Nagrody miasta bez awantur. "Czasem warto się pokłócić"

Seweryn Blumsztajn
17.06.2011 aktualizacja: 2011-06-16 20:33
A A A Drukuj
Seweryn Blumsztajn AG
Jak można zabić prestiżowe nagrody miasta? Dogadując się politycznie: każdy klub ma pulę, której wielkość zależy od liczby radnych, każdy zgłasza swoich kandydatów, i nie ma awantury. Rzeczywiście nie ma awantury, tyle że nikogo to już nie obchodzi - komentarz Seweryna Blumsztajna
Nagrody dostają ludzie rozpoznawalni i z Warszawą związani (np. w tym roku są wśród laureatów znany warszawski pisarz i popularna aktorka), jak i tacy, których nazwiska nic nikomu nie mówią. Polityczny klucz powoduje też, że nagradzane są osoby o słusznych życiorysach według jednej partii, ale kontrowersyjnych dla zwolenników innej. Sporów nie ma, bo po co robić awanturę.

Nawet trudno odgadnąć klucz, według jakiego partie zgłaszają swoich kandydatów. Pewnie decyduje przypadek: dobrze zgłosić kogoś kojarzonego z Warszawą, trzeba też nagrodzić jakiegoś partyjnego twórcę, a czasem po prostu chce się znajomemu załatwić kilka tysięcy złotych. Nagród jest kilkanaście, kto by tam chciał śledzić życiorysy takiego tłumu. Nie mówiąc już o jakiejś promocji ludzi, którym nasze miasto daje nagrody. Powinniśmy przecież wszyscy z nagrodzonych być dumni.

Podobnie jest z bardziej jeszcze prestiżowymi Honorowymi Obywatelami stolicy. Każdy klub zgłasza swojego honorowego obywatela i nie ma o czym dyskutować. Żeby nie było awantury.

Popatrzmy na tegorocznych "honorowych": Jerzy Buzek - premier, Europejczyk, przedtem konspirator. Świetna osoba, ale nic z Warszawą nie miał wspólnego. Abp Henryk Hoser - czy PiS musi zgłaszać każdego stołecznego biskupa od razu po mianowaniu? Można poczekać kilka lat, aż się trochę uwarszawi. Pani Lidia Korsak-Brusikiewicz - piękna murarka z "Przygody na Mariensztacie". To rzeczywiście warszawska postać, ale czy aż "honorowa obywatelka"?

Wszystko to utraciło jakikolwiek sens i nikomu już chwały nie przynosi - ani laureatom, ani miastu.

Może zdecydować się na jednego honorowego obywatela rocznie i ograniczenie liczby nagród, ale nadać tym nominacjom jakiś rozgłos. Może warto zdecydować się na coroczny spór i awanturę - to podniesie rangę nagród i obywatelstwa.

Bo nie ma nic gorszego niż partyjna nagroda miasta i partyjny "obywatel honorowy". Tacy nie przechodzą do historii.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy