Lecieliśmy Eurocopterem! Już może latać w nocy

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
31.03.2011 aktualizacja: 2011-03-31 08:35
A A A Drukuj
Eurocopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
  • Ratowniczy śmigłowiec startuje z bazy przy Księżycowej. Na poderwanie się z ziemi ma cztery minuty od wezwania
  • Eurocopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego
Od piątku śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego będą wreszcie latać także w nocy, do godz. 23. Aby znaleźć miejsce, skąd trzeba odebrać chorego, pilot wypatruje niebieskich kogutów wozu strażackiego
Warszawskie LPR jest pierwszym w Polsce, które po chorego będzie latać także wtedy, gdy zapadną ciemności. Do tej pory dyspozytor pogotowia mógł wezwać śmigłowiec od świtu do zachodu słońca. Zimą po godz. 15 było to już więc niemożliwe.

Nocnych akcji ratunkowych nie prowadzono w Polsce od lat, bo nie było sprzętu. 30-letnie śmigłowce Mi-2 do tego się nie nadawały. Teraz pogotowie ma nowoczesne śmigłowce Eurocopter EC135. Jednak maszyny to za mało. Aby chorego z wypadku lub z zawałem przetransportować w nocy, trzeba było wyszkolić pilotów. Każdy z nich musiał wylatać minimum 25 godzin w ciemnościach. Szkolili się także na symulatorze. Trzeba było również wyznaczyć i opisać 70 miejsc na Mazowszu, w których śmigłowiec może lądować o każdej porze. W nocy maszyny będą odbierać chorego właśnie z takich miejsc jak boisko w Żyrardowie.

Wybraliśmy się na szkolenie z załogą śmigłowca LPR do Żyrardowa. Tu odbywało się szkolenie strażaków, którzy mają przygotować teren do lądowania i go oświetlać. Śmigłowiec pilotuje Robert Woźniak, towarzyszy mu ratownik medyczny Jakub Pawlak. W kabinie jest defibrylator z kardiomonitorem. Choremu przykleja się do skóry elektrody - gdy dojdzie do migotania komór serca w trakcie lotu, wystarczy nacisnąć jeden przycisk i urządzenie „strzela” prądem w mięsień sercowy. W ciasnym wnętrzu udało się też zmieścić nosze, respirator, butle z tlenem, sprzęt do intubacji, szafkę z podgrzewanymi płynami, półkę na leki. Oświetlenie jest takie jak w sali operacyjnej, by skóra chorego miała naturalny wygląd. Gdy robi się blady lub siny, to znak dla załogi, że dzieje się coś złego. Wszystkie sprzęty zostały zważone. Przy starcie śmigłowiec nie może ważyć więcej niż 2910 kg.

Z lotniska w Babicach do Żyrardowa dolecieliśmy w niecałe 15 minut. Tam czekało na nas ok. 30 strażaków. Widać było mrugającego niebieskiego koguta w jednym z rogów lądowiska. W trzech pozostałych stali strażacy z latarkami - dzięki temu pilot widzi pole, na którym ma posadzić maszynę. To oni też pokazują pilotowi, czy i gdzie może lądować. Jakub Pawlak: - Musimy mieć stałą łączność ze strażakami. Powinni informować o wszystkich niebezpieczeństwach: kominach, nieoświetlonych masztach czy liniach energetycznych, bo w nocy tego nie widzimy. Sprawdzają też, czy na lądowisku nie ma butelek, drutów, gałęzi i plastikowych toreb. Takie przedmioty mogą być zassane przez wirnik w ogonie śmigłowca i go uszkodzić.

Gdy wracamy do Warszawy, siedzę z przodu obok pilota. Wysokość 1400 stóp. - O, tu widać, ile mamy paliwa - pilot wskazuje mały ekran. - W głównym baku jest 216 litrów, w dodatkowych kolejna setka.

Paliwa szybko ubywa. Maszyna spala około czterech litrów na minutę.

- Przed nami lotnisko w Babicach - mówi pilot.

Ja zupełnie go nie widzę. Tylko sznury światełek.

Robert Woźniak: - Żeby bezpiecznie latać w nocy, trzeba doświadczenia. Ja mam za sobą 109 godzin takiego latania.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy