Kościół św. Anny ma mury jak gąbka. Pękają ściany

Tomasz Urzykowski
08.02.2011 aktualizacja: 2011-02-07 22:56
A A A Drukuj
Kościół św. Anny stoi na skarpie u wylotu tunelu Trasy W-Z. Podczas jej budowy świątynia omal nie runęła Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
  • Pęknięcie muru w kościele św. Anny
  • Pęknięcie muru w kościele św. Anny
  • Pęknięcie muru w kościele św. Anny
pęknięcia
  • Pęknięcie muru w kościele św. Anny
Mury kościoła św. Anny są mokre jak nasiąknięta gąbka. Na ścianach widać nowe pęknięcia. Eksperci alarmują: trzeba natychmiast odprowadzić wodę ze skarpy, bo to zagraża konstrukcji budowli. Rektor kościoła szuka miliona złotych.
Akademicka świątynia przy Krakowskim Przedmieściu należy do najcenniejszych zabytków Warszawy. Prawie bez szwanku przetrwała wojnę. Jest też wielką atrakcją turystyczną obleganą w lecie przez wycieczki. Mało kościołów w Polsce może poszczycić się równie imponującą fasadą z czasów wczesnego klasycyzmu i tak bogatym rokokowym wnętrzem udekorowanym iluzorycznymi malowidłami. Nie jest też tajemnicą, że mury stojącej na skraju skarpy świątyni są popękane. Podczas budowy Trasy W-Z w końcu lat 40. omal nie runęły. Ściany i sklepienia kościoła zarysowały się wtedy wskutek podkopania skarpy. W ostatniej chwili uniknięto katastrofy, usztywniając grunt zbrojonym betonem.

Pęknięcia budowli powiększyły się nagle w połowie 2009 r. Najlepiej widać to w kaplicy bł. Władysława z Gielniowa, w której przechowywane są relikwie patrona Warszawy.

- Pęknięć w różnych miejscach wciąż przybywa - mówi ks. Jacek Siekierski, rektor kościoła św. Anny, który pokazywał nam wczoraj najświeższe rysy. Pojawiły się m.in. na fasadzie i kaplicy loretańskiej stojącej od strony Trasy W-Z. Pęka też posadzka w nawie świątyni. Najgorsza jest jednak wszechobecna wilgoć. Gdy pada większy deszcz, przed kościołem - na kamiennej posadzce Krakowskiego Przedmieścia - powstaje kałuża, z której woda spływa na przylegający do świątyni dziedziniec dawnego klasztoru bernardynów. Wilgoć panuje w podziemnej części kościoła, wchodzi na wyremontowane rok temu ceglane mury i przypory gotyckiego prezbiterium, które chłoną wodę z gruntu. Wykonany z piaskowca cokół kaplicy bł. Władysława z Gielniowa rozpada się na kawałki. Północną elewację kościoła dodatkowo niszczy woda lejąca się z dziurawych rynien.

- Najważniejsze jest ratowanie konstrukcji kościoła. Żeby to zrobić, trzeba odprowadzić wodę ze skarpy - mówi ksiądz rektor.

Takie zalecenie wydał zespół ekspertów pod kierunkiem dr. inż. Zenona Dudy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Uznał, że jedną z głównych przyczyn destrukcji, zawilgocenia i zarysowań zabytkowej budowli jest nasiąkanie wodą deszczową i z roztopionego śniegu. W piśmie do ks. Siekierskiego dr inż. Duda wskazuje, że "zachodzi pilna, w trybie awaryjnym, konieczność kompleksowej przebudowy istniejącej sieci wodno-kanalizacyjnej wewnątrz, a przede wszystkim na zewnątrz, łącznie z ciągami rynien spustowych z podziemnym odprowadzeniem do sieci miejskiej. (...) Niewykonanie tych prac w trybie natychmiastowym powoduje postępującą degradację i zagraża bezpieczeństwu konstrukcji obiektu".

- Musimy to zrobić w tym roku. Trzeba zdjąć ziemię przy kościele nawet do głębokości 4,5 m, a potem zbudować nowy system odprowadzenia wody, który pozwoli ustabilizować ruszającą się skarpę i zapobiegnie katastrofie. Liczę, że to pomoże i nie będzie konieczności podbijania kościoła palami - mówi ks. Jacek Siekierski.

Jest już projekt prac i kosztorys. Na odprowadzenie wody spod kościoła potrzeba około 1 mln zł, których ksiądz rektor nie ma. Zamierza zwrócić się o pomoc do różnych instytucji, przede wszystkim do stołecznego ratusza. Przypomina, że w liczącej ponad 550 lat historii kościoła św. Anny zapisały się trzy donatorki: księżna Anna Holszańska, księżna Anna Radziwiłłówna i księżna Anna Jagiellonka.

- Teraz Warszawą też rządzą kobiety - zauważa ks. Siekierski. Zastrzega jednak, że nie chce wyciągać ręki po fundusze stołecznego konserwatora, który na dofinansowanie remontów warszawskich zabytków ma w tym roku tylko 3,7 mln zł.

- Będziemy szukać pieniędzy z innych źródeł. Znam sytuację kościoła św. Anny, zna ją też minister kultury. Nie pozostawimy tej świątyni bez pomocy - deklaruje stołeczna konserwator Ewa Nekanda-Trepka.

Wciąż nie wiadomo, jaki wpływ na stan zabytku mają drgania komunikacyjne na Trasie W-Z (miała to wykazać ekspertyza zlecona Wojskowej Akademii Technicznej). Te podejrzenia były powodem wstrzymania przez konserwatora budowy nowoczesnych wiat przystanków u wylotu tunelu.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy