Wyleciał z pracy, bo poczęstował zupą... za 60 groszy

Grzegorz Szymanik
04.07.2011 aktualizacja: 2011-07-03 18:51
A A A Drukuj
Marek Tyczyński przed byłym
miejscem pracy Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Kelner: - Pytał mnie o motywy kradzieży. Kilka łyżek zupy było warte 60 groszy. Wiceprezes: - Czy gość w odwiedzinach proponuje innemu, żeby wziął coś z szafy, bo nie ma gospodarza?
Marek Tyczyński, który się na tej zupie przejechał, już wie: najlepiej być jak parkomat od pobierania kasy, inaczej człowieka wyrzucą z pracy, bo pan wiceprezes kazał. Marka kazał za mały talerz zupy. Dwa lata i siedem miesięcy bez dwóch dni pracował w restauracji Wook w podziemiach Dworca Centralnego.

Z zupą było tak: - Ok. godz. 20 miałem zamówienie dla pięciu osób. Najpierw wyniosłem trzy zupy. Jedna z klientek spróbowała od siedzącego obok chłopaka i powiedziała, że ostra ta zupa. A on, że lubi ostre. Podłapałem i powiedziałem, że mamy jeszcze bardziej ostrą. Że może mu się spodoba i zamówi albo wróci innym razem. Tak mi podpowiedział zmysł marketingu.

Dlatego zaproponował, że może dać pół miseczki (parę łyżek, ok. 100 ml) na degustację. Żeby sprawdził klient, jaka ostra. Taka porcja na zniżkę pracowniczą jest warta - jak wyliczył Marek - 60 gr. A codziennie wieczorem zupy wylewa się całymi garami, bo zawsze jej zostaje. Marek: - Tego wieczoru kucharze też wylali tego ze dwa litry.

Klient zupę przyjął i spytał : "A czy nie będzie miał pan problemów?". Marek: - Zaskoczyło mnie to pytanie i szybko odparłem, że nie, bo nie ma menedżera. To było zupełnie bezmyślne, bo przecież nie dlatego im tę zupę dawałem.

Menedżera rzeczywiście nie było, ale przy stoliku obok siedział Janusz Bossak, wiceprezes zarządu Sfinks Polska, która jest właścicielem restauracji Wook. - Zawołał mnie i podał do ucha telefon. Po drugiej stronie był dyrektor regionalny. Powiedział, że od tego momentu już tu nie pracuję i żebym zbierał się do domu. Pytał mnie o motywy kradzieży. O moje dane i o to ile pracowałem, żeby umieścić mnie na czarnej liście spółki. Poprosiłem, żeby mnie nie zwalniał, że może mi zabierze pensje. A on, że miłosierdzie to już mi okazał, bo nie kazał wezwać policji. Znaczy za tę zupę za 60 groszy. Żeby się tym policja zajęła - opowiada Marek.

- To nie chodzi o tę miseczkę zupy. Chodzi o słowa, że „menedżera nie ma” - mówią z drugiej zupy strony, w kierownictwie Wooka. Wiceprezes zarządu Sfinks Polska Janusz Bossak (ten, który siedział przy stolik obok) wysłał „Gazecie” oficjalne oświadczenie: „We wszystkich [naszych] restauracjach obowiązują ujednolicone zasady obsługi klienta, z których szkoleni są nasi kelnerzy. Zasady te dotyczą m.in. prezentacji przez kelnerów oferty promocyjnej. Pan Marek Tyczyński poinformował klientów, iż ze względu na nieobecność w restauracji menedżera może zaproponować im »coś za darmo «, po czym przyniósł do stolika dodatkową miseczkę z daniem".

Marek: - Opisałem całą historię w internecie, cieszy mnie, że jest duży odzew. Widać ludzie też mają takie problemy. Rozmawiałem już z prawnikiem, myślę nad odszkodowaniem. Jak można w taki sposób wyrzucić człowieka z pracy? Może w końcu będą traktować pracowników jak ludzi, a nie że po dwóch latach i siedmiu miesiącach zasuwania na umowę-zlecenie wyrzuca się bez żadnego oficjalnego pisma. Tylko: jesteś złodziej i spadaj. Chciałem być dla klienta miły. Ja w ogóle uważam, że w życiu to jest tak, że jak się daje bezinteresownie, to zawsze to do ciebie wróci. Czytałem kiedyś taką książkę o sekrecie dawania, ja w to wierzę.

Kierownictwo Wooka: - Panu też mówił panu o tej koncepcji dawania? Fajnie, ale niech może sobie ten sekret w domu stosuje, a nie w restauracji.

Najświeższe wiadomości z Warszawy w Twojej komórce



To proste!

1) Ściągnij na telefon specjalną aplikację - czytnik fotokodów np. ze strony i-nigma albo wap.fotokody.pl

2) Uruchom aplikację i skieruj telefon na fotokod po lewej

3) Ciesz się lekką wersją naszego portalu na swojej komórce!

Zabierz nas ze sobą, dokądkolwiek się wybierasz!

Podziel się

  • Wyleciał z pracy, bo poczęstował zupą... za 60 ... top80 04.07.11, 11:31

    to wiem gdzie NA PEWNO nie chodzić, i zamierzam to rozgłosić wszystkim znajomym. tak powinien działać świadomy konsument i takich omijać z daleka. (a kontrola ZUS i US jest tam jak »

  • Re: Wyleciał z pracy, bo poczęstował zupą... za 6 zeberdee24 04.07.11, 23:31

    Według mnie gość słusznie wyleciał z roboty, w pracy się dokładnie wykonuje polecenia - to nie ten pan kelner decyduje co się wyrzuca, co sprzedaje a co rozdaje. Ten pan ma nosić jedzenie do»

  • yebac woka!!!! swiatloniesien 18.07.11, 11:06

    yebac woka spxinksa i ramzesa , 3 parszywe speluny z rozdetym ego do bycia restauracja -kiedy tak naprawde sa fast foodem z obsługa leniwych kelnerów i parszywym zarciem. »

Najnowsze wiadomości z Warszawy