Pożar bloku w środku nocy
17.02.2009
aktualizacja: 2009-02-18 12:17
Fot. Jacek Łagowski / AG
Jedna osoba nie żyje, 120 ewakuowano w środku nocy z czteropiętrowego bloku w Marysinie Wawerskim po wybuchu groźnego pożaru w piwnicy
ZOBACZ TAKŻE
- Chińczycy spacyfikowali strajkujących kupców (18-02-09, 11:00)
- Pożar w Falenicy. Osiem rodzin ewakuowanych (04-10-10, 14:53)
- Warszawa będzie miała swoje Muzeum Terroru (18-02-09, 09:00)
- Jedna osoba zginęła w pożarze w Wawrze (17-02-09, 12:29)
- Kryzysowy bunt kupców w Wólce Kosowskiej (17-02-09, 12:00)
- Bielany krytykują korektę tras autobusów (17-02-09, 10:00)
- Trudne warunki drogowe: ślisko i mokro (17-02-09, 08:24)
- Obudził mnie taki szum, huk jakby wody. Wyszłam na balkon i widzę, że z okienek w piwnicy wali dym i płomienie - opowiada pani Wanda, mieszkanka trzeciego piętra w bloku przy ul. Króla Maciusia 13a. Pożar wybuchł pół godziny po północy w jednym z boksów w ciągnącym się przez cały trzyklatkowy blok podpiwniczeniu.
Wieczorem w piwnicach pojawił się mężczyzna, który dobrze był znany mieszkańcom osiedla. - Chyba bezrobotny - opisuje go jedna z sąsiadek.
Policja przypuszcza, że to on zaprószył ogień, który błyskawicznie objął kilka piwnic. - Paliło się mocno, tam ludzie trzymają różne meble i rupiecie - mówi asp. Piotr Tabencki z zespołu prasowego komendy miejskiej Straży Pożarnej. Na miejsce przyjechało aż siedem wozów gaśniczych. - Złapałam dziecko pod pachę, a drugiemu kazałam uciekać i wybiegliśmy z bloku - mówi mama 10- i trzylatka z parteru. Razem z nimi z bloku uciekło ok. 120 osób - strażacy kategorycznie kazali opuścić budynek wszystkim, bo był bardzo silnie zadymiony.
Mieszkańcy schronili się w sprowadzonym przez strażaków nadmuchiwanym namiocie. Akcja gaśnicza trwała krótko. Podczas sprawdzania pogorzeliska strażacy odnaleźli ciało mężczyzny, który najprawdopodobniej zaprószył ogień. Mieszkańcom nic się nie stało. Do szpitala zostało zabrane tylko czteroletnie dziecko z objawami lekkiego zatrucia dymem.
Wczoraj sytuacja mieszkańców bloku była trudna. Ogień zniszczył kable elektryczne i plastikowe rury doprowadzające wodę. Nie ma też ogrzewania. Lokatorzy używają latarek i świec, a wodę noszą ze studni oligoceńskiej. - Niedawno mieliśmy remont instalacji, ociepliliśmy blok. Wszystko się zmarnowało - mówił nam konserwator urządzeń w budynku. Media zostaną włączone wtedy, gdy policja ustali przyczynę pożaru.
Wieczorem w piwnicach pojawił się mężczyzna, który dobrze był znany mieszkańcom osiedla. - Chyba bezrobotny - opisuje go jedna z sąsiadek.
Policja przypuszcza, że to on zaprószył ogień, który błyskawicznie objął kilka piwnic. - Paliło się mocno, tam ludzie trzymają różne meble i rupiecie - mówi asp. Piotr Tabencki z zespołu prasowego komendy miejskiej Straży Pożarnej. Na miejsce przyjechało aż siedem wozów gaśniczych. - Złapałam dziecko pod pachę, a drugiemu kazałam uciekać i wybiegliśmy z bloku - mówi mama 10- i trzylatka z parteru. Razem z nimi z bloku uciekło ok. 120 osób - strażacy kategorycznie kazali opuścić budynek wszystkim, bo był bardzo silnie zadymiony.
Mieszkańcy schronili się w sprowadzonym przez strażaków nadmuchiwanym namiocie. Akcja gaśnicza trwała krótko. Podczas sprawdzania pogorzeliska strażacy odnaleźli ciało mężczyzny, który najprawdopodobniej zaprószył ogień. Mieszkańcom nic się nie stało. Do szpitala zostało zabrane tylko czteroletnie dziecko z objawami lekkiego zatrucia dymem.
Wczoraj sytuacja mieszkańców bloku była trudna. Ogień zniszczył kable elektryczne i plastikowe rury doprowadzające wodę. Nie ma też ogrzewania. Lokatorzy używają latarek i świec, a wodę noszą ze studni oligoceńskiej. - Niedawno mieliśmy remont instalacji, ociepliliśmy blok. Wszystko się zmarnowało - mówił nam konserwator urządzeń w budynku. Media zostaną włączone wtedy, gdy policja ustali przyczynę pożaru.
Przeczytaj także: Student podejrzany o zabicie i pokrojenie kobiety
Najnowsze wiadomości z Wawra
Najnowsze wiadomości z Warszawy


