"Unikatowa urbanistyka". Pożegnanie prof. Skibniewskiej

Jerzy S. Majewski
28.04.2011 aktualizacja: 2011-04-27 18:48
A A A Drukuj
Osiedle Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
  • Prof. Halina Skibniewska
  • Osiedle 'Sady Żoliborskie'
  • Osiedle 'Sady Żoliborskie'
  • Osiedle 'Sady Żoliborskie'
Nie projektowała wiele. Jej realizacje nie oszałamiały skalą. A jednak zbudowane przez nią osiedla mieszkaniowe stawiają ją w rzędzie najwybitniejszych polskich architektów drugiej połowy XX wieku. 21 kwietnia zmarła prof. Halina Skibniewska. W czwartek o godz. 14 pogrzeb na Powązkach
- Zaczęłam czytać w wieku pięciu lat. Pochłaniałam mnóstwo książek. Pracując w latach 50. u wybitnego architekta Romualda Gutta, dużo jeździłam po świecie i oglądałam nowe realizacje - opowiadała mi prof. Skibniewska. Rozmawialiśmy o Sadach Żoliborskich, które w niczym nie przypominały typowych PRL-owskich osiedli. Tym osiedlem udowodniła, że nawet w świecie obowiązujących normatywów domy dla ludzi można budować lepiej.

Projektowane przez nią osiedla, wtopione w zieleń, przetrwały próbę czasu i do dziś pomimo małych mieszkań uchodzą za miejsca przyjemne do życia.

Epizod socrealistyczny i Sady

Urodziła się w 1921 r., swą pracę zawodową zaczynała tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. W czasie okupacji działała w AK. Studia kończyła po wojnie, dyplom obroniła w 1948 r. i podjęła pracę w Biurze Odbudowy Stolicy. Znalazła się w pracowni Romualda Gutta, którego uważała za swojego najważniejszego mistrza i nauczyciela.

Wspominała mi o tym w trakcie naszej ostatniej rozmowy w listopadzie ubiegłego roku. W jego pracowni współtworzyła swój najbardziej kontrowersyjny projekt - wielki teatr Wojska Polskiego w miejscu zburzonego w 1954 r. Zamku Ujazdowskiego. To był jej epizod socrealistyczny. Ale Gutt po 1956 r. wrócił do architektury takiej, jaką projektował przed 1949 r. - nowoczesnej, funkcjonalistycznej.

To wtedy, po 1956 r., na nowo - jak mi opowiadała - chłonęła teorię nowoczesnej europejskiej architektury mieszkaniowej. - Dobrze poznałam Francję, Skandynawię, miałam wykłady we Włoszech. To były moje doświadczenia. Z nich rodziły się pomysły.

Jednym z nich były właśnie Sady Żoliborskie zaprojektowane w latach 1958-62. Budynki ujmują skalą, starannie opracowanymi elewacjami. Mieszkania, choć niewielkie, takie, na jakie pozwalały normatywy, zostały tu rozplanowane niczym nowoczesne maszyny do mieszkania. W trakcie ich projektowania przewidziała przestawne elementy umożliwiające pewne zmiany ich układów. Ówczesny przemysł nie był jednak w stanie wyprodukować lekkich meblościanek i zrealizowano je tylko w jednym budynku. Ale Sady Żoliborskie to przede wszystkim unikatowa urbanistyka i morze zieleni. Wszędzie indziej w PRL-u, zanim przystąpiono do budowy nowych osiedli, czyszczono teren do stanu "zero". Wyburzano stare budynki, karczowano drzewa i krzewy, ziemia na czas budowy zamieniała się w rozjeżdżoną przez ciężki sprzęt błotnistą maź.

Posłowanie i empatia

"Dążę do nadania każdemu osiedlu odrębnego, indywidualnego wyrazu poprzez najściślejsze nawiązanie do konkretnych warunków, do atmosfery miejsca, tradycji, historii, krajobrazu. Staram się zachować naturalne warunki, istniejącą zieleń (na prawdziwe drzewa trzeba czekać 50 lat, dwa pokolenia) i wprowadzać nowe, które umiałyby współżyć z zabudową już istniejącą" - przekonywała podczas XIV kongresu UIA (Międzynarodowej Unii Architektów) w Warszawie w 1981 r.

W tym czasie istniało już drugie z zaprojektowanych przez nią osiedli - przy ul. Szwoleżerów. Powstało w latach 70., czyli w czasie, gdy królowała wielka płyta. Zrealizowane przez nią domy zaskakują kameralną skalą. W mistrzowski sposób udało się pomiędzy cztery poskręcane bloki wtopić łąkę ze strumieniem. Domy obrosło dzikie wino, a alejki ozdobiły kamienne wazy i labirynt dla dzieci.

Czy projektując w PRL-u, miała większą siłę przebicia? Możliwe. Wybierano ją jako posła na Sejm wielu kadencji, w ławach poselskich przesiedziała dłużej niż ktokolwiek inny w PRL-u. W stanie wojennym interweniowała w sprawie przepustek dla internowanych działaczy opozycji, pomogła m.in. obecnemu prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu.

Jednak pozycja posła w niczym by nie pomogła, gdyby nie talenty architekta, wiedza i pewna empatia - zdolność do wyobrażenia sobie, jak projektowane przez nią osiedla odbierane będą przez mieszkańców.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy