili przecież różnicą 8 punktów. Warka Team swoje pierwsze punkty zdobyli w czwartej kwarcie dokładnie na 22 sekundy przed syreną kończącą zawody i oczywiście na nic się to zdało. Co prawda faulowali "taktycznie" licząc na niecelne rzuty rywali, ale "wybierany" przez nich dwukrotnie Sergiusz Felbur (8 pkt, 3 zb, 1 prz, 2 as) spokojnie wykorzystywał kolejne okazje do powiększenia konta swojej drużyny. Kanibale zagrali popisowe zawody pokazując, że jeżeli trafią do play off, to nie można ich lekceważyć.
Trzecioligowy spokój
Najniższa klasa rozgrywkowa najważniejsze mecze sezonu zasadniczego ma już za sobą i cześć drużyn spokojnie szlifuje formę przed play off. Pozostali rozegrali w miniony weekend mecze o miejsca 9-20 i szczerze mówiąc działo się w nich niewiele. Najmniej roboty mieli panowie z Tall Blacks, których przeciwnicy z Cetixa po prostu nie przyszli. Swoje spotkania na spokojnie wygrali Bezradni, ButyXL.pl, Szutira i Iniemamocni. Do ostatnich minut ważyły się jedynie losy zwycięstwa w starciu Piwo Wino Wódka Spać z Shamal Basket Team.
Piwo Wino Wódka Spać nie mogli wymarzyć sobie lepszego początku tego spotkania. Ich rywale w pierwszej kwarcie zwyczajnie nie istnieli. Przez długie minuty nie mogli w ogóle zdobyć punktów. Po pierwszej kwarcie Piwo... mieli już 12 punktów przewagi, a na początku drugiej nawet 14 (18:4). Panowie z Shamal Basket Team powoli budzili się jednak z letargu. W drugiej odsłonie zaczęli w miarę regularnie zdobywać punkty. Pod koniec tej części meczu ograniczyli przewagę rywali do 7 punktów i mogli zacząć z optymizmem patrzeć w przyszłość. Po zmianie stron obraz gry nie uległ znaczącym zmianom Shamal ciągle gonili, a Piwo Wino Wódka Spać starali się bronić wypracowanej wcześniej przewagi. W pierwszych minutach czwartej kwarty, głównie dzięki dobrej grze Stefana Nabiałczyka (16 pkt, 1 zb, 2 prz, 1 as) Shamal dopadli wreszcie przeciwników i w chwilę później wyszli na prowadzenie (35:33). Przez kilka następnych minut gra się nieco wyrównała. Kiedy do końca spotkania zostało ledwie kilka minut szczęście uśmiechnęło się do Shamal. Ważne trafienia zaliczył Grzegorz Siwiński (19 pkt, 12 zb, 2 prz), a jego drużyna odskoczyła na 4 punkty (50:46). Taką różnicą zakończyło się to spotkanie.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]







