Manifa inna niż zwykle. To nie "banda wariatek"
04.03.2011
aktualizacja: 2011-03-05 18:28
Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
- W Manifie idzie coraz więcej środowisk, związki zawodowe. To nie jest już "banda wariatek", które nie wiadomo czego chcą - mówią Katarzyna Bratkowska z Porozumienia Kobiet 8 Marca i Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka prasowa Związku Nauczycielstwa Polskiego.
ZOBACZ TAKŻE
- 6 marca Manifa Warszawska. Z dedykacją dla posłanki SLD (21-02-11, 09:00)
- W niedzielę Manifa. "Dość wyzysku! Wymawiamy służbę!" (05-03-11, 12:00)
- "Żłobki, a nie stadiony" - przez miasto przeszła Manifa (07-03-10, 14:23)
- "Przecinamy pępowinę!" - 11 marca Manifa (28-02-12, 09:22)
- Manifa w tym roku przecina pępowinę (27-02-12, 12:00)
- Prezydent wyjaśnia, jaka jest statystyczna warszawianka (08-03-11, 08:00)
- Wielka Manifa Warszawska: "Przejmiemy ten Sejm" (07-03-11, 00:00)
- Aukcje artystek dla manify (11-02-11, 06:00)
W niedzielę w pięciu miastach odbędą się MANIFY. Oprócz Warszawy marsze pójdą w Gdańsku, Krakowie, Toruniu oraz we Wrocławiu. W Warszawie - pod hasłem ''Dość wyzysku! Wymawiamy służbę!''
Magdalena Dubrowska: W niedzielę Manifa idzie po raz dwunasty. Tym razem pod hasłem: "Dość wyzysku! Wymawiamy służbę". Jak się przez lata zmieniały postulaty?Katarzyna Bratkowska: Wczoraj robiłyśmy patykowce, czyli transparenty z hasłami. Na stare przyklejamy nowe i kiedy się zastanawiałyśmy, co zakleić, jedna z nas powiedziała: "A może to, co już jest nieaktualne, co udało się załatwić". To był oczywiście taki żart, bo wiadomo, że wszystkie postulaty są aktualne od pierwszej Manify do dwunastej. Nic się nie udało załatwić, bo władza nie reprezentuje, tylko rządzi. I nikogo nie słucha. I nieważne, czy się zbierze milion podpisów, czy się mieszka dwa tygodnie na ulicach w białym miasteczku. Oni to mają w nosie. Chyba największym naszym zwycięstwem jest zmiana świadomości i to, że poszerza się grono współtworzące Manifę. To nie jest już "banda wariatek", które nie wiadomo czego chcą. Idą z nami związki zawodowe...
Magdalena Kaszulanis: Związek Nauczycielstwa Polskiego weźmie udział po raz drugi, bo przez rok żaden z naszych postulatów nie został zrealizowany, a szczególnie jeden: upowszechnienia edukacji przedszkolnej. Na poprzedniej Manifie zbieraliśmy podpisy pod ważnym obywatelskim projektem ustawy, która zapewniałaby każdemu dziecku w Polsce miejsce w publicznym, bezpłatnym przedszkolu. W sumie w ciągu trzech miesięcy zebraliśmy 150 tys. podpisów, odbyło się pierwsze czytanie, po czym projekt trafił do sejmowej zamrażarki. Od pięciu miesięcy posłowie się nim nie zajmują, choć w marcu zaczyna się rekrutacja do przedszkoli i rodzice już ustawiają się w społecznych kolejkach, żeby zapisać dziecko. Nie każdemu się to uda. W Warszawie w zeszłym roku brakowało miejsc w nowych dzielnicach, gdzie mieszkają młode małżeństwa, np. w Białołęce. Bo tam buduje się przede wszystkim nowe osiedla, a nie szkoły i przedszkola. Tymczasem przedszkola dla swojego dziecka potrzebuje i pielęgniarka, i nauczycielka, i woźna ze szkoły, i kasjerka z Tesco. Rozmawiamy o tym wszystkim w niedalekim sąsiedztwie nowego stadionu, który kosztuje 1,5 mld zł. Za tę kwotę przez rok można by kształcić wszystkie dzieci w wieku 3-5 lat, które obecnie pozostają poza systemem. Świadczy to o tym, że władze nie dostrzegają problemów kobiet.
Ale czy na pewno nie dostrzegają? Jednak trudno tego nie dostrzegać...
K.B.: Ja myślę, że one to wiedzą. Tylko my od przedszkola jesteśmy wychowywani, żeby się sformatować, zmieścić w systemie, myśleć konformistycznie. W ten sposób zdaje się wszystkie testy, egzaminy. Osoby kreatywne, z dystansem do rzeczywistości wypadają na tych egzaminach najgorzej i skutek jest taki, że kiedy pojawia się problem reformy minister Kudryckiej [zakładającej m.in. wprowadzenie opłat za drugi kierunek studiów i ograniczenie do dwóch liczby etatów, na których może być zatrudniony wykładowca], studenci dalej siedzą w knajpach. Bo już zostali wychowani na, przepraszam, stado biernych baranów, które pójdą na rzeź i nawet tego nie zauważą. We Francji w takiej sytuacji mielibyśmy gigantyczne demonstracje na ulicach. Studentów i studentek, licealistów i licealistek, a u nas nie dzieje się nic. Ileś osób z Demokratycznego Zrzeszenia Studentów włożyło ogromny wysiłek, żeby zorganizować serię demonstracji w całej Polsce, ale mało kto przyszedł. Więc to, co my robimy, nie spowoduje, że nagle politycy usłyszą, jakie są nasze potrzeby, wreszcie się dowiedzą i postarają. Nasze działanie ma uświadomić ludziom, że mają prawo walczyć o siebie, a nawet obowiązek. Na tablicy Manify na Facebooku pojawiają się zarzuty: "Jesteście roszczeniowe. Wymówcie służbę i najlepiej idźcie na zasiłek". Kobiety chcą pracować, tylko trzeba im stworzyć do tego warunki i dać takie pensje, że będą mogły przetrwać, a nie zastanawiać się, kiedy zostaną eksmitowane z powodu niepłacenia czynszu. Ja takich osób, które harują od rana do nocy, a jednocześnie wisi nad nimi groźba eksmisji, znam naprawdę całkiem sporo.
M.K.: Takimi "biednymi pracującymi" są woźne, sprzątaczki i kucharki w szkołach, które zarabiają na poziomie płacy minimalnej, a często poniżej. Za kwotę 1 tys. zł trudno utrzymać rodzinę i zapewnić godne warunki dzieciom. Innym problemem jest parametryzacja, przeliczanie zatrudnienia w stosunku do liczby uczniów, a nie powierzchni, którą trzeba posprzątać. Czyli jeżeli zmniejsza się liczba uczniów, zwalnia się pracownice szkolnej administracji i obsługi. Woźne i sprzątaczki słusznie buntują się, bo przecież metrów do pozamiatania i okien do umycia nie ubywa. Tę samą pracę musi wykonywać mniej osób albo wykonują ją na trzy czwarte etatu i za mniejsze pieniądze. Do tego mamy jeszcze problem likwidacji etatów pracownic administracji i obsługi i wymuszanie zatrudniania się w firmach zewnętrznych: sprzątających, cateringowych, a nawet ochroniarskich. Wtedy te pracownice dostają na umowę-zlecenie 500 zł, jeżdżą od jednej szkoły do drugiej i pracują po kilkanaście godzin dziennie.
A kiedy był ten moment, że związki zawodowe zaczęły dołączać do Manify?
K.B.: My zapraszałyśmy kobiety ze związków od wielu lat, ale myślę, że na początku trochę się obawiały otaczającego nas odium, spotkania z "szalonymi kobietami". Kiedy poznałyśmy się bliżej, okazało się, że nie było się czego bać. Pierwsza dołączyła Elwira Niemiec, stewardesa reprezentująca pracowników LOT-u. Potem pojawił się Sierpień '80: górnicy, ale także kobiety z fabryki samochodów w Tychach. A następnie pracownice Tesco. W zeszłym roku pielęgniarki i położne oraz ZNP.
M.K.: Poruszanie od kilku lat na Manifach kwestii ekonomicznych powoduje, że coraz więcej środowisk i związków zawodowych przychodzi na marcową manifestację. Okazuje się, że umowy śmieciowe to nie jest tylko problem pracownic sklepów wielkopowierzchniowych czy służby zdrowia, ale także oświaty. W tym roku na Manifie będzie z ZNP 100 proc. więcej osób niż w ubiegłym, przyjadą głównie ze Śląska, z Łodzi, Bydgoszczy. Zainteresowanie jest coraz większe, nawet wczoraj odpowiadałam pewnej nauczycielce na pytanie, dlaczego na Manifie nie będziemy także protestować przeciwko likwidacji małych szkół. Będziemy.
K.B.: Postulaty związane z sytuacją kobiet sprawiają, że nagle trzy kompletnie różne związki maszerują w jednej demonstracji. Ale też ją współtworzą, pomagają przy organizacji. Więc jednak przyszłość zależy od kobiecej kooperacji.
A gdy władza nie reaguje, co robić?
K.B.: Zamiast zmieniać elementy systemu, zmienić cały system. Trzeba zacząć od rewolucji świadomości, od zmiany sposobu myślenia. Jeśli przez ostatnie 20 lat jesteśmy szkoleni do myślenia w kategoriach wydajności, to okazuje się, że dla naszych postulatów nie ma żadnego teoretycznego i praktycznego uzasadnienia. No bo jak uzasadnić to, że emerytki czy emeryci mają nie zdychać z głodu. Oni nie będą bardziej wydajni, jeśli dostaną wyższą emeryturę. Dzieci po przeszczepie serca też nie będą bardziej wydajne. Te wszystkie okrutne procedury i praktyki - jak wyrzucanie ludzi na outsourcing, zatrudnianie 8 osób zamiast 15 do tej samej pracy, poniżanie pracowniczek w supermarketach - po prostu się pracodawcy i całemu systemowi opłacają. Więc my nawet nie możemy powiedzieć, że to jest złe, i użyć tego samego dyskursu co wszyscy teraz, że jeżeli zapanuje większa równość między mężczyznami i kobietami, to powstaną bardziej zróżnicowane zespoły, które będą bardziej wydajne. Lepiej opłacani pracownicy też będą bardziej wydajni i wszystko będzie bardziej wydajne. A właśnie nie. Bo bardziej wydajni są ludzie, którym zagraża widmo masowych zwolnień. My postulujemy, żeby odrzucić myślenie w kategoriach wydajności. Człowiek nie jest maszyną, z której system ma czerpać zyski. To system ma służyć człowiekowi, wszystkim ludziom, żeby im się żyło godnie. Niektórzy mówią, że to nie są stricte feministyczne tematy. Ale skoro ten ustrój ekonomiczny wykańcza kobiety, to jest temat dla nas. Zresztą Manifa jest w awangardzie, bierze się za problemy, które innych odstraszają. Zwłaszcza tych, którzy boją się pogłębionej, szerszej krytyki.
Manifę od początku organizuje Porozumienie Kobiet 8 Marca. Co to za instytucja?
K.B.: To taki wampir, który pożera masę czasu i energii i powoduje, że na miesiąc przed Manifą zaczynają narastać w domu brudne naczynia, niewyniesione śmieci. Człowiek trochę zawala obowiązki zawodowe. Porozumienie to lista organizacyjna w internecie. Ale tak naprawdę Manifę organizuje się na zebraniach. Udało nam się przy dużych rotacjach utrzymać coraz sprawniej działającą grupę. Manifa i wydarzenia okołomanifowe się rozrastają. Poszerzamy współpracę z innymi organizacjami. Trzeba opłacić kolejne platformy, mocniejsze nagłośnienie, zaprojektować i rozkleić plakaty, stworzyć "Gazetkę Manifową", rozkolportować. Śmiejemy się, że jesteśmy jedyną gazetą, która przerzuca kolportaż na barki swoich publicystek. To wszystko wymaga coraz większej liczby osób. Trzeba też więcej zarobić, a zarabiamy same, np. na imprezach benefitowych. Nie chcemy sponsorów, nie chcemy pieniędzy od partii politycznych ani firm sprzedających kosmetyki...
A były takie oferty?
K.B.: Zdarzały się. Ale uważamy, że jeżeli będziemy się same finansować, to zachowamy niezależność, a na tym nam najbardziej zależy. I to się daje ogarnąć, chociaż rąk do pracy jest zawsze za mało. Ekipa organizująca Manifę ciągle się zmienia, co roku dochodzą nowe młode osoby, które przejmują kolejną część obowiązków. Już nie tylko studentki z pierwszego roku, ale też młodzież ze stowarzyszenia Wolność - Równość - Solidarność. Także uczniowie i uczennice Wielokulturowego Liceum im. Jacka Kuronia, którzy plakatują, chodzą po mieście, rozdają "Gazetkę". Opowiadają, że schodzi błyskawicznie, że starsze panie zaczynają czytać na ulicy, a potem wracają, żeby podziękować, że nareszcie coś o nich. Ci uczniowie są niesamowici. Mnie bardzo cieszy, że grono osób świadomych jest coraz młodsze. To daje nadzieję na przyszłość.
Na Manifie od lat jeździ platforma dziecięca...
K.B.: Jak zaczynałyśmy w 1999 r. w sześć osób organizować Manify, żadna z nas nie miała dzieci. I o pewnych rzeczach w ogóle nie myślałyśmy. Wiadomo było, że raczej matki nie zabierają dzieci na Manifę, zresztą wtedy kontrdemonstracje Młodzieży Wszechpolskiej były większe i czasami to wyglądało groźnie. Gdy dołączyli górnicy, te manifestacje się jakoś skończyły. Ale dopiero trzeba było, żeby Sylwia Chutnik urodziła Brunona i zrozumiała, że w pewnym sensie zostaje wykluczona z Manify. Że nie za bardzo ma jak przyjść z dzieckiem, które jest za małe i właściwie gdzie są matki? Sylwia, zamiast się obrażać, stworzyła KidsBlock i od 2004 r. jest specjalna platforma dla dzieci, matek i tatusiów, więc zapraszamy! Platforma jest bezpieczna wbrew temu, co mówi policja, że na zakręcie dzieci powypadają. Nie powypadają, gdyż ona jest obudowana. Może za 20 lat albo wcześniej będziesz przeprowadzała wywiad z osobą, która powie ci: "Pierwszą Manifę spędziłam w pieluchach na platformie KidsBloku". Wtedy będzie też już platforma dla nas, staruszek.
-
Coś o feministkach :)
three-gun-max
04.03.11, 14:43
Wraca Ewa z zebrania feministek w bojowym nastroju. Mąż otwiera drzwi.- Koniec z męskimi rządami, chamie pier.....y! - krzyczy od progu. -To ja jestem głową tego domu. Od tej pory będzie, »
-
te dwie panie ze zdjecia mieszaja
protomek77
05.03.11, 18:02
moja tresc zoladkowa :D:D obzydliwosc :D»
-
nareszcie nasze feministki wziely sie za polityke
moon.river3
05.03.11, 18:05
i ekonomie. To jest podstawa dzialania. Nie ma spraw czysto kobiecych, wszystkie sprawy sa ludzkie. Trzeba obalic neoliberalny mafiokapitalizm, zeby cos sie poprawilo. A do tego potrzebna »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


