Charlotte. Na punkcie tej knajpy Warszawa zwariowała

Maciej Nowak
03.06.2011 aktualizacja: 2011-06-02 18:18
A A A Drukuj
Bistro Charlotte, al. Wyzwolenia 18 (wejście od placu Zbawiciela) Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
  • Bistro 'Charlotte', al. Wyzwolenia 18 (wejście od placu Zbawiciela)
Charlotte w ciągu kilkudziesięciu dni w tajemniczy sposób stała się pępuszkiem Warszawy, choć do gastronomicznej doskonałości brakuje jej jeszcze wiele.
Nietrudno ocenić, która z aktualnych warszawskich miejscówek uchodzi za najbardziej modną. Wystarczy odnaleźć takie, gdzie przy sąsiednich stolikach zasiadają mec. Lejb Vogelmann, red. Mikołaj Komar, kanadyjski biznesmen Jeff Butcher oraz mój przyjaciel Julek D. Niczym kanarki w kopalniach, niczym jaskółki przed burzą są bezbłędnymi detektorami najgorętszych lokalizacji Warszawy. Dzięki tej metodzie badawczej możemy ujawnić światu adres, pod którym spotyka się tej wiosny toute la Varsovie. Sławiątka, reklamiarze, ludzie mody i mediów, bywalcy i designerzy nie będą zachwyceni odkryciem ich tajemnicy. Już nawet wysłuchałem gróźb, że jeśli napiszę o tym lokalu, muszę liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Do strachliwych nie należę, więc zabieram dziś państwa na pl. Zbawiciela, gdzie jeszcze do niedawna działała jedna z ostatnich w naszym mieście central rybnych. Pierwotnie sklep stanowił kompleks z mieszczącą się na piętrze restauracją Mensa, specjalizującą się w daniach jeziorno-morskich. Kilka lat temu pięterko przekształcone zostało w modny klub Plan B, a parę tygodni temu na parterze otwarto Charlotte. To właśnie na jej punkcie Warszawa zwariowała.

Połączenie piekarni z kawiarnią to popularny na świecie format gastronomiczny. Istnieją wielkie, międzynarodowe sieci tego typu, w ich obsłudze wyspecjalizowały się koncerny dostarczające technologie i produkty, pozwalające przygotowywać wypieki w warunkach nie do końca profesjonalnych. Do Warszawy i Polski moda ta dopiero wkracza, jej pierwszym zwiastunem był Vincent na Nowym Świecie, niedługo później pojawiły się lokale pod marką Saint Honore. Jednak to dopiero Charlotte rozbiła bank i obecnie śniadanko z croissantami prosto z pieca jest tym, co w Warszawie uchodzi za najbardziej chic. Na tle pionierów nowej piekarniczej fali Charlotte wyróżnia się tym, że w większym stopniu pełni rolę klimatycznej kafeterii niż sklepu z wypiekami. Troskliwy minimalizm, z jakim urządzono wnętrze, uwodzi od pierwszego momentu. Jest tu słonecznie, jasno, przestrzennie, z zachowanymi reliktami dawnego, sklepowego wystroju. A na środku rządzi ogromny drewniany stół, który rano sprzyja integracji przy kawie i laptopie, wieczorami zaś zmienia się w wysoki bar, ogniskujący wszystkie plotki naszego miasta. Charlotte w ciągu kilkudziesięciu dni w tajemniczy sposób stała się pępuszkiem Warszawy, choć do gastronomicznej doskonałości brakuje jej jeszcze wiele. Rozbrajająca bezradność młodziutkiej (i urodziwej) obsługi idzie tu w parze ze skromniutką, wręcz elementarną ofertą kulinarną. Uwielbiam świeże pieczywo z zestawem konfitur (spośród których najlepsza jest ta z pomarańczy), ale już z podanym do tego parzącym jajkiem na twardo naprawdę nie wiem co zrobić. Na talerzu serów ich porcje mają wielkość homeopatyczną, a bagietki są nieprzyjemnie przepieczone. Z kolei jednak kanapka z rostbefem potrafi uzależnić i strasznie tęskni do wina, którego na razie ciągle jeszcze nie ma w menu. Za 10 zł korkowego można natomiast przyjść z własną butelką ulubionego napoju.

I uwaga! Śniadanka jada się w Charlotte przez cały dzień, od 7 rano do ostatniego gościa, czyli gdzieś około północy. I wbrew potocznym opiniom nie jest to wcale styl francuski. Tak śniadankuje się w Berlinie, na który nasze miasto nieustannie filuje z zazdrością.

Charlotte, al. Wyzwolenia 18 (wejście od placu Zbawiciela), tel. 22 628 44 59, toaleta niedostępna dla gości niepełnosprawnych, można płacić kartą, czynne od poniedziałku do piątku od 7, w soboty i niedziele - od 9.

Podziel się

  • Charlotte. Na punkcie tej knajpy Warszawa zwari... coppermind 04.06.11, 09:53

    "warszawa filuje z zazdrością na Berlin" co za imbecyl pisał ten artykuł ?co to znaczy filować ? to jakiś więzienny gryps ?gdzie ta zazdrość w Warszawie ?o co? o mieszkających w Berlinie »

  • Błąd w artykule czikuczikulinka 05.06.11, 09:27

    Nie rozumiem, czemu pan Maciej Nowak, skoro chyba dużo w swoim życiu pisze, pisze niepoprawnie. Pełni się funkcję, a rolę się odgrywa. Kto popełnia tak koszmarny językowy błąd, powinien »

  • Zakąski już popadły w niełaskę? three-gun-max 05.06.11, 20:20

    Jakiś redaktorek dostał za reklamowanie innej knajpy?»

Najnowsze wiadomości z Warszawy