Ratusz chce utopić Dworzec Wodny. Na złość Paskowi

Dominika Olszewska
25.02.2011 aktualizacja: 2011-02-24 19:25
A A A Drukuj
Dworzec Wodny w Porcie Praskim Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Przemek Pasek przy Dworcu Wodnym w Porcie Praskim
  • Dworzec Wodny w Porcie Praskim
Przemysław Pasek, szef fundacji Ja Wisła, chce remontować bezcenny "Dworzec Wodny". Dostał na to dotację z Ministerstwa Kultury. Ale miasto nie chce mu udostępnić kawałka trawnika w Porcie Czerniakowskim, gdzie mógłby prowadzić prace
- Bez natychmiastowego remontu dworzec po prostu się rozsypie - alarmuje Przemysław Pasek. To ponadstuletnia barka, która stoi w Porcie Praskim. Do lat 70. ubiegłego wieku była przystanią rzeczną w Płocku. Później trafiła w prywatne ręce i popadła w ruinę. Pasek odkrył ją w Porcie Praskim. Postanowił dworzec wyremontować, a potem urządzić w nim Muzeum Wisły i siedzibę fundacji.

To on odnalazł szwedzkiego właściciela barki i przekonał go do sprzedaży. Wówczas zainteresował się nią ratusz, który też zapragnął ją kupić i wyremontować. Szwed wolał jednak sprzedać dworzec fundacji. Pod koniec 2008 r. Pasek kupił go za 80 tys. zł. I gdy tylko trafił w ręce fundacji, miasto wycofało się z obietnicy wsparcia remontu zabytku. Urzędnicy tłumaczyli wówczas, że nie mogą inwestować w cudzą własność.

Dworzec stał na wodzie i niszczał. Nitowany kadłub przeżerała rdza, a drewnianą nadbudowę - grzyb. Kilka razy zatonął. Społecznicy próbowali zdobyć pieniądze na jego remont od prywatnego inwestora. Nie udało się. - A to absolutny unikat. W całej Europie zachowało się zaledwie kilka takich obiektów. Za rok, dwa nie będzie już co ratować. Byłaby to dramatyczna strata - ostrzega dr Zbigniew Tucholski z Katedry Transportu Szynowego Politechniki Śląskiej, który przygotował kartę tego zabytku.

- Barka jest w opłakanym stanie, a to przecież ewenement. Nie wyobrażam sobie, by miała się rozsypać - dodaje Mirosław Kaczyński, kapitan żeglugi śródlądowej.

Na ratunek dworcowi przyszedł minister kultury - właśnie przeznaczył 200 tys. zł na remont kadłuba. - Dzięki tej dotacji możemy wreszcie zacząć prace. Pomoc przyszła w ostatniej chwili - cieszy się Przemysław Pasek.

Problem w tym, że renowacja całego zabytku może kosztować nawet 2,8 mln zł. Społecznicy mimo to chcą zacząć prace i zbierać pieniądze na dalszy remont. Fundacja chciałaby przetransportować barkę do Portu Czerniakowskiego i wyciągnąć ją na ląd. I tam na nieużywanym, należącym do miasta trawniku naprzeciwko Torwaru zamierzałą naprawić przerdzewiały kadłub. - Chodzi o nie więcej niż 500 m kw. Gdzieś z boku rozstawimy rusztowania i będziemy powoli przywracać dworzec do życia - tłumaczy Pasek.

Wynajęcie miejsca w profesjonalnej stoczni kosztowałoby majątek. A przepisy pozwalają miastu nieodpłatne wynajęcie terenu na remont zabytku. Ratusz jednak odmawia. - Nie możemy się na to zgodzić. Planujemy przebudowę Portu Czerniakowskiego. I choć właściwe prace zaczną się za kilka lat, niewykluczone, że w drugiej połowie tego roku będziemy pogłębiać port. Remontowana barka przeszkadzałaby w pracach. Poza tym fundacja ma wciąż dług względem miasta i najpierw musi załatwić tę sprawę - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza.

Chodzi o opłatę, jaką ratusz naliczył fundacji za ustawienie w porcie drewnianego podestu do tańca. Przez całe lato bawili się tam ludzie. Stołeczny zarząd mienia uznał jednak, że deski leżą nielegalnie, i zażądał aż 35 tys. zł odszkodowania. Po nagłośnieniu sprawy urzędnicy spuścili z tonu i obniżyli kwotę do 10 tys. zł. Jednak Przemysław Pasek nie ma nawet takiej sumy. Poprosił miasto, by zwolniło fundację z opłaty jako organizację pożytku publicznego. Ratusz się nie zgodził. Teraz wydał kolejną niekorzystną dla fundacji decyzję.

- Pasek może jest i trudny, ale zrobił bardzo dużo dla miasta. Widać urzędników zaślepiła niechęć do niego. I nie widzą, że tępiąc fundację, szkodzą przede wszystkim warszawiakom - kwituje Mirosław Kaczyński.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy