UNBA: w pierwszej i drugiej lidze gorący finisz rundy zasadniczej

Marcin Krysiak
23.12.2010 aktualizacja: 2010-12-23 16:16
A A A Drukuj
11 kolejka amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL Marcin Krysiak
  • 11 kolejka amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL
  • 11 kolejka amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL
  • 11 kolejka amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL
  • 11 kolejka amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL
Przed fazą play off wszystko jest już jasne. W gronie pierwszoligowców największe zaangażowanie w grę wykazali Lekarze. Z trzech drużyn mających jeszcze szanse na zajęcie ósmego miejsca w tabeli (ostatniego dającego możliwość gry w play off) tylko oni potrafili pokonać swoich rywali.
Lekarskie serce do walki!

Patrząc na pierwszych siedem miejsc pierwszoligowej tabeli z czystym sumieniem można było powiedzieć, że wiele zmienić się już tutaj nie może. Role przed play off były rozpisane i tylko jakiś kataklizm mógł to zmienić. Kataklizmu nie było. Jak pisałem tydzień wcześniej to co najciekawsze miało się wydarzyć przy udziale drużyn z miejsc 8-10. Zarówno Jednostka, jak również TNT i Lekarze. Mieli szanse na wywalczenie sobie miejsca w play off. Teoretycznie najmniej pracy mieli panowie z Jednostki. Plan minimum zakładał, że przegrywają co prawda z Unimedem, ale ich bezpośredni konkurenci w ostatniej kolejce postępują tak samo. W tym momencie status quo zostałby został by zachowany i to Jednostka zagraliby w play off. Plan był może i dobry, ale niestety nie wypalił. Wszystko za sprawą niepokornych Lekarzy, którzy po fatalnym sezonie nijak nie chcieli pogodzić się ze swoim losem i postanowili ograć OBP Incentive & Sport Travel.

Mecz był od początku niezwykle zacięty. Toczył się w szybkim tempie, jednak ciężko było mówić o ładnej grze. Jeżeli już, to tylko w pierwszej połowie. W pierwszych dwudziestu minutach OBP grali dobrze znane i od dawna skuteczne zagrywki. Lekarze postawili na dokonania indywidualne, w szczególności na jak zwykle popisowo grającego Piotrka Gietkę (27 pkt, 6 zb, 5 prz, 2 as). Gietka w pierwszej kwarcie nie błyszczał, można wręcz powiedzieć, że grał słabo. Na szczęście z każda kolejną minutą ewidentnie się rozkręcał i już w drugiej kwarcie dał swojej drużynie 10 punktów. Jak przystało na zacięte spotkanie w połowie mieliśmy remis (30:30). Trzecia kwarta rozpoczęła się lepiej dla OBP. Szybko zaliczyli 5 punktów i odskoczyli nieco rywalom (35:30). Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jeżeli chodzi o ich dokonania w tej części meczu był to w zasadzie... koniec. Od tego momentu na placu niepodzielnie królowali Lekarze. Piotrek Gietka zdobył kolejne 8 punktów, a "kropkę nad i" postawił Michał Klimkowski (15 pkt, 9 zb, 2 as) trafiając tuż przed przerwą "trójkę". OBP przegrywali w tym momencie 6 punktami (37:43), ale nie był to niestety koniec ich kłopotów. Tuż po rozpoczęciu ostatniej odsłony Lekarze znowu zapunktowali i to aż trzykrotnie wychodząc na najwyższe w tym spotkaniu prowadzenie (50:37). W normalnych okolicznościach OBP zapewne zabraliby się do ostrej pracy. Znając jednak poprzednie wyniki (mecz odbywał się jako ostatni w kolejce) nie mieli chyba motywacji do walki. Ani zwycięstwo, ani porażka (chyba, że bardzo wysoka) nic nie mogły już w ich przypadku zmienić. Lekarze nie męcząc się jakoś nadmiernie dowieźli zwycięstwo do "mety". W tym momencie było jasne, że to Jednostka i TNT żegnają się z play off.

Ciekawy pojedynek stoczyli w ostatniej kolejce TC Team oraz Polibuda 2013. Pierwsi mogli podejść do meczu na luzie. Zarówno wygrana, jak i ewentualna porażka nic nie mogły zmienić w ich położeniu przed play off (start z czwartej albo piątej pozycji i pewny pojedynek w ćwierćfinale z NWW). Polibuda mieli natomiast sporo do stracenie. Porażka mogła się okazać bardzo kosztowna (spadek z pozycji lidera na 3 miejsce w tabeli). Krótko mówiąc to głównie oni mieli w tym spotkaniu o co walczyć. Mimo niewielkiej stawki absolutnie nie można powiedzieć o zawodnikach TC Team, żeby do meczu podeszli słabo skoncentrowani. Od pierwszych minut mieliśmy bardzo ciekawe i wyrównane zawody. Sytuacja zmieniła się dopiero w drugiej kwarcie. Po słabszym początku, kiedy to oddali TC Team prowadzenie (14:15) zawodnicy Polibudy zaliczyli piękny "run" 12:2. Po zmianie stron dołożyli do puli jeszcze 4 punkty. W tym momencie byli na 13-punktowym prowadzeniu (30:17) i mogli być z siebie naprawdę zadowoleni. Niestety jednocześnie chyba za bardzo uwierzyli, że taka sytuacja utrzyma się do końca meczu. Efekt był dla nich dość bolesny. W następnych minutach TC Team rozwiali ich złudzenia o łatwej wygranej odrabiając w zaledwie sześć minut większość strat. Po "trójce" Andrzeja Bagińskiego (8 pkt, 8 zb, 4 as) dystans między drużynami zmalał do zaledwie 2 "oczek" (33:35). Polibuda bardzo szybko zarządzili "mobilizację". Zdobyli co prawda 2 punkty, ale ogólnie na niewiele się to jednak zdało. Skupienie po prostu gdzieś wyparowało, a ich późniejsze rzuty nie mogły odnaleźć drogi do kosza. Na szczęście podobna historia przydarzyła się ich rywalom i przez kilka minut wynik utknął w miejscu. Kiedy jednak ruszył, to po stronie TC Team. Polibuda co prawda odpowiedzieli, ale rywale znowu trafili, i to dwukrotnie. Po punktach Karola Macko (5 pkt, 8 zb, 1 prz, 1 as) TC Team po raz pierwszy od drugiej kwarty wyszli na prowadzenie. Zrobiło się nerwowo. W chwili próby nie zawiódł Radek Bzoma (2 pkt, 4 zb, 1 prz, 6 as) zdobywając w ten sposób jedyne punkty w meczu. Odpowiedź wśród rywali dał Karol Bitner (9 pkt, 3 zb, 1 bl, 1 prz) i znowu TC Team byli górą. Punkty na miarę zwycięstwa dał jednak Polibudzie Kuba Komala (6 pkt, 1 zb, 2 prz, 1 as). Dostrzeżony przez jednego z partnerów przymierzył najważniejszą "trójkę" spotkania. Trafił, a TC Team tym razem nie zdołali odpowiedzieć celnym rzutem. Polibuda wygrali tym samym mecz i całą rundę zasadniczą.

Ostatnie sekundy dają awans

Podobnie jak w pierwszej lidze w drugiej sytuacja przed play off była w dużej mierze ustabilizowana. W grupie A doszło do konfrontacji drużyn zajmujących miejsca 3 i 4. W wyniku tego starcia Wiewiórki Prezesa zamieniły się miejscami z jPalio. Wśród drużyn zdecydowanie niżej sytuowanych bój do końca z liderującymi Nola stoczyli panowie z Wolfensteina. Wygrana dawałaby im nadzieję na wyjście ze strefy barażowej. Niestety czas nie był dla nich łaskawy i zabrakło go trochę w czwartej kwarcie meczu. Pogoń za Nola, którzy wcześniej wypracowali sobie 10-punktową przewagę (36:26) zakończyła się fiaskiem. Z tego wyniku oraz z porażki So Fresh So Clean w starciu z Art Promotion Group niezwykle ucieszyli się zapewne B'ballin, którzy jeszcze przed meczem z Lucky Losers mogli być spokojni o swój drugoligowy byt. Szczęście przełożyło się na dobrą grę. B'ballin po emocjonującej końcówce wygrali zawody 1 punktem (60:59).

Bez wątpienia najciekawszy "korespondencyjny" pojedynek ostatniego weekendu stoczyli ze sobą SGGW oraz Kanibale PLNY Textylia. Jako pierwsi grali w niedzielę SGGW. Pierwsza połowa starcia z DNA układała się dla nich przeciętnie. Były wzloty i upadki. Po dwudziestu minutach przegrywali 2 punktami (20:22) i z takim wynikiem o play off mogli zapomnieć. Skoro tak musieli coś zmienić i postawili na agresywną obronę na całym boisku. Zadziałało rewelacyjnie. DNA popełniając błąd za błędem dali sobie tylko w tej kwarcie odebrać sześć razy piłkę. Prócz tego ogólnie zagrali fatalnie w ataku, a SGGW zwyczajnie ich zmietli. Studenci ursynowskiej uczelni wygrali trzecią kwartę aż 18 punktami i na dziesięć minut przed końcem prowadzili wyraźnie 48:32. Do znajdujących się przed nimi w tabeli Kanibali brakowało im w tym momencie jeszcze 5 punktów. Na szczęście sił wciąż im nie brakowało i postanowili gonić czwartą drużynę w tabeli grupy B. Ostatnia odsłona znowu padła ich łupem. Tym razem powiększyli swoje konto o 6 punktów i w tym momencie przy ewentualnej porażce Kanibali to oni zajęliby w tabeli czwartą pozycję i awansowali do play off. Nadszedł czas na mecz Kanibali.

Początek spotkania z Kumplami Fryzjera był dla Kanibali obiecujący. Grając tuż po SGGW oczywiście doskonale wiedzieli, jak się mają sprawy. Po prostu musieli wygrać. Po pierwszej kwarcie prowadzili 3 punktami (11:8). Niestety potem nadeszła fatalna druga odsłona. Kanibale zupełnie ją przespali. Ten fragment meczu przegrali 6:12, a mogło być znacznie gorzej. "Fryzjerzy" spudłowali w niej bowiem wszystkie swoje "osobiste", a było ich pięć. Tak czy owak w połowie meczu Kanibale przegrywali 3 punktami (17:20) prezentując się w ostatnich minutach naprawdę słabo. Kiedy potrzebowali bohatera na ochotnika zgłosił się niewidoczny do tego momentu Maciek Michalak (16 pkt, 9 zb, 2 bl, 1 prz, 1 as). W trzeciej kwarcie po stronie Kanibali w zasadzie tylko on zdobywał punkty, ale za to było ich aż 14! Po stronie Kumpli Fryzjera dobre zawody rozgrywał Tomasz Sałaga (13 pkt, 4 zb, 1 as). Mimo to przed ostatnią odsłoną Kanibale prowadzili 4 punktami (34:30). Kiedy rozpoczęło się ostatnie dziesięć minut okazało się jednak, ze Tomek nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jego dwa trafienia, w tym jedno trzypunktowe dość szybko dały "fryzjerom" prowadzenie (35:34). Kanibale zacieśnili obronę licząc również na wykorzystanie swojego największego atutu w postaci dobrej gry kontrą. Z początku nic z tego nie wyszło. Kumple Fryzjera punktów już nie zdobywali, ale i Kanibalom ta sztuka się nie udawała. Na szczęście po chwili do kosza trafił Sergiusz Felbur (7 pkt, 2 zb), a następnie klasę znowu pokazał Maciek Michalak zaliczając skuteczną akcję z faulem. Choć dodatkowego rzutu nie wykorzystał, to jednak jego drużyna ponownie objęła prowadzenie (38:35). "Fryzjerzy" jednak nie odpuszczali dwa trafienia przeplatane jednym celnym "osobistym" Kanibali zaliczył Bartosz Brzeziński (8 pkt, 2 zb, 2 bl). Do końca meczu pozostało już niewiele, a na tablicy wyników mieliśmy remis (39:39)! Kluczowe dla końcowego rezultatu okazały się "osobiste" Sebastiana Stępnia (4 pkt, 1 zb, 1 bl). Trafił oba rzuty i Kanibale wygrali zawody. Tym samym dość szczęśliwie utrzymali czwarte miejsce w tabeli i po raz pierwszy w swojej burzliwej historii awansowali do drugoligowych play off.

W ćwierćfinałach grupa A górą

W trzeciej lidze w ostatni weekend swoje rozgrywki zakończyły drużyny walczące o miejsca 9-20. W zasadzie nie ma o czym mówić. Mecze w dużej mierze miały charakter sparingowy. Szkoda tylko, że w aż trzech przypadkach drużyny nie podeszły do zawodów poważnie i albo nie zjawiły się w odpowiedniej liczbie zawodników, albo w ogóle odwołały swój przyjazd. Zdecydowanie więcej można powiedzieć o rozegranych w sobotę meczach ćwierćfinałowych fazy play off. Co prawda w dwóch przypadkach były to spotkania bez historii (panowie z Kabaretu Starszych Panów oraz panowie i pani z Sióstr Spiningowych okazali się dla swoich przeciwników bezwzględnymi katami), ale kolejne dwie konfrontacje mogły się podobać. W obu przypadkach walka trwała do końca, a o sukcesie decydowały rzuty w ostatnich sekundach. Ostatecznie można powiedzieć, że grupa A okazała się zdecydowanie lepsza od grupy B wygrywając konfrontację w stosunku 3:1.

Still Got It przez długie tygodnie byli rewelacją sezonu. Nowej drużynie w trakcie sezonu zasadniczego udało się pokonać Kabaret Starszych Panów oraz Siostry Spiningowe. Niestety po dobrym początku przyszedł kryzys formy. Dwie spektakularne porażki z niżej notowanymi ekipami i Still Got It na trwałe pożegnali się z fotelem lidera. Mimo to w ostatniej kolejce udało im się "podnieść" i pokonać Grupę Neoart. W konsekwencji zajęli ostatecznie całkiem solidne drugie miejsce w tabeli i w ćwierćfinale trafili na Dream Team. Dla Still Got It nie był to wygodny przeciwnik - wyższy i silniejszy. Mogli im przeciwstawić zaangażowanie, szybkość i skuteczność. Still Got It zaczęli mecz od mocnego uderzenia. Po czterech minutach mieli na koncie 6 punktów, a rywale wciąż tkwili na "zerze". Trzy minuty później Dream Team wreszcie odnaleźli drogę do kosza, ale Still Got It nadal dominowali na boisku (9:4). W końcówce kwarty gra się wyrównała, ale na skutek fatalnej egzekucji rzutów osobistych (1/6) Still Got It musieli oddać Dream Team prowadzenie (9:11). Druga odsłona okazała się niemal remisowa. Po zmianie stron Still Got It byli minimalnie lepsi (20:19). Trzecia kwarta ewidentnie należała do nich. Na minutę przed jej końcem prowadzili już 13 punktami (39:26). Bardziej doświadczona drużyna nie dałaby sobie w tym momencie wyrwać zwycięstwa. Doświadczenie było jednak w tym meczu po stronie Dream Team. Jeszcze pod koniec tej części meczu zabrali się za odrabianie strat trafiając ważną "trójkę", a na początku ostatniej odsłony poszli za ciosem znowu regularnie punktując. Na trzy minuty przed końcem spotkania, po "trójce" Grzegorza Dąbrowskiego (13 pkt, 3 zb) wyszli wreszcie na prowadzenie (43:41). Nie trwało ono długo, bo dwa rzuty osobiste chwilę później wykorzystał Krzysztof Kunysz (13 pkt, 2 zb, 5 prz, 2 as). Po tych punktach przez jakiś czas trwała na boisku jałowa przepychanka. Wreszcie na linię rzutów wolnych trafił Artur Braniak (7 pkt, 4 az, 2 bl, 2 as). wykorzystał jeden rzut osobisty i na kilkadziesiąt sekund do końca meczu dał Dream Team prowadzenie. Still Got It mieli oczywiście jeszcze szansę wygrać zawody. Na linii rzutów wolnych ponownie stanął Krzysztof Kunysz. Dwa celne osobiste mogły wyprowadzić jego drużynę na prowadzenie. Niestety Krzysiek zawiódł na całej linii. Nie trafił ani jednego rzutu, a los jego drużyny przypieczętował Jarek Bykowski (20 pkt, 4 pkt, 2 prz) trafiając na kilka sekund przed końcem ważne punkty. Ostatnia rozpaczliwa próba wyrównania spotkania w wykonaniu Still Got It była zupełnie nieudana. Obraz całego spotkania mógł wyglądać nieco inaczej. Still Got It nie byli w stanie wykorzystać kolejnych okazji na zdobywanie punktów mimo, iż szczególnie na początku spotkania mieli ich więcej wyraźnie dominując na obu tablicach. Fatalnie spisywali się nie tylko podczas kolejnych prób rzutowych z pola (np. uparcie rzucając zza łuku - 1 celna "trójka" na 13 oddanych), ale co gorsze w zasadzie kompromitując się na linii osobistych (8/22). Dream team przeszli tym samym do półfinałowej grupy drużyn nadal walczących o mistrzostwo trzeciej ligi. Still Got It pozostaje walka o piąte miejsce. Porażka w kolejnym spotkaniu uniemożliwi im walkę w drugoligowych barażach.

Drugie wyrównane starcie podczas trzecioligowych ćwierćfinałów rozegrali ze sobą zwycięzcy grupy B UKS Probasket Mińsk Mazowiecki oraz Grupa Neoart. Mecz można podzielić na kilka etapów. Pierwszy trwał od początku zawodów mniej więcej do połowy drugiej kwarty. Stroną dominującą byli w tym momencie UKS Probasket. Skutecznie grająca młodzież z Mińska (i okolic) wypracowała sobie 11 punktowe prowadzenie (23:12). W tym momencie nastąpił etap drugi, w którym jedynym bohaterem był Grzesiek Popis (30 pkt, 1 zb, 1 prz, 1 as). Co chwilę karał słabą obronę rywali kolejnymi punktami. Robił to tak skutecznie, że pod koniec trzeciej odsłony Grupa Neoart wyszli na prowadzenie (37:35). Dodam tylko, że w "drugim etapie" (jakieś piętnaście minut gry) Grzesiek Popis zdobył 23 punkty na 25 całej swojej drużyny. Drobiazg. Z początkiem ostatniej kwarty rozpoczął się trzeci decydujący etap zawodów. Stroną dominującą byli tutaj z początku Grupa Neoart wychodząc na 6-punktowe prowadzenie (43:37). co ciekawe ani razu w tym czasie nie zapunktował Grzesiek Popis. Następnie Do pracy zabrali się zawodnicy z Mińska. Po punktach Krzysztofa Grudnia (11 pkt, 10 zb, 1 as) wyszli na 1-punktowe prowadzenie (44:43). Był to początek dziwnej serii. Na przestrzeni dwóch kolejnych minut na linii wolnych stawało czterech zawodników, dwóch po stronie UKS i jeden z szeregów Grupy Neoart, a zdobycze punktowe zarówno jednych jak i drugich powiększyły się o ledwie jeden punkt (45:44 dla UKS). Grupa Neoart mieli w końcówce spotkania dodatkowego pecha. Boisko z pięcioma przewinieniami musiał opuścić Grzesiek Popis, a jego drużyna w decydującym momencie zawodów straciła swoją najważniejszą "strzelbę". Na kluczową dla losów spotkania akcję zdecydował się w tym momencie Michał Karpiński. Trafił dając swojej drużynie prowadzenie (46:45), a UKS przegrali zawody. Po porażce drużynie z Mińska pozostaje, podobnie jak Still Got It, walka o piątą lokatę. Grupę Neoart witamy w półfinale.

Więcej informacji, tabele terminarz rozgrywek, statystyki spotkań na www.unba.pl

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy