Ponura szkoła noblistki przy Krakowskim Przedmieściu
01.04.2011
aktualizacja: 2011-03-31 19:09
W kamienicy tuż obok kościoła Wizytek aż do 1915 r. działało III Rosyjskie Gimnazjum Żeńskie. Jego uczennicą była Maria Skłodowska. Choć ukończyła tę szkołę ze złotym medalem, to jej nie znosiła. W cyklu "Warszawa nieodbudowana" Jerzy S. Majewski pisze o kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 36.
Nic dziwnego. Panowała w niej ponura atmosfera, a sama instytucja miała charakter jawnie rusyfikacyjny. "Wartość nauki była wątpliwa. Dzieci wiecznie podejrzewane i szpiegowane wiedziały o tym, że jedna rozmowa polska albo nieostrożne słowo mogły poważnie zaszkodzić nie tylko im samym, lecz także ich rodzicom. We wrogim otoczeniu traciły całą radość życia, a przedwczesne uczucie nieufności, oburzenia przytłaczało jak zmora ich dzieciństwo. Z drugiej strony tak nienormalne warunki rozwoju podniecały uczucia patriotyczne" - wspominała polska noblistka w swej cieniutkiej "Autobiografii".
Zegarki z Genewy
Gmach szkoły wznosił się na dzisiejszym skwerze pomiędzy kościołem Wizytek a ulicą Karową. Stały tam trzy kamienice. Pierwszą z nich (od strony świątyni) był właśnie budynek, który nas interesuje. Ostatni z domów stał na rogu Karowej aż do 1939 r. i mieścił ostatnią siedzibę "Kuriera Warszawskiego".
Kamienica, w której mieściło się później gimnazjum, powstała w latach 1855-1857 według projektu Alfonsa Kropiwnickiego. Wcześniej stały tu dwa budynki należące do sióstr wizytek. Czy ich mury przetrwały w ścianach nowej budowli? Być może. W każdym razie nowy budynek zakonu w tamtych latach imponował rozmiarami. Miał cztery kondygnacje i dwie monumentalne elewacje, które upodabniały go nieco do włoskich pałaców. Każda z elewacji została pośrodku zaakcentowana pseudoryzalitem ożywionym pilastrami i zwieńczonym balustradowymi attykami z wazami. W ryzalicie nad bramą od strony Krakowskiego Przedmieścia znalazł się szeroki balkon drugiego piętra. Ponad parterem kamienica miała charakterystyczne obniżone piętro zwane mezaninem. Na parterze mieściły się zaś sklepy.
Przez szereg lat jeszcze przed powstaniem styczniowym pomieszczenie wynajmował tu kupiec Bronisław Woliński handlujący zegarkami genewskimi. Jego sklep należał do wytwornych. Nie dość, że zajmował duży lokal w świeżo przebudowanym gmachu, to miał jeszcze witryny wychodzące na jedną z najbardziej eleganckich ulic miasta. Witryny te tworzyły arkadowanie dzielone pilastrami.
Pod koniec lat 70. XIX w. przez jakiś czas ulokował się też tutaj skład fortepianów Gebethnera i Wolffa. W tym czasie kamienica nie należała już jednak do wizytek. Władze carskie skonfiskowały ją w ramach represji po powstaniu styczniowym. Wkrótce w kamienicy zostały ulokowane dwa rządowe gimnazja rosyjskie: VI męskie i III żeńskie. Jak ustalił Juliusz Chrościcki, adaptacji kamienicy na cele oświatowe dokonano zgodnie z projektem Antoniego Sulimowskiego. Z czasem z parteru budynku poznikały też sklepy.
Panna Majer szpicluje
W III Gimnazjum uczyła się Maria Skłodowska i jej siostry. Dlaczego akurat tutaj? Odpowiedź dała sama noblistka: "Szkoły prywatne nie mogły wydawać prawomocnych świadectw - był to wyłączny przywilej szkół rządowych". Mimo to o studiowaniu w Warszawie po zdaniu matury dziewczyna nie miała co marzyć. Na rosyjskie uczelnie kobiet nie przyjmowano.
„Dziewczęta nie szczędzą złośliwych uwag pod adresem nauczycieli zbytnio przejętych tą swoją państwową misją, a także pod adresem nieznośnego pastora Medinga, który uczy je niemieckiego, przede wszystkim zaś damy klasowej panny Majer - antypatycznej i niecierpianej przez całą klasę. »Majerka « - mała z czarnymi włoskami, zawsze w pantoflach na wojłokowej podeszwie, które jej znakomicie pomagają w szpiegowaniu uczennic - jest zdecydowanym wrogiem Maniusi Skłodowskiej. Wiecznie ma do niej pretensje o wszystko” - pisała córka noblistki Ewa Curie. Wojna z damą klasową (przyzwoitką mającą obowiązek przesiadywania na wszystkich lekcjach i stałego towarzyszenia uczennicom) zaczęła się od chwili, w której ta zaskoczyła Marysię z jej najlepszą przyjaciółką Kazią Przyborowską, gdy tańczyły z radości po udanym zamachu na cara Aleksandra II.
Ale dziewczęta miały też swoich ulubionych nauczycieli. Wymienia ich Ewa Curie: matematyk Glass i profesor od przyrody Slosarski - obaj Polacy. Rosjanin Mikieszyn, który w nagrodę za postępy w nauce przyniósł jej matce tomik wierszy rewolucjonisty Nikołaja Aleksiejewicza Niekrasowa, romantyka, rewolucjonisty i autora poezji miłosnej. "Pomiędzy koleżankami w klasie nie ma antagonizmów narodowościowych. Wspólnie się bawią i wzajemnie dopomagają sobie w nauce Polki, Niemki i Rosjanki. Lecz poza szkołą dzieli je mur nie do przebycia" - pisała Ewa Curie.
Maria Skłodowska koleguje się z błękitnooką Wulfówną, Anną Rottert - Niemeczką o perkatym nosku - najlepszą po Marysi uczennicą w klasie, i z Leonką Kunicką. Kilka lat później przeżyje głęboki wstrząs, gdy brat Leonki Stanisław Kunicki, rewolucjonista i współzałożyciel partii "Proletariat", zostanie w 1884 r. aresztowany, osadzony w warszawskiej Cytadeli i stracony na początku 1886 r. na jej stokach.
Zabawy w kałużach
Jak już wspomniałem, najlepszą gimnazjalną przyjaciółką Marii Skłodowskiej była Kazia Przyborowska, córka dyrektora Biblioteki Ordynacji Zamoyskich. Zajmowała jedną z oficyn Pałacu Błękitnego, który znajdował się po drodze z Leszna, gdzie mieszkali Skłodowscy, na Krakowskie Przedmieście. Maria przychodziła po Kazię i razem szły do szkoły, przemierzając Ogród Saski. "Stosownie do pory roku wiąże się z tymi wędrówkami odpowiedni rytuał. W marcu, a czasem i w lutym, gdy dzień jest dżdżysty, obowiązuje zdobywanie kałuż i pasów błota: idzie się przez sam ich środek, bacząc pilnie, by kalosze były aż po brzegi unurzane, ale żeby jednak do nich woda się nie nalała. Z wiosną zaczyna się zabawa w zielone, przy której nieraz zaśmiewają się obie, jak gdyby miały - no, najwyżej po osiem-dziesięć lat" - czytamy w książce Ewy Curie.
Jej matka ukończyła szkołę, otrzymując zaszczytny złoty medal za naukę. "Upalny dzień 12 czerwca 1883. Duszny. I mimo triumfalnej radości męczący. Przemówienia, powinszowania - uścisk miękkiej dłoni Apuchtina, ostatni ceremonialny ukłon, jakim Mania żegna profesorów". Jak wspomina Ewa Curie, szarymi oczami spoglądała wówczas z pogardą na stos rosyjskich książek w grubo złoconych okładkach z napisem "Nagroda". Z ostentacją oświadczyła wówczas specjalnie głośno: "Okropne książki" i u boku promieniującego dumą ojca opuściła na zawsze gmach gimnazjum.
Potem seminarium
W pierwszych latach XX wieku III gimnazjum żeńskie miało miejsce dla 300 uczennic w siedmiu klasach i klasie przygotowawczej. Roczna opłata wynosiła wtedy ok. 45 rubli. Dyrektorem szkoły był niejaki Wakker, który miał mieszkanie służbowe w jej gmachu. Funkcję przełożonej panien pełniła pani Porzecka.
VI gimnazjum męskie działające w tym samym budynku starannie odizolowano od szkoły żeńskiej - nie było szans, by dziewczynki spotykały się z chłopcami. Tu dyrektorem został Pogodin, rzeczywisty radca stanu. Za naukę chłopców rodzice musieli zapłacić więcej, bo 60 rubli, co sugerowałoby, że mieli oni więcej przedmiotów i nauczycieli.
W latach międzywojennych budynek dawnego rosyjskiego gimnazjum przejęło Państwowe Męskie Seminarium Nauczycielskie im. Stanisława Konarskiego. Nie było ono instytucją nową. Powstało zaraz po wydaniu przez władze zaborcze zgody na polskie szkolnictwo w wyniku wydarzeń rewolucji 1905 r. Początkowo w 1906 r. działało pod nazwą Warszawskich Kursów Pedagogicznych dla Nauczycieli Ludowych. Jego inicjatorami byli m.in. Mieczysław Brzeziński i Aleksander Zawadzki. Z czasem kursy te zostały zamienione w trzyletnie seminarium nauczycielskie. Zajęcia odbywały się najpierw gościnnie w szkole Górskiego przy ul. Hortensja (dziś Górskiego), od 1916 r. - w lokalu przy Złotej 53, potem przy Traugutta 1, wreszcie po 1918 - w kamienicy Wizytek, dotąd zajmowanej przez państwową szkołę rosyjską. Seminarium zostało upaństwowione i pod patronatem Stanisława Konarskiego działało do 1939 r.
Ok. 1930 r. budynek ponownie przebudowano na potrzeby gimnazjum. Jego elewacjom nadano formy nawiązujące do klasycyzmu czasów Królestwa Kongresowego. Parter pokryło boniowanie płytowe. Obramienia okien zostały uproszczone, a zamiast attyk balustradowych pojawiły się trójkątne zwieńczenia. Ta neoklasycystyczna architektura zapewne bardziej odpowiadała gustowi epoki, raziła jednak pewną nudą.
Tak przekształcony gmach dotrwał do 1944 r. Zniszczony w czasie Powstania Warszawskiego po wojnie nie został odbudowany, choć pewnie jego piwnice wciąż tkwią pod skwerem za pomnikiem prymasa Stefana Wyszyńskiego.
Zegarki z Genewy
Gmach szkoły wznosił się na dzisiejszym skwerze pomiędzy kościołem Wizytek a ulicą Karową. Stały tam trzy kamienice. Pierwszą z nich (od strony świątyni) był właśnie budynek, który nas interesuje. Ostatni z domów stał na rogu Karowej aż do 1939 r. i mieścił ostatnią siedzibę "Kuriera Warszawskiego".
Kamienica, w której mieściło się później gimnazjum, powstała w latach 1855-1857 według projektu Alfonsa Kropiwnickiego. Wcześniej stały tu dwa budynki należące do sióstr wizytek. Czy ich mury przetrwały w ścianach nowej budowli? Być może. W każdym razie nowy budynek zakonu w tamtych latach imponował rozmiarami. Miał cztery kondygnacje i dwie monumentalne elewacje, które upodabniały go nieco do włoskich pałaców. Każda z elewacji została pośrodku zaakcentowana pseudoryzalitem ożywionym pilastrami i zwieńczonym balustradowymi attykami z wazami. W ryzalicie nad bramą od strony Krakowskiego Przedmieścia znalazł się szeroki balkon drugiego piętra. Ponad parterem kamienica miała charakterystyczne obniżone piętro zwane mezaninem. Na parterze mieściły się zaś sklepy.
Przez szereg lat jeszcze przed powstaniem styczniowym pomieszczenie wynajmował tu kupiec Bronisław Woliński handlujący zegarkami genewskimi. Jego sklep należał do wytwornych. Nie dość, że zajmował duży lokal w świeżo przebudowanym gmachu, to miał jeszcze witryny wychodzące na jedną z najbardziej eleganckich ulic miasta. Witryny te tworzyły arkadowanie dzielone pilastrami.
Pod koniec lat 70. XIX w. przez jakiś czas ulokował się też tutaj skład fortepianów Gebethnera i Wolffa. W tym czasie kamienica nie należała już jednak do wizytek. Władze carskie skonfiskowały ją w ramach represji po powstaniu styczniowym. Wkrótce w kamienicy zostały ulokowane dwa rządowe gimnazja rosyjskie: VI męskie i III żeńskie. Jak ustalił Juliusz Chrościcki, adaptacji kamienicy na cele oświatowe dokonano zgodnie z projektem Antoniego Sulimowskiego. Z czasem z parteru budynku poznikały też sklepy.
Panna Majer szpicluje
W III Gimnazjum uczyła się Maria Skłodowska i jej siostry. Dlaczego akurat tutaj? Odpowiedź dała sama noblistka: "Szkoły prywatne nie mogły wydawać prawomocnych świadectw - był to wyłączny przywilej szkół rządowych". Mimo to o studiowaniu w Warszawie po zdaniu matury dziewczyna nie miała co marzyć. Na rosyjskie uczelnie kobiet nie przyjmowano.
„Dziewczęta nie szczędzą złośliwych uwag pod adresem nauczycieli zbytnio przejętych tą swoją państwową misją, a także pod adresem nieznośnego pastora Medinga, który uczy je niemieckiego, przede wszystkim zaś damy klasowej panny Majer - antypatycznej i niecierpianej przez całą klasę. »Majerka « - mała z czarnymi włoskami, zawsze w pantoflach na wojłokowej podeszwie, które jej znakomicie pomagają w szpiegowaniu uczennic - jest zdecydowanym wrogiem Maniusi Skłodowskiej. Wiecznie ma do niej pretensje o wszystko” - pisała córka noblistki Ewa Curie. Wojna z damą klasową (przyzwoitką mającą obowiązek przesiadywania na wszystkich lekcjach i stałego towarzyszenia uczennicom) zaczęła się od chwili, w której ta zaskoczyła Marysię z jej najlepszą przyjaciółką Kazią Przyborowską, gdy tańczyły z radości po udanym zamachu na cara Aleksandra II.
Ale dziewczęta miały też swoich ulubionych nauczycieli. Wymienia ich Ewa Curie: matematyk Glass i profesor od przyrody Slosarski - obaj Polacy. Rosjanin Mikieszyn, który w nagrodę za postępy w nauce przyniósł jej matce tomik wierszy rewolucjonisty Nikołaja Aleksiejewicza Niekrasowa, romantyka, rewolucjonisty i autora poezji miłosnej. "Pomiędzy koleżankami w klasie nie ma antagonizmów narodowościowych. Wspólnie się bawią i wzajemnie dopomagają sobie w nauce Polki, Niemki i Rosjanki. Lecz poza szkołą dzieli je mur nie do przebycia" - pisała Ewa Curie.
Maria Skłodowska koleguje się z błękitnooką Wulfówną, Anną Rottert - Niemeczką o perkatym nosku - najlepszą po Marysi uczennicą w klasie, i z Leonką Kunicką. Kilka lat później przeżyje głęboki wstrząs, gdy brat Leonki Stanisław Kunicki, rewolucjonista i współzałożyciel partii "Proletariat", zostanie w 1884 r. aresztowany, osadzony w warszawskiej Cytadeli i stracony na początku 1886 r. na jej stokach.
Zabawy w kałużach
Jak już wspomniałem, najlepszą gimnazjalną przyjaciółką Marii Skłodowskiej była Kazia Przyborowska, córka dyrektora Biblioteki Ordynacji Zamoyskich. Zajmowała jedną z oficyn Pałacu Błękitnego, który znajdował się po drodze z Leszna, gdzie mieszkali Skłodowscy, na Krakowskie Przedmieście. Maria przychodziła po Kazię i razem szły do szkoły, przemierzając Ogród Saski. "Stosownie do pory roku wiąże się z tymi wędrówkami odpowiedni rytuał. W marcu, a czasem i w lutym, gdy dzień jest dżdżysty, obowiązuje zdobywanie kałuż i pasów błota: idzie się przez sam ich środek, bacząc pilnie, by kalosze były aż po brzegi unurzane, ale żeby jednak do nich woda się nie nalała. Z wiosną zaczyna się zabawa w zielone, przy której nieraz zaśmiewają się obie, jak gdyby miały - no, najwyżej po osiem-dziesięć lat" - czytamy w książce Ewy Curie.
Jej matka ukończyła szkołę, otrzymując zaszczytny złoty medal za naukę. "Upalny dzień 12 czerwca 1883. Duszny. I mimo triumfalnej radości męczący. Przemówienia, powinszowania - uścisk miękkiej dłoni Apuchtina, ostatni ceremonialny ukłon, jakim Mania żegna profesorów". Jak wspomina Ewa Curie, szarymi oczami spoglądała wówczas z pogardą na stos rosyjskich książek w grubo złoconych okładkach z napisem "Nagroda". Z ostentacją oświadczyła wówczas specjalnie głośno: "Okropne książki" i u boku promieniującego dumą ojca opuściła na zawsze gmach gimnazjum.
Potem seminarium
W pierwszych latach XX wieku III gimnazjum żeńskie miało miejsce dla 300 uczennic w siedmiu klasach i klasie przygotowawczej. Roczna opłata wynosiła wtedy ok. 45 rubli. Dyrektorem szkoły był niejaki Wakker, który miał mieszkanie służbowe w jej gmachu. Funkcję przełożonej panien pełniła pani Porzecka.
VI gimnazjum męskie działające w tym samym budynku starannie odizolowano od szkoły żeńskiej - nie było szans, by dziewczynki spotykały się z chłopcami. Tu dyrektorem został Pogodin, rzeczywisty radca stanu. Za naukę chłopców rodzice musieli zapłacić więcej, bo 60 rubli, co sugerowałoby, że mieli oni więcej przedmiotów i nauczycieli.
W latach międzywojennych budynek dawnego rosyjskiego gimnazjum przejęło Państwowe Męskie Seminarium Nauczycielskie im. Stanisława Konarskiego. Nie było ono instytucją nową. Powstało zaraz po wydaniu przez władze zaborcze zgody na polskie szkolnictwo w wyniku wydarzeń rewolucji 1905 r. Początkowo w 1906 r. działało pod nazwą Warszawskich Kursów Pedagogicznych dla Nauczycieli Ludowych. Jego inicjatorami byli m.in. Mieczysław Brzeziński i Aleksander Zawadzki. Z czasem kursy te zostały zamienione w trzyletnie seminarium nauczycielskie. Zajęcia odbywały się najpierw gościnnie w szkole Górskiego przy ul. Hortensja (dziś Górskiego), od 1916 r. - w lokalu przy Złotej 53, potem przy Traugutta 1, wreszcie po 1918 - w kamienicy Wizytek, dotąd zajmowanej przez państwową szkołę rosyjską. Seminarium zostało upaństwowione i pod patronatem Stanisława Konarskiego działało do 1939 r.
Ok. 1930 r. budynek ponownie przebudowano na potrzeby gimnazjum. Jego elewacjom nadano formy nawiązujące do klasycyzmu czasów Królestwa Kongresowego. Parter pokryło boniowanie płytowe. Obramienia okien zostały uproszczone, a zamiast attyk balustradowych pojawiły się trójkątne zwieńczenia. Ta neoklasycystyczna architektura zapewne bardziej odpowiadała gustowi epoki, raziła jednak pewną nudą.
Tak przekształcony gmach dotrwał do 1944 r. Zniszczony w czasie Powstania Warszawskiego po wojnie nie został odbudowany, choć pewnie jego piwnice wciąż tkwią pod skwerem za pomnikiem prymasa Stefana Wyszyńskiego.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




