Rodzić po ludzku: kobiety muszą walczyć o swoje prawa
26.04.2011
aktualizacja: 2011-04-25 19:29
Fot. Anna Bedyńska / Agencja Gazeta
Kobieta rodząca ma wiele praw, ale musi o nie walczyć. W warszawskich szpitalach nadal króluje rutyna i wygoda.
ZOBACZ TAKŻE
- "Pozwólcie nam się przywitać". Jak się rodzi w stolicy? (09-05-11, 10:00)
- Lekarze polecają matkom: pijcie piwo! "Co za bzdura!" (08-05-11, 11:00)
- Czy warszawianki zaczną jeździć rodzić do Piaseczna? (27-01-11, 09:00)
- Znów można rodzić po prawej stronie Wisły (20-11-09, 11:00)
- Chcesz rodzić - zadzwoń, gdzie jest miejsce (24-06-08, 09:50)
- Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy (08-07-07, 20:55)
- Tata chce rodzić z żoną, to płaci (19-03-07, 00:55)
- W Skaryszewskim kobiety stoją w milczeniu. Dla pokoju (08-05-11, 08:00)
Anna urodziła Alicję siedem miesięcy temu w Szpitalu Bielańskim. To trzeci jej poród w tej lecznicy. Zawsze zaraz po porodzie z nowo narodzonym dzieckiem była zaledwie 10 minut. Od kwietnia zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem ministra zdrowia matka może leżeć z noworodkiem co najmniej dwie godziny. Bez przerwy na ważenie i mierzenie. Nowe przepisy mówią też, że dziecko w skali Abgar można ocenić, gdy leży na brzuchu u mamy. Neonatolog może je obejrzeć w ciągu 12 godzin. Zatem noworodka nie trzeba odrywać od matki, bo jej ciepło i flora bakteryjna są mu na samym początku bardzo potrzebne. W tym czasie kobieta może zacząć karmić piersią, a personel powinien jej w tym pomóc. - Przy trzecim dziecku wiedziałam, jak karmić, i tylko dlatego się udało - mówi kobieta i dodaje, że nawet później na sali personel nie pomagał kobietom karmić piersią, choć wiele matek miało z tym problem.
Anna mogła swobodnie wybierać pozycję do rodzenia. Korzystała z piłek, drabinek i by uśmierzyć ból, wchodziła pod prysznic. Przy pierwszym dziecku nie miała takiego komfortu. Chodziła tylko na początku porodu. Gdy zaczęły się silniejsze skurcze, musiała leżeć. Non stop była podłączona do aparatury, choć poród przebiegał prawidłowo. - Przy pierwszym porodzie całą drugą fazę porodu przeleżałam, skończyło się cesarką - opowiada Anna. - Przy drugim i trzecim dziecku mogłam się ruszać i przyjmować różne pozycje i dzieci urodziły się naturalnie.
Przy trzecim dziecku Anna miała opłaconą położną. Ta sugerowała jej, że warto naciąć krocze lub podać oksytocynę przyśpieszającą poród, decyzję podejmowały wspólnie. Niestety, w stołecznych porodówkach nadal krocze nacinane jest za często. Świadczą o tym choćby statystyki: w jednych lecznicach nacina się 30 proc. kobiet, w innych dwa razy tyle.
- Część procedur medycznych wykonuje się zbyt rutynowo - podkreśla prof. Mirosław Wielgoś, mazowiecki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. - Nowe przepisy zmuszą personel, by zmniejszył te ilości.
Anna Otffinowska, prezeska fundacji Rodzić po Ludzku dodaje, że te przepisy to ważna broń w walce o prawa rodzących. - Jeśli kobieta będzie miała nacięte krocze, bez wskazań medycznych, może lekarza lub szpital pozwać do sądu. To uszkodzenie ciała - podkreśla Otffinowska.
Wiele sal do porodu w stołecznych porodówkach jest wyremontowana i wyposażona w drabinki, worki czy wanny.
- Sprzęt jest, ale nie zawsze się z niego korzysta - opowiada położna z Warszawy. - Znam szpital, w którym pod drabinką stoi aparatura, nie ma szans, by przy niej stanąć.
- W Szpitalu Bródnowskim jest koło do porodu, czyli specjalne, kosztowne łóżko, które umożliwia przyjmowanie dowolnych pozycji, ale nie znam ani jednej kobiety, która by na nim urodziła - dodaje Otffinowska.
Choć prawo daje kobiecie swobodę wyboru pozycji rodzenia, są szpitale, w których nadal rodzi się tylko na leżąco. - Wiele położnych nie potrafi przyjąć porodu, gdy kobieta stoi lub kuca, dlatego wolą ją położyć, choć wiedzą, że to pozycja nienaturalna - opowiada położna z Warszawy.
Prof. Wielgoś przyznaje, że nawet u niego w klinice tylko dwie położne chcą odbierać poród, gdy kobieta np. siedzi na krześle. - Muszą odbierać poród na klęczkach. Trzeba się więcej nagimnastykować, dlatego położne są przeciwne swobodzie wyboru pozycji - podkreśla profesor. - To się będzie musiało zmienić, bo kobiety będą wybierać te szpitale, gdzie są respektowane ich prawa - podkreśla Wielgoś.
Komentarz
Twoje prawo
Gdy w latach 90. "Gazeta" zaczynała akcję "Rodzić po ludzku", proponowała, by kobiecie ktoś bliski towarzyszył przy porodzie. Wtedy krytykowano, że pogorszy to higienę. Liczba zakażeń szpitalnych nie wzrosła od tego, że rodzącej towarzyszy partner, przyjaciółka lub matka. Walczyliśmy także o rooming-in, czyli o łóżeczko dziecka obok łóżka matki, i prawo do odwiedzin. Dziś w Warszawie to już standard.
Teraz nowy etap walki o prawa matek. Głosów krytyki nie brakuje i tym razem.
Od lekarza z warszawskiego szpitala klinicznego usłyszałam: "Zaraz po porodzie kobieta ma leżeć dwie godziny z dzieckiem na brzuchu. To jakieś bzdury! U nas w szpitalu chcą, by dziecko zabrać jak najszybciej. Ktoś z personelu musiałby ciągle z nimi stać, bo jak dziecko spadnie, to będzie, że nie dopilnowaliśmy".
Co innego mówią położne ze szpitali, gdzie matki leżą z noworodkami: "Nie znam ani jednej kobiety, która nie chciałaby poleżeć ze swoim nowo narodzonym dzieckiem. Chyba że chce je oddać do adopcji. Czasami w tym pierwszym kontakcie trzeba pomóc. Dziecko przystawić do piersi. Nigdy nie spadło nam dziecko w trakcie pierwszego kontaktu.".
Znam tylko dwa szpitale, gdzie standardem jest dwugodzinny kontakt matki z dzieckiem po porodzie.
Wiem o kilku lecznicach, w których kobiety mogą wybierać dowolne pozycje przy porodzie. W innych rutynowo kładzie się je do łóżka.
Nowe przepisy podkreślają, że kobieta musi być informowana o celu i skutkach każdej interwencji. Personel powinien się z nią przywitać, przedstawić się i omówić plan porodu, czyli spytać się jej, na czym jej zależy. Może nie chce, by ją ogolono. Albo by na sali byli studenci. Ma do tego prawo. To jej intymność. Jeśli ktoś tego nie uszanuje, kobieta może poskarżyć się do rzecznika praw pacjenta.
Zatem, panie, czytajcie swoje prawa. I niestety, zanim to znów stanie się dla wszystkich oczywiste, upominajcie się o nie!
Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
Opowiedz o porodzie
Chcemy dowiedzieć się, w jakich warunkach rodzi się na warszawskich porodówkach, dlatego prosimy o listy. Chcemy się dowiedzieć, w których szpitalach zaraz po porodzie noworodek leżał na brzuchu mamy, jak długo trwał taki pierwszy kontakt, czy personel traktował was przedmiotowo, czy wiedziałyście, dlaczego ktoś wam podał kroplówkę, czy przez cały poród mogłyście swobodnie wybierać pozycję, czy powierzyłybyście prowadzenie ciąży położnej, a nie ginekologowi (takie prawo daje rozporządzenie, ale na razie NFZ za to nie chce płacić). Piszcie, co jeszcze należy zmienić, by w stołecznych szpitalach rodzić po ludzku: agnieszka.pochrzest@agora.pl
Anna mogła swobodnie wybierać pozycję do rodzenia. Korzystała z piłek, drabinek i by uśmierzyć ból, wchodziła pod prysznic. Przy pierwszym dziecku nie miała takiego komfortu. Chodziła tylko na początku porodu. Gdy zaczęły się silniejsze skurcze, musiała leżeć. Non stop była podłączona do aparatury, choć poród przebiegał prawidłowo. - Przy pierwszym porodzie całą drugą fazę porodu przeleżałam, skończyło się cesarką - opowiada Anna. - Przy drugim i trzecim dziecku mogłam się ruszać i przyjmować różne pozycje i dzieci urodziły się naturalnie.
Przy trzecim dziecku Anna miała opłaconą położną. Ta sugerowała jej, że warto naciąć krocze lub podać oksytocynę przyśpieszającą poród, decyzję podejmowały wspólnie. Niestety, w stołecznych porodówkach nadal krocze nacinane jest za często. Świadczą o tym choćby statystyki: w jednych lecznicach nacina się 30 proc. kobiet, w innych dwa razy tyle.
- Część procedur medycznych wykonuje się zbyt rutynowo - podkreśla prof. Mirosław Wielgoś, mazowiecki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. - Nowe przepisy zmuszą personel, by zmniejszył te ilości.
Anna Otffinowska, prezeska fundacji Rodzić po Ludzku dodaje, że te przepisy to ważna broń w walce o prawa rodzących. - Jeśli kobieta będzie miała nacięte krocze, bez wskazań medycznych, może lekarza lub szpital pozwać do sądu. To uszkodzenie ciała - podkreśla Otffinowska.
Wiele sal do porodu w stołecznych porodówkach jest wyremontowana i wyposażona w drabinki, worki czy wanny.
- Sprzęt jest, ale nie zawsze się z niego korzysta - opowiada położna z Warszawy. - Znam szpital, w którym pod drabinką stoi aparatura, nie ma szans, by przy niej stanąć.
- W Szpitalu Bródnowskim jest koło do porodu, czyli specjalne, kosztowne łóżko, które umożliwia przyjmowanie dowolnych pozycji, ale nie znam ani jednej kobiety, która by na nim urodziła - dodaje Otffinowska.
Choć prawo daje kobiecie swobodę wyboru pozycji rodzenia, są szpitale, w których nadal rodzi się tylko na leżąco. - Wiele położnych nie potrafi przyjąć porodu, gdy kobieta stoi lub kuca, dlatego wolą ją położyć, choć wiedzą, że to pozycja nienaturalna - opowiada położna z Warszawy.
Prof. Wielgoś przyznaje, że nawet u niego w klinice tylko dwie położne chcą odbierać poród, gdy kobieta np. siedzi na krześle. - Muszą odbierać poród na klęczkach. Trzeba się więcej nagimnastykować, dlatego położne są przeciwne swobodzie wyboru pozycji - podkreśla profesor. - To się będzie musiało zmienić, bo kobiety będą wybierać te szpitale, gdzie są respektowane ich prawa - podkreśla Wielgoś.
Komentarz
Twoje prawo
Gdy w latach 90. "Gazeta" zaczynała akcję "Rodzić po ludzku", proponowała, by kobiecie ktoś bliski towarzyszył przy porodzie. Wtedy krytykowano, że pogorszy to higienę. Liczba zakażeń szpitalnych nie wzrosła od tego, że rodzącej towarzyszy partner, przyjaciółka lub matka. Walczyliśmy także o rooming-in, czyli o łóżeczko dziecka obok łóżka matki, i prawo do odwiedzin. Dziś w Warszawie to już standard.
Teraz nowy etap walki o prawa matek. Głosów krytyki nie brakuje i tym razem.
Od lekarza z warszawskiego szpitala klinicznego usłyszałam: "Zaraz po porodzie kobieta ma leżeć dwie godziny z dzieckiem na brzuchu. To jakieś bzdury! U nas w szpitalu chcą, by dziecko zabrać jak najszybciej. Ktoś z personelu musiałby ciągle z nimi stać, bo jak dziecko spadnie, to będzie, że nie dopilnowaliśmy".
Co innego mówią położne ze szpitali, gdzie matki leżą z noworodkami: "Nie znam ani jednej kobiety, która nie chciałaby poleżeć ze swoim nowo narodzonym dzieckiem. Chyba że chce je oddać do adopcji. Czasami w tym pierwszym kontakcie trzeba pomóc. Dziecko przystawić do piersi. Nigdy nie spadło nam dziecko w trakcie pierwszego kontaktu.".
Znam tylko dwa szpitale, gdzie standardem jest dwugodzinny kontakt matki z dzieckiem po porodzie.
Wiem o kilku lecznicach, w których kobiety mogą wybierać dowolne pozycje przy porodzie. W innych rutynowo kładzie się je do łóżka.
Nowe przepisy podkreślają, że kobieta musi być informowana o celu i skutkach każdej interwencji. Personel powinien się z nią przywitać, przedstawić się i omówić plan porodu, czyli spytać się jej, na czym jej zależy. Może nie chce, by ją ogolono. Albo by na sali byli studenci. Ma do tego prawo. To jej intymność. Jeśli ktoś tego nie uszanuje, kobieta może poskarżyć się do rzecznika praw pacjenta.
Zatem, panie, czytajcie swoje prawa. I niestety, zanim to znów stanie się dla wszystkich oczywiste, upominajcie się o nie!
Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
Opowiedz o porodzie
Chcemy dowiedzieć się, w jakich warunkach rodzi się na warszawskich porodówkach, dlatego prosimy o listy. Chcemy się dowiedzieć, w których szpitalach zaraz po porodzie noworodek leżał na brzuchu mamy, jak długo trwał taki pierwszy kontakt, czy personel traktował was przedmiotowo, czy wiedziałyście, dlaczego ktoś wam podał kroplówkę, czy przez cały poród mogłyście swobodnie wybierać pozycję, czy powierzyłybyście prowadzenie ciąży położnej, a nie ginekologowi (takie prawo daje rozporządzenie, ale na razie NFZ za to nie chce płacić). Piszcie, co jeszcze należy zmienić, by w stołecznych szpitalach rodzić po ludzku: agnieszka.pochrzest@agora.pl
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Kto zabił niemieckich turystów? Makabryczna zbrodnia
- Metro znowu wahadłowo. Powód: odkształcenie tunelu
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie
- Otwarcie autostrady do Warszawy już w nocy
- Dwa nowe hotele na Euro. Ale i tak zabraknie miejsc
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Cicha noc na A2
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie


