Bezdomni zamiast Polonusów w domu nad Wisłą
25.03.2011
aktualizacja: 2011-03-24 21:14
Mało kto zapamiętał przedwojenny Dom Polaków z Zagranicy. Otwarty w pierwszych dnia sierpnia 1939 r. został zniszczony już kilka tygodni później - pisze Jerzy S. Majewski w cyklu Warszawa nieodbudowana
ZOBACZ TAKŻE
- Ponura szkoła noblistki przy Krakowskim Przedmieściu (01-04-11, 15:00)
- Historia kamienicy w sercu przedwojennej Pragi (18-03-11, 15:00)
- Skarb z Powiśla ukryty pod fabrycznym magazynem (11-03-11, 14:00)
- Warszawskie zagłębie prasy brukowej przy Nowym Świecie (04-03-11, 14:00)
- Nowogrodzka 26: Dom Kobiet i pierwsza lecznica dla pań (25-02-11, 13:00)
- Diamentowa Warszawa jubilera Rutsteina (18-02-11, 13:00)
- Los warszawskiej rodziny: od medalików do luksusowych aut (11-02-11, 14:00)
Kompleks złożony z dwóch równolegle stojących budynków wznosił się pomiędzy Rybakami a Wybrzeżem Gdańskim, u stóp widocznego na skarpie kościoła i klasztoru Sakramentek. Dziś w tym miejscu znajduje się szykowana właśnie do otwarcia fontanna w parku przy Wisłostradzie.
- Przez całą okupację stał tu żelbetowy szkielet budynku. Inwestycji nie dokończono. Gnieździli się tam nawet ludzie - opowiadał mi przed kilkoma laty pan Jacek Domaradzki, który z rodzicami mieszkał w pobliżu w domu na Rybakach 27. Był dotąd jedyną osobą, która w rozmowach ze mną przypominała sobie gmach sprzed wojny. A jednak pamięć go zawiodła. Budynek zdołano otworzyć. Działał niespełna miesiąc.
W zbiorach Archiwum Dokumentacji Mechanicznej ocalały fotografie z uroczystości poświęcenia domu. Widzimy na nich księdza prałata Zborowskiego. Na jednym ze zdjęć wdrapuje się po drabinie i zawiesza niewielki krzyżyk na kamiennej ścianie wnętrza. Zdarzenie miało miejsce 4 sierpnia podczas inauguracji obrad VI nadzwyczajnej sesji rady naczelnej "Światopolu", czyli Światowego Związku Polaków z Zagranicy utworzonego w 1934 r.
Nauka jazdy
"Ulica Rybaki była zabudowana nędznymi domami, drewnianymi szopami i stajniami. Mieszkała tu głównie uboga ludność polska - piaskarze, rybacy, tragarze, woźnice, ludzie związani pracą z Wisłą" - pisał Henryk Chmielewski (Papcio Chmiel) w książce "Urodziłem się w Barbakanie". Tą ulica z Mostowej szedł często na Zakątną, do szkoły powszechnej, która znajdowała się tuż obok Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych.
O kompleksie Domu Polaków nie wspomina. Przybliżając jednak czasy nieco wcześniejsze, pisze o welodromie, który znajdował się na Rybakach. Czyżby znajdował się on w miejscu przyszłej siedziby organizacji polonijnych? "Można tu było jeździć na wynajętym rowerze. Pół godziny jazdy kosztowało dychę (10 gr)" - zapamiętał Papcio Chmiel.
Właśnie tam, przesiadając się co roku na coraz większy rower, nauczył się jeździć. Dopiero gdy miał 13 lat, ojciec postanowił kupić mu rower na własność. Zupełnie jak dziś, żeby było taniej, rozglądali się za częściami, z których został złożony. "W podwórkach przy ul. Nalewki mieściły się przeróżne hurtownie i magazyny. Znalazłem tu wszystko, co mi było potrzebne. Wybrałem ramę firmy Zawadzki. Siodełko półwyścigowe Brooksa, koła o drewnianych obręczach, opony półbalonówki, żeby dało się jeździć po kocich łbach i piachu, i kierownicę półwyścigową z ręcznymi hamulcami. Jedynie przerzutki ojciec mi nie kupił. Bo za drogo kosztowała. Za wszystkie części zapłaciliśmy 110 zł, czyli jedną trzecią pensji ojca" - wspomina Henryk Chmielewski.
Pierwszą jazdę odbył z Warszawy do Modlina. To 60 km w obydwie strony najlepszą, bo wyasfaltowaną, podwarszawską szosą. Zaczynała się na reprezentacyjnym Wybrzeżu Gdańskim u stóp Starówki. Jezdnia była gładka jak stół i przed 1939 r. namiętnie fotografowano ją jako jedno z najbardziej nowoczesnych miejsc w stolicy. Po obu stronach jezdni stanęły latarnie na betonowych słupach - w tamtych czasach nowinka techniczna.
Z widokiem na kopułę
To właśnie w stronę Wybrzeża Gdańskiego była zwrócona główna brama kompleksu Domu Polaków z Zagranicy im. Marszałka Piłsudskiego. Budynki zaprojektowali architekci Jan Galinowski i Jerzy Romański. Dwa dwupiętrowe pawilony pomyślano tu w taki sposób, by uwolnić od zabudowy środek działki i odsłonić widok od strony Wisły na skarpę. Dziedziniec pomiędzy budynkami tworzył coś w rodzaju prywatnej ulicy. Od Wybrzeża Gdańskiego zamykał go efektowny widok na wyrastającą ponad zieloną skarpą kopułę kościoła Sakramentek przy Rynku Nowego Miasta i fasadę nieodbudowanego już po wojnie pałacu Kotowskich.
Plany otwarcia widoku na skarpę i budowa Domu Polaków były zapowiedzią kierunku planowanych zmian. Architekt i konserwator Jan Zachwatowicz wsławiony już jako autor odsłonięcia fragmentu murów obronnych Starej Warszawy zapowiadał rozpoczęcie prac projektowych nad rozluźnieniem zabudowy tej części nabrzeży Wisły. "Teoretycznie najlepszym rozwiązaniem byłoby potraktowanie całego Powiśla jako terenu parkowego. Zabudowania mogłyby znaleźć się jedynie przy ul. Rybaki, co odpowiadałoby ściśle historycznej stronie zagadnienia. Wisła bowiem jeszcze w XVIII w. podchodziła znacznie bliżej do zbocza staromiejskiego, tak że u podnóża na brzegu mieściła się zaledwie mała osada rybacka. Jeżeli urządzenie tak wielkiego parku nad Wisłą jest niemożliwe, należy bezwzględnie rozluźnić zabudowę" - przekonywał.
Zjazdu nie było
Pawilony miały żelbetowy szkielet konstrukcyjny wypełniony ceglanymi ścianami. Na zachowanych fotografiach widzimy obydwa budynki o niewykończonych jeszcze surowych elewacjach z cegły. Być może tak właśnie wyglądał budynek w sierpniu 1939 r. W środku był już gotowy, ale na zewnątrz wciąż trwały prace wykończeniowe. W każdym razie miał być licowany kamieniem lub wyprawiony szlachetnymi tynkami mineralnymi i opięty rytmem lizen. Te płaskie pionowe występy w murze nadawały budowli klasycyzującej powagę tak charakterystyczną dla gmachów państwowych drugiej polowy lat 30.
W reprezentacyjnych wnętrzach architekci wyeksponowali słupy konstrukcyjne. Strop obszernej sali konferencyjnej dźwigała żelbetowa kratownica stylizowana na ogromne kasetony. Z kolei na zachowanych wizualizacjach wnętrz szczególnie efektowne wygląda "zawieszona w powietrzu" żelbetowa klatka schodowa przylegająca do szklanej ściany.
Jak pisali Dorota Mycielska i Jarosław M. Zawadzki w albumie "Druga Rzeczpospolita wobec Polonii", w jednym z budynków przewidziano biura Światowego Związku Polaków z Zagranicy, Funduszu Szkolnictwa Polskiego za Granicą, Instytutu Badań Narodowościowych i Związku Pisarzy i Publicystów Emigracyjnych, reprezentacyjny hol i dużą salę konferencyjną. W drugim z budynków pomieszczono internat dla stypendystów kursów "Wiedzy o Polsce", schroniska dla wycieczek Polaków z zagranicy na 150 miejsc i kilkanaście pokoi hotelowych.
Budowę zaczęto w 1938 r. Poświęcenie kamienia węgielnego miało miejsce w czerwcu 1938 r. Dokonał go sufragan warszawski biskup Stanisław Gall w obecności prezesa "Światpolu" Władysława Raczkiewicza i ówczesnego premiera Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego. Trzeba się było śpieszyć, bo zaledwie kilkanaście miesięcy później planowano urządzenie w Warszawie III Zajazdu Polaków z Zagranicy - imprezę o wielkiej skali. Równolegle do uroczystości w stolicy w Krakowie miał się odbyć wielki zlot polonijnej młodzieży i Igrzyska Sportowe Polaków z Zagranicy, na które zgłosiło się 500 sportowców.
Nic z tego nie wyszło. W maju 1939 r. sytuacja międzynarodowa stała się na tyle poważna, że zjazd został odroczony. Powoływano się na trudności paszportowe, dewizowe i polityczne. Przed wybuchem wojny zdołano jednak otworzyć budynek przy Rybakach. Wkrótce miało się okazać, że nie na długo. Niemieckie pociski spowodowały znaczne uszkodzenia gmachu. W czasie okupacji centrale organizacji polonijnych w kraju zostały zamknięte. Zdewastowane budynki nie pozostały jednak puste. Zajęli je uchodźcy i bezdomni, którzy aż do Powstania Warszawskiego koczowali tu w prymitywnych warunkach.
- Budynek przypominał nieco oglądane dziś w telewizji obozy dla uchodźców. Byle jak załatane mury i dym piecyków zwanych kozami unoszący się zimą ponad wszystkim. Ludzie ogrzewali byle jak sklecone pokoje mieszkalne - opowiadała mi pani Hanna mieszkająca w czasach okupacji na Nowym Mieście. - Szczegółów nie pamiętam, ale obraz tych dymów został mi w pamięci. Czasem zimą bracia zabierali mnie na sanki i zjeżdżaliśmy niedaleko tych budynków, poniżej kościoła NMP na Nowym Mieście.
Konstrukcja niedoszłej siedziby Polonusów przetrwała Powstanie Warszawskie. Dotrwała aż do lat 60., kiedy to ostatecznie ją rozebrano.
- Przez całą okupację stał tu żelbetowy szkielet budynku. Inwestycji nie dokończono. Gnieździli się tam nawet ludzie - opowiadał mi przed kilkoma laty pan Jacek Domaradzki, który z rodzicami mieszkał w pobliżu w domu na Rybakach 27. Był dotąd jedyną osobą, która w rozmowach ze mną przypominała sobie gmach sprzed wojny. A jednak pamięć go zawiodła. Budynek zdołano otworzyć. Działał niespełna miesiąc.
W zbiorach Archiwum Dokumentacji Mechanicznej ocalały fotografie z uroczystości poświęcenia domu. Widzimy na nich księdza prałata Zborowskiego. Na jednym ze zdjęć wdrapuje się po drabinie i zawiesza niewielki krzyżyk na kamiennej ścianie wnętrza. Zdarzenie miało miejsce 4 sierpnia podczas inauguracji obrad VI nadzwyczajnej sesji rady naczelnej "Światopolu", czyli Światowego Związku Polaków z Zagranicy utworzonego w 1934 r.
Nauka jazdy
"Ulica Rybaki była zabudowana nędznymi domami, drewnianymi szopami i stajniami. Mieszkała tu głównie uboga ludność polska - piaskarze, rybacy, tragarze, woźnice, ludzie związani pracą z Wisłą" - pisał Henryk Chmielewski (Papcio Chmiel) w książce "Urodziłem się w Barbakanie". Tą ulica z Mostowej szedł często na Zakątną, do szkoły powszechnej, która znajdowała się tuż obok Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych.
O kompleksie Domu Polaków nie wspomina. Przybliżając jednak czasy nieco wcześniejsze, pisze o welodromie, który znajdował się na Rybakach. Czyżby znajdował się on w miejscu przyszłej siedziby organizacji polonijnych? "Można tu było jeździć na wynajętym rowerze. Pół godziny jazdy kosztowało dychę (10 gr)" - zapamiętał Papcio Chmiel.
Właśnie tam, przesiadając się co roku na coraz większy rower, nauczył się jeździć. Dopiero gdy miał 13 lat, ojciec postanowił kupić mu rower na własność. Zupełnie jak dziś, żeby było taniej, rozglądali się za częściami, z których został złożony. "W podwórkach przy ul. Nalewki mieściły się przeróżne hurtownie i magazyny. Znalazłem tu wszystko, co mi było potrzebne. Wybrałem ramę firmy Zawadzki. Siodełko półwyścigowe Brooksa, koła o drewnianych obręczach, opony półbalonówki, żeby dało się jeździć po kocich łbach i piachu, i kierownicę półwyścigową z ręcznymi hamulcami. Jedynie przerzutki ojciec mi nie kupił. Bo za drogo kosztowała. Za wszystkie części zapłaciliśmy 110 zł, czyli jedną trzecią pensji ojca" - wspomina Henryk Chmielewski.
Pierwszą jazdę odbył z Warszawy do Modlina. To 60 km w obydwie strony najlepszą, bo wyasfaltowaną, podwarszawską szosą. Zaczynała się na reprezentacyjnym Wybrzeżu Gdańskim u stóp Starówki. Jezdnia była gładka jak stół i przed 1939 r. namiętnie fotografowano ją jako jedno z najbardziej nowoczesnych miejsc w stolicy. Po obu stronach jezdni stanęły latarnie na betonowych słupach - w tamtych czasach nowinka techniczna.
Z widokiem na kopułę
To właśnie w stronę Wybrzeża Gdańskiego była zwrócona główna brama kompleksu Domu Polaków z Zagranicy im. Marszałka Piłsudskiego. Budynki zaprojektowali architekci Jan Galinowski i Jerzy Romański. Dwa dwupiętrowe pawilony pomyślano tu w taki sposób, by uwolnić od zabudowy środek działki i odsłonić widok od strony Wisły na skarpę. Dziedziniec pomiędzy budynkami tworzył coś w rodzaju prywatnej ulicy. Od Wybrzeża Gdańskiego zamykał go efektowny widok na wyrastającą ponad zieloną skarpą kopułę kościoła Sakramentek przy Rynku Nowego Miasta i fasadę nieodbudowanego już po wojnie pałacu Kotowskich.
Plany otwarcia widoku na skarpę i budowa Domu Polaków były zapowiedzią kierunku planowanych zmian. Architekt i konserwator Jan Zachwatowicz wsławiony już jako autor odsłonięcia fragmentu murów obronnych Starej Warszawy zapowiadał rozpoczęcie prac projektowych nad rozluźnieniem zabudowy tej części nabrzeży Wisły. "Teoretycznie najlepszym rozwiązaniem byłoby potraktowanie całego Powiśla jako terenu parkowego. Zabudowania mogłyby znaleźć się jedynie przy ul. Rybaki, co odpowiadałoby ściśle historycznej stronie zagadnienia. Wisła bowiem jeszcze w XVIII w. podchodziła znacznie bliżej do zbocza staromiejskiego, tak że u podnóża na brzegu mieściła się zaledwie mała osada rybacka. Jeżeli urządzenie tak wielkiego parku nad Wisłą jest niemożliwe, należy bezwzględnie rozluźnić zabudowę" - przekonywał.
Zjazdu nie było
Pawilony miały żelbetowy szkielet konstrukcyjny wypełniony ceglanymi ścianami. Na zachowanych fotografiach widzimy obydwa budynki o niewykończonych jeszcze surowych elewacjach z cegły. Być może tak właśnie wyglądał budynek w sierpniu 1939 r. W środku był już gotowy, ale na zewnątrz wciąż trwały prace wykończeniowe. W każdym razie miał być licowany kamieniem lub wyprawiony szlachetnymi tynkami mineralnymi i opięty rytmem lizen. Te płaskie pionowe występy w murze nadawały budowli klasycyzującej powagę tak charakterystyczną dla gmachów państwowych drugiej polowy lat 30.
W reprezentacyjnych wnętrzach architekci wyeksponowali słupy konstrukcyjne. Strop obszernej sali konferencyjnej dźwigała żelbetowa kratownica stylizowana na ogromne kasetony. Z kolei na zachowanych wizualizacjach wnętrz szczególnie efektowne wygląda "zawieszona w powietrzu" żelbetowa klatka schodowa przylegająca do szklanej ściany.
Jak pisali Dorota Mycielska i Jarosław M. Zawadzki w albumie "Druga Rzeczpospolita wobec Polonii", w jednym z budynków przewidziano biura Światowego Związku Polaków z Zagranicy, Funduszu Szkolnictwa Polskiego za Granicą, Instytutu Badań Narodowościowych i Związku Pisarzy i Publicystów Emigracyjnych, reprezentacyjny hol i dużą salę konferencyjną. W drugim z budynków pomieszczono internat dla stypendystów kursów "Wiedzy o Polsce", schroniska dla wycieczek Polaków z zagranicy na 150 miejsc i kilkanaście pokoi hotelowych.
Budowę zaczęto w 1938 r. Poświęcenie kamienia węgielnego miało miejsce w czerwcu 1938 r. Dokonał go sufragan warszawski biskup Stanisław Gall w obecności prezesa "Światpolu" Władysława Raczkiewicza i ówczesnego premiera Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego. Trzeba się było śpieszyć, bo zaledwie kilkanaście miesięcy później planowano urządzenie w Warszawie III Zajazdu Polaków z Zagranicy - imprezę o wielkiej skali. Równolegle do uroczystości w stolicy w Krakowie miał się odbyć wielki zlot polonijnej młodzieży i Igrzyska Sportowe Polaków z Zagranicy, na które zgłosiło się 500 sportowców.
Nic z tego nie wyszło. W maju 1939 r. sytuacja międzynarodowa stała się na tyle poważna, że zjazd został odroczony. Powoływano się na trudności paszportowe, dewizowe i polityczne. Przed wybuchem wojny zdołano jednak otworzyć budynek przy Rybakach. Wkrótce miało się okazać, że nie na długo. Niemieckie pociski spowodowały znaczne uszkodzenia gmachu. W czasie okupacji centrale organizacji polonijnych w kraju zostały zamknięte. Zdewastowane budynki nie pozostały jednak puste. Zajęli je uchodźcy i bezdomni, którzy aż do Powstania Warszawskiego koczowali tu w prymitywnych warunkach.
- Budynek przypominał nieco oglądane dziś w telewizji obozy dla uchodźców. Byle jak załatane mury i dym piecyków zwanych kozami unoszący się zimą ponad wszystkim. Ludzie ogrzewali byle jak sklecone pokoje mieszkalne - opowiadała mi pani Hanna mieszkająca w czasach okupacji na Nowym Mieście. - Szczegółów nie pamiętam, ale obraz tych dymów został mi w pamięci. Czasem zimą bracia zabierali mnie na sanki i zjeżdżaliśmy niedaleko tych budynków, poniżej kościoła NMP na Nowym Mieście.
Konstrukcja niedoszłej siedziby Polonusów przetrwała Powstanie Warszawskie. Dotrwała aż do lat 60., kiedy to ostatecznie ją rozebrano.
-
Bezdomni zamiast Polonusów w domu nad Wisłą
rosomak666
25.03.11, 14:37
No i na co zdało się to święcenie?»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]






