Sąsiedzi sami postawili ławki. Urzędnicy są oburzeni

Michał Wojtczuk
07.09.2010 aktualizacja: 2010-09-06 21:23
A A A Drukuj
Na skwerze z nowymi ławkami przy ul. Klimczaka spacerowała wczoraj z psem mieszkanka Miasteczka Dace Schlentz z Łotwy Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Ludzie z Miasteczka Wilanów skrzyknęli się, ustawili kilka ławek i posadzili żywopłot. - Jak tak można, bez zezwoleń? - oburzają się władze dzielnicy. Sprawa trafiła aż na naradę u wiceprezydenta miasta
SERWISY
Ławek jest dziesięć. Stanęły przy ul. Klimczaka, jednej z głównych ulic skupiska nowych apartamentowców. Każda ma plakietkę z nazwiskiem fundatora. - Zasponsorowali je mieszkańcy i lokalne firmy - chwali się Stanisław Orzeł, prezes Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów.

Akcję ustawiania ławek przeprowadziło wspólnie z pracownią architektoniczną IN-VI Guya Perry'ego. To urbanista, który nakreślił koncepcję, według której miał się rozwijać kompleks osiedli na Polach Wilanowskich. Przed wakacjami udało się skrzyknąć kilkudziesięciu mieszkańców Miasteczka, którzy oprócz ustawienia ławek uporządkowali teren wzdłuż kanałów przy ul. Oś Królewska i Klimczaka - skosili trawę, wyrwali chwasty, wyzbierali brudy z wody, a pomiędzy ul. Sarmacką i al. Rzeczypospolitej posadzili też żywopłot.

Nękani za czyn społeczny

To spotkało się z chłodną reakcją władz dzielnicy. Pracownia IN-VI, która kilka dni wcześniej zawiadomiła o akcji włodarzy Wilanowa, dostała od nich cierpki list. Wytykał on, że organizatorzy akcji pogwałcili prawo własności, stawiając ławki czy sadząc krzewy na terenie należącym do miasta. Architektów i mieszkańców Miasteczka pouczono też, że naruszyli prawo, bo nie uzgodnili niczego z urzędem dzielnicy i stołecznym konserwatorem zabytków.

- Wiceburmistrz Robert Lasota zagroził nam w dodatku obciążeniem kosztami w przypadku konieczności wyrwania żywopłotu czy usunięcia ławek. Poddał w wątpliwość, czy osoby wykonujące prace w obrębie kanałku były odpowiednio przeszkolone i ubezpieczone. Jak rozumiem, czeka nas jeszcze donos do inspekcji pracy albo innej instytucji. Ręce opadają - skarży się Stanisław Orzeł. - Jednym słowem zarząd dzielnicy postanowił nas nękać za czyn społeczny.

- Nie chodzi o nękanie. Popieramy tę inicjatywę - zarzeka się wiceburmistrz Lasota. Zastrzega jednak, że przepisów trzeba przestrzegać. - Na przedpolu Pałacu Wilanowskiego nie można ot tak sadzić sobie drzew i ustawiać małej architektury. To teren objęty opieką konserwatora zabytków, przed tego typu akcją konieczna jest jego zgoda. Mieszkańcy poszli za bardzo na skróty, co jest o tyle dziwne, że wspierali ich architekci, którzy świetnie znają i procedury, i status terenu Miasteczka Wilanów - wytyka.

Robić swoje i sadzić drzewa

W sprawie spontanicznie ustawionych ławek i kawałka żywopłotu architekci doprowadzili do spotkania u wiceprezydenta miasta Jacka Wojciechowicza. Podkreślali, że wszystko znalazło się nie tylko tam, gdzie wskazywała koncepcja Guya Perry'ego, ale i miejscowy plan zagospodarowania. Dopiero wtedy miejscy urzędnicy zgodzili się, że ławki i zieleń warto zalegalizować. Ratusz poprosi o opinię konserwatora zabytków. - Jeżeli nie wyrazi sprzeciwu, zostaną - ustępuje wiceburmistrz Wilanowa. - Ale dbać o ławki będą musieli ich właściciele. Chyba że przekażą je darowizną na rzecz miasta - zaznacza.

- Władza nie uczy się na wcześniej popełnianych błędach - kręci głową Jacek Powałka, ursynowianin, który w poprzedniej kadencji samorządu zmobilizował sąsiadów, by urządzili na własną rękę park na Kabatach. On też spotkał się z chłodnym przyjęciem ursynowskich władz dzielnicy (wtedy zresztą zasiadał w nich ten sam Robert Lasota). - Nie poddawać się! Robić swoje! Sadzić drzewa! Stawiać ławki! Sypać górki do zjeżdżania na sankach! My tymi ławkami i żywopłotami pokazujemy władzom, że istnieje społeczeństwo obywatelskie, manifestujemy nasze potrzeby. Prędzej czy później urzędnicy muszą to wziąć pod uwagę - przekonuje.

Walka o ławki i żywopłot była jednym z ostatnich argumentów, który przesądził o tym, że działacze Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów postanowili wystartować w jesiennych wyborach samorządowych. - Ochotę na to mamy żadną, bo wszystkim nam nie brakuje zajęć, a ordynacja premiuje duże ugrupowania - mówi Stanisław Orzeł. - Ale to jest nasz obowiązek. Bo skoro psioczymy na władzę, to musimy pokazać, jak byśmy poradzili sobie sami.

Podziel się

  • Sąsiedzi sami postawili ławki. Urzędnicy są obu... sajm 07.09.10, 11:13

    a ja troche rozumiem urząd1. Muszą zareagowac na złamanie przepisów prawa - to ich obowiązek2. Ktoś będzie musiał ponosić koszty utrzymania żywopłotu - kto?3. A gdyby tak każdy sadził sobie »

  • Wielkie brawa i szacunek dla lokatorów ! maciejkozlowski 07.09.10, 11:30

    Mieli odwagę przełamać inercję i monopol jakiegoś kumisarza na trawniki i rośliny. Obywatelska inicjatywa to jest złoto w oceanie gnoju !»

  • Re: Sąsiedzi sami postawili ławki. Urzędnicy: jak cioran11 07.09.10, 21:12

    I to jest przykład, że urzędników jest za dużo. Sa niepotrzebni i dlatego próbują się stawiać, żeby uzasadnić swoja przydatność. Urzędnicy to klasa próżniacza, która żeruje na zdrowym ciele »