UNBA: Emocjonująca pierwsza runda play off
14.01.2011
aktualizacja: 2011-01-14 07:49
XXIX sezon amatorskiej ligi koszykarskiej UNBA wkroczył w decydującą fazę. Tuż przed świętami rywalizację posezonową rozpoczęły ćwierćfinałami drużyny grające w trzeciej lidze. Tymczasem dla pierwszo- i drugoligowców, którzy w okresie przedświątecznym kończyli rywalizację sezonu zasadniczego, dopiero teraz nadszedł czas na walkę o najwyższe cele. Szczególnie interesująco zapowiadała się rywalizacja o mistrzostwo Ligi.
ZOBACZ TAKŻE
- UNBA: Droga do Wielkiego Finału (21-01-11, 15:58)
- UNBA: w pierwszej i drugiej lidze gorący finisz rundy zasadniczej (23-12-10, 16:07)
- UNBA: Najważniejszy weekend sezonu (27-01-11, 10:34)
- UNBA: SMS pokonani, TC Team wygrywa po raz trzeci z rzędu (27-10-10, 17:04)
- UNBA: cztery kolejki za nami (20-10-10, 09:01)
- UNBA przed fazą play off: Walczyć do końca (17-12-10, 00:00)
- UNBA: Czwarta kolejka ligowa za nami (25-03-11, 17:37)
- UNBA: I i II liga na finiszu, III zaczyna play off (10-12-10, 12:00)
- UNBA: Początek za nami (18-03-11, 18:00)
- UNBA: Trzecia liga na finiszu (02-12-10, 16:00)
- UNBA: Ruszył jubileuszowy sezon (03-03-11, 20:00)
- UNBA: Rewelacyjny weekend w lidze (25-11-10, 19:00)
- UNBA: Grania było mniej, ale za to bardzo ciekawie (18-11-10, 09:00)
- UNBA na półmetku Sahel i UKS Probasket gromią liderów (09-11-10, 12:00)
Mobilizacja i wiara w sukces
W zasadzie w przypadku każdej z pierwszoligowych par ciężko było wskazać faworyta. Chyba tylko Polibuda 2013 mogli czuć się w miarę pewni swego. Na drodze do półfinału stanęli im przetrzebieni kontuzjami Lekarze. Jak się później okazało problemy kadrowe zwyczajnie przerosły tą drużynę i zawodnicy Polibudy całą serię wygrali walkowerem. Wracając do pozostałych rywalizacji. Były zacięte, emocjonujące do ostatnich sekund. Nie obyło się bez sensacji. Krótko mówiąc mieliśmy wszystko na co zasługują porządne play off.
Dwumecz Unimed - SMS76550GORTATUNBA
Wicemistrz poprzedniej edycji przystępował do play off z drugiego miejsca w tabeli. Mimo to przed rywalizacją z SMS76550GORTATUNBA panowie nie mogli czuć się zbyt komfortowo. Ich ostatnia i jedyna w ostatnim czasie konfrontacja z SMS nie należała do udanych. Przegrali ją i to w fatalnym stylu. Nic dziwnego, że od pierwszych chwil starali się pokazać, że tamten mecz był jedynie przykrą wpadką. Już pierwszą kwartę zakończyli prowadząc 10 punktami (16:6). SMS nie mieli w zasadzie nic do powiedzenia, co potwierdziły kolejne minuty. W połowie drugiej odsłony przewaga Unimedu wynosiła już 16 punktów (24:8). Dopiero w tym momencie ich rywale poukładali nieco grę i zaliczyli kilka trafień. Mimo to schodząc na przerwę między połowami zawodnicy Unimedu mogli z dużym spokojem wyglądać kolejnych minut. Prowadzili 14 punktami (29:15) dzieląc i rządząc na parkiecie. Trzecia kwarta nie wniosła do stanu rywalizacji niczego nowego. Na jej początku wydawało się, że SMS złapali wreszcie wiatr w żagle. Niestety końcówka kwarty to ponowna dominacja zawodników Unimedu, którzy na dziesięć minut przed końcem pierwszego spotkania prowadził 13 punktami (39:26). Dopiero ostatnia odsłona dała nadzieję chłopakom z SMS. Co prawda za sprawą fatalnie wykonywanych wolnych (7 celnych na 16 prób) nie udało im się zmniejszyć przewagi rywali, ale ewidentnie było widać, że Unimed nie jest już dla nich taką zagadką, jak miało to miejsce na początku konfrontacji. Do odrobienia zostało 13 punktów.
Jeżeli chłopaki z Unimedu myśleli, że czwarta kwarta pierwszego spotkania już się nie powtórzy, to na starcie rewanżowego meczu srodze się rozczarowali. SMS zaczęli z energią, pasją, a przede wszystkim z ogromną wiarą, że te czterdzieści minut należy do nich. Straty z pierwszego spotkania odrobili z nawiązką w zaledwie trzynaście minut (25:11). W połowie meczu prowadzili już 17 punktami (30:13) doprowadzając rywali do rozpaczy. Na domiar złego już chwilę później parkiet z kompletem przewinień opuścił w zasadzie jedyny podkoszowy zawodnik Unimedu, Rafał Lisiewicz (3 pkt, 5 zb, 1 prz). Jego kolegom dopiero w połowie trzeciej kwarty udało się postawić czynny opór SMS-owej lawinie. Kiedy prowadzenie SMS wzrosło do 21 "oczek" (38:17) wicemistrzowie doszli do wniosku, że nadszedł czas na walkę, albo za kilkanaście minut sezon się dla nich zakończy. Kilka udanych akcji w końcówce trzeciej odsłony pozwoliło im zmniejszyć przewagę rywali do 14 punktów (25:39). Stan rywalizacji na siedem minut przed końcem dwumeczu celnym rzutem zza łuku całkowicie "wyzerował" Jarek Bańda (10 pkt, 2 zb, 1 prz, 1 as) (32:45). Zaczął się horror. Najpierw udanie kontrowali panowie z SMS odskakując po celnym rzucie wolnym Piotra Brusta (15 pkt, 12 zb, 3 as) na 17 punktów (50:33). W kolejnej akcji Unimedu "trójką" popisał się Emil Deliś (11 pkt, 6 zb, 1 prz, 2 as) i znowu było blisko (36:50, jeden punkt przewagi SMS w dwumeczu). Chwilę później były dwa celne osobiste SMS, a zaraz potem po drugiej stronie udana akcja Pawła Pobuty (8 pkt, 1 zb, 3 prz, 3 as). Ten sam zawodnik już chwilę później mógł po raz pierwszy od dłuższego czasu dać swojej drużynie prowadzenie w dwumeczu. Kiedy rywale wybijali piłkę spod kosza sprytnie przeciął tor lotu podania. Znalazł się pod samym koszem rywali i wystarczyło tylko rzucić. Niestety zdecydował się na podanie do partnera, które tym razem przewidział jeden z przeciwników. Wszystko miało miejsce na kilkadziesiąt sekund do końca meczu. Chwilę później SMS przypieczętowali swoje zwycięstwo kolejnym trafieniem autorstwa Piotra Pawlaka (12 pkt, 3 zb, 1 as) i stali się sprawcami największej sensacji rundy ćwierćfinałowej. Unimed, dwukrotny mistrz i czterokrotny wicemistrz Ligi UNBA, drużyna grająca w finale rozgrywek nieprzerwanie od sześciu sezonów, czyli od momentu, kiedy rozpoczęła swoją karierę pierwszoligową, zakończyli swój udział w play off na etapie ćwierćfinału pokonani przez beniaminka! SMS76550GORTATUNBA należą się ogromne gratulacje.
Dwumecz Dental Club - OBP Incentive & Sport Travel
Teoretycznie mistrzom Ligi powinno być w tym dwumeczu łatwo. W sezonie poradzili sobie z OBP bez szczególnych problemów. Szkopuł w tym, że OBP to jednak drużyna bardzo doświadczona, a nie od dziś wiadomo, że play off to "czas weteranów". Jeżeli dodać do tego fakt, że Dental Club zawsze bardzo słabo prezentują się po dłuższej przerwie w rozgrywkach, to można było liczyć na wyrównane i ciekawe zawody. Pierwszy mecz wyrównany może i był, ale ciekawy raczej nie. Drużyny grały na bardzo słabej skuteczności, momentami wręcz żałosnej. Na uwagę zasługuje w zasadzie tylko ambitna pogoń mistrzów ligi za OBP, którzy na początku trzeciej kwarty zdołali wypracować sobie 12-punktową przewagę. Koniec końców zostało z niej tylko trzy punkty i w rewanżu wszystko było jeszcze możliwe.
Początek drugiej konfrontacji był raczej do przewidzenia. Zawodnicy Dental Club od pierwszych minut robili co mogli, żeby tym razem nie dać się podejść rywalowi, nie stracić cennych punktów, a najlepiej wyrobić sobie solidna przewagę. Obie drużyny zagrały z dużą determinacją wyciskając z siebie siódme poty w obronie. W połowie spotkania na minimalnym prowadzeniu byli mistrzowie ligi (15:14). Po zmianie stron nic się nie zmieniło. W kolejnych dziesięciu minutach drużyny grały punkt za punkt i przed ostatnią kwartą Dental Club nadal prowadzili 1 punktem (24:23). W dwumeczu wciąż górą byli jednak OBP. Niestety w tym właśnie momencie nie upilnowali przeciwników. Najpierw dwa trafienia zaliczył Radek Woś (15 pkt, 5 zb, 1 bl, 2 prz), chwilę później dołączyli do niego inni koledzy z Adamem Błaszczykiem (14 pkt, 8 zb, 3 as) na czele. Po sześciu minutach doskonałej gry po obu stronach parkietu Dental Club zaskakująco szybko objęli 11-punktowe prowadzenie (40:29) i w tym momencie to oni byli górą w dwumeczu. OBP nie pozostało nic innego, jak nie zważając na zmęczenie gonić rywali. Po szczęśliwej "trójce" Grześka Kwiatkowskiego (9 pkt, 6 zb, 2 as) dystans między drużynami zmalał do 5 "oczek". Choć do końca spotkania pozostało niewiele ponad minuta on i jego koledzy w tym momencie mogli jeszcze liczyć, że z konfrontacji wyjdą zwycięsko. Ich nadzieje ponownie rozwiali Radek Woś i Adam Błaszczyk. Pierwszy zdobył dwa punkty z pola, a drugi przypieczętował awans swojej drużyny dwoma celnymi "wolnymi".
Dwumecz NWW - TC Team
Teoretycznie były to drużyny z miejsc nr 4 i 5. Rywalizacja powinna więc być najbardziej zacięta ze wszystkich. Przed TC Team stało jednak naprawdę trudne zadanie. Jak trudne wiedzą tylko oni sami. Jeszcze nigdy nie udało im się wyjść zwycięsko z żadnej konfrontacji z NWW. Ta ekipa zwyczajnie im nie leży i tyle. TC Team przystąpili do meczu z silnym postanowieniem poprawy. Plan był prosty. Bez względu na wszystko "gryźć parkiet" i liczyć na słabszą dyspozycję niewygodnego przeciwnika. Pierwszy mecz pokazał, że jest nadzieja. NWW faktycznie grali dość przeciętnie. Mieli dobrą pierwszą kwartę. W pewnym momencie prowadzili nawet 8 punktami (15:7). Również początek drugiej odsłony mogli zaliczyć do udanych. W tym fragmencie gry powiększyli swoje prowadzenie do 10 "oczek" (20:10). Później coś się niestety zacięło, a ich słabość wykorzystali TC Team, a w szczególności Andrzej Bagiński (16 pkt, 7 zb, 1 as) i Reno Lude (17 pkt, 10 zb, 1 prz, 2 as). Przede wszystkim - co dość zaskakujące - TC Team całkowicie zdominowali strefę podkoszową, gdzie przewaga NWW wydawała się być przytłaczająca. TC Team grali bowiem w zasadzie pozbawieni rasowego centra (w NWW było obecnych aż trzech). W tą rolę musiał się wcielić Reno Lude i zrobił to rewelacyjnie. Gdyby jeszcze chłopakom z TC Team dopisała skuteczność rzutowa byłoby po prostu świetnie. Niestety ten element okazał się ich poważną bolączką. Zamiast błyskawicznie odrobić straty TC Team powoli ciułali kolejne punkty. Do końca spotkania nie udało im się nawet odrobić strat mimo, że NWW w ostatnich piętnastu minutach meczu zdobyli niewiele jak na swoje możliwości, bo ledwie 11 punktów. Spotkanie zakończyło się 3-punktowym zwycięstwem NWW, a TC Team pozostawało liczyć, że następnego dnia przy równie dobrej postawie pod obiema tablicami zagrają dodatkowo na nieco wyższym procencie rzutowym.
Nie zagrali... Niestety, jeżeli panowie z TC Team myśleli, że w pierwszym spotkaniu już słabiej w ataku zagrać nie mogli, to się mylili. Drugi mecz w ich wykonaniu był pod tym względem jeszcze gorszy. Rzucali na makabrycznej 25-procentowej skuteczności z pola (trafiając na przykład tylko 2 na 22 rzuty zza łuku!). Nic nie pomogło zebranie aż 41 piłek (spora część na atakowanej tablicy) przy ledwie 25 NWW, do obrazu gry nic nie wniosła obrona na całym boisku stosowana przez nich przez aż 12 ostatnich minut meczu. To po prostu nie był ich weekend. Niestety w ten sposób nie będzie to również ich sezon. Do półfinału przeszli NWW.
Tu emocji nie było
Drugoligowa faza ćwierćfinałowa była w tym sezonie odzwierciedleniem tego, czego świadkami byliśmy w trakcie całej rundy zasadniczej. Żadna drużyna nie była w stanie zagrozić "wielkiej czwórce". CMP Centrum Medyczne, Nola oraz Balet Aleksieja wygrali oba swoje mecze i w seriach byli o blisko 20 punktów lepsi od swoich przeciwników. Panowie z Sahelu ograniczyli się do pogromu w pierwszym starciu (35-punktowe zwycięstwo!) i spokojnego bronienia przewagi w drugim meczu. No, może z tym spokojem nawet trochę przesadzili.
Dwumecz Nola - Kanibale PLNY Textylia
Zwycięzcy rywalizacji w grupie A zrobili to co zwykle. Bardzo dobrze pracowali na tablicach i walczyli o każdy centymetr boiska. Kanibale tylko raz, w trakcie drugiego meczu, mogli powiedzieć, że prowadzą w miarę wyrównaną rywalizację z przeciwnikiem. W połowie przegrywali z Nola tylko 1 punktem (21:22). Do historii przejdzie ostatnia kwarta drugiego meczu, w której Kanibale zdobyli 3 punkty, a Nola... równe 0! Trochę kiepsko, jak na drużynę z aspiracjami.
Dwumecz CMP Centrum Medyczne - jPalio
CMP od jakiegoś czasu borykają się z brakiem wysokiego zawodnika. Jedyny "fałszywy center" jakiego mieli właśnie leczy kolejną kontuzję. Tymczasem jPalio na brak "wieżowców" nie mogą narzekać. Ich przewaga w zbiórkach była bardzo widoczna. Po trzech kwartach wciąż dzielnie dotrzymywali kroku rywalom (przegrywali 33:35), a w ostatnich dziesięciu minutach mogli sprawić sobie i całej Lidze małą niespodziankę. Nic takiego nie miało jednak miejsca. CMP prowadzeni przez Piotra Paprockiego (26 pkt, 4 zb, 2 prz, 2 as) w pozostałe do końca meczu dziesięć minut wypracowali sobie 10-punktową przewagę.
Spotkanie rewanżowe do serii nie wniosło już niczego nowego. CMP spokojnie kontrolowali tempo gry. Losy rywalizacji rozstrzygnęły się w zasadzie już w drugiej kwarcie, kiedy wyszli na 10-punktowe prowadzenie (26:16 czyli 20 punktów w całym dwumeczu). W czwartej kwarcie mieli już 20 punktów przewagi nad jPalio (50:30) i kwestia uczestnictwa w półfinale została definitywnie rozstrzygnięta.
Dwumecz Balet Aleksieja - Martwi Prezydenci
Jeżeli chodzi o rozgrywki drugoligowe mogła to być najbardziej wyrównana rywalizacja weekendu. Już w pierwszym spotkaniu Martwi Prezydenci pokazali, że przeciwko Baletowi kilka argumentów mają. W połowie spotkania prowadzili różnicą 7 punktów (35:28). Niestety po zmianie stron gra jakoś im się nie ułożyła. Balety poprawili obronę grając jednocześnie bardzo skutecznie w ataku. Dziesięć minut później to oni byli na wyraźnym prowadzeniu (50:42) i do końca zawodów spokojnie kontrolowali ich przebieg. W zwycięskich szeregach na szczególne uznanie zasłużył na pewno Marcin Bąkowski (27 pkt, 8 zb 2 prz, 1 as).
Martwi Prezydenci nie złożyli broni. Rewanż rozpoczęli z energią, co już wkrótce przyniosło wyraźne efekty. Tuż po rozpoczęciu trzeciej kwart osiągnęli najwyższe prowadzenie w meczu (32:23). Niestety po raz kolejny okazało się to być szczytem ich możliwości, a brak konsekwencji w działaniu to ich znak firmowy. Gdyby mecze były dwukrotnie krótsze być może byliby niezwyciężeni. Niestety spotkania czterdziestominutowe jakoś im nie leżą. Szczególnie blado wypadli w trzeciej kwarcie, w której stracili aż 17 punktów, a zdobyli ledwie 8. Już w tym momencie Balety byli na 2-punktowym prowadzeniu (40:38) i wcale nie zamierzali na tym poprzestać. W ostatniej odsłonie dokończyli dzieła.
Dwumecz Sahel - Wiewiórki Prezesa
W zasadzie całą rywalizację można zamknąć w jednym zdaniu. Lepiej grali ci, którzy akurat dysponowali bardziej optymalnym składem. W pierwszym spotkaniu górą (i to bardzo wyraźnie) byli w ten sposób panowie z Sahelu. Aż cztery osoby w ich szeregach zdobyły po 15 i więcej punktów. Wiewiórki Prezesa byli tłem dla drugiej drużyny grupy B.
W drugim meczu role się odwróciły. Sahel grający bez Michała Sosina i Maćka Krupińskiego, którzy poprzedniego dnia dali swojej drużynie blisko 40 punktów, nie byli w stanie wiele zdziałać w ataku. Mogli sobie na to pozwolić po 35-punktowym zwycięstwie z poprzedniego dnia. Wysoka 25-punktowa porażka była w tym momencie bez znaczenia.
Walka o finał
W trzeciej lidze tylko jedna z półfinałowych rywalizacji zasługuje na komentarz. Kabaret Starszych Panów stoczyli ciekawy i bardzo zacięty bój z Siostrami Spiningowymi. Na naganę zasługuje natomiast postępowanie jednej z dwóch drużyn, które miały rozegrać drugi półfinał. Dream Team całkowicie odpuścili to spotkanie zwyczajnie się nie pojawiając i tym samym przegrali mecz walkowerem. Co gorsze nie poinformowali o swoich zamiarach organizatorów oraz przeciwników, którzy niepotrzebnie fatygowali się na halę.
Mecz Kabaret Starszych Panów - Siostry Spinningowe
W obecnym sezonie nie było jeszcze w trzeciej lidze równie interesującego spotkania fazy play off. Obie drużyny wystąpiły w zasadzie w optymalnych składach, więc naprawdę było na co popatrzeć. Początek należał do Kabaretu. Mocna obrona strefą, świetna walka na obu tablicach i zdecydowane kontry dały im już w pierwszej kwarcie sporą zaliczkę (14:5). Rewelacyjnie grał Krzysiek Kuligowski (15 pkt, 11 zb, 2 bl, 1 prz, 1 as) już w pierwszej kwarcie mając na koncie 6 punktów i tyle samo zebranych piłek. Riposta Sióstr przyszła w drugiej odsłonie. Zawodnicy Kabaretu po ambitnej walce od pierwszych minut złapali lekką zadyszkę. Siostry tylko na to czekały. Prowadzone przez Rafała Głowackiego (18 pkt, 2 zb, 3 prz, 6as) i Wojciecha Mieszkowskiego (10 pkt, 2 zb), zaskakująco szybko odrobiły większość strat. W przerwie między połowami różnica między drużynami wynosiła już tylko 1 punkt (23:22). Po zmianie stron z początku górą byli ponownie z Kabaretu. Wypracowali sobie 7-punkltową przewagę (29:22), która jednak znikła równie szybko, jak się pojawiła. Już trzy minuty później mieliśmy pierwszy od dłuższego czasu remis (31:31). Remisem zakończyła się również trzecia odsłona (36:36). W ostatniej kwarcie zrobiło się naprawdę ostro. Początkowo górą były Siostry (44:42), jednak później po raz kolejny do głosu doszli zawodnicy Kabaretu. Przypomniał o sobie Mariusz Marciniak (12 pkt, 7 zb, 2 prz). Jego "trójka" dała Kabaretowi minimalne prowadzenie (45:44). Potem do pracy zabrał się trochę niewidoczny w drugiej i trzeciej kwarcie Krzysiek Kuligowski. Zdobył 6 punktów i właśnie taki dystans na minutę przed końcem dzielił drużyny (51:45). W imieniu Sióstr Spiningowych sytuację próbował ratować Rafał Głowacki. Początek miał nieco pechowy. Stojąc na linii osobistych wykorzystał tylko 1 z 3 rzutów. Na szczęście już chwilę później oddał celny rzut zza łuku zmniejszając dystans do rywali do 2 "oczek" (49:51). Wciąż była szansa. Tym większa, że faulowany Mariusz Marciniak wykorzystał tylko 1 rzut wolny i przy odrobinie szczęścia Siostry miały szansę doprowadzić w ostatnich sekundach do wyrównania. Niestety ustawiona w trakcie przerwy na żądanie akcja całkowicie nie wypaliła. Piłkę dostał Marcin Arent, ale mocno naciskany nie był w stanie oddać celnego rzutu za 3 punkty. Spotkanie dobiegło końca i w ten sposób w Wielkim Finale zobaczymy Kabaret Starszych Panów.
W zasadzie w przypadku każdej z pierwszoligowych par ciężko było wskazać faworyta. Chyba tylko Polibuda 2013 mogli czuć się w miarę pewni swego. Na drodze do półfinału stanęli im przetrzebieni kontuzjami Lekarze. Jak się później okazało problemy kadrowe zwyczajnie przerosły tą drużynę i zawodnicy Polibudy całą serię wygrali walkowerem. Wracając do pozostałych rywalizacji. Były zacięte, emocjonujące do ostatnich sekund. Nie obyło się bez sensacji. Krótko mówiąc mieliśmy wszystko na co zasługują porządne play off.
Dwumecz Unimed - SMS76550GORTATUNBA
Wicemistrz poprzedniej edycji przystępował do play off z drugiego miejsca w tabeli. Mimo to przed rywalizacją z SMS76550GORTATUNBA panowie nie mogli czuć się zbyt komfortowo. Ich ostatnia i jedyna w ostatnim czasie konfrontacja z SMS nie należała do udanych. Przegrali ją i to w fatalnym stylu. Nic dziwnego, że od pierwszych chwil starali się pokazać, że tamten mecz był jedynie przykrą wpadką. Już pierwszą kwartę zakończyli prowadząc 10 punktami (16:6). SMS nie mieli w zasadzie nic do powiedzenia, co potwierdziły kolejne minuty. W połowie drugiej odsłony przewaga Unimedu wynosiła już 16 punktów (24:8). Dopiero w tym momencie ich rywale poukładali nieco grę i zaliczyli kilka trafień. Mimo to schodząc na przerwę między połowami zawodnicy Unimedu mogli z dużym spokojem wyglądać kolejnych minut. Prowadzili 14 punktami (29:15) dzieląc i rządząc na parkiecie. Trzecia kwarta nie wniosła do stanu rywalizacji niczego nowego. Na jej początku wydawało się, że SMS złapali wreszcie wiatr w żagle. Niestety końcówka kwarty to ponowna dominacja zawodników Unimedu, którzy na dziesięć minut przed końcem pierwszego spotkania prowadził 13 punktami (39:26). Dopiero ostatnia odsłona dała nadzieję chłopakom z SMS. Co prawda za sprawą fatalnie wykonywanych wolnych (7 celnych na 16 prób) nie udało im się zmniejszyć przewagi rywali, ale ewidentnie było widać, że Unimed nie jest już dla nich taką zagadką, jak miało to miejsce na początku konfrontacji. Do odrobienia zostało 13 punktów.
Jeżeli chłopaki z Unimedu myśleli, że czwarta kwarta pierwszego spotkania już się nie powtórzy, to na starcie rewanżowego meczu srodze się rozczarowali. SMS zaczęli z energią, pasją, a przede wszystkim z ogromną wiarą, że te czterdzieści minut należy do nich. Straty z pierwszego spotkania odrobili z nawiązką w zaledwie trzynaście minut (25:11). W połowie meczu prowadzili już 17 punktami (30:13) doprowadzając rywali do rozpaczy. Na domiar złego już chwilę później parkiet z kompletem przewinień opuścił w zasadzie jedyny podkoszowy zawodnik Unimedu, Rafał Lisiewicz (3 pkt, 5 zb, 1 prz). Jego kolegom dopiero w połowie trzeciej kwarty udało się postawić czynny opór SMS-owej lawinie. Kiedy prowadzenie SMS wzrosło do 21 "oczek" (38:17) wicemistrzowie doszli do wniosku, że nadszedł czas na walkę, albo za kilkanaście minut sezon się dla nich zakończy. Kilka udanych akcji w końcówce trzeciej odsłony pozwoliło im zmniejszyć przewagę rywali do 14 punktów (25:39). Stan rywalizacji na siedem minut przed końcem dwumeczu celnym rzutem zza łuku całkowicie "wyzerował" Jarek Bańda (10 pkt, 2 zb, 1 prz, 1 as) (32:45). Zaczął się horror. Najpierw udanie kontrowali panowie z SMS odskakując po celnym rzucie wolnym Piotra Brusta (15 pkt, 12 zb, 3 as) na 17 punktów (50:33). W kolejnej akcji Unimedu "trójką" popisał się Emil Deliś (11 pkt, 6 zb, 1 prz, 2 as) i znowu było blisko (36:50, jeden punkt przewagi SMS w dwumeczu). Chwilę później były dwa celne osobiste SMS, a zaraz potem po drugiej stronie udana akcja Pawła Pobuty (8 pkt, 1 zb, 3 prz, 3 as). Ten sam zawodnik już chwilę później mógł po raz pierwszy od dłuższego czasu dać swojej drużynie prowadzenie w dwumeczu. Kiedy rywale wybijali piłkę spod kosza sprytnie przeciął tor lotu podania. Znalazł się pod samym koszem rywali i wystarczyło tylko rzucić. Niestety zdecydował się na podanie do partnera, które tym razem przewidział jeden z przeciwników. Wszystko miało miejsce na kilkadziesiąt sekund do końca meczu. Chwilę później SMS przypieczętowali swoje zwycięstwo kolejnym trafieniem autorstwa Piotra Pawlaka (12 pkt, 3 zb, 1 as) i stali się sprawcami największej sensacji rundy ćwierćfinałowej. Unimed, dwukrotny mistrz i czterokrotny wicemistrz Ligi UNBA, drużyna grająca w finale rozgrywek nieprzerwanie od sześciu sezonów, czyli od momentu, kiedy rozpoczęła swoją karierę pierwszoligową, zakończyli swój udział w play off na etapie ćwierćfinału pokonani przez beniaminka! SMS76550GORTATUNBA należą się ogromne gratulacje.
Dwumecz Dental Club - OBP Incentive & Sport Travel
Teoretycznie mistrzom Ligi powinno być w tym dwumeczu łatwo. W sezonie poradzili sobie z OBP bez szczególnych problemów. Szkopuł w tym, że OBP to jednak drużyna bardzo doświadczona, a nie od dziś wiadomo, że play off to "czas weteranów". Jeżeli dodać do tego fakt, że Dental Club zawsze bardzo słabo prezentują się po dłuższej przerwie w rozgrywkach, to można było liczyć na wyrównane i ciekawe zawody. Pierwszy mecz wyrównany może i był, ale ciekawy raczej nie. Drużyny grały na bardzo słabej skuteczności, momentami wręcz żałosnej. Na uwagę zasługuje w zasadzie tylko ambitna pogoń mistrzów ligi za OBP, którzy na początku trzeciej kwarty zdołali wypracować sobie 12-punktową przewagę. Koniec końców zostało z niej tylko trzy punkty i w rewanżu wszystko było jeszcze możliwe.
Początek drugiej konfrontacji był raczej do przewidzenia. Zawodnicy Dental Club od pierwszych minut robili co mogli, żeby tym razem nie dać się podejść rywalowi, nie stracić cennych punktów, a najlepiej wyrobić sobie solidna przewagę. Obie drużyny zagrały z dużą determinacją wyciskając z siebie siódme poty w obronie. W połowie spotkania na minimalnym prowadzeniu byli mistrzowie ligi (15:14). Po zmianie stron nic się nie zmieniło. W kolejnych dziesięciu minutach drużyny grały punkt za punkt i przed ostatnią kwartą Dental Club nadal prowadzili 1 punktem (24:23). W dwumeczu wciąż górą byli jednak OBP. Niestety w tym właśnie momencie nie upilnowali przeciwników. Najpierw dwa trafienia zaliczył Radek Woś (15 pkt, 5 zb, 1 bl, 2 prz), chwilę później dołączyli do niego inni koledzy z Adamem Błaszczykiem (14 pkt, 8 zb, 3 as) na czele. Po sześciu minutach doskonałej gry po obu stronach parkietu Dental Club zaskakująco szybko objęli 11-punktowe prowadzenie (40:29) i w tym momencie to oni byli górą w dwumeczu. OBP nie pozostało nic innego, jak nie zważając na zmęczenie gonić rywali. Po szczęśliwej "trójce" Grześka Kwiatkowskiego (9 pkt, 6 zb, 2 as) dystans między drużynami zmalał do 5 "oczek". Choć do końca spotkania pozostało niewiele ponad minuta on i jego koledzy w tym momencie mogli jeszcze liczyć, że z konfrontacji wyjdą zwycięsko. Ich nadzieje ponownie rozwiali Radek Woś i Adam Błaszczyk. Pierwszy zdobył dwa punkty z pola, a drugi przypieczętował awans swojej drużyny dwoma celnymi "wolnymi".
Dwumecz NWW - TC Team
Teoretycznie były to drużyny z miejsc nr 4 i 5. Rywalizacja powinna więc być najbardziej zacięta ze wszystkich. Przed TC Team stało jednak naprawdę trudne zadanie. Jak trudne wiedzą tylko oni sami. Jeszcze nigdy nie udało im się wyjść zwycięsko z żadnej konfrontacji z NWW. Ta ekipa zwyczajnie im nie leży i tyle. TC Team przystąpili do meczu z silnym postanowieniem poprawy. Plan był prosty. Bez względu na wszystko "gryźć parkiet" i liczyć na słabszą dyspozycję niewygodnego przeciwnika. Pierwszy mecz pokazał, że jest nadzieja. NWW faktycznie grali dość przeciętnie. Mieli dobrą pierwszą kwartę. W pewnym momencie prowadzili nawet 8 punktami (15:7). Również początek drugiej odsłony mogli zaliczyć do udanych. W tym fragmencie gry powiększyli swoje prowadzenie do 10 "oczek" (20:10). Później coś się niestety zacięło, a ich słabość wykorzystali TC Team, a w szczególności Andrzej Bagiński (16 pkt, 7 zb, 1 as) i Reno Lude (17 pkt, 10 zb, 1 prz, 2 as). Przede wszystkim - co dość zaskakujące - TC Team całkowicie zdominowali strefę podkoszową, gdzie przewaga NWW wydawała się być przytłaczająca. TC Team grali bowiem w zasadzie pozbawieni rasowego centra (w NWW było obecnych aż trzech). W tą rolę musiał się wcielić Reno Lude i zrobił to rewelacyjnie. Gdyby jeszcze chłopakom z TC Team dopisała skuteczność rzutowa byłoby po prostu świetnie. Niestety ten element okazał się ich poważną bolączką. Zamiast błyskawicznie odrobić straty TC Team powoli ciułali kolejne punkty. Do końca spotkania nie udało im się nawet odrobić strat mimo, że NWW w ostatnich piętnastu minutach meczu zdobyli niewiele jak na swoje możliwości, bo ledwie 11 punktów. Spotkanie zakończyło się 3-punktowym zwycięstwem NWW, a TC Team pozostawało liczyć, że następnego dnia przy równie dobrej postawie pod obiema tablicami zagrają dodatkowo na nieco wyższym procencie rzutowym.
Nie zagrali... Niestety, jeżeli panowie z TC Team myśleli, że w pierwszym spotkaniu już słabiej w ataku zagrać nie mogli, to się mylili. Drugi mecz w ich wykonaniu był pod tym względem jeszcze gorszy. Rzucali na makabrycznej 25-procentowej skuteczności z pola (trafiając na przykład tylko 2 na 22 rzuty zza łuku!). Nic nie pomogło zebranie aż 41 piłek (spora część na atakowanej tablicy) przy ledwie 25 NWW, do obrazu gry nic nie wniosła obrona na całym boisku stosowana przez nich przez aż 12 ostatnich minut meczu. To po prostu nie był ich weekend. Niestety w ten sposób nie będzie to również ich sezon. Do półfinału przeszli NWW.
Tu emocji nie było
Drugoligowa faza ćwierćfinałowa była w tym sezonie odzwierciedleniem tego, czego świadkami byliśmy w trakcie całej rundy zasadniczej. Żadna drużyna nie była w stanie zagrozić "wielkiej czwórce". CMP Centrum Medyczne, Nola oraz Balet Aleksieja wygrali oba swoje mecze i w seriach byli o blisko 20 punktów lepsi od swoich przeciwników. Panowie z Sahelu ograniczyli się do pogromu w pierwszym starciu (35-punktowe zwycięstwo!) i spokojnego bronienia przewagi w drugim meczu. No, może z tym spokojem nawet trochę przesadzili.
Dwumecz Nola - Kanibale PLNY Textylia
Zwycięzcy rywalizacji w grupie A zrobili to co zwykle. Bardzo dobrze pracowali na tablicach i walczyli o każdy centymetr boiska. Kanibale tylko raz, w trakcie drugiego meczu, mogli powiedzieć, że prowadzą w miarę wyrównaną rywalizację z przeciwnikiem. W połowie przegrywali z Nola tylko 1 punktem (21:22). Do historii przejdzie ostatnia kwarta drugiego meczu, w której Kanibale zdobyli 3 punkty, a Nola... równe 0! Trochę kiepsko, jak na drużynę z aspiracjami.
Dwumecz CMP Centrum Medyczne - jPalio
CMP od jakiegoś czasu borykają się z brakiem wysokiego zawodnika. Jedyny "fałszywy center" jakiego mieli właśnie leczy kolejną kontuzję. Tymczasem jPalio na brak "wieżowców" nie mogą narzekać. Ich przewaga w zbiórkach była bardzo widoczna. Po trzech kwartach wciąż dzielnie dotrzymywali kroku rywalom (przegrywali 33:35), a w ostatnich dziesięciu minutach mogli sprawić sobie i całej Lidze małą niespodziankę. Nic takiego nie miało jednak miejsca. CMP prowadzeni przez Piotra Paprockiego (26 pkt, 4 zb, 2 prz, 2 as) w pozostałe do końca meczu dziesięć minut wypracowali sobie 10-punktową przewagę.
Spotkanie rewanżowe do serii nie wniosło już niczego nowego. CMP spokojnie kontrolowali tempo gry. Losy rywalizacji rozstrzygnęły się w zasadzie już w drugiej kwarcie, kiedy wyszli na 10-punktowe prowadzenie (26:16 czyli 20 punktów w całym dwumeczu). W czwartej kwarcie mieli już 20 punktów przewagi nad jPalio (50:30) i kwestia uczestnictwa w półfinale została definitywnie rozstrzygnięta.
Dwumecz Balet Aleksieja - Martwi Prezydenci
Jeżeli chodzi o rozgrywki drugoligowe mogła to być najbardziej wyrównana rywalizacja weekendu. Już w pierwszym spotkaniu Martwi Prezydenci pokazali, że przeciwko Baletowi kilka argumentów mają. W połowie spotkania prowadzili różnicą 7 punktów (35:28). Niestety po zmianie stron gra jakoś im się nie ułożyła. Balety poprawili obronę grając jednocześnie bardzo skutecznie w ataku. Dziesięć minut później to oni byli na wyraźnym prowadzeniu (50:42) i do końca zawodów spokojnie kontrolowali ich przebieg. W zwycięskich szeregach na szczególne uznanie zasłużył na pewno Marcin Bąkowski (27 pkt, 8 zb 2 prz, 1 as).
Martwi Prezydenci nie złożyli broni. Rewanż rozpoczęli z energią, co już wkrótce przyniosło wyraźne efekty. Tuż po rozpoczęciu trzeciej kwart osiągnęli najwyższe prowadzenie w meczu (32:23). Niestety po raz kolejny okazało się to być szczytem ich możliwości, a brak konsekwencji w działaniu to ich znak firmowy. Gdyby mecze były dwukrotnie krótsze być może byliby niezwyciężeni. Niestety spotkania czterdziestominutowe jakoś im nie leżą. Szczególnie blado wypadli w trzeciej kwarcie, w której stracili aż 17 punktów, a zdobyli ledwie 8. Już w tym momencie Balety byli na 2-punktowym prowadzeniu (40:38) i wcale nie zamierzali na tym poprzestać. W ostatniej odsłonie dokończyli dzieła.
Dwumecz Sahel - Wiewiórki Prezesa
W zasadzie całą rywalizację można zamknąć w jednym zdaniu. Lepiej grali ci, którzy akurat dysponowali bardziej optymalnym składem. W pierwszym spotkaniu górą (i to bardzo wyraźnie) byli w ten sposób panowie z Sahelu. Aż cztery osoby w ich szeregach zdobyły po 15 i więcej punktów. Wiewiórki Prezesa byli tłem dla drugiej drużyny grupy B.
W drugim meczu role się odwróciły. Sahel grający bez Michała Sosina i Maćka Krupińskiego, którzy poprzedniego dnia dali swojej drużynie blisko 40 punktów, nie byli w stanie wiele zdziałać w ataku. Mogli sobie na to pozwolić po 35-punktowym zwycięstwie z poprzedniego dnia. Wysoka 25-punktowa porażka była w tym momencie bez znaczenia.
Walka o finał
W trzeciej lidze tylko jedna z półfinałowych rywalizacji zasługuje na komentarz. Kabaret Starszych Panów stoczyli ciekawy i bardzo zacięty bój z Siostrami Spiningowymi. Na naganę zasługuje natomiast postępowanie jednej z dwóch drużyn, które miały rozegrać drugi półfinał. Dream Team całkowicie odpuścili to spotkanie zwyczajnie się nie pojawiając i tym samym przegrali mecz walkowerem. Co gorsze nie poinformowali o swoich zamiarach organizatorów oraz przeciwników, którzy niepotrzebnie fatygowali się na halę.
Mecz Kabaret Starszych Panów - Siostry Spinningowe
W obecnym sezonie nie było jeszcze w trzeciej lidze równie interesującego spotkania fazy play off. Obie drużyny wystąpiły w zasadzie w optymalnych składach, więc naprawdę było na co popatrzeć. Początek należał do Kabaretu. Mocna obrona strefą, świetna walka na obu tablicach i zdecydowane kontry dały im już w pierwszej kwarcie sporą zaliczkę (14:5). Rewelacyjnie grał Krzysiek Kuligowski (15 pkt, 11 zb, 2 bl, 1 prz, 1 as) już w pierwszej kwarcie mając na koncie 6 punktów i tyle samo zebranych piłek. Riposta Sióstr przyszła w drugiej odsłonie. Zawodnicy Kabaretu po ambitnej walce od pierwszych minut złapali lekką zadyszkę. Siostry tylko na to czekały. Prowadzone przez Rafała Głowackiego (18 pkt, 2 zb, 3 prz, 6as) i Wojciecha Mieszkowskiego (10 pkt, 2 zb), zaskakująco szybko odrobiły większość strat. W przerwie między połowami różnica między drużynami wynosiła już tylko 1 punkt (23:22). Po zmianie stron z początku górą byli ponownie z Kabaretu. Wypracowali sobie 7-punkltową przewagę (29:22), która jednak znikła równie szybko, jak się pojawiła. Już trzy minuty później mieliśmy pierwszy od dłuższego czasu remis (31:31). Remisem zakończyła się również trzecia odsłona (36:36). W ostatniej kwarcie zrobiło się naprawdę ostro. Początkowo górą były Siostry (44:42), jednak później po raz kolejny do głosu doszli zawodnicy Kabaretu. Przypomniał o sobie Mariusz Marciniak (12 pkt, 7 zb, 2 prz). Jego "trójka" dała Kabaretowi minimalne prowadzenie (45:44). Potem do pracy zabrał się trochę niewidoczny w drugiej i trzeciej kwarcie Krzysiek Kuligowski. Zdobył 6 punktów i właśnie taki dystans na minutę przed końcem dzielił drużyny (51:45). W imieniu Sióstr Spiningowych sytuację próbował ratować Rafał Głowacki. Początek miał nieco pechowy. Stojąc na linii osobistych wykorzystał tylko 1 z 3 rzutów. Na szczęście już chwilę później oddał celny rzut zza łuku zmniejszając dystans do rywali do 2 "oczek" (49:51). Wciąż była szansa. Tym większa, że faulowany Mariusz Marciniak wykorzystał tylko 1 rzut wolny i przy odrobinie szczęścia Siostry miały szansę doprowadzić w ostatnich sekundach do wyrównania. Niestety ustawiona w trakcie przerwy na żądanie akcja całkowicie nie wypaliła. Piłkę dostał Marcin Arent, ale mocno naciskany nie był w stanie oddać celnego rzutu za 3 punkty. Spotkanie dobiegło końca i w ten sposób w Wielkim Finale zobaczymy Kabaret Starszych Panów.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]







