Duże nerwy wokół Vervy: czytelnicy za i przeciw

wot
20.06.2011 aktualizacja: 2011-06-19 21:39
A A A Drukuj
Verva Street Racing w Warszawie Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
  • Verva Street Racing w Warszawie
  • Verva Street Racing w Warszawie
  • Verva Street Racing w Warszawie
  • Verva Street Racing w Warszawie
- Centrum to nie miejsce na wyścigi samochodowe i ryki motorów - skarżą się czytelnicy po weekendowej imprezie Verva Street Racing. - Więcej utrudnień powodują masowe imprezy biegowe - nie odpuszczają zwolennicy samochodowych wyścigów.
Najszybsze samochody świata, ryk silników o mocy nawet kilkuset koni mechanicznych, pojedynki kierowców - tak było w sobotę w centrum miasta podczas drugiej edycji Verva Street Racing.

"Kilka ulic w centrum Warszawy zamieniło się w tor wyścigowy dla bolidów Formuły 1 i wyczynowych motocykli - ktoś w ratuszu upadł chyba na głowę, wyrażając zgodę na taką imprezę" - krytykował w redakcyjnym komentarzu w sobotniej "Stołecznej" Jarosław Osowski. Apelował, by tak uciążliwe dla otoczenia wydarzenie przenieść poza centrum, np. na lotnisko Bemowo.

Komentarz podzielił czytelników. Na forum pod nim trwa ostry spór. Do redakcji przychodzą listy.

Po licho te wyścigi

W 100 procentach solidaryzuję się z komentarzem w "Stołecznej" na temat hałaśliwego "palenia gumy". Wieczorem wybraliśmy się z żoną na spektakl "Mewa" na Scenie przy Wierzbowej (Teatr Narodowy). O tym, że ruch uliczny jest teraz w centrum Warszawy utrudniony, głównie z powodu budowy metra (co rozumiemy i radujemy się inwestycją), wiedzieliśmy, ale o tym, że dojazd w okolice placu Teatralnego jest wręcz uniemożliwiony - już nie. Więc gdy na Królewskiej zaskoczył nas zakaz skrętu w lewo w kierunku Senatorskiej zostałem zmuszony dojechać do Krakowskiego Przedmieścia, gdzie skręciłem w lewo (choć, gdybym skręcił w prawo, to byłoby tak samo nielegalne, bo przecież Krakowskim jeździć nie wolno!), i Miodową oraz Długą dojechaliśmy w okolice placu Bankowego, gdzie zaparkowaliśmy samochód, a dalej, nie bez przeszkód szliśmy na piechotę.

Można powiedzieć: po licho pchacie się samochodem do Śródmieścia? Wydawało nam się, że w piątkowy wieczór możemy sobie pozwolić na dojazd autem do teatru, a potem grzecznie wrócić do domu. Ale nie! Ktoś uznał, że obecne ww. utrudnienia dla ruchu w mieście są niewystarczające, i oddał dużą część reprezentacyjnej okolicy miasta we władanie szalonych automobilistów i motocyklistów. Z szacunkiem dla tych sportowców, ale dlaczego w centrum?! Nie dość, że Bogu ducha winni wielbiciele innych rozrywek mieli trudności z dostaniem się, gdzie chcą (nie byliśmy jedynymi błąkającymi się w gąszczu płotków i przy potwornym ryku motorów oraz pokrzykiwań ochrony), to jeszcze w teatrze aktorzy musieli udawać, że jest OK., i grać swe role najlepiej, jak potrafią, a publiczność też udawać, że jej nic nie przeszkadza. A czy ktoś pomyślał o mieszkańcach okolicznych budynków?

W drodze powrotnej zastanawialiśmy się z żoną, czym się kieruje urząd miasta, dając zgodę na coś takiego. A wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę.

Janusz Allina, Rembertów

Z wyścigów trzeba się cieszyć

Komentarz Jarosława Osowskiego o imprezie samochodowej organizowanej przez Orlen podniósł mi ciśnienie. Od lat auta rajdowe rozjeżdżają zabytkowy wiadukt na Karowej, pisze pan redaktor. Odpowiadam, że od lat ludzie tłumaczą "Gazecie", że dzień, w którym rozgrywane jest Kryterium Asów, jest dla wiaduktu najlepszy w roku! Wtedy przez dobę po wiadukcie przejeżdża tyle aut, ile zwykle w ciągu godziny-dwóch. I to jeżdżą tam auta lekkie, niesmarkające olejem. Więc należałoby się cieszyć. I z tego, że Warszawa ma takie ciekawe wydarzenie, bo na ich nadmiar nie cierpimy.

Okolice pl. Piłsudskiego z komunikacyjnego punktu widzenia nie są ważne i ich zamknięcie nie jest tak uciążliwe, jak sugeruje red. Osowski. Znacznie więcej utrudnień tworzą promowane przez "Gazetę" Biegi Niepodległości, Maratony Warszawskie i inne imprezy biegowe. Nie potępiam ich. Chodzi o to, by zrozumieć, że w stolicy państwa europejskiego imprezy masowe się odbywają, i trzeba to zaakceptować albo wyprowadzić się np. do Otwocka.

Ironizowanie, że komuś "zamarzyło się Monte Carlo", też jest niezrozumiałe. A dlaczego nie? Formuła 1 szuka nowych torów, tory uliczne są w modzie (bo taniej je "zrobić", są ciekawsze dla kibiców). A wyścig Formuły 1 w Warszawie zrobiłby dla jej promocji więcej niż wszystkie tytuły europejskiej stolicy kultury razem.

Piotr Kowalczyk

Nasz adres: stoleczna@agora.pl

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy