Sikh przed sądem. Czy bramka zapiszczała?

Piotr Machajski
28.03.2011 aktualizacja: 2011-03-27 21:38
A A A Drukuj
Shaminder Puri podczas pierwszego dnia procesu Fot. Sławomir Kamiński / Agencja
Kolejna wizyta sikha na warszawskim lotnisku zakończy się przed sądem. Strażnik, który zażądał od Shamindera Puriego zdjęcia turbanu, twierdzi, że został znieważony
Shaminder Puri (Brytyjczyk hinduskiego pochodzenia, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego) od prawie dwóch lat jest w konflikcie ze strażnikami granicznymi z lotniska na Okęciu. Oni domagają się od niego zdejmowania turbanu, on się na to nie zgadza, tłumacząc, że dla praktykującego sikha bezpodstawne domaganie się zdjęcia tego nakrycia głowy to zniewaga. - Mogę zdjąć turban, jeśli zapiszczy bramka - tłumaczy. A jeśli nie piszczy, to oczekuje, że strażnicy dadzą mu spokój.

Straż graniczna obstaje przy swoim, twierdząc, że priorytetem jest dla niej bezpieczeństwo pasażerów. A w turbanie można np. coś ukryć. Stąd kontrole. Jednak od czasu kiedy o Purim zrobiło się w Polsce, funkcjonariusze jakby trochę mu odpuścili. Kilka razy udało mu się odlecieć z Okęcia bez zdejmowania turbanu.

Aż do poprzedniej niedzieli. 20 marca Shaminder Puri leciał z Warszawy (z przesiadką we Frankfurcie) do Ammanu, stolicy Jordanii. Przeszedł jak zwykle przez bramkę, a potem strażnik poprosił go do pokoju, w którym dokonuje się kontroli osobistej. Tam znów musiał zdjąć turban.

- To był ten sam strażnik, który kontrolował mnie już trzykrotnie. Zresztą potwierdził, że mnie pamięta - relacjonuje sikh. - Poprosiłem, aby skontrolował mnie manualnie, ale odmówił. Powiedział, że muszę zdjąć turban. Nie mogłem zrezygnować z tego lotu, więc zrobiłem to, co kazał - dodaje rozgoryczony.

Kilka dni wcześniej Shaminder Puri był z wizytą u dyrektora departamentu Azji i Pacyfiku w MSZ. - Pan dyrektor powiedział, że straż graniczna jest gotowa do rozmów. "Dlaczego nie rozmawiacie?" - zapytał. Jak mamy rozmawiać, skoro nic się nie zmienia w ich zachowaniu?

Shaminder Puri twierdzi, że bramka nie piszczała. Straż graniczna zaprzecza.

- Przejście pana Puriego przez bramkę wzbudziło sygnał alarmowy - zapewnia chor. Joanna Rokicka z Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. - Mam przed sobą notatkę, w której jest to wyraźnie odnotowane. I to był bezpośredni powód zaproszenia do kontroli osobistej. Nasi funkcjonariusze są bardzo wyczuleni na kwestie związane z poszanowaniem przekonań religijnych. Podchodzimy do tych spraw bardzo delikatnie - podkreśla.

Co więcej, zdaniem strażników Shaminder Puri zachowywał się bardzo niegrzecznie, stracił nad sobą panowanie i powiedział kilka słów za dużo. W kwietniu ma się stawić na przesłuchanie i niewykluczone, że usłyszy zarzut znieważenia funkcjonariusza publicznego.

Gdyby tak się stało, byłby to już trzecie proces, w którym Puri spotkałby się na sali sądowej ze strażnikami. W sądzie okręgowym dobiega właśnie końca sprawa, w której sikh domaga się przeprosin i 30 tys. na cel społeczny od komendanta głównego SG za naruszenie jego dóbr osobistych. Inna sprawa czeka na rozpoznanie w sądzie rejonowym. SG chce ukarać Puriego grzywną za utrudnianie kontroli na lotnisku, ale sąd uznał, że przepis, na który powołują się strażnicy, może być niezgodny z konstytucją. Sprawa odbędzie się dopiero, kiedy ów przepis oceni Trybunał Konstytucyjny.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy