Oferty pracy w regionie
Sąsiedzi sami postawili ławki. Urzędnicy są oburzeni
07.09.2010
aktualizacja: 2010-09-06 21:23
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Ludzie z Miasteczka Wilanów skrzyknęli się, ustawili kilka ławek i posadzili żywopłot. - Jak tak można, bez zezwoleń? - oburzają się władze dzielnicy. Sprawa trafiła aż na naradę u wiceprezydenta miasta
ZOBACZ TAKŻE
- Warszawiacy tęsknią za lokalnością i poczuciem wspólnoty (04-03-11, 11:00)
- Jest ławeczka, jest super. Ale to nie wystarczy (18-05-11, 11:00)
- Nie mogli się doczekać na drzewa. Sami sobie posadzili (17-04-11, 18:36)
- Mieszkańcy Wilanowa sami posadzili sobie drzewa (04-10-10, 22:40)
- Milczenie urzędów, czyli wypadek Arkadiusza Sprzęgi (21-09-10, 11:00)
- Co ma powstać w budynku dworca? Spytali mieszkańców (17-09-10, 12:55)
- Miasteczko Wilanów znowu pobiło rekord frekwencji (06-07-10, 08:00)
- Miasteczko Wilanów: nie ma szkół i ulic, ale jest nagroda (03-07-10, 09:00)
- Biura, handel i usługi w Miasteczku Wilanów. Kiedy? (22-06-10, 13:38)
- Pierwsza linia autobusowa do Miasteczka Wilanów (21-06-10, 23:00)
SERWISY
Ławek jest dziesięć. Stanęły przy ul. Klimczaka, jednej z głównych ulic skupiska nowych apartamentowców. Każda ma plakietkę z nazwiskiem fundatora. - Zasponsorowali je mieszkańcy i lokalne firmy - chwali się Stanisław Orzeł, prezes Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów.
Akcję ustawiania ławek przeprowadziło wspólnie z pracownią architektoniczną IN-VI Guya Perry'ego. To urbanista, który nakreślił koncepcję, według której miał się rozwijać kompleks osiedli na Polach Wilanowskich. Przed wakacjami udało się skrzyknąć kilkudziesięciu mieszkańców Miasteczka, którzy oprócz ustawienia ławek uporządkowali teren wzdłuż kanałów przy ul. Oś Królewska i Klimczaka - skosili trawę, wyrwali chwasty, wyzbierali brudy z wody, a pomiędzy ul. Sarmacką i al. Rzeczypospolitej posadzili też żywopłot.
Nękani za czyn społeczny
To spotkało się z chłodną reakcją władz dzielnicy. Pracownia IN-VI, która kilka dni wcześniej zawiadomiła o akcji włodarzy Wilanowa, dostała od nich cierpki list. Wytykał on, że organizatorzy akcji pogwałcili prawo własności, stawiając ławki czy sadząc krzewy na terenie należącym do miasta. Architektów i mieszkańców Miasteczka pouczono też, że naruszyli prawo, bo nie uzgodnili niczego z urzędem dzielnicy i stołecznym konserwatorem zabytków.
- Wiceburmistrz Robert Lasota zagroził nam w dodatku obciążeniem kosztami w przypadku konieczności wyrwania żywopłotu czy usunięcia ławek. Poddał w wątpliwość, czy osoby wykonujące prace w obrębie kanałku były odpowiednio przeszkolone i ubezpieczone. Jak rozumiem, czeka nas jeszcze donos do inspekcji pracy albo innej instytucji. Ręce opadają - skarży się Stanisław Orzeł. - Jednym słowem zarząd dzielnicy postanowił nas nękać za czyn społeczny.
- Nie chodzi o nękanie. Popieramy tę inicjatywę - zarzeka się wiceburmistrz Lasota. Zastrzega jednak, że przepisów trzeba przestrzegać. - Na przedpolu Pałacu Wilanowskiego nie można ot tak sadzić sobie drzew i ustawiać małej architektury. To teren objęty opieką konserwatora zabytków, przed tego typu akcją konieczna jest jego zgoda. Mieszkańcy poszli za bardzo na skróty, co jest o tyle dziwne, że wspierali ich architekci, którzy świetnie znają i procedury, i status terenu Miasteczka Wilanów - wytyka.
Robić swoje i sadzić drzewa
W sprawie spontanicznie ustawionych ławek i kawałka żywopłotu architekci doprowadzili do spotkania u wiceprezydenta miasta Jacka Wojciechowicza. Podkreślali, że wszystko znalazło się nie tylko tam, gdzie wskazywała koncepcja Guya Perry'ego, ale i miejscowy plan zagospodarowania. Dopiero wtedy miejscy urzędnicy zgodzili się, że ławki i zieleń warto zalegalizować. Ratusz poprosi o opinię konserwatora zabytków. - Jeżeli nie wyrazi sprzeciwu, zostaną - ustępuje wiceburmistrz Wilanowa. - Ale dbać o ławki będą musieli ich właściciele. Chyba że przekażą je darowizną na rzecz miasta - zaznacza.
- Władza nie uczy się na wcześniej popełnianych błędach - kręci głową Jacek Powałka, ursynowianin, który w poprzedniej kadencji samorządu zmobilizował sąsiadów, by urządzili na własną rękę park na Kabatach. On też spotkał się z chłodnym przyjęciem ursynowskich władz dzielnicy (wtedy zresztą zasiadał w nich ten sam Robert Lasota). - Nie poddawać się! Robić swoje! Sadzić drzewa! Stawiać ławki! Sypać górki do zjeżdżania na sankach! My tymi ławkami i żywopłotami pokazujemy władzom, że istnieje społeczeństwo obywatelskie, manifestujemy nasze potrzeby. Prędzej czy później urzędnicy muszą to wziąć pod uwagę - przekonuje.
Walka o ławki i żywopłot była jednym z ostatnich argumentów, który przesądził o tym, że działacze Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów postanowili wystartować w jesiennych wyborach samorządowych. - Ochotę na to mamy żadną, bo wszystkim nam nie brakuje zajęć, a ordynacja premiuje duże ugrupowania - mówi Stanisław Orzeł. - Ale to jest nasz obowiązek. Bo skoro psioczymy na władzę, to musimy pokazać, jak byśmy poradzili sobie sami.
Akcję ustawiania ławek przeprowadziło wspólnie z pracownią architektoniczną IN-VI Guya Perry'ego. To urbanista, który nakreślił koncepcję, według której miał się rozwijać kompleks osiedli na Polach Wilanowskich. Przed wakacjami udało się skrzyknąć kilkudziesięciu mieszkańców Miasteczka, którzy oprócz ustawienia ławek uporządkowali teren wzdłuż kanałów przy ul. Oś Królewska i Klimczaka - skosili trawę, wyrwali chwasty, wyzbierali brudy z wody, a pomiędzy ul. Sarmacką i al. Rzeczypospolitej posadzili też żywopłot.
Nękani za czyn społeczny
To spotkało się z chłodną reakcją władz dzielnicy. Pracownia IN-VI, która kilka dni wcześniej zawiadomiła o akcji włodarzy Wilanowa, dostała od nich cierpki list. Wytykał on, że organizatorzy akcji pogwałcili prawo własności, stawiając ławki czy sadząc krzewy na terenie należącym do miasta. Architektów i mieszkańców Miasteczka pouczono też, że naruszyli prawo, bo nie uzgodnili niczego z urzędem dzielnicy i stołecznym konserwatorem zabytków.
- Wiceburmistrz Robert Lasota zagroził nam w dodatku obciążeniem kosztami w przypadku konieczności wyrwania żywopłotu czy usunięcia ławek. Poddał w wątpliwość, czy osoby wykonujące prace w obrębie kanałku były odpowiednio przeszkolone i ubezpieczone. Jak rozumiem, czeka nas jeszcze donos do inspekcji pracy albo innej instytucji. Ręce opadają - skarży się Stanisław Orzeł. - Jednym słowem zarząd dzielnicy postanowił nas nękać za czyn społeczny.
- Nie chodzi o nękanie. Popieramy tę inicjatywę - zarzeka się wiceburmistrz Lasota. Zastrzega jednak, że przepisów trzeba przestrzegać. - Na przedpolu Pałacu Wilanowskiego nie można ot tak sadzić sobie drzew i ustawiać małej architektury. To teren objęty opieką konserwatora zabytków, przed tego typu akcją konieczna jest jego zgoda. Mieszkańcy poszli za bardzo na skróty, co jest o tyle dziwne, że wspierali ich architekci, którzy świetnie znają i procedury, i status terenu Miasteczka Wilanów - wytyka.
Robić swoje i sadzić drzewa
W sprawie spontanicznie ustawionych ławek i kawałka żywopłotu architekci doprowadzili do spotkania u wiceprezydenta miasta Jacka Wojciechowicza. Podkreślali, że wszystko znalazło się nie tylko tam, gdzie wskazywała koncepcja Guya Perry'ego, ale i miejscowy plan zagospodarowania. Dopiero wtedy miejscy urzędnicy zgodzili się, że ławki i zieleń warto zalegalizować. Ratusz poprosi o opinię konserwatora zabytków. - Jeżeli nie wyrazi sprzeciwu, zostaną - ustępuje wiceburmistrz Wilanowa. - Ale dbać o ławki będą musieli ich właściciele. Chyba że przekażą je darowizną na rzecz miasta - zaznacza.
- Władza nie uczy się na wcześniej popełnianych błędach - kręci głową Jacek Powałka, ursynowianin, który w poprzedniej kadencji samorządu zmobilizował sąsiadów, by urządzili na własną rękę park na Kabatach. On też spotkał się z chłodnym przyjęciem ursynowskich władz dzielnicy (wtedy zresztą zasiadał w nich ten sam Robert Lasota). - Nie poddawać się! Robić swoje! Sadzić drzewa! Stawiać ławki! Sypać górki do zjeżdżania na sankach! My tymi ławkami i żywopłotami pokazujemy władzom, że istnieje społeczeństwo obywatelskie, manifestujemy nasze potrzeby. Prędzej czy później urzędnicy muszą to wziąć pod uwagę - przekonuje.
Walka o ławki i żywopłot była jednym z ostatnich argumentów, który przesądził o tym, że działacze Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów postanowili wystartować w jesiennych wyborach samorządowych. - Ochotę na to mamy żadną, bo wszystkim nam nie brakuje zajęć, a ordynacja premiuje duże ugrupowania - mówi Stanisław Orzeł. - Ale to jest nasz obowiązek. Bo skoro psioczymy na władzę, to musimy pokazać, jak byśmy poradzili sobie sami.
-
Sąsiedzi sami postawili ławki. Urzędnicy: jak t...
z_uk
07.09.10, 09:03
Oto Polska wlasnie. Na wszystko papier, najmniejsze rzeczy potwierdzane urzedowo, zeby tylko uzasadnic istnienie trutni z biurokracji.»
-
Sąsiedzi sami postawili ławki. Urzędnicy są obu...
zbycho52
07.09.10, 10:59
Dostawic tam krzyz i bedzie po sprawie,bo laweczki przydadza sie dla zmeczonych pielgrzymow.»
-
Szansa na łapówkę przy przetargu utracona
placebo_99
07.09.10, 12:13
No to urzędasy najedli się tylko smakiem. Bez ich udziału i przetargu został poczyniony zakup. A pewnie w ogłoszeniu przetargowym byłoby: Ławki ogrodowe wymiar 252 mm na 87 mm. Deski 53 mm »
Oferty pracy w regionie
Najczęściej czytane24 htydzień
- Marsz Wyzwolenia Konopi 2012 [NA ŻYWO]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]



