Dotkliwe raty kredytów w Warszawie już przed wojną
29.04.2011
aktualizacja: 2011-04-28 20:06
EAST NEWS/DANUTA B. LOMACZEWSKA
Historyk literatury, filozof i anglista Stanisław Helsztyński pracował na dwóch posadach. Wychodził z domu o siódmej rano, wracał tuż przed północą. Wszystko po to, by spłacić weksle za nowiutkie mieszkanie na Dolnym Mokotowie
ZOBACZ TAKŻE
- Wspaniała kolekcja drzew pomarańczowych w Łazienkach (22-04-11, 15:00)
- Warszawa nieodbudowana: losy kamienicy przy Rysiej (15-04-11, 14:00)
- Z czego śmiali się na wojnie? Ocalało archiwum (10-06-11, 14:00)
- Miłość w getcie. Inna strona wojny (20-05-11, 15:00)
- Jak powstawały żarówki? Historia fabryki na Woli (06-05-11, 14:00)
- Dzieci handlowały z Niemcami. Nieznana historia w wojny (04-05-11, 11:00)
- Nigdy nie publikowane! Zobacz skarby zakonu wizytek (19-04-11, 12:00)
- Walka o najstarszy słup w Warszawie. Absolutny unikat (07-04-11, 09:00)
- Chaos bud, krzywe chodniki - już Tyrmand o tym pisał (05-04-11, 11:00)
Jego koszt w jednym z domów wzniesionych przez Spółkę Terenową Tanich Domów przy ul. Grottgera przed 1929 r. nie był niski. Mimo to przy sporym wysiłku kupno mieszkania spółdzielczego u schyłku lat 20. XX w. pozostawał w zasięgu możliwości wielu inteligentów. Trzeba było jednak zacisnąć zęby i pracować. Europa przeżywała akurat okres prosperity przerwanej gwałtownie krachem na giełdzie nowojorskiej i niszczącym kryzysem.
Spłata w ratach
"Kupno mieszkania odczułem dotkliwie na swojej skórze: wpłaciłem pierwsze raty i podpisałem weksle na 18 tys. zł płatnych w ciągu roku. Rano uczyłem w gimnazjum Lorentza, po południu i wieczorem w szkole języków Deba. (...) Na szczęście podówczas na rok przed kryzysem wynagrodzenie za pracę było korzystne i wysokie: wykupiłem na czas wszystkie weksle. Zostaliśmy właścicielami mieszkania, które zajmowaliśmy do 12 lipca 1970 r." - wspominał Stanisław Helsztyński na łamach "Stolicy" z 1971 r.
Jego mieszkanie znajdowało się w trzypiętrowym domu segmencie z 1926 r. przy ul. Grottgera 19. Swoje domy Spółka Terenowa stawiała, korzystając z ulg, jakie państwo przyznawało tego rodzaju inicjatywom budowlanym przy zakupie działek i udzielaniu kredytów. Gdy budynki były gotowe, część mieszkań dostawali za opłatą członkowie założyciele spółdzielni. Resztę sprzedawano chętnym z zewnątrz zwykle po cenach rynkowych, ale z możliwością ratalnego rozłożenia spłaty.
W ten właśnie sposób do nowej kolonii przy ul. Grottgera sprowadził się Stanisław Helsztyński. Varsavianista Jerzy Kasprzycki ustalił, że jedno z dwupokojowych mieszkań w tym miejscu kosztowało 30 tys. zł. Nabywca płacił połowę gotówką i brał na siebie spłatę w ratach kolejnych 15 tys. zł z kredytu Banku Gospodarstwa Krajowego zaciągniętego na budowę przez Spółkę Terenową.
Ulica jak w mieście
Wielorodzinny dom na Grottgera 13-19 był jednym z pierwszych, który powstał przy tej ulicy. Ta wielosegmentowa budowla została schowana za wspólną fasadą złożoną z siedmiu części miejscami zryzalitowanych. Ostatnia elewacja kryła się za przebitą oknami stylizowaną "attyką" - dość luźno inspirowaną attykami z XVI - i XVII-wiecznych zabytków polskich. Elewację ożywiały pilastry i różne faktury tynków. Niebawem przy ul. Grottgera wyrosły kolejne budynki, każdy jednak o nieco odmiennej architekturze.
Sama ulica została wytyczona przez wspomnianą już Spółkę Terenową Tanich Domów i stanowiła początkowo wewnętrzny przejazd kolonii domów wielorodzinnych. Urbanistyka zespołu była tradycyjna. Domy nie stoją tu swobodnie rozrzucone, lecz wznoszą się jak kamienice wzdłuż ulicy, tworząc przez całą jej długość dwie zwarte pierzeje.
Większość budynków powstała tu do 1930 r. Budowę kolejnych przerwał Wielki Kryzys. Dopiero w drugiej połowie lat 30. przystąpiono do zabudowy wolnych jeszcze działek po parzystej stronie ul. Grottgera bliżej Belwederskiej. Nie wznosiła ich już jednak Spółka Terenowa, lecz prywatni inwestorzy, którzy odkupili posesje i budowali na nich kamienice czynszowe.
Kolonia wolnych zawodów
W 1926 r. lokalizacja daleko od centrum, w pobliżu zaniedbanych Sielc, nie była zbyt atrakcyjna. Wspominał o tym sam Helsztyński, którego do obejrzenia mieszkania w kooperatywie Spółki Terenowej Tanich Domów zaciągnęła siłą żona. „Dałem się zaprowadzić Alejami Ujazdowskimi aż do Belwederu. »Gdzie ta kooperatywa? «. »Jeszcze trochę dalej na dole, koło ulicy Podchorążych «. »Nie, dalej nie pójdę. Mieszkamy w Śródmieściu, dwa kroki od placu Trzech Krzyży. Nie pójdę na peryferie «„ - wspominał pisarz. Przyznał, że za pierwszym razem zawrócił, nawet nie dochodząc do ul. Grottgera. Jednak żona mu nie darowała i ostatecznie zobaczył nowe domy na ówczesnym przedmieściu Warszawy. „Musiałem pofatygować się dalej, obejrzeć pozostałe jeszcze mieszkania i następnie podpisać w biurze przystąpienie do spółdzielni” - pisał.
Ul. Grottgera wspominał też Jerzy Kasprzycki, który spędził na Mokotowie część dzieciństwa. Jego zdaniem nie każdy mógł sobie tutaj kupić mieszkanie. Spółka Terenowa dokonywała selekcji środowiskowej lub zawodowej. Preferowano przedstawicieli wolnych zawodów takich jak właśnie Stanisław Helsztyński. Dlatego sprowadzało się tu wielu innych znanych ludzi. W domu o numerach 7-9a w latach 1935-44 mieszkał Kornel Makuszyński. To przy ul. Grottgera powstawały przynajmniej fragmenty takich jego powieści dla młodzieży jak "Awantura o Basię", "Szatan z siódmej klasy" i "Szaleństwa panny Ewy". Ostatecznie także Helsztyński dobrze wspominał życie w tej okolicy: "Mieszkanie spełniło w pełni swoje zadanie. Tu wychowali się obydwaj synowie. (...) Tu napisałem wszystkie moje książki naukowe i publicystyczne z monografiami o Przybyszewskim i Szekspirze na czele" - wyliczał.
Meble zostały
Jerzy Kasprzycki wymienia innych mieszkańców ul. Grottgera: "Lekarze Gluzińscy, neurolog dr Nina Krakowska, adwokaci Piwocki, Winnicki, Sułek, inż. architekt Helena Kamińska". Dodaje, że w kolonii działał m.in. sklep spożywczy pana Zająca, nieco dalej przy Belwederskiej wędliny sprzedawał Stefan Krupiński, mięso zaś rzeźnik Krancenblum, z którym konkurowali pani Teofilska i Zarzycki.
Ulica Grottgera przestała być spokojna w 1937 r., kiedy to na jej zakończeniu przy Pogodnej u podnóża skarpy mokotowskiej powstał wielki i nowoczesny gmach szkoły powszechnej z 21 salami lekcyjnymi. Autorami tej modernistycznej budowli byli Mieczysław Łokcikowski i Maria Wroczyńska. Odtąd aż do dziś ulica rozbrzmiewała gwarem setek dzieci.
Solidne domy przy Grottgera ocalały w Powstaniu Warszawskim. Wprawdzie ich mury solidnie poszatkowały pociski, a część lokali i dachów spłonęła, ale po wojnie łatwo je było odbudować. Wróciło też wielu przedwojennych mieszkańców. Na jednej z klatek domu o numerach 12-18 (z 1926 r.) jeszcze 30 lat temu jego mieszkanka pokazywała mi miejsce, w którym w sierpniu 1944 r. zginął jej mąż. Stopnie i balustrada na klatce schodowej wciąż były pocięte śladami po kulach. Jednak w mieszkaniu mojej rozmówczyni ocalało wszystko: meble, wyposażenie kuchni. Wiele przedmiotów ustawionych przed 1939 r. wtedy, w 1980 r., znajdowało się wciąż w tym samym miejscu.
Dużo szczęścia miał też Stanisław Helsztyński. "Dom ostał się przez drugą wojnę światową. Ocalały meble, obrazy i księgozbiór, 2 tys. specjalistycznych pozycji angielskich i polskich, jak i zbiory przybyszewścianów" - wspominał. Pisał też, że strop jego domu wprawdzie spłonął, ale "osobistym fizycznym trudem rodziny, jak i właścicieli innych mieszkań zrzeszenia położyliśmy dach nad domem i pokryliśmy go na nowo podwójnie papą".
Dziś zabudowa ul. Grottgera wciąż trwa w stanie niemal niezmienionym od wojny.
Spłata w ratach
"Kupno mieszkania odczułem dotkliwie na swojej skórze: wpłaciłem pierwsze raty i podpisałem weksle na 18 tys. zł płatnych w ciągu roku. Rano uczyłem w gimnazjum Lorentza, po południu i wieczorem w szkole języków Deba. (...) Na szczęście podówczas na rok przed kryzysem wynagrodzenie za pracę było korzystne i wysokie: wykupiłem na czas wszystkie weksle. Zostaliśmy właścicielami mieszkania, które zajmowaliśmy do 12 lipca 1970 r." - wspominał Stanisław Helsztyński na łamach "Stolicy" z 1971 r.
Jego mieszkanie znajdowało się w trzypiętrowym domu segmencie z 1926 r. przy ul. Grottgera 19. Swoje domy Spółka Terenowa stawiała, korzystając z ulg, jakie państwo przyznawało tego rodzaju inicjatywom budowlanym przy zakupie działek i udzielaniu kredytów. Gdy budynki były gotowe, część mieszkań dostawali za opłatą członkowie założyciele spółdzielni. Resztę sprzedawano chętnym z zewnątrz zwykle po cenach rynkowych, ale z możliwością ratalnego rozłożenia spłaty.
W ten właśnie sposób do nowej kolonii przy ul. Grottgera sprowadził się Stanisław Helsztyński. Varsavianista Jerzy Kasprzycki ustalił, że jedno z dwupokojowych mieszkań w tym miejscu kosztowało 30 tys. zł. Nabywca płacił połowę gotówką i brał na siebie spłatę w ratach kolejnych 15 tys. zł z kredytu Banku Gospodarstwa Krajowego zaciągniętego na budowę przez Spółkę Terenową.
Ulica jak w mieście
Wielorodzinny dom na Grottgera 13-19 był jednym z pierwszych, który powstał przy tej ulicy. Ta wielosegmentowa budowla została schowana za wspólną fasadą złożoną z siedmiu części miejscami zryzalitowanych. Ostatnia elewacja kryła się za przebitą oknami stylizowaną "attyką" - dość luźno inspirowaną attykami z XVI - i XVII-wiecznych zabytków polskich. Elewację ożywiały pilastry i różne faktury tynków. Niebawem przy ul. Grottgera wyrosły kolejne budynki, każdy jednak o nieco odmiennej architekturze.
Sama ulica została wytyczona przez wspomnianą już Spółkę Terenową Tanich Domów i stanowiła początkowo wewnętrzny przejazd kolonii domów wielorodzinnych. Urbanistyka zespołu była tradycyjna. Domy nie stoją tu swobodnie rozrzucone, lecz wznoszą się jak kamienice wzdłuż ulicy, tworząc przez całą jej długość dwie zwarte pierzeje.
Większość budynków powstała tu do 1930 r. Budowę kolejnych przerwał Wielki Kryzys. Dopiero w drugiej połowie lat 30. przystąpiono do zabudowy wolnych jeszcze działek po parzystej stronie ul. Grottgera bliżej Belwederskiej. Nie wznosiła ich już jednak Spółka Terenowa, lecz prywatni inwestorzy, którzy odkupili posesje i budowali na nich kamienice czynszowe.
Kolonia wolnych zawodów
W 1926 r. lokalizacja daleko od centrum, w pobliżu zaniedbanych Sielc, nie była zbyt atrakcyjna. Wspominał o tym sam Helsztyński, którego do obejrzenia mieszkania w kooperatywie Spółki Terenowej Tanich Domów zaciągnęła siłą żona. „Dałem się zaprowadzić Alejami Ujazdowskimi aż do Belwederu. »Gdzie ta kooperatywa? «. »Jeszcze trochę dalej na dole, koło ulicy Podchorążych «. »Nie, dalej nie pójdę. Mieszkamy w Śródmieściu, dwa kroki od placu Trzech Krzyży. Nie pójdę na peryferie «„ - wspominał pisarz. Przyznał, że za pierwszym razem zawrócił, nawet nie dochodząc do ul. Grottgera. Jednak żona mu nie darowała i ostatecznie zobaczył nowe domy na ówczesnym przedmieściu Warszawy. „Musiałem pofatygować się dalej, obejrzeć pozostałe jeszcze mieszkania i następnie podpisać w biurze przystąpienie do spółdzielni” - pisał.
Ul. Grottgera wspominał też Jerzy Kasprzycki, który spędził na Mokotowie część dzieciństwa. Jego zdaniem nie każdy mógł sobie tutaj kupić mieszkanie. Spółka Terenowa dokonywała selekcji środowiskowej lub zawodowej. Preferowano przedstawicieli wolnych zawodów takich jak właśnie Stanisław Helsztyński. Dlatego sprowadzało się tu wielu innych znanych ludzi. W domu o numerach 7-9a w latach 1935-44 mieszkał Kornel Makuszyński. To przy ul. Grottgera powstawały przynajmniej fragmenty takich jego powieści dla młodzieży jak "Awantura o Basię", "Szatan z siódmej klasy" i "Szaleństwa panny Ewy". Ostatecznie także Helsztyński dobrze wspominał życie w tej okolicy: "Mieszkanie spełniło w pełni swoje zadanie. Tu wychowali się obydwaj synowie. (...) Tu napisałem wszystkie moje książki naukowe i publicystyczne z monografiami o Przybyszewskim i Szekspirze na czele" - wyliczał.
Meble zostały
Jerzy Kasprzycki wymienia innych mieszkańców ul. Grottgera: "Lekarze Gluzińscy, neurolog dr Nina Krakowska, adwokaci Piwocki, Winnicki, Sułek, inż. architekt Helena Kamińska". Dodaje, że w kolonii działał m.in. sklep spożywczy pana Zająca, nieco dalej przy Belwederskiej wędliny sprzedawał Stefan Krupiński, mięso zaś rzeźnik Krancenblum, z którym konkurowali pani Teofilska i Zarzycki.
Ulica Grottgera przestała być spokojna w 1937 r., kiedy to na jej zakończeniu przy Pogodnej u podnóża skarpy mokotowskiej powstał wielki i nowoczesny gmach szkoły powszechnej z 21 salami lekcyjnymi. Autorami tej modernistycznej budowli byli Mieczysław Łokcikowski i Maria Wroczyńska. Odtąd aż do dziś ulica rozbrzmiewała gwarem setek dzieci.
Solidne domy przy Grottgera ocalały w Powstaniu Warszawskim. Wprawdzie ich mury solidnie poszatkowały pociski, a część lokali i dachów spłonęła, ale po wojnie łatwo je było odbudować. Wróciło też wielu przedwojennych mieszkańców. Na jednej z klatek domu o numerach 12-18 (z 1926 r.) jeszcze 30 lat temu jego mieszkanka pokazywała mi miejsce, w którym w sierpniu 1944 r. zginął jej mąż. Stopnie i balustrada na klatce schodowej wciąż były pocięte śladami po kulach. Jednak w mieszkaniu mojej rozmówczyni ocalało wszystko: meble, wyposażenie kuchni. Wiele przedmiotów ustawionych przed 1939 r. wtedy, w 1980 r., znajdowało się wciąż w tym samym miejscu.
Dużo szczęścia miał też Stanisław Helsztyński. "Dom ostał się przez drugą wojnę światową. Ocalały meble, obrazy i księgozbiór, 2 tys. specjalistycznych pozycji angielskich i polskich, jak i zbiory przybyszewścianów" - wspominał. Pisał też, że strop jego domu wprawdzie spłonął, ale "osobistym fizycznym trudem rodziny, jak i właścicieli innych mieszkań zrzeszenia położyliśmy dach nad domem i pokryliśmy go na nowo podwójnie papą".
Dziś zabudowa ul. Grottgera wciąż trwa w stanie niemal niezmienionym od wojny.
-
Dotkliwe raty kredytów w Warszawie już przed wojną
asperamanka
29.04.11, 15:50
Tu warto dodać dwie uwagi tytułem komentarza. Po pierwsze, pod względem siły nabywczej przedwojenny złoty byłby wart mniej więcej 10 złotych dzisiejszych. To daje pojęcie o cenie mieszkania.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


