Co się psuje w "Koperniku"? I kto to naprawia?
23.04.2011
aktualizacja: 2011-04-26 15:26
Dynamiczne polskie społeczeństwo szalało na Chomiku. Chomika trzeba było wysłać do poprawki aż do Holandii. Jednak z większością usterek na miejscu radzą sobie nasi specjaliści ds. eksploatacji. Co się psuje w Centrum Nauki "Kopernik"?
ZOBACZ TAKŻE
- I ty możesz być żywą mapą wiosennego nieba (30-05-11, 15:43)
- Zobacz żywą mapę nieba w "Koperniku": ruchomy mural (12-05-11, 18:00)
- Podróż w czasie w "Koperniku". Otwarcie planetarium (07-06-11, 15:00)
- Cyfrowa biblioteka i portal - wyrównają szanse na UW (06-05-11, 05:00)
- Rekord Centrum Nauki Kopernik: 200 tys. gości w 90 dni (23-02-11, 09:00)
- Kosmiczne jajo w "Koperniku". W środku 20 mln gwiazd (20-04-11, 16:27)
- Nietypowy przewodnik po Koperniku: prosto o nauce (24-03-11, 10:00)
- Amerykański astronauta wylądował w "Koperniku" (18-03-11, 17:00)
Dział Produkcji i Eksploatacji w Centrum Nauki "Kopernik" nie jest łatwo znaleźć. Ogromna towarowa winda zwozi nas na poziom minus 1. Idziemy krętymi korytarzami, hale, surowe szare ściany, gdzieś w kącie hulajnoga - jak się później okaże - podstawowy tutaj środek transportu.
W końcu trafiamy do warsztatu. Dużo dużych półek z narzędziami. Na podłodze leży rozklekotany wózek inwalidzki. - Z tymi wózkami to jakaś plaga - rzuca na powitanie Jacek Sadowski, specjalista ds. produkcji i eksploatacji w Koperniku. I użala się, że wózki nie wytrzymują w Miejskiej Dżungli, że goście, na własnej skórze chcąc się przekonać, jak wygląda życie wózkowicza, szaleją na kostce bauma i kocich łbach. - Łamią wózki - rozkłada ręce.
Help desk, zgłoś się
Już po zamknięciu Kopernika. Ostatni klienci wychodzą. Na teren ekspozycji wkraczają specjaliści ds. produkcji i eksploatacji - w roboczych drelichach, ze śrubokrętami i latarkami przyczepionymi u pasa. Akurat tego dnia jest to ekipa Jacków. Czyli Jacek Sadowski i jego kolega Andrzej Janicki. I nikt nie wie, dlaczego nie jest to ekipa Andrzejów.
W ich dziale łącznie pracuje osiem osób - elektrycy, elektronicy, mechanicy maszyn. Niektórzy przed Kopernikiem prowadzili własne biznesy - Jacek Sadowski robił remonty i wykończeniówkę, Andrzej Janicki pracował w warsztacie. Ich zadanie w Koperniku: naprawić! Szybko i skutecznie. Przeważnie naprawiają usterki mechaniczne. Komputerami, oprogramowaniem, elektroniką zajmuje się już dział IT.
- Średnio na zmianę siada ok. dziesięciu eksponatów - rachuje na szybko Andrzej Janicki. Wtedy animatorzy na taki eksponat przyklejają karteczkę: "Chwilowo nie działam". I przez krótkofalówki raportują o tym do działu help desk. Help desk natychmiast wysyła fachowców: albo z eksploatacji, albo z IT.
W Koperniku zapewniają: chwilowo, to chwilowo. - Wszystko dzieje się na bieżąco. Często wystarczy kilka minut i eksponat już działa - objaśnia Katarzyna Nowicka z działu kontaktu z mediami. Tłumaczy, że w światowych centrach nauki dopuszczalna liczba popsutych sprzętów to 5 proc. A w Koperniku jest nawet lepiej, bo teraz popsutych jest tylko 2 proc. - z ok. 450 nie działa dziewięć. - I czasem nasi zwiedzający przesadzają. Słyszeli o czymś, przyszli, by specjalnie to zobaczyć. Pech - akurat awaria. Skarżą się potem, że w tym Koperniku to nic nie działa - stwierdza Nowicka. Żartuje: - Za to ja działam. Pokazuje mały znaczek stylizowany na informację przyklejaną na popsute eksponaty. Ma go przypiętego do bluzki: zamiast smutnej buźki, buźka uśmiechnięta. I hasło: "Już działam". To pamiątka po otrzęsinach dla animatorów sprzed kilku dni.
Dlaczego stanął Kot Margot
Na wystawie jest pusto i cicho. Nie ma wycieczek szkolnych, skaczących dzieci, nie ma kolejek przed kasami, kolejek do eksponatów, kolejek w barze. To niezwykły widok w Centrum Nauki Kopernik. Od otwarcia odwiedziło je ponad 300 tys. gości, średnio dziennie wpada ich 2,5 tys. A teraz każdy eksponat jest dla mnie! Maniacy Kopernika (są już ponoć tacy) pewnie o tym marzą.
- Panowie, macie fajną pracę - zagajam specjalistów od eksploatacji.
- No, czasami zagramy w kosmiczny śmietnik - śmieją się specjaliści. Ale zapewniają zaraz, że nie dla zabawy tu są. Mają misję. I dodają już na poważnie: - Jak się okazuje - wszystko można popsuć, nawet klocki albo chomika.
Z "chomikiem" to był poważny problem. To kołowrotek gigant. Z tą różnicą, że zamiast gryzoni, nogami przebierają ludzie. - W Holandii działał super, ale nasze społeczeństwo okazało się bardziej dynamiczne - dyplomatycznie przyznaje Katarzyna Nowicka. Demonstruje: nogi w rozkroku, rozchyla ręce. - Dzieci na "chomiku" próbowały zrobić człowieka Leonarda da Vinci, kręciły się w kółko. Potrzebny był megahamulec.
I "chomik" pojechał do holenderskich producentów do poprawki. Już jest w porządku. Jak ktoś za bardzo próbuje się rozpędzić, to automatycznie włącza się hamulec zabezpieczający. Polskie społeczeństwo zostało okiełznane.
Ekipa Jacków wymienia tajemniczy czarny płyn w Magnetycznym Jeżu, sprawdza, czy w Kosmicznym Bilardzie są wszystkie kulki, dokręca diody w Big Machine, badającej szybkość reakcji. W innym eksponacie Ziemia okrąża Słońce, ale nie kręci się wokół własnej osi. Specjalista Andrzej: - Będzie koniec świata. Zerwał się pasek w napędzie.
Jacek Sadowski wspomina: - Pewnego dnia wzywa nas help desk: "Awaria. Nie działa Kot Margot".
Ta instalacja objaśnia zasady działania wahadła chaotycznego. Składa się z dwóch elementów: równoważni z umieszczonym na niej nieruchomym kotem i krzesła, które przyczepione jest długim ramieniem do ścianki. Równoważnia z kotem porusza się to w prawo, to w lewo, napotyka na drodze krzesło. I wtedy siedzisko - w naukowym języku - zostaje wprawione w ruch: wykonuje obroty wokół własnej osi, lata, skacze.
- Patrzymy: rzeczywiście, nie działa. Wszyscy się zastanawiają - co jest z Kotem Margot? - opowiada specjalista Jacek. W końcu: Eureka! Okazało się, że z tyłu, pod szklaną gablotką z kotem i krzesłem, jest ukryty mały pstryczek "wyłącz". Dorosły nawet go nie zauważy, bo pstryczek jest za nisko. Ale dziecko - owszem. I pstryk. Kot Margot nie działa.
Król Norwegii sprawdził Wioślarza
Specjaliści najbardziej dumni są z eksponatów, które sami zrobili. Robią, a jakże. Przecież w nazwie ich działu jest też "ds. produkcji". Projektanci zaprojektowali, a oni złożyli m.in. Wioślarza. To eksponat imitujący wiosłowanie. Słychać nawet szum prawdziwych fal, przy okazji można zmierzyć liczbę spalonych kalorii po zjedzeniu pizzy czy dwóch plasterków marchewki. Siadasz, wiosłujesz ile wlezie i mniej więcej po dwóch minutach masz załatwione dwa plastry marchwi. Pizzy już nie wiosłowaliśmy.
- Wioślarza wypożyczyliśmy królowi Norwegii. Sprawdził się, król był bardzo zadowolony - zachwala specjalista Jacek. Nie ukrywa dumy, bo to ich własne eksponaty dają im najwięcej satysfakcji. Czują wtedy, że robią coś, czego w Polsce nikt przed nimi nie robił. I to nie żaden banał, bo innego centrum nauki nie ma. Jest jeszcze coś - jak taki eksponat własnej roboty się popsuje, to łatwiej go naprawić niż te importowane. Części zapasowe to nie problem.
Obaj już się zadomowili w Centrum Nauki "Kopernik". - Znajomi pytają, jak tu jest. Fajowo? Muszę wszystkim opowiadać, tłumaczyć - mówi Andrzej Janicki.
- A u moich kolegów pierwszą reakcją jest: "Wow, załatw mi bilet" - śmieje się Jacek Sadowski. - Potem pytają, jak się dostałem. Normalnie, z ogłoszenia. Jak prowadziłem te usługi remontowo - budowlane, to się nauczyłem i elektroniki, i hydrauliki, wykończenia wnętrz. To też w Koperniku się przydaje.
Przyznaje: - Chciałem tu pracować. Satysfakcja jest ogromna, bo to nie jest typowy warsztat czy dział eksploatacji w zwykłej firmie. Tu coś tworzymy, jak artyści.
Późnym wieczorem ekipa Jacków kończy pracę. Rano o godz. 6 przyjdą ich zmiennicy. Sprawdzą przed otwarciem Centrum, czy wszystko działa. Jak co dzień dział help desk będzie czuwać, bo po otwarciu to na mur beton coś się popsuje. Jak ma się nie psuć, kiedy 2,5 tysiąca rąk dotyka, wciska, pstryka, uderza.
W końcu trafiamy do warsztatu. Dużo dużych półek z narzędziami. Na podłodze leży rozklekotany wózek inwalidzki. - Z tymi wózkami to jakaś plaga - rzuca na powitanie Jacek Sadowski, specjalista ds. produkcji i eksploatacji w Koperniku. I użala się, że wózki nie wytrzymują w Miejskiej Dżungli, że goście, na własnej skórze chcąc się przekonać, jak wygląda życie wózkowicza, szaleją na kostce bauma i kocich łbach. - Łamią wózki - rozkłada ręce.
Help desk, zgłoś się
Już po zamknięciu Kopernika. Ostatni klienci wychodzą. Na teren ekspozycji wkraczają specjaliści ds. produkcji i eksploatacji - w roboczych drelichach, ze śrubokrętami i latarkami przyczepionymi u pasa. Akurat tego dnia jest to ekipa Jacków. Czyli Jacek Sadowski i jego kolega Andrzej Janicki. I nikt nie wie, dlaczego nie jest to ekipa Andrzejów.
W ich dziale łącznie pracuje osiem osób - elektrycy, elektronicy, mechanicy maszyn. Niektórzy przed Kopernikiem prowadzili własne biznesy - Jacek Sadowski robił remonty i wykończeniówkę, Andrzej Janicki pracował w warsztacie. Ich zadanie w Koperniku: naprawić! Szybko i skutecznie. Przeważnie naprawiają usterki mechaniczne. Komputerami, oprogramowaniem, elektroniką zajmuje się już dział IT.
- Średnio na zmianę siada ok. dziesięciu eksponatów - rachuje na szybko Andrzej Janicki. Wtedy animatorzy na taki eksponat przyklejają karteczkę: "Chwilowo nie działam". I przez krótkofalówki raportują o tym do działu help desk. Help desk natychmiast wysyła fachowców: albo z eksploatacji, albo z IT.
W Koperniku zapewniają: chwilowo, to chwilowo. - Wszystko dzieje się na bieżąco. Często wystarczy kilka minut i eksponat już działa - objaśnia Katarzyna Nowicka z działu kontaktu z mediami. Tłumaczy, że w światowych centrach nauki dopuszczalna liczba popsutych sprzętów to 5 proc. A w Koperniku jest nawet lepiej, bo teraz popsutych jest tylko 2 proc. - z ok. 450 nie działa dziewięć. - I czasem nasi zwiedzający przesadzają. Słyszeli o czymś, przyszli, by specjalnie to zobaczyć. Pech - akurat awaria. Skarżą się potem, że w tym Koperniku to nic nie działa - stwierdza Nowicka. Żartuje: - Za to ja działam. Pokazuje mały znaczek stylizowany na informację przyklejaną na popsute eksponaty. Ma go przypiętego do bluzki: zamiast smutnej buźki, buźka uśmiechnięta. I hasło: "Już działam". To pamiątka po otrzęsinach dla animatorów sprzed kilku dni.
Dlaczego stanął Kot Margot
Na wystawie jest pusto i cicho. Nie ma wycieczek szkolnych, skaczących dzieci, nie ma kolejek przed kasami, kolejek do eksponatów, kolejek w barze. To niezwykły widok w Centrum Nauki Kopernik. Od otwarcia odwiedziło je ponad 300 tys. gości, średnio dziennie wpada ich 2,5 tys. A teraz każdy eksponat jest dla mnie! Maniacy Kopernika (są już ponoć tacy) pewnie o tym marzą.
- Panowie, macie fajną pracę - zagajam specjalistów od eksploatacji.
- No, czasami zagramy w kosmiczny śmietnik - śmieją się specjaliści. Ale zapewniają zaraz, że nie dla zabawy tu są. Mają misję. I dodają już na poważnie: - Jak się okazuje - wszystko można popsuć, nawet klocki albo chomika.
Z "chomikiem" to był poważny problem. To kołowrotek gigant. Z tą różnicą, że zamiast gryzoni, nogami przebierają ludzie. - W Holandii działał super, ale nasze społeczeństwo okazało się bardziej dynamiczne - dyplomatycznie przyznaje Katarzyna Nowicka. Demonstruje: nogi w rozkroku, rozchyla ręce. - Dzieci na "chomiku" próbowały zrobić człowieka Leonarda da Vinci, kręciły się w kółko. Potrzebny był megahamulec.
I "chomik" pojechał do holenderskich producentów do poprawki. Już jest w porządku. Jak ktoś za bardzo próbuje się rozpędzić, to automatycznie włącza się hamulec zabezpieczający. Polskie społeczeństwo zostało okiełznane.
Ekipa Jacków wymienia tajemniczy czarny płyn w Magnetycznym Jeżu, sprawdza, czy w Kosmicznym Bilardzie są wszystkie kulki, dokręca diody w Big Machine, badającej szybkość reakcji. W innym eksponacie Ziemia okrąża Słońce, ale nie kręci się wokół własnej osi. Specjalista Andrzej: - Będzie koniec świata. Zerwał się pasek w napędzie.
Jacek Sadowski wspomina: - Pewnego dnia wzywa nas help desk: "Awaria. Nie działa Kot Margot".
Ta instalacja objaśnia zasady działania wahadła chaotycznego. Składa się z dwóch elementów: równoważni z umieszczonym na niej nieruchomym kotem i krzesła, które przyczepione jest długim ramieniem do ścianki. Równoważnia z kotem porusza się to w prawo, to w lewo, napotyka na drodze krzesło. I wtedy siedzisko - w naukowym języku - zostaje wprawione w ruch: wykonuje obroty wokół własnej osi, lata, skacze.
- Patrzymy: rzeczywiście, nie działa. Wszyscy się zastanawiają - co jest z Kotem Margot? - opowiada specjalista Jacek. W końcu: Eureka! Okazało się, że z tyłu, pod szklaną gablotką z kotem i krzesłem, jest ukryty mały pstryczek "wyłącz". Dorosły nawet go nie zauważy, bo pstryczek jest za nisko. Ale dziecko - owszem. I pstryk. Kot Margot nie działa.
Król Norwegii sprawdził Wioślarza
Specjaliści najbardziej dumni są z eksponatów, które sami zrobili. Robią, a jakże. Przecież w nazwie ich działu jest też "ds. produkcji". Projektanci zaprojektowali, a oni złożyli m.in. Wioślarza. To eksponat imitujący wiosłowanie. Słychać nawet szum prawdziwych fal, przy okazji można zmierzyć liczbę spalonych kalorii po zjedzeniu pizzy czy dwóch plasterków marchewki. Siadasz, wiosłujesz ile wlezie i mniej więcej po dwóch minutach masz załatwione dwa plastry marchwi. Pizzy już nie wiosłowaliśmy.
- Wioślarza wypożyczyliśmy królowi Norwegii. Sprawdził się, król był bardzo zadowolony - zachwala specjalista Jacek. Nie ukrywa dumy, bo to ich własne eksponaty dają im najwięcej satysfakcji. Czują wtedy, że robią coś, czego w Polsce nikt przed nimi nie robił. I to nie żaden banał, bo innego centrum nauki nie ma. Jest jeszcze coś - jak taki eksponat własnej roboty się popsuje, to łatwiej go naprawić niż te importowane. Części zapasowe to nie problem.
Obaj już się zadomowili w Centrum Nauki "Kopernik". - Znajomi pytają, jak tu jest. Fajowo? Muszę wszystkim opowiadać, tłumaczyć - mówi Andrzej Janicki.
- A u moich kolegów pierwszą reakcją jest: "Wow, załatw mi bilet" - śmieje się Jacek Sadowski. - Potem pytają, jak się dostałem. Normalnie, z ogłoszenia. Jak prowadziłem te usługi remontowo - budowlane, to się nauczyłem i elektroniki, i hydrauliki, wykończenia wnętrz. To też w Koperniku się przydaje.
Przyznaje: - Chciałem tu pracować. Satysfakcja jest ogromna, bo to nie jest typowy warsztat czy dział eksploatacji w zwykłej firmie. Tu coś tworzymy, jak artyści.
Późnym wieczorem ekipa Jacków kończy pracę. Rano o godz. 6 przyjdą ich zmiennicy. Sprawdzą przed otwarciem Centrum, czy wszystko działa. Jak co dzień dział help desk będzie czuwać, bo po otwarciu to na mur beton coś się popsuje. Jak ma się nie psuć, kiedy 2,5 tysiąca rąk dotyka, wciska, pstryka, uderza.
-
Co się psuje w "Koperniku"? I kto to naprawia?
zenonczyk
24.04.11, 13:18
Znając mentalność moich rodaków wnioskuję że niektórych nie interesuje jak dana rzecz działa, czego można się nauczyć i jakie zjawisko fizyczne bierze w tym udzial ale czy da się to popsuć,»
-
haters gonna hate
t.dobrowolski
24.04.11, 22:12
idźcie do mcdonalda, powykłócać się czym się różni hamburger od kanapki, powalczcie o poprawną polszczyznę, powiedzcie co zrobilibyście lepiej :*»
-
Co się psuje w "Koperniku"? I kto to naprawia?
artur737
25.04.11, 11:24
Zanim dac do druku to chocial automatycznie sprawdzic ortografie bo obciach (albo obciah jak kot woli)»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Kto zabił niemieckich turystów? Makabryczna zbrodnia
- Metro znowu wahadłowo. Powód: odkształcenie tunelu
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie
- Otwarcie autostrady do Warszawy już w nocy
- Dwa nowe hotele na Euro. Ale i tak zabraknie miejsc
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Cicha noc na A2
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie







