Obrońcy praw lokatorów przerwali sesję Rady Warszawy

Jan Fusiecki
17.03.2011 aktualizacja: 2011-03-17 21:55
A A A Drukuj
Rada Warszawy Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Z przepasanymi kirem zdjęciami tragicznie zmarłej koleżanki Jolanty Brzeskiej, uzbrojeni w syrenę, szczekaczkę i gwizdki wtargnęli na salę obrad i zdumionym radnym oświadczyli, że przejmują władzę.
Działacze obrony prawa lokatorów często demonstrują na sesjach Rady Warszawy. Jednak ich czwartkowy protest był tak gwałtowny, że interweniowała straż miejska.

Aktywistów Komitetu Obrony Lokatorów i Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów poruszyła tragiczna śmierć ich koleżanki Jolanty Brzeskiej, lokatorki z dużym długiem, która spodziewała się eksmisji. Jak pisaliśmy w ub. tygodniu, w Lesie Kabackim odnaleziono jej spalone zwłoki. Okoliczności śmierci są na razie niejasne. Działacze obrony praw lokatorów nie wierzą, w samobójstwo. W ich opinii za tragedią kryją się "oni", czyli ci, którzy gnębią zadłużonych i eksmitowanych lub są obojętni na ich krzywdę.

- Kto jest winien tej śmierci? Kto będzie następny? - te hasła obrońcy praw lokatorów wypisali na transparentach. Większość 30-osobowej grupy trzymała w ręku fotografię Jolanty Brzeskiej.

Nie mogąc doczekać się rozpoczęcia obrad, niespodziewanie wkroczyli na środek sali. Uruchomili syrenę, gwizdali. - Nieroby, nic dla lokatorów nie robicie. Wszystkich nas nie spalicie - krzyczeli pod adresem radnych.

- Teraz my przejmujemy władzę - wykrzykiwał po kolei radnym prosto w twarz Jakub Gawlikowski z KOL. Spokojniejsi mówili, że żądają okrągłego stołu w sprawach dotyczących ich problemów.

Andrzej Jakubiak, wiceprezydent Warszawy, zapewniał, że systematycznie spotyka się z reprezentantami środowisk lokatorów.

Gdy wydawało się, że emocje opadły, jeden z protestujących zaczął krzyczeć przez szczekaczkę. Wtedy straż miejska dostała polecenia usunięcia go z sali. Po krótkiej przepychance działacze dali za wygraną i wyszli z sali obrad.

PiS rozlicza ratusz za znicze

Kolejna smoleńska ofensywa PiS. Podczas sesji Rady Warszawy radni tej partii zaatakowali ratusz za uprzątnięcie zniczy spod Pałacu Prezydenckiego. Straż miejską porównali do ZOMO, które niszczyło krzyże z kwiatów w stanie wojennym.

Radni PiS przystąpili do ataku jeszcze przed uchwaleniem porządku obrad wczorajszej Rady Warszawy. Chcieli, by obsługa rady wyświetliła film pt. "Rozkaz: zgasić pamięć", nakręcony 10 marca pod Pałacem Prezydenckim. Gdy przewodnicząca rady Ewa Malinowska-Grupińska (PO) nie dała na to zgody, klub PiS poprosił o przerwę i wyświetlił film przy wejściu do sali obrad.

Na filmie widać, jak strażnicy miejscy zbierają do worków znicze zapalone pod Pałacem w miesięcznicę katastrofy smoleńskiej.

- To barbarzyństwo. Rozumiem sprzątanie wypalonych zniczy, ale strażnicy zbierali te jeszcze się palące - mówił Maciej Wąsik, lider PiS w Radzie Warszawy. - Chciałbym wiedzieć, kto jest odpowiedzialny za tę niefrasobliwość lub nadgorliwość staży miejskiej.

Potem pokusił się o porównanie, którym pozostałe kluby poczuły się obrażone. - Straż miejska zachowała się tak jak Milicja Obywatelska w stanie wojennym - mówił, przypominając akcje niszczenia krzyży układanych wtedy ze zniczy i kwiatów na Krakowskim Przedmieściu i nocne rozbieranie krzyża katyńskiego na Powązkach.

PiS zażądał, aby prezydent Warszawy oficjalnie wytłumaczyła się z "barbarzyńskiego zamachu na wolność", którym w opinii PiS było uprzątnięcie zniczy.

To rozdrażniło radnych PO i SLD. - Znicze pali się w miejscu tragedii, a nie przed Pałacem Prezydenckim. Nie róbcie z tragedii smoleńskiej szopki - apelowała Ligia Krajewska (PO), wiceszefowa Rady Warszawy. - Macie pomnik ofiar katastrofy na Powązkach Wojskowych. Lecha Kaczyńskiego pochowanego na Wawelu. Czego jeszcze chcecie? Santo subito?

Andrzej Golimont (SLD) przypomniał, że politycy PiS mają jeszcze jedno miejsce, w którym mogą palić znicze - symboliczny grób Lecha Kaczyńskiego na Starych Powązkach. - Przez wasze działania pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej stała się groteską - mówił Golimont.

Kluby PO i SLD zablokowały inicjatywę PiS i ratusz nie musiał się tłumaczyć z zachowania straży miejskiej pod Pałacem. PiS nie dawał za wygraną. - Z tego, co tu się stało, wynika, że stawianie zniczy pod Pałacem to przestępstwo. Nonsens: po obradach pójdziemy tam, aby zapalić znicze - mówili.

Warszawa wychodzi ze związku

Warszawa występuje ze Związku Miast Nadwiślańskich - zdecydowała wczoraj Rada Warszawy. Należała do niego od 1997 r. - Za dużo nas to członkostwo kosztowało. Efekty są nieproporcjonalnie małe do tych nakładów - tłumaczył radnym Jarosław Jóźwiak, wiceszef gabinetu Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Zauważył, że uczestnictwo w związku oznacza obowiązek płacenia rocznej składki w wysokości 10 gr od jednego mieszkańca. Warszawa była więc największym donatorem. A pieniądze związku szły głównie delegacje i imprezy w niewielkich miejscowościach położonych wzdłuż Wisły.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy