Egipski wystrój w warszawskich wnętrzach
14.01.2011
aktualizacja: 2011-01-13 18:40
ŚWIAT 1925
Styl egipski trwał w Warszawie krótko. Pojawił się przed 1910 r., by flirtując z secesją i art déco, dotrwać do schyłku kolejnej dekady. Cykl Warszawa nieodbudowana - Senatorska 29
ZOBACZ TAKŻE
- Nowogrodzka 26: Dom Kobiet i pierwsza lecznica dla pań (25-02-11, 13:00)
- Diamentowa Warszawa jubilera Rutsteina (18-02-11, 13:00)
- Los warszawskiej rodziny: od medalików do luksusowych aut (11-02-11, 14:00)
- W krainie starych win przy Trębackiej (04-02-11, 15:00)
- Dyplom dla generała: przeprosił za cierpienia w 1944 (20-01-11, 12:00)
- 40 lat temu zdecydowano o odbudowie Zamku Królewskiego (19-01-11, 11:00)
- 16 metrów dokumentów o Solidarności trafiło do archiwum (18-01-11, 07:00)
- Baron u księżnej (07-01-11, 14:12)
- Sylwestrowe uciechy przy węgierskim winie na Długiej (31-12-10, 16:00)
- Śródmiejska kamienica z balkonami ze złota (16-12-10, 17:06)
- Magiczny świat sreberek do cukierków na Mokotowie (10-12-10, 14:00)
- Sybaryta sprzed stu lat na fotelu w złote smoki (03-12-10, 15:00)
W styczniu mija 86. rocznica otwarcia kina Splendid w galerii Luxenburga. Jego wnętrze to najbardziej spektakularny przykład inspiracji sztuką egipską w stolicy.
Nic jeszcze nie słyszeliście
„Tu pierwszy raz usłyszałem słynnego »Murzyna « Ala Jolsona śpiewającego kołysankę »Sonny Boy « w jednym z pierwszych filmów dźwiękowych »Śpiewający błazen «” - wspominał Teodor Niewiadomski w swym niepublikowanym szkicu o warszawskich kinach.
Tak jak wystrój kina Splendid tylko udawał wnętrze z czasów starożytnego Egiptu, tak Jolson udawał czarnoskórego. Był legendą wodewilu, jedną z największych w pierwszej połowie XX wieku. Urodził się w Petersburgu i przybył do Ameryki jako dziecko. Śpiewał w synagodze, w której jego ojciec był kantorem. Z domu uciekł jednak do cyrku, a od 1906 r. ucharakteryzowany na Murzyna śpiewał na estradzie. Jednak w swym najważniejszym filmie - „Śpiewaku jazz-bandu”, nie zmieniał koloru skóry, grał samego siebie - młodego Żyda, który nie chciał być kantorem, a odniósł oszałamiający sukces w rewii. To był pierwszy prawdziwy film dźwiękowy. Dźwięk stanowiła tu głównie muzyka, ale jak czytamy w encyklopedii gwiazd filmu: „Jolson zaśpiewał w nim i wypowiedział kilka zdań, wśród nich nieśmiertelne: »Nic jeszcze nie słyszeliście «. Od tej chwili kino nie miało już być nigdy takie samo”. Film w 1927 r. wyświetlano na ekranie Splendidu. Kino miało już wówczas dwa lata.
Miało być jak w Mediolanie
Powstanie Splendidu było ostatnim etapem rozbudowy galerii Luxenburga, pasażu handlowego przy Senatorskiej zbudowanego w latach 1907-10 na zlecenie Maksymiliana Luxenburga zgodnie z projektem Czesława Przybylskiego ze współpracownikami.
Pasaż tworzyły dwa długie budynki ustawione równolegle wzdłuż bocznych granic posesji i rozdzielone wewnętrzną uliczką nakrytą dachem z barwionego na niebiesko szkła. W skrzydłach mieścił się hotel o ogromnej liczbie pokoi, największy w Warszawie bilard, a w podziemiach wielkie wrotkowisko (nazywane wtedy wrotniskiem) z restauracją i barem amerykańskim. Wybuchła jednak pierwsza wojna światowa i znakomicie funkcjonująca galeria mocno podupadła. Nie zrealizowano imponujących planów jej rozbudowy, która miała upodobnić to centrum handlowe do słynnych galerii w Neapolu czy Mediolanie. Zdołano jedynie rozebrać kamienicę przy Niecałej 10, która zamykała wylot galerii na tę ulicę.
Dopiero w 1920 rozpoczęto tu budowę gmachu mającego pomieścić kino. Ukończono ją w 1922 r., jednak urządzanie wnętrza wlokło się i zakończono je dopiero pod koniec 1924 r. Pierwsi widzowie weszli do kina Splendid w styczniu 1925 r.
Klątwa faraonów
Egipski wystrój opracowany w duchu art déco musiał robić na widzach wrażenie. Całostronicową reklamę z jego fotografiami zamieścił tygodnik "Świat". Jak wynika ze wspomnień, dekoracja nie wszystkim się podobała, choć to oceny późniejsze, pisane w czasach, gdy w architekturze wnętrz królował już funkcjonalizm przysposobiony do burżuazyjnych gustów.
Kino nie było małe. Miało aż dwa tysiące miejsc na parterze i dwóch kondygnacjach balkonów. Parter ukształtowany został w sposób nieco amfiteatralny, choć kolejne rzędy foteli nie wznosiły się za sobą na tyle wyżej, by kapelusz damy siedzącej z przodu nie zasłaniał ekranu.
Sama sala miała wysokość 18 metrów, a w ruchomym suficie architekt zaprojektował otwór przyrównywany do zwieńczenia rzymskiego Panteonu. W trakcie projekcji otwór był zakrywany "ruchomym niebem" wymalowanym w złociste gwiazdy. Było to rozwiązanie utrzymane w duchu wciąż jeszcze modnej sztuki art déco.
Tymczasem zarówno ściana frontowa z ekranem, jak i ściany boczne to był istny wykład na temat ówczesnej wiedzy o sztuce starożytnego Egiptu.
Moda na Egipt osiągnęła wtedy szczyt popularności. Nieco ponad dwa lata wcześniej, w listopadzie 1922 r., angielski archeolog Howard Carter odkrył przebogaty grobowiec faraona z XVIII dynastii Tutanchamona. W kwietniu 1923 zmarł Georg Herbert 5. lord Carnavon finansujący wykopaliska. Zaciął się przy goleniu brzytwą, wdało się zakażenie. Lorda nie uratowano. Zbiegło się to z artykułem Marii Corelli opublikowanym na łamach "New York Timesa", w którym autorka przypomniała francuski przekład "Egipskiej historii piramid". To w niej miała znaleźć się zapowiedź klątwy rzuconej przez faraonów na wszystkich, którzy naruszą spokój ich miejsc wiecznego spoczynku. Tak zaczęła się legenda klątwy faraonów, która obiegła świat w czasie, gdy Kononowicz wraz z malarzem Robakiem oraz rzeźbiarzami Jasińskim, Władysławem Marcinkowskim i Mieczysławem Lubelskim pracowali przy tworzeniu wnętrz kina Splendid.
Izyda z lokami
Wejdźmy zatem do kina. Na wprost ujrzelibyśmy scenę z ekranem. Ujmowała ją stylizowana brama egipskiej świątyni, strzeżona po bokach przez dwie płaskorzeźbione postaci: Hathor - boginię nieba, i Herachtę - boginię słońca. Nad sceną znalazło się wyobrażenie Izydy. Nagie bóstwo ze skrzydłami, którego imię oznaczało "tron", w żaden sposób nie przypominało swych egipskich pierwowzorów. Było raczej wariacją w stylu art déco ukazującą współczesną piękność z uczesaniem prosto od najmodniejszego fryzjera. Poniżej Izydy, w zwieńczeniu obramienia ekranu, znalazł się uskrzydlony dysk słoneczny - motyw obowiązkowy w każdej warszawskich realizacji w stylu egipskim.
Na balustradach balkonów znalazły się płaskorzeźbione kopie chłopców tuczących gęsi.
Niezwykle dekoracyjnie opracowane zostały długie, boczne ściany wnętrz. Rytmizowały je pary pilastrów o głowicach lotosu, egipskie portale i malowidła zajmujące całą powierzchnię od posadzki aż po sufit.
"Wzdłuż ścian wyczytać można arcystylowo wykonaną według słynnego egiptologa Mariette'a historię budowniczego Ti, nadwornego architekta V dynastii faraonów. Na jednej ze ścian podobne freski przedstawiają tegoż Ti polującego wraz z żoną na ptactwo wodne na Nilu" - czytamy w "Świecie.
Przypomnijmy jeszcze, że wnętrza w stylu egipskim powstawały w Warszawie od końca pierwszej dekady XX w. W roku 1912 w stylu egipskim urządzona została jedna z sal kawiarni dla dam Lardellego przy ul Boduena 5. Projektantem był architekt Jerzy Stanisław Węgierkiewicz. Ten sam Węgierkiewicz w 1915 r. przebudował też wnętrza kina Sfinks przy Marszałkowskiej 116, które miało pierwszy w Warszawie srebrny ekran (wkrótce zamienione je w kino Miraż).
Dziś styl egipski trzech pierwszych dziesięcioleci XX wieku możemy oglądać właściwie już tylko na Powązkach. Powstało w nim kilka kaplic, z których najsłynniejsze jest mauzoleum Gustawa Kamieńskiego, zapomnianego dziś autora powieści dla dam, ukrywającego się pod pseudonimem Gamaston.
W symbiozie z kabaretem
Wróćmy jednak na Senatorską. Kierownictwo kina Splendid powierzono Jerzemu Starczewskiemu. Kilka lat później widzowie wciskani byli w fotele podczas projekcji dreszczowca "Mumia" w reżyserii Karla Freunda. Film nakręcony w 1932 r. skutecznie straszył miłośników kina jeszcze 30 lat później.
Z czasem Splendid zmienił nazwę na bardziej adekwatną do swego wystroju - Sfinks - i działał pod nią aż do drugiej wojny światowej.
"W galerii Luxenburga mieścił się również sławny teatrzyk Qui Pro Quo. Kino Splendid oraz Qui Pro Quo żyły ze sobą w filmowo-teatralnej symbiozie. Jeżeli w teatrzyku zabrakło biletów, korzystał z emocji filmowych Splendidu. Dlatego repertuar sąsiada Qui Pro Quo był na wysokim poziomie" - wspominał Teodor Niewiadomski.
O teatrzyku pisałem już wielokrotnie. W tym miejscu przypomnijmy jedynie, że powstał on w 1919 r. Prowadzili go Jerzy Boczkowski i Seweryn Majde, a występowały tu takie sławy, jak Hanna Ordonówna, Zula Pogorzelska i Mira Zimińska. Zapowiadał najsłynniejszy konferansjer przedwojennej Warszawy Fryderyk Jarossy.
Galeria Luxenburga spłonęła w 1944 r. Jej olbrzymie ruiny widnieją na zdjęciach lotniczych wykonanych po 1945 r. W latach 50. rozebrano je, przeprowadzając wewnętrzną uliczkę będącą odgałęzieniem Niecałej.
Nic jeszcze nie słyszeliście
„Tu pierwszy raz usłyszałem słynnego »Murzyna « Ala Jolsona śpiewającego kołysankę »Sonny Boy « w jednym z pierwszych filmów dźwiękowych »Śpiewający błazen «” - wspominał Teodor Niewiadomski w swym niepublikowanym szkicu o warszawskich kinach.
Tak jak wystrój kina Splendid tylko udawał wnętrze z czasów starożytnego Egiptu, tak Jolson udawał czarnoskórego. Był legendą wodewilu, jedną z największych w pierwszej połowie XX wieku. Urodził się w Petersburgu i przybył do Ameryki jako dziecko. Śpiewał w synagodze, w której jego ojciec był kantorem. Z domu uciekł jednak do cyrku, a od 1906 r. ucharakteryzowany na Murzyna śpiewał na estradzie. Jednak w swym najważniejszym filmie - „Śpiewaku jazz-bandu”, nie zmieniał koloru skóry, grał samego siebie - młodego Żyda, który nie chciał być kantorem, a odniósł oszałamiający sukces w rewii. To był pierwszy prawdziwy film dźwiękowy. Dźwięk stanowiła tu głównie muzyka, ale jak czytamy w encyklopedii gwiazd filmu: „Jolson zaśpiewał w nim i wypowiedział kilka zdań, wśród nich nieśmiertelne: »Nic jeszcze nie słyszeliście «. Od tej chwili kino nie miało już być nigdy takie samo”. Film w 1927 r. wyświetlano na ekranie Splendidu. Kino miało już wówczas dwa lata.
Miało być jak w Mediolanie
Powstanie Splendidu było ostatnim etapem rozbudowy galerii Luxenburga, pasażu handlowego przy Senatorskiej zbudowanego w latach 1907-10 na zlecenie Maksymiliana Luxenburga zgodnie z projektem Czesława Przybylskiego ze współpracownikami.
Pasaż tworzyły dwa długie budynki ustawione równolegle wzdłuż bocznych granic posesji i rozdzielone wewnętrzną uliczką nakrytą dachem z barwionego na niebiesko szkła. W skrzydłach mieścił się hotel o ogromnej liczbie pokoi, największy w Warszawie bilard, a w podziemiach wielkie wrotkowisko (nazywane wtedy wrotniskiem) z restauracją i barem amerykańskim. Wybuchła jednak pierwsza wojna światowa i znakomicie funkcjonująca galeria mocno podupadła. Nie zrealizowano imponujących planów jej rozbudowy, która miała upodobnić to centrum handlowe do słynnych galerii w Neapolu czy Mediolanie. Zdołano jedynie rozebrać kamienicę przy Niecałej 10, która zamykała wylot galerii na tę ulicę.
Dopiero w 1920 rozpoczęto tu budowę gmachu mającego pomieścić kino. Ukończono ją w 1922 r., jednak urządzanie wnętrza wlokło się i zakończono je dopiero pod koniec 1924 r. Pierwsi widzowie weszli do kina Splendid w styczniu 1925 r.
Klątwa faraonów
Egipski wystrój opracowany w duchu art déco musiał robić na widzach wrażenie. Całostronicową reklamę z jego fotografiami zamieścił tygodnik "Świat". Jak wynika ze wspomnień, dekoracja nie wszystkim się podobała, choć to oceny późniejsze, pisane w czasach, gdy w architekturze wnętrz królował już funkcjonalizm przysposobiony do burżuazyjnych gustów.
Kino nie było małe. Miało aż dwa tysiące miejsc na parterze i dwóch kondygnacjach balkonów. Parter ukształtowany został w sposób nieco amfiteatralny, choć kolejne rzędy foteli nie wznosiły się za sobą na tyle wyżej, by kapelusz damy siedzącej z przodu nie zasłaniał ekranu.
Sama sala miała wysokość 18 metrów, a w ruchomym suficie architekt zaprojektował otwór przyrównywany do zwieńczenia rzymskiego Panteonu. W trakcie projekcji otwór był zakrywany "ruchomym niebem" wymalowanym w złociste gwiazdy. Było to rozwiązanie utrzymane w duchu wciąż jeszcze modnej sztuki art déco.
Tymczasem zarówno ściana frontowa z ekranem, jak i ściany boczne to był istny wykład na temat ówczesnej wiedzy o sztuce starożytnego Egiptu.
Moda na Egipt osiągnęła wtedy szczyt popularności. Nieco ponad dwa lata wcześniej, w listopadzie 1922 r., angielski archeolog Howard Carter odkrył przebogaty grobowiec faraona z XVIII dynastii Tutanchamona. W kwietniu 1923 zmarł Georg Herbert 5. lord Carnavon finansujący wykopaliska. Zaciął się przy goleniu brzytwą, wdało się zakażenie. Lorda nie uratowano. Zbiegło się to z artykułem Marii Corelli opublikowanym na łamach "New York Timesa", w którym autorka przypomniała francuski przekład "Egipskiej historii piramid". To w niej miała znaleźć się zapowiedź klątwy rzuconej przez faraonów na wszystkich, którzy naruszą spokój ich miejsc wiecznego spoczynku. Tak zaczęła się legenda klątwy faraonów, która obiegła świat w czasie, gdy Kononowicz wraz z malarzem Robakiem oraz rzeźbiarzami Jasińskim, Władysławem Marcinkowskim i Mieczysławem Lubelskim pracowali przy tworzeniu wnętrz kina Splendid.
Izyda z lokami
Wejdźmy zatem do kina. Na wprost ujrzelibyśmy scenę z ekranem. Ujmowała ją stylizowana brama egipskiej świątyni, strzeżona po bokach przez dwie płaskorzeźbione postaci: Hathor - boginię nieba, i Herachtę - boginię słońca. Nad sceną znalazło się wyobrażenie Izydy. Nagie bóstwo ze skrzydłami, którego imię oznaczało "tron", w żaden sposób nie przypominało swych egipskich pierwowzorów. Było raczej wariacją w stylu art déco ukazującą współczesną piękność z uczesaniem prosto od najmodniejszego fryzjera. Poniżej Izydy, w zwieńczeniu obramienia ekranu, znalazł się uskrzydlony dysk słoneczny - motyw obowiązkowy w każdej warszawskich realizacji w stylu egipskim.
Na balustradach balkonów znalazły się płaskorzeźbione kopie chłopców tuczących gęsi.
Niezwykle dekoracyjnie opracowane zostały długie, boczne ściany wnętrz. Rytmizowały je pary pilastrów o głowicach lotosu, egipskie portale i malowidła zajmujące całą powierzchnię od posadzki aż po sufit.
"Wzdłuż ścian wyczytać można arcystylowo wykonaną według słynnego egiptologa Mariette'a historię budowniczego Ti, nadwornego architekta V dynastii faraonów. Na jednej ze ścian podobne freski przedstawiają tegoż Ti polującego wraz z żoną na ptactwo wodne na Nilu" - czytamy w "Świecie.
Przypomnijmy jeszcze, że wnętrza w stylu egipskim powstawały w Warszawie od końca pierwszej dekady XX w. W roku 1912 w stylu egipskim urządzona została jedna z sal kawiarni dla dam Lardellego przy ul Boduena 5. Projektantem był architekt Jerzy Stanisław Węgierkiewicz. Ten sam Węgierkiewicz w 1915 r. przebudował też wnętrza kina Sfinks przy Marszałkowskiej 116, które miało pierwszy w Warszawie srebrny ekran (wkrótce zamienione je w kino Miraż).
Dziś styl egipski trzech pierwszych dziesięcioleci XX wieku możemy oglądać właściwie już tylko na Powązkach. Powstało w nim kilka kaplic, z których najsłynniejsze jest mauzoleum Gustawa Kamieńskiego, zapomnianego dziś autora powieści dla dam, ukrywającego się pod pseudonimem Gamaston.
W symbiozie z kabaretem
Wróćmy jednak na Senatorską. Kierownictwo kina Splendid powierzono Jerzemu Starczewskiemu. Kilka lat później widzowie wciskani byli w fotele podczas projekcji dreszczowca "Mumia" w reżyserii Karla Freunda. Film nakręcony w 1932 r. skutecznie straszył miłośników kina jeszcze 30 lat później.
Z czasem Splendid zmienił nazwę na bardziej adekwatną do swego wystroju - Sfinks - i działał pod nią aż do drugiej wojny światowej.
"W galerii Luxenburga mieścił się również sławny teatrzyk Qui Pro Quo. Kino Splendid oraz Qui Pro Quo żyły ze sobą w filmowo-teatralnej symbiozie. Jeżeli w teatrzyku zabrakło biletów, korzystał z emocji filmowych Splendidu. Dlatego repertuar sąsiada Qui Pro Quo był na wysokim poziomie" - wspominał Teodor Niewiadomski.
O teatrzyku pisałem już wielokrotnie. W tym miejscu przypomnijmy jedynie, że powstał on w 1919 r. Prowadzili go Jerzy Boczkowski i Seweryn Majde, a występowały tu takie sławy, jak Hanna Ordonówna, Zula Pogorzelska i Mira Zimińska. Zapowiadał najsłynniejszy konferansjer przedwojennej Warszawy Fryderyk Jarossy.
Galeria Luxenburga spłonęła w 1944 r. Jej olbrzymie ruiny widnieją na zdjęciach lotniczych wykonanych po 1945 r. W latach 50. rozebrano je, przeprowadzając wewnętrzną uliczkę będącą odgałęzieniem Niecałej.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


