Duże nerwy wokół Vervy: czytelnicy za i przeciw
20.06.2011
aktualizacja: 2011-06-19 21:39
- Centrum to nie miejsce na wyścigi samochodowe i ryki motorów - skarżą się czytelnicy po weekendowej imprezie Verva Street Racing. - Więcej utrudnień powodują masowe imprezy biegowe - nie odpuszczają zwolennicy samochodowych wyścigów.
ZOBACZ TAKŻE
- Motocykle ryczą i pędzą. A policja nie może ich dogonić (17-07-11, 09:00)
- Stary tor ożyje. Tu będą się ścigać na motorach? (07-07-11, 09:00)
- Mistrzowie kierownicy przyjechali do Warszawy [ZDJĘCIA] (19-06-11, 08:34)
- Precz z hałasem i paleniem gumy w centrum miasta! (18-06-11, 09:00)
- Zamykają centrum, bo robią wyścigi (17-06-11, 14:52)
- Rajdy na ulicach Warszawy. Mistrzowie na pl. Teatralnym (12-06-11, 14:00)
- Nielegalne wyścigi: palą gumę przy lotnisku [wideo] (08-04-11, 18:00)
- Warszawa stolicą wyścigów, tym razem gokartowych (04-09-10, 10:00)
- Warkot VERVA Street Racing na ulicach Warszawy (22-08-10, 21:02)
Najszybsze samochody świata, ryk silników o mocy nawet kilkuset koni mechanicznych, pojedynki kierowców - tak było w sobotę w centrum miasta podczas drugiej edycji Verva Street Racing.
"Kilka ulic w centrum Warszawy zamieniło się w tor wyścigowy dla bolidów Formuły 1 i wyczynowych motocykli - ktoś w ratuszu upadł chyba na głowę, wyrażając zgodę na taką imprezę" - krytykował w redakcyjnym komentarzu w sobotniej "Stołecznej" Jarosław Osowski. Apelował, by tak uciążliwe dla otoczenia wydarzenie przenieść poza centrum, np. na lotnisko Bemowo.
Komentarz podzielił czytelników. Na forum pod nim trwa ostry spór. Do redakcji przychodzą listy.
Po licho te wyścigi
W 100 procentach solidaryzuję się z komentarzem w "Stołecznej" na temat hałaśliwego "palenia gumy". Wieczorem wybraliśmy się z żoną na spektakl "Mewa" na Scenie przy Wierzbowej (Teatr Narodowy). O tym, że ruch uliczny jest teraz w centrum Warszawy utrudniony, głównie z powodu budowy metra (co rozumiemy i radujemy się inwestycją), wiedzieliśmy, ale o tym, że dojazd w okolice placu Teatralnego jest wręcz uniemożliwiony - już nie. Więc gdy na Królewskiej zaskoczył nas zakaz skrętu w lewo w kierunku Senatorskiej zostałem zmuszony dojechać do Krakowskiego Przedmieścia, gdzie skręciłem w lewo (choć, gdybym skręcił w prawo, to byłoby tak samo nielegalne, bo przecież Krakowskim jeździć nie wolno!), i Miodową oraz Długą dojechaliśmy w okolice placu Bankowego, gdzie zaparkowaliśmy samochód, a dalej, nie bez przeszkód szliśmy na piechotę.
Można powiedzieć: po licho pchacie się samochodem do Śródmieścia? Wydawało nam się, że w piątkowy wieczór możemy sobie pozwolić na dojazd autem do teatru, a potem grzecznie wrócić do domu. Ale nie! Ktoś uznał, że obecne ww. utrudnienia dla ruchu w mieście są niewystarczające, i oddał dużą część reprezentacyjnej okolicy miasta we władanie szalonych automobilistów i motocyklistów. Z szacunkiem dla tych sportowców, ale dlaczego w centrum?! Nie dość, że Bogu ducha winni wielbiciele innych rozrywek mieli trudności z dostaniem się, gdzie chcą (nie byliśmy jedynymi błąkającymi się w gąszczu płotków i przy potwornym ryku motorów oraz pokrzykiwań ochrony), to jeszcze w teatrze aktorzy musieli udawać, że jest OK., i grać swe role najlepiej, jak potrafią, a publiczność też udawać, że jej nic nie przeszkadza. A czy ktoś pomyślał o mieszkańcach okolicznych budynków?
W drodze powrotnej zastanawialiśmy się z żoną, czym się kieruje urząd miasta, dając zgodę na coś takiego. A wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę.
Janusz Allina, Rembertów
Z wyścigów trzeba się cieszyć
Komentarz Jarosława Osowskiego o imprezie samochodowej organizowanej przez Orlen podniósł mi ciśnienie. Od lat auta rajdowe rozjeżdżają zabytkowy wiadukt na Karowej, pisze pan redaktor. Odpowiadam, że od lat ludzie tłumaczą "Gazecie", że dzień, w którym rozgrywane jest Kryterium Asów, jest dla wiaduktu najlepszy w roku! Wtedy przez dobę po wiadukcie przejeżdża tyle aut, ile zwykle w ciągu godziny-dwóch. I to jeżdżą tam auta lekkie, niesmarkające olejem. Więc należałoby się cieszyć. I z tego, że Warszawa ma takie ciekawe wydarzenie, bo na ich nadmiar nie cierpimy.
Okolice pl. Piłsudskiego z komunikacyjnego punktu widzenia nie są ważne i ich zamknięcie nie jest tak uciążliwe, jak sugeruje red. Osowski. Znacznie więcej utrudnień tworzą promowane przez "Gazetę" Biegi Niepodległości, Maratony Warszawskie i inne imprezy biegowe. Nie potępiam ich. Chodzi o to, by zrozumieć, że w stolicy państwa europejskiego imprezy masowe się odbywają, i trzeba to zaakceptować albo wyprowadzić się np. do Otwocka.
Ironizowanie, że komuś "zamarzyło się Monte Carlo", też jest niezrozumiałe. A dlaczego nie? Formuła 1 szuka nowych torów, tory uliczne są w modzie (bo taniej je "zrobić", są ciekawsze dla kibiców). A wyścig Formuły 1 w Warszawie zrobiłby dla jej promocji więcej niż wszystkie tytuły europejskiej stolicy kultury razem.
Piotr Kowalczyk
"Kilka ulic w centrum Warszawy zamieniło się w tor wyścigowy dla bolidów Formuły 1 i wyczynowych motocykli - ktoś w ratuszu upadł chyba na głowę, wyrażając zgodę na taką imprezę" - krytykował w redakcyjnym komentarzu w sobotniej "Stołecznej" Jarosław Osowski. Apelował, by tak uciążliwe dla otoczenia wydarzenie przenieść poza centrum, np. na lotnisko Bemowo.
Komentarz podzielił czytelników. Na forum pod nim trwa ostry spór. Do redakcji przychodzą listy.
Po licho te wyścigi
W 100 procentach solidaryzuję się z komentarzem w "Stołecznej" na temat hałaśliwego "palenia gumy". Wieczorem wybraliśmy się z żoną na spektakl "Mewa" na Scenie przy Wierzbowej (Teatr Narodowy). O tym, że ruch uliczny jest teraz w centrum Warszawy utrudniony, głównie z powodu budowy metra (co rozumiemy i radujemy się inwestycją), wiedzieliśmy, ale o tym, że dojazd w okolice placu Teatralnego jest wręcz uniemożliwiony - już nie. Więc gdy na Królewskiej zaskoczył nas zakaz skrętu w lewo w kierunku Senatorskiej zostałem zmuszony dojechać do Krakowskiego Przedmieścia, gdzie skręciłem w lewo (choć, gdybym skręcił w prawo, to byłoby tak samo nielegalne, bo przecież Krakowskim jeździć nie wolno!), i Miodową oraz Długą dojechaliśmy w okolice placu Bankowego, gdzie zaparkowaliśmy samochód, a dalej, nie bez przeszkód szliśmy na piechotę.
Można powiedzieć: po licho pchacie się samochodem do Śródmieścia? Wydawało nam się, że w piątkowy wieczór możemy sobie pozwolić na dojazd autem do teatru, a potem grzecznie wrócić do domu. Ale nie! Ktoś uznał, że obecne ww. utrudnienia dla ruchu w mieście są niewystarczające, i oddał dużą część reprezentacyjnej okolicy miasta we władanie szalonych automobilistów i motocyklistów. Z szacunkiem dla tych sportowców, ale dlaczego w centrum?! Nie dość, że Bogu ducha winni wielbiciele innych rozrywek mieli trudności z dostaniem się, gdzie chcą (nie byliśmy jedynymi błąkającymi się w gąszczu płotków i przy potwornym ryku motorów oraz pokrzykiwań ochrony), to jeszcze w teatrze aktorzy musieli udawać, że jest OK., i grać swe role najlepiej, jak potrafią, a publiczność też udawać, że jej nic nie przeszkadza. A czy ktoś pomyślał o mieszkańcach okolicznych budynków?
W drodze powrotnej zastanawialiśmy się z żoną, czym się kieruje urząd miasta, dając zgodę na coś takiego. A wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę.
Janusz Allina, Rembertów
Z wyścigów trzeba się cieszyć
Komentarz Jarosława Osowskiego o imprezie samochodowej organizowanej przez Orlen podniósł mi ciśnienie. Od lat auta rajdowe rozjeżdżają zabytkowy wiadukt na Karowej, pisze pan redaktor. Odpowiadam, że od lat ludzie tłumaczą "Gazecie", że dzień, w którym rozgrywane jest Kryterium Asów, jest dla wiaduktu najlepszy w roku! Wtedy przez dobę po wiadukcie przejeżdża tyle aut, ile zwykle w ciągu godziny-dwóch. I to jeżdżą tam auta lekkie, niesmarkające olejem. Więc należałoby się cieszyć. I z tego, że Warszawa ma takie ciekawe wydarzenie, bo na ich nadmiar nie cierpimy.
Okolice pl. Piłsudskiego z komunikacyjnego punktu widzenia nie są ważne i ich zamknięcie nie jest tak uciążliwe, jak sugeruje red. Osowski. Znacznie więcej utrudnień tworzą promowane przez "Gazetę" Biegi Niepodległości, Maratony Warszawskie i inne imprezy biegowe. Nie potępiam ich. Chodzi o to, by zrozumieć, że w stolicy państwa europejskiego imprezy masowe się odbywają, i trzeba to zaakceptować albo wyprowadzić się np. do Otwocka.
Ironizowanie, że komuś "zamarzyło się Monte Carlo", też jest niezrozumiałe. A dlaczego nie? Formuła 1 szuka nowych torów, tory uliczne są w modzie (bo taniej je "zrobić", są ciekawsze dla kibiców). A wyścig Formuły 1 w Warszawie zrobiłby dla jej promocji więcej niż wszystkie tytuły europejskiej stolicy kultury razem.
Piotr Kowalczyk
-
Pozdrowienia dla pana Janusza
zdzisiek66
20.06.11, 09:06
normalnego automobilisty, który tak się oburza, że szaleni automobiliści hałasują i powodują trudności z dojazdem samochodem pod same drzwi teatru :)»
-
Duże nerwy wokół Vervy: czytelnicy za i przeciw
fedorczyk4
20.06.11, 10:16
Warszawa to nie jest skansen. I dobrze, nich sie dzieje w niej jak najwiecej:-) »
-
Duże nerwy wokół Vervy: czytelnicy za i przeciw
guglielmo
20.06.11, 17:02
Należałoby jeszcze przypomnieć, że utrudnienia w ruchu i parkowaniu w okolicy pojawiły się ponad tydzień przed imprezą - kiedy zaczęto budowę trybun. W niedzielę 12 czerwca większa część Pl.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Kto zabił niemieckich turystów? Makabryczna zbrodnia
- Metro znowu wahadłowo. Powód: odkształcenie tunelu
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie
- Otwarcie autostrady do Warszawy już w nocy
- Dwa nowe hotele na Euro. Ale i tak zabraknie miejsc
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Cicha noc na A2
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie







