W przyszłym roku Warszawie może zabraknąć 250 mln zł

Jan Fusiecki
09.05.2011 aktualizacja: 2011-05-08 21:28
A A A Drukuj
Panorama Warszawy ze szczytu Pałacu Kultury i Nauki Fot. Adam Kozak / AG
Jeśli resort finansów dopnie swego i dodatkowo ograniczy długi samorządów, w przyszłorocznym budżecie Warszawy zabraknie 250 mln zł. Mimo drakońskich podwyżek cen biletów i opłat za wodę.
Chodzi o forsowaną przez szefa resortu finansów tzw. regułę 4, 3, 2, 1. Ma obowiązywać wszystkie samorządy od przyszłego roku. Jej wprowadzenie oznacza, że deficyt Warszawy, czyli wynik budżetu miasta w relacji do dochodów w 2012 r. nie będzie mógł przekroczyć 4 proc. na minusie, a w następnych latach miałby być redukowany stopniowo do 3, 2 i 1 proc.

Historyczna szansa

Tegoroczny budżet Warszawy przewiduje deficyt sięgający 2,4 mld zł przy dochodach oszacowanych na 11,4 mld zł. Wynik budżetu w relacji do dochodów jest więc na sporym, przeszło 20-proc. minusie.

Władze Warszawy zapewniają jednak, że to wskaźniki zgodne z planem, a dług wynika z ambitnego planu inwestycyjnego.

W sumie Warszawa ma w tym roku wydać na inwestycje rekordową kwotę 3,6 mld zł, tj. o 631 mln zł więcej niż w 2010 r.: kończy się budowa trasę mostu Północnego, rozpoczęto budowę drugiej linii metra.

- Do większości sztandarowych projektów inwestycyjnych dopłaca UE, np. do budowy metra 2,9 mld zł. Musieliśmy się zadłużyć, aby wykorzystać szanse na gigantyczny zastrzyk pieniędzy z Brukseli - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza.

Mirosław Czekaj, skarbnik Warszawy, zapewnia, że Warszawa nie marnotrawi pożyczonych pieniędzy. - Emituje obligacje, w tym roku w dwóch transzach na sumę 600 mln zł - mówi. W kwietniu agencja Fitch potwierdziła długoterminowy rating krajowy Warszawy na poziomie AAA. Dzięki temu Warszawa ma wiarygodność taką, jak skarb państwa.

- Dzięki temu mamy dostęp do tanich kredytów - mówią urzędnicy ratusza. Dodają, że znaczna część tegorocznego deficytu ma być finansowana z wpływów z prywatyzacji. Miasto kończy procedurę prywatyzacyjną jednej z najzasobniejszych spółek miejskich - Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Pieniądze z jej sprzedaży mają pokryć deficyt. Projekt budżetu przewiduje, że będzie to kwota 750 mln zł, władze miasta mają nadzieję, że sprzedaż SPEC da budżetowi co najmniej 1,1 mld zł.

Drakońskie podwyżki

Zgodnie z przyjętą przez Radę Warszawy wieloletnią prognozą finansową, deficyt budżetu w 2012 r. zmniejszy się do blisko 600 mln zł, co da przeszło 5-procentowy wskaźnik zadłużenia. Rok 2013 miałby być ostatnim rokiem deficytu (267 mln zł, 2,2 proc.). Potem miasto ma notować nadwyżki budżetowe przekraczające 300-400 mln zł.

Aby osiągnąć ten cel, ratusz musi utrzymać na obecnym poziomie tzw. wydatki bieżące, a więc nie podwyższać pensji urzędnikom czy zwiększać dodatków motywacyjnych dla nauczycieli. Spełnienie tych wymagań oznacza również konieczność wprowadzenia drakońskich podwyżek cen usług komunalnych, głównie biletów komunikacji. Tylko w ub.r. miasto na bieżące utrzymanie komunikacji miejskiej wydało 1,8 mld zł, tymczasem wpływy ze sprzedaży biletów dały 639 mln zł.

Koszty ulg i kryzysu

To jednak nie wystarczy, bo redukcja deficytu budżetowego Warszawy z przeszło 5 proc. do maksimum 4 proc. w przyszłym roku każe wyrzucić do kosza dotychczasowe plany i szukać 250 mln zł na załatanie dziury, której dotąd nikt nie planował.

- Wydatki bieżące trudno ścinać, bo to głównie fundusze na utrzymanie i tak już deficytowej komunikacji czy szkół. Nie możemy też rezygnować z już zakontraktowanych inwestycji - mówi Tomasz Andryszczyk. - Rozumiem, że minister finansów chce w ten sposób ograniczyć dług publiczny Polski, ale nie tylko treść tych propozycji, ale moment i tempo zaproponowanych zmian budzą niepokój - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza.

Przypomina, że samorządy już dziś muszą stosować restrykcyjne reguły wydatkowe. Całość długu nie może przekroczyć 60 proc. rocznego budżetu (w tym roku wskaźnik zadłużenia budżetu Warszawy sięgnie 51,9 proc.).

Władze miast nie mogą też brać pożyczek na wydatki bieżące. Działają mechanizmy kontrolne: wydatki budżetu sprawdza Regionalna Izba Obrachunkowa, zewnętrzni audytorzy i inwestorzy, którzy kupują miejskie obligacje.

- Wprowadzenie reguły 4, 3, 2, 1 zmusi nas do sprzedaży majątku, np. działek miejskich, niekoniecznie po atrakcyjnych cenach - mówią w stołecznym ratuszu. - Minister finansów zachowuje się jak księgowy, a nie menadżer. Nie chce wziąć pod uwagę, że samorządy biorą długi na inwestycje. Kolejna sztywna reguła grozi porzuceniem ambitnych projektów i może wywołać stagnację.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy