Żydzi, buddyści, ateiści i katolicy we wspólnym tańcu
03.02.2011
aktualizacja: 2011-02-02 20:32
FOT. MATERIAŁY STOWARZYSZENIA YACHAD
Spotykają się dwa razy w tygodniu na tańcach izraelskich. I poznają się. Razem w kręgu tańczą Żydzi, Ukraińcy, buddyści, ateiści, katolicy. - Banda wariatów, ale bardzo fajna i pozytywna - mówią o sobie.
ZOBACZ TAKŻE
- Tramwajarze z Pragi uratowali żydowską dziewczynkę (24-03-11, 23:42)
- Synagoga wraca do Warszawy. Będzie atrakcją w Muzeum (12-03-11, 12:00)
- Marriott już koszerny. Pierwszy hotel w Warszawie (08-03-11, 08:00)
- Nowy polski musical albo jak tańczyli ZOMO-wcy (24-01-11, 20:20)
- Już 600 pamiątek w Muzeum Historii Żydów Polskich. (15-01-11, 12:00)
- Muzeum Żydów na półmetku. Bryła budynku już gotowa (09-12-10, 22:02)
- Żydzi wrócili do Warszawy i demonstrowali na Krakowskim (04-04-11, 05:00)
- Nie jesteśmy związani z żadną grupą religijną. Kiedy mamy szabat, katolicy śpiewają z nami po hebrajsku. A kiedy mamy święta Bożego Narodzenia, to wszyscy śpiewamy kolędy. Ale przede wszystkim tańczymy współczesne ludowe tańce izraelskie - opowiada Marcin Koźliński, jeden z uczestników warsztatów "Yachad". On sam tańczy od trzech lat. - Wcześniej nie tańczyłem ze trzy dekady. Podrygiwałem w miejscu, taki John Travolta dla ubogich - śmieje się.
Spotykają się dwa razy w tygodniu. Wspólnie wynajmą salę i tańczą. Czasem nawet przy rytmach arabskich i hinduskich. - Ostatnio uświadomiliśmy sobie, że uprawiamy dialog międzykulturowy. Poczułem się jak w Nowym Jorku: różne rasy, wyznania. I przestaje się zwracać uwagę, że ktoś jest inny - zauważa pan Marcin. - Ale w końcu nazwa zobowiązuje: "Yachad" znaczy "razem".
Są nieformalną grupą taneczną. Mówią o sobie: przyjaciele. - Lubimy siebie i tańce. Są wśród nas Żydzi, pasjonaci kultury żydowskiej, ale nie tylko. Co miesiąc spotykamy się u kogoś w domu na tzw. wędrującym szabacie. Przygotowujemy jedzenie, rozmawiamy o życiu - mówi Irena Czerska, instruktorka tańca.
- Wieści o warsztatach rozchodzą się pocztą pantoflową. Dołączają do nas nowi. Wydaje mi się, że mamy jakąś niesamowitą zdolność zaprzyjaźniania się. Ostatnio dołączyła do nas para obcokrajowców. Są w Polsce od dziesięciu lat i powiedzieli nam, że jesteśmy ich pierwszymi przyjaciółmi w naszym kraju - dodaje. Ona sama izraelskie tańce ćwiczy od dziewięciu lat. Zaczęła po obejrzeniu "Skrzypka na dachu".
- Przychodzą katolicy, którzy pewnie niejednego księdza zaskoczyliby swoją głęboką wiarą, jesteśmy też gay friendly. Ale nikt nigdy nikogo nie nawracał. Nie ma żadnych tarć, że moja religia to, a moja tamto, że nie uznaję, że to złe. Ale jednocześnie nikt nie ukrywa swoich poglądów na życie. Mamy różne charaktery i temperamenty. Właściwie to różnimy się wszystkim. Połączył nas taniec - stwierdza Marcin.
Martyna Majewska, inna uczestniczka warsztatów: - Dołączyłam do grupy we wrześniu. Nie jestem Żydówką, nie mam żydowskich korzeni, przyszłam bez żadnego doświadczenia. I polubiłam ich od pierwszego wejrzenia.
Mówią, że tańce izraelskie to żywy gatunek. Cały czas powstają nowe. Czasem udaje im się zaprosić instruktorów z Izraela, którzy uczą ich nowości. Czasem ktoś z nich jedzie do Izraela i wraca z nowymi tańcami. Niektóre są proste: "raz, dwa, trzy, hop i kółko" (większość tańców izraelskie tańczy się w kręgu). - Tu chodzi o dobrą zabawę, o doznania duchowe, towarzyskie, dla niektórych pewnie to forma fitnessu - mówi Marcin Koźliński.
- Ostatnio zrobiliśmy sobie kulig, byliśmy razem w teatrze. Każdy z nas jest z innych realiów. Różnorodność naszej grupy nas wzbogaca - mówi Irena Czerska. - Tańcząc, uczymy się dogadywać i rozumieć wzajemnie. - I obchodzimy się nawzajem. Jak ktoś jest w tarapatach, to staramy się pomóc. To nie jest szkoła tańca od 17 do 19. To klub towarzyski.
Teraz wspólnie chcą zarazić tańcami izraelskimi innych. Pod koniec lutego organizują dwudniowe warsztaty. Zapraszają na nie wszystkich chętnych. - Każdy może przyjść i spróbować. Nic się nie płaci - zachęca Marcin. - Pamiętam moje początki: nie wszystko wychodziło. Ale inni nie dali mi się zrazić. Zmotywowali, pomogli, wytłumaczyli. Teraz to część mojego życia
Spotykają się dwa razy w tygodniu. Wspólnie wynajmą salę i tańczą. Czasem nawet przy rytmach arabskich i hinduskich. - Ostatnio uświadomiliśmy sobie, że uprawiamy dialog międzykulturowy. Poczułem się jak w Nowym Jorku: różne rasy, wyznania. I przestaje się zwracać uwagę, że ktoś jest inny - zauważa pan Marcin. - Ale w końcu nazwa zobowiązuje: "Yachad" znaczy "razem".
Są nieformalną grupą taneczną. Mówią o sobie: przyjaciele. - Lubimy siebie i tańce. Są wśród nas Żydzi, pasjonaci kultury żydowskiej, ale nie tylko. Co miesiąc spotykamy się u kogoś w domu na tzw. wędrującym szabacie. Przygotowujemy jedzenie, rozmawiamy o życiu - mówi Irena Czerska, instruktorka tańca.
- Wieści o warsztatach rozchodzą się pocztą pantoflową. Dołączają do nas nowi. Wydaje mi się, że mamy jakąś niesamowitą zdolność zaprzyjaźniania się. Ostatnio dołączyła do nas para obcokrajowców. Są w Polsce od dziesięciu lat i powiedzieli nam, że jesteśmy ich pierwszymi przyjaciółmi w naszym kraju - dodaje. Ona sama izraelskie tańce ćwiczy od dziewięciu lat. Zaczęła po obejrzeniu "Skrzypka na dachu".
- Przychodzą katolicy, którzy pewnie niejednego księdza zaskoczyliby swoją głęboką wiarą, jesteśmy też gay friendly. Ale nikt nigdy nikogo nie nawracał. Nie ma żadnych tarć, że moja religia to, a moja tamto, że nie uznaję, że to złe. Ale jednocześnie nikt nie ukrywa swoich poglądów na życie. Mamy różne charaktery i temperamenty. Właściwie to różnimy się wszystkim. Połączył nas taniec - stwierdza Marcin.
Martyna Majewska, inna uczestniczka warsztatów: - Dołączyłam do grupy we wrześniu. Nie jestem Żydówką, nie mam żydowskich korzeni, przyszłam bez żadnego doświadczenia. I polubiłam ich od pierwszego wejrzenia.
Mówią, że tańce izraelskie to żywy gatunek. Cały czas powstają nowe. Czasem udaje im się zaprosić instruktorów z Izraela, którzy uczą ich nowości. Czasem ktoś z nich jedzie do Izraela i wraca z nowymi tańcami. Niektóre są proste: "raz, dwa, trzy, hop i kółko" (większość tańców izraelskie tańczy się w kręgu). - Tu chodzi o dobrą zabawę, o doznania duchowe, towarzyskie, dla niektórych pewnie to forma fitnessu - mówi Marcin Koźliński.
- Ostatnio zrobiliśmy sobie kulig, byliśmy razem w teatrze. Każdy z nas jest z innych realiów. Różnorodność naszej grupy nas wzbogaca - mówi Irena Czerska. - Tańcząc, uczymy się dogadywać i rozumieć wzajemnie. - I obchodzimy się nawzajem. Jak ktoś jest w tarapatach, to staramy się pomóc. To nie jest szkoła tańca od 17 do 19. To klub towarzyski.
Teraz wspólnie chcą zarazić tańcami izraelskimi innych. Pod koniec lutego organizują dwudniowe warsztaty. Zapraszają na nie wszystkich chętnych. - Każdy może przyjść i spróbować. Nic się nie płaci - zachęca Marcin. - Pamiętam moje początki: nie wszystko wychodziło. Ale inni nie dali mi się zrazić. Zmotywowali, pomogli, wytłumaczyli. Teraz to część mojego życia
Warsztaty odbędą się 26 i 27 lutego w Okęckiej Sali Widowiskowej przy ul. 1 Sierpnia 36a. Więcej o grupie na: www.israelidances.pl
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]



