Ekipa Mikołaja chodzi po mieszkaniach. Zobacz zdjęcia
24.12.2010
aktualizacja: 2010-12-23 23:19
Licealiści po raz szósty obdarowali najbiedniejsze dzieci z Warszawy
ZOBACZ TAKŻE
- Ozdoby sprzed 70 lat wciąż wiszą na tej choince (25-12-10, 17:00)
- Nie siedź w domu, idź na miasto. Mnóstwo propozycji (25-12-10, 13:00)
- Dlaczego na Pradze iluminacja zniknęła w Wigilię? (28-12-10, 08:00)
- Małe zakłady uciekają z pl. Grzybowskiego. Dlaczego? (24-12-10, 10:00)
- Tegoroczne szopki: dom po powodzi i przytulny pokój (25-12-10, 12:00)
- Na ulicy Piecyka bez zmian: żyją jak w XIX wieku (24-12-10, 12:00)
- Bombki jak dzieła sztuki. Najmodniejsze łowickie [wideo] (24-12-10, 12:31)
- Mało kto lubi karpia. A wszyscy mają na stole (24-12-10, 11:00)
- Modny prezent w tym roku? Książka. Tłumy w księgarniach (24-12-10, 08:00)
- Co na prezent? Mop dla dziewczynki, miecz dla chłopca (24-12-10, 07:00)
Przez dwa tygodnie uczniowie z liceum przy ul. Bednarskiej i jego filii, Wielokulturowego Liceum im. Jacka Kuronia, zebrali od warszawiaków tyle prezentów i pieniędzy, że wystarczyło na ponad tysiąc paczek. W piątek rozpoczęła się najprzyjemniejsza część całej akcji, czyli rozwożenie.
Po prostu obowiązek
Spakowane podarki od czwartku czekają w salach lekcyjnych. Pogrupowane są według płci i wieku. W środku piłki, gry, lalki, maskotki i dużo słodyczy. Od rana ekipy Mikołajów złożone z uczniów, nauczycieli i rodziców rozwożą podarunki dla najbiedniejszych dzieci. Liceum im. Kuronia przy ul. Kłopotowskiego obsługuje Pragę. Mają długą listę z adresami i imionami dzieci wskazanymi przez opiekę społeczną jako najbardziej potrzebujące. Dobierają torby i przenoszą do zaparkowanych przed szkołą aut. Michał Narożniak skończył już szkołę, teraz studiuje na pierwszym roku historii, ale postanowił pomóc.
- Mam samochód, więc jestem potrzebny. To po prostu mój obowiązek - wyjaśnia. Michalina Pągowska jeszcze się uczy. W "Ekipie" udziela się po raz trzeci.
- Wcześniej chodziłam do świetlicy środowiskowej na ul. Brzeskiej i pomagałam dzieciom z Pragi odrabiać lekcje - mówi. Prezenty rozwozi z mamą.
- Kiedy pierwszy raz to robiłam, byłam w szoku, jak żyją ludzie w Warszawie, prawie w samym centrum - wzdycha Iwona Pągowska. - Walące się schody, piece na węgiel.
Miło i życiowo
Prezenty już w bagażnikach. Kolejne ekipy ruszają w miasto. Towarzyszymy Michałowi Narożniakowi i jego koledze z Bednarskiej Adamowi Klewenhagenowi w wyprawie na ul. Małą. To niewielka ulica odchodząca od Inżynierskiej mieszcząca przedwojenne, do szczętu zaniedbane kamieniczki. Nie ma tu domofonów, a jeśli są, nie działają. Pierwsza brama. Wchodzimy po drewnianych, chybotliwych schodach. Tynk sypie się na przecudne przedwojenne posadzki. Całe ściany wysprejowane wulgarnymi frazami. Pukamy do drzwi na pierwszym piętrze. Otwiera 12-letni Maciek.
- Mamy nie ma, poszła do taty na cmentarz - wyjaśnia.
- A my mamy prezenty od św. Mikołaja - tłumaczą chłopcy.
- A są "poimieniowane"? - dopytuje Maciek i zaprasza do środka. W pokoju bawi się jeszcze trójka rodzeństwa.
- O, piłka! - rozpromienia się dwunastolatek, po czym żegna nas fachowo:
- Miłych, spokojnych i fajnego Nowego.
Kolejne odrapane podwórko. Błądzimy w poszukiwaniu pierwszego numeru. Zagadujemy dwie kobiety.
- To u mnie - mówi jedna. - A, prezenty od uczniów!
Wchodzimy do mieszkania. Duży pokój, na ścianie Matka Boska Częstochowska, na dywanie przy piecu kaflowym bawi się trzyletni Daniel. Z paczki wyciąga od razu układankę ze zwierzętami.
- Główki musisz dopasować - wyjaśnia Michał.
- Jemu nie trzeba tłumaczyć, on jest mądrzejszy ode mnie. A jak pięknie mówi po angielsku! - zachwala druga kobieta, znajoma rodziny. Po czym wzdycha ciężko: - Kiedyś samochody dostawałam na święta. Takie były czasy. A dziś? Ech! - macha ręką.
Do kolejnego lokalu z listy nas nie wpuszczają, bo w przedpokoju trwa akurat wyciąganie choinki z antresoli. Ale dzieci wychodzą i grzecznie dziękują za prezenty. Wdrapujemy się jeszcze na ostatnie piętro, żeby przekazać grzechotki dla rocznej dziewczynki.
- Super było! - chłopcy z "Ekipy" dzielą się wrażeniami. - Ludzie mili i tacy, jak by to powiedzieć, życiowi.
Po prostu obowiązek
Spakowane podarki od czwartku czekają w salach lekcyjnych. Pogrupowane są według płci i wieku. W środku piłki, gry, lalki, maskotki i dużo słodyczy. Od rana ekipy Mikołajów złożone z uczniów, nauczycieli i rodziców rozwożą podarunki dla najbiedniejszych dzieci. Liceum im. Kuronia przy ul. Kłopotowskiego obsługuje Pragę. Mają długą listę z adresami i imionami dzieci wskazanymi przez opiekę społeczną jako najbardziej potrzebujące. Dobierają torby i przenoszą do zaparkowanych przed szkołą aut. Michał Narożniak skończył już szkołę, teraz studiuje na pierwszym roku historii, ale postanowił pomóc.
- Mam samochód, więc jestem potrzebny. To po prostu mój obowiązek - wyjaśnia. Michalina Pągowska jeszcze się uczy. W "Ekipie" udziela się po raz trzeci.
- Wcześniej chodziłam do świetlicy środowiskowej na ul. Brzeskiej i pomagałam dzieciom z Pragi odrabiać lekcje - mówi. Prezenty rozwozi z mamą.
- Kiedy pierwszy raz to robiłam, byłam w szoku, jak żyją ludzie w Warszawie, prawie w samym centrum - wzdycha Iwona Pągowska. - Walące się schody, piece na węgiel.
Miło i życiowo
Prezenty już w bagażnikach. Kolejne ekipy ruszają w miasto. Towarzyszymy Michałowi Narożniakowi i jego koledze z Bednarskiej Adamowi Klewenhagenowi w wyprawie na ul. Małą. To niewielka ulica odchodząca od Inżynierskiej mieszcząca przedwojenne, do szczętu zaniedbane kamieniczki. Nie ma tu domofonów, a jeśli są, nie działają. Pierwsza brama. Wchodzimy po drewnianych, chybotliwych schodach. Tynk sypie się na przecudne przedwojenne posadzki. Całe ściany wysprejowane wulgarnymi frazami. Pukamy do drzwi na pierwszym piętrze. Otwiera 12-letni Maciek.
- Mamy nie ma, poszła do taty na cmentarz - wyjaśnia.
- A my mamy prezenty od św. Mikołaja - tłumaczą chłopcy.
- A są "poimieniowane"? - dopytuje Maciek i zaprasza do środka. W pokoju bawi się jeszcze trójka rodzeństwa.
- O, piłka! - rozpromienia się dwunastolatek, po czym żegna nas fachowo:
- Miłych, spokojnych i fajnego Nowego.
Kolejne odrapane podwórko. Błądzimy w poszukiwaniu pierwszego numeru. Zagadujemy dwie kobiety.
- To u mnie - mówi jedna. - A, prezenty od uczniów!
Wchodzimy do mieszkania. Duży pokój, na ścianie Matka Boska Częstochowska, na dywanie przy piecu kaflowym bawi się trzyletni Daniel. Z paczki wyciąga od razu układankę ze zwierzętami.
- Główki musisz dopasować - wyjaśnia Michał.
- Jemu nie trzeba tłumaczyć, on jest mądrzejszy ode mnie. A jak pięknie mówi po angielsku! - zachwala druga kobieta, znajoma rodziny. Po czym wzdycha ciężko: - Kiedyś samochody dostawałam na święta. Takie były czasy. A dziś? Ech! - macha ręką.
Do kolejnego lokalu z listy nas nie wpuszczają, bo w przedpokoju trwa akurat wyciąganie choinki z antresoli. Ale dzieci wychodzą i grzecznie dziękują za prezenty. Wdrapujemy się jeszcze na ostatnie piętro, żeby przekazać grzechotki dla rocznej dziewczynki.
- Super było! - chłopcy z "Ekipy" dzielą się wrażeniami. - Ludzie mili i tacy, jak by to powiedzieć, życiowi.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]








