Jest ławeczka, jest super. Ale to nie wystarczy
18.05.2011
aktualizacja: 2011-05-17 19:20
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Jeśli władzom brakuje pomysłu, jak urządzić plac, ulicę lub skwer, to mają jeden sposób, który załatwia całą sprawę: ławeczka. Nie mam nic przeciwko ławeczkom, ale wiem, że one nie wystarczą, by ożywić przestrzeń publiczną w Warszawie. Trzeba czegoś jeszcze - pisze Marcin Wojciechowski z Grupy M20.
ZOBACZ TAKŻE
- Molo na Wiśle. Czy to możliwe w Warszawie? (18-05-11, 10:00)
- Drogowcy w pracy: ławki naprawią, ale trawę zniszczą (01-05-11, 15:11)
- Jedyna taka rzeźba: pomnik szkolnej ławki (18-11-10, 20:41)
- Sąsiedzi sami postawili ławki. Urzędnicy są oburzeni (07-09-10, 09:00)
Pomysł na ogrodzenie całego terenu wokół Stadionu Narodowego robi mocne wrażenie. Nie przestaje być ciekawie, kiedy sprawdzimy o co ten cały raban. Co mianowicie będzie takiego cennego na ogromnym terenie wokół Stadionu Narodowego, że aż trzeba go ogrodzić? Sprawdziłem. Otóż będą ławeczki. Nic więcej. Żadnych budynków, skateparku ani boisk do siatki albo kosza. Ławeczki, i tyle.
Ten cenny skarb jest ustawiany w różnych punktach miasta coraz liczniej. Przejdźmy parę kroków dalej. Co miasto urządziło na wyremontowanej Francuskiej? Jak to co? Ławeczki! W Alejach Ujazdowskich po remoncie nie przybyło ani kawiarń, ani nawet czegokolwiek, na co można by się pogapić. Pojawiło się za to dużo... No właśnie - ławeczek. Wygląda na to, że ławeczki są jedynym pomysłem na ożywienie przestrzeni publicznej w Warszawie.
Jednak po kilku remontach ulic i placów można już stwierdzić, że same ławeczki nie zrobiły z Warszawy Paryża. Aleje Ujazdowskie po remoncie - ławeczki świecą pustkami. Na zdjęciu widać Krakowskie Przedmieście po remoncie - całkiem ładne ławeczki stoją puste.
Przykład Krakowskiego Przedmieścia pokazuje, że tam, gdzie uruchomiono typowo miejski "atraktor" ogniskujący życie - na skwerze Hoovera - przez cały dzień jest gwar, jest życie. A tuż obok - tam, gdzie rewitalizacja skończyła się na ustawieniu ławeczek wzdłuż muru - panuje syndrom martwego miasta. Czyli jednak sama ławeczka nie jest spełnieniem marzeń o aktywnym życiu w mieście. Trzeba czegoś jeszcze.
Skąd to ubóstwo pomysłów na poprawę jakości przestrzeni publicznej w Warszawie? Dlaczego ktoś we władzach miasta uznał, że najlepszym zajęciem dla mieszkańców dwumilionowego miasta jest siedzenie na ławeczkach? I skąd to chorobliwe przywiązanie do ławeczek traktowanych jako Główna Zapchajdziura Miasta?
Panuje przekonanie, że wystarczy postawić ławeczkę i sprawa załatwiona - powstał salon. Nie bardzo wiadomo, skąd te salonowe skojarzenia, bo ławeczki wzdłuż jezdni są atrakcją typową raczej dla wsi.
A przecież do prawdziwego ożywienia przestrzeni publicznej Warszawy i do nadania jej wielkomiejskiego charakteru niezbędna jest cała gama środków znanych doskonale z miast zachodniej Europy: sklepy w przyziemiach, duże witryny, kawiarnie, restauracje, place i placyki zastawione stolikami, a przy nich małe sceny dla wykonawców muzycznych. Ryneczki ze straganami bukinistów, handlarzy antykami albo kwiatowe. Rampa dla skateboardzistów, dwa kosze do koszykówki. Takie miejsca przyciągają ludzi, dają im powód albo pretekst, aby przyjść. Tylko one powodują, że mieszkańcy zatrzymują się na ulicy dłużej, że nie traktują jej jako ściek komunikacyjny, lecz jako MIEJSCE.
Zresztą trzeba tu wspomnieć, że organizowanie imprez (festynów) na Krakowskim Przedmieściu albo przy placu Grzybowskim to też nie lekarstwo. Na chwilę ożywia miejsce, ale na dłuższą metę niczego nie załatwia, bo impreza trwa kilka godzin, po czym jest zwijana, a przez następny tydzień znów jest smętnie.
Na koniec, żeby było jasne: w Grupie M20 nie mamy nic przeciwko ławeczkom. Są fajne i niech sobie będą. Ale mamy już serdecznie dość słuchania tylko o ławeczkach; aby przestrzeń ożyła, same ławeczki nie wystarczą.
Marcin Wojciechowski
Grupa M20.waw.pl
Ten cenny skarb jest ustawiany w różnych punktach miasta coraz liczniej. Przejdźmy parę kroków dalej. Co miasto urządziło na wyremontowanej Francuskiej? Jak to co? Ławeczki! W Alejach Ujazdowskich po remoncie nie przybyło ani kawiarń, ani nawet czegokolwiek, na co można by się pogapić. Pojawiło się za to dużo... No właśnie - ławeczek. Wygląda na to, że ławeczki są jedynym pomysłem na ożywienie przestrzeni publicznej w Warszawie.
Jednak po kilku remontach ulic i placów można już stwierdzić, że same ławeczki nie zrobiły z Warszawy Paryża. Aleje Ujazdowskie po remoncie - ławeczki świecą pustkami. Na zdjęciu widać Krakowskie Przedmieście po remoncie - całkiem ładne ławeczki stoją puste.
Przykład Krakowskiego Przedmieścia pokazuje, że tam, gdzie uruchomiono typowo miejski "atraktor" ogniskujący życie - na skwerze Hoovera - przez cały dzień jest gwar, jest życie. A tuż obok - tam, gdzie rewitalizacja skończyła się na ustawieniu ławeczek wzdłuż muru - panuje syndrom martwego miasta. Czyli jednak sama ławeczka nie jest spełnieniem marzeń o aktywnym życiu w mieście. Trzeba czegoś jeszcze.
Skąd to ubóstwo pomysłów na poprawę jakości przestrzeni publicznej w Warszawie? Dlaczego ktoś we władzach miasta uznał, że najlepszym zajęciem dla mieszkańców dwumilionowego miasta jest siedzenie na ławeczkach? I skąd to chorobliwe przywiązanie do ławeczek traktowanych jako Główna Zapchajdziura Miasta?
Panuje przekonanie, że wystarczy postawić ławeczkę i sprawa załatwiona - powstał salon. Nie bardzo wiadomo, skąd te salonowe skojarzenia, bo ławeczki wzdłuż jezdni są atrakcją typową raczej dla wsi.
A przecież do prawdziwego ożywienia przestrzeni publicznej Warszawy i do nadania jej wielkomiejskiego charakteru niezbędna jest cała gama środków znanych doskonale z miast zachodniej Europy: sklepy w przyziemiach, duże witryny, kawiarnie, restauracje, place i placyki zastawione stolikami, a przy nich małe sceny dla wykonawców muzycznych. Ryneczki ze straganami bukinistów, handlarzy antykami albo kwiatowe. Rampa dla skateboardzistów, dwa kosze do koszykówki. Takie miejsca przyciągają ludzi, dają im powód albo pretekst, aby przyjść. Tylko one powodują, że mieszkańcy zatrzymują się na ulicy dłużej, że nie traktują jej jako ściek komunikacyjny, lecz jako MIEJSCE.
Zresztą trzeba tu wspomnieć, że organizowanie imprez (festynów) na Krakowskim Przedmieściu albo przy placu Grzybowskim to też nie lekarstwo. Na chwilę ożywia miejsce, ale na dłuższą metę niczego nie załatwia, bo impreza trwa kilka godzin, po czym jest zwijana, a przez następny tydzień znów jest smętnie.
Na koniec, żeby było jasne: w Grupie M20 nie mamy nic przeciwko ławeczkom. Są fajne i niech sobie będą. Ale mamy już serdecznie dość słuchania tylko o ławeczkach; aby przestrzeń ożyła, same ławeczki nie wystarczą.
Marcin Wojciechowski
Grupa M20.waw.pl
-
Jest ławeczka, jest super. Ale to nie wystarczy
katja
18.05.11, 11:56
Mieszkam obecnie w Szweci i zazdroszcze wam tych laweczek ;-) bo tu takiego luxusu nie ma.Laweczki sa bardzo rzadko i szybko sa zabierane bo jak tylko szemrane towarzystwo zaczyna sie na »
-
Jest ławeczka, jest super. Ale to nie wystarczy
avadoro
18.05.11, 12:49
Warto dodać przy nazwisku autora "dziennikarz Gazety Wyborczej" ( pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_Wojciechowski). Chyba że to inny MW, ale w takim razie powinna być zastosowana przez autora »
-
Re: Jest ławeczka, jest super. Ale to nie wystarc
three-gun-max
18.05.11, 14:35
Pijaczki w Szwecji, w socjalistycznym raju? Lepiej teraz oglądaj się za siebie bo już szykują ci miejsce w obozie reedukacyjnym :)»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Kto zabił niemieckich turystów? Makabryczna zbrodnia
- Metro znowu wahadłowo. Powód: odkształcenie tunelu
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie
- Otwarcie autostrady do Warszawy już w nocy
- Dwa nowe hotele na Euro. Ale i tak zabraknie miejsc
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Cicha noc na A2
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie


