Mariensztat
01.06.2006
aktualizacja: 2006-06-01 14:22
Spacer zaczynamy na Bednarskiej przy ul. Dobrej. Aż trudno uwierzyć, że przed 150 laty ta senna dziś okolica należała do najbardziej ruchliwych w mieście
ZOBACZ TAKŻE
- Czerniaków (01-06-06, 16:13)
- Park Kultury (01-06-06, 15:54)
- Foksal i Solec (01-06-06, 14:59)
- Wokół Tamki (01-06-06, 14:39)
- Karowa (01-06-06, 14:13)
- BUW i Syrena (01-06-06, 14:22)
• Pełno tu było hoteli, domów zajezdnych i traktierni. Pamiątką po tamtych czasach jest klasycystyczny budynek domu łaziebnego Majewskiego u zbiegu Bednarskiej i Dobrej.
Budynek powstał w 1835 r. (proj. Alfons Kropiwnicki) z inicjatywy rodziny Stanisława Majewskiego. Majewski należał do wynalazców handelków, czyli sklepów winno-kolonialnych z małą restauracyjką na zapleczu. Jako pierwszy wpadł na pomysł podawania menu swej restauracji w prasie codziennej. Budynek mieścił obszerną łaźnię parową na kilkanaście osób i gabinety z jednoosobowymi łaźniami parowymi. Woda do kąpieli pochodziła z Wisły i była oczyszczana w filtrach. Gościom oferowano między innymi kąpiele ziołowe, siarczane i żelazne.
Po wojnie zrekonstruowano fasadę, ale za nią znalazł się nowy budynek. Przez wiele lat działał w nim warszawski ośrodek kształcenia ideologicznego PZPR. Na początku lat 90. ulokowało się tu słynne liceum społeczne. Dziś oprócz licealistów uczą się tu m.in. studenci orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Trzeba zwrócić uwagę na zdobiący fasadę kolumnowy portyk z płaskorzeźbą Pawła Malińskiego - jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy warszawskich późnego klasycyzmu. Ukazuje ona dwór Neptuna i nereidy Amfiryty. To pełna zgodności i harmonii para małżonków w otoczeniu licznego dworu: koni morskich, morskich węży, trytonów, delfinów, ryb, nereid i innych stworów.
Zaraz za łaźnią Majewskiego skręcamy w prawo w ul. Dobrą (tu pętla autobusów nr 150), a potem w lewo w ul. Mariensztat
• Uwagę zwraca fasada klasycystycznej kamienicy pod łabędziem (Mariensztat 9). Numery domów zaczynają się tu dopiero od 7. po stronie nieparzystej i od 8. po parzystej. To dlatego, że po wojnie zlikwidowano połowę ulicy, odcinając ją od Wisły. W nieistniejącym domu pod nr. 3 mieszkał przed I wojną światową Wiktor Gomulicki, powieściopisarz i badacz dziejów Warszawy. Tu też urodził się w 1909 r. jego syn Juliusz Wiktor, eseista, filolog, historyk literatury i najwybitniejszy znawca twórczości Norwida.
Mariensztat był niegdyś główną ulicą jurydyki, czyli prywatnego miasteczka założonego w XVIII w. przez Eustachego i Marię Potockich. Dla uczczenia imienia właścicielki miasteczko nazwano Mariensztatem, czyli miastem Marii (stadt - niem. miasto).
Współczesny Mariensztat to pierwsze osiedle mieszkaniowe zbudowane po wojnie w Warszawie. Powstał w miejscu ruin, ale jego obecna zabudowa w niewielkim tylko stopniu przypomina tę przedwojenną. Niskie kamieniczki nawiązujące do architektury XVIII wieku w rzeczywistości są blokami o niewielkich mieszkaniach. Niektóre domy budowano, bijąc murarskie rekordy szybkości, w ciągu kilku dni, co odbiło się na nie najlepszej jakości murów. Całość ma jednak mnóstwo uroku. Wiele tu zieleni, przestrzeni, a także dekoracji architektonicznych. Oglądając zaniedbane elewacje, możemy zabawiać się w odnajdywanie tu płaskorzeźb czy kompozycji malarskich.
Ul. Mariensztat dochodzimy do Rynku Mariensztackiego
• Można odnieść wrażenie, że wytyczono go w średniowieczu. Nic bardziej mylącego. Plac ukształtował się dopiero w 1865 r., zaś w obecnym kształcie powstał po wojnie. Jego zabudowa to stylizacja małego XVII- czy XVIII-wiecznego miasteczka z rynkiem otoczonym z trzech stron kamieniczkami. Dlaczego z trzech, a nie z czterech? Chodziło o otwarcie widoku na wiadukt Trasy W-Z.
Trasa W-Z oddana do użytku 22 lipca 1949 r. była największą inwestycją komunikacyjną tużpowojennej Warszawy. Wielkim osiągnięciem było przeprowadzenie jej tunelem pod pl. Zamkowym i Miodową. Przed wojną tramwaje podążające z Pragi do Śródmieścia lub na Wolę musiały przeciskać się przez pl. Zamkowy. Zmieniono też sam dojazd do mostu. Przed wojną z do mostu Kierbedzia prowadził wiadukt Pancera, po wojnie poprowadzono most Śląsko-Dąbrowski, a miejsce starego wiaduktu zajął nowy łączący most z tunelem.
Rynek Mariensztacki w latach 40. i 50. był miejscem zabaw ludowych i potańcówek, a także plenerem filmów propagandowych i fabularnych z najsłynniejszą komedią "Przygoda na Mariensztacie" Leonarda Buczkowskiego z 1954 r. - pierwszym polskim filmem nakręconym w kolorze. Obecnie nawierzchnia rynku wraz z maleńką fontanną jest remontowana.
Warto tu odpocząć, spędzając kilka chwil w podcieniach kamieniczki we wschodniej pierzei rynku (Garbarska 7). Mieści się tu pub Pod Baryłką (tel. 22 826 62 39) otwierany o godz. 12. W środku przy piwie można obejrzeć m.in. fotografie Mariensztatu przed wojną i w czasach budowy Trasy W-Z. W podcieniu kamienic warto też zwrócić uwagę na oryginalne żyrandole z lat 50., a na fasadzie narożnej kamienicy w pierzei południowej na kolorową mozaikę z zegarem.
Teraz wzdłuż południowej pierzei rynku podchodzimy nieco w górę w stronę widocznego na skarpie kościoła św. Anny
• Przed wojną była ta wąska i lekko zakrzywiona ulica Mariensztat tak malownicza, że porównywano ją nawet z paryskim Montmartre'em. Teraz rozciąga się tu park, a zaraz za kamienicami natykamy się na socrealistyczną rzeźbę leworęcznej przekupki z kurczakiem za pazuchą. Warto też zwrócić uwagę na tabliczki z nawą ulicy Mariensztat. Na każdej jest ona zapisana inaczej, np. Marienstadt.
Kilkadziesiąt metrów dalej dochodzimy pod mur oporowy kościoła, skręcamy w lewo i idziemy wzdłuż skarpy
• Z prawej, zaraz za świątynią, widać wysoki, ceglany mur. To pozostałość pałacu Kazanowskich, przed potopem szwedzkim najbardziej olśniewającej rezydencji magnackiej Warszawy. Należała początkowo do Adama Kazanowskiego, a od jego śmierci w 1649 r. do wdowy Elżbiety. Jej ponowny ślub z Hieronimem Radziejowskim zaczął pasmo nieszczęść. Już w 1652 roku para się rozwodziła. Elżbieta z pomocą brata zajęła zbrojnie pałac, Radziejowski próbował go siłą odbić. Za te awantury pod bokiem królewskiej rezydencji sąd skazał Elżbietę na rok wieży, a Radziejowskiego obłożył banicją. Dalsza historia magnata jest znana z „Potopu". Uciekł on do Szwecji i powrócił w 1655 r. wraz z armią szwedzką. W czasie odbijania Warszawy w 1656 r. Polacy zdemolowali pałac jako siedzibę zdrajcy. W ogrodach pałacowych schodzących ku Wiśle bohater sienkiewiczowskiej „Trylogii” pan Zagłoba walczył z trzymanymi dla rozrywki małpami, sądząc, że to diabelskie monstra.
To wydarzenie wymyślone przez Sienkiewicza upamiętnione jest tablicą wmurowaną w potężny, ceglany mur.
Pan Zagłoba walczy z małpami
"Małpy (...) wpadły w tak okropne przerażenie, że je szał ogarnął po prostu, a ponieważ pan Zagłoba zastąpił im drzwi, poczęły w susach nadprzyrodzonych rzucać się po klatce, czepiać się ścian, pułapu, wrzeszczeć, zgrzytać, na koniec jedna skoczyła panu Zagłobie na kark i chwyciwszy go za głowę, przywarła doń z całej siły. Druga przyczepiła mu się do prawego ramienia, trzecia od przodu chwyciła za szyję, czwarta uwiesiła się u związanych z tyłu wylotów, on zaś przyduszon, spocony, próżno się miotał (...) oczy mu na wierzch wyszły i rozpaczliwym głosem krzyczeć począł: - Mości panowie! ratujcie!"
Henryk Sienkiewicz, "Potop"
Budynek powstał w 1835 r. (proj. Alfons Kropiwnicki) z inicjatywy rodziny Stanisława Majewskiego. Majewski należał do wynalazców handelków, czyli sklepów winno-kolonialnych z małą restauracyjką na zapleczu. Jako pierwszy wpadł na pomysł podawania menu swej restauracji w prasie codziennej. Budynek mieścił obszerną łaźnię parową na kilkanaście osób i gabinety z jednoosobowymi łaźniami parowymi. Woda do kąpieli pochodziła z Wisły i była oczyszczana w filtrach. Gościom oferowano między innymi kąpiele ziołowe, siarczane i żelazne.
Po wojnie zrekonstruowano fasadę, ale za nią znalazł się nowy budynek. Przez wiele lat działał w nim warszawski ośrodek kształcenia ideologicznego PZPR. Na początku lat 90. ulokowało się tu słynne liceum społeczne. Dziś oprócz licealistów uczą się tu m.in. studenci orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Trzeba zwrócić uwagę na zdobiący fasadę kolumnowy portyk z płaskorzeźbą Pawła Malińskiego - jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy warszawskich późnego klasycyzmu. Ukazuje ona dwór Neptuna i nereidy Amfiryty. To pełna zgodności i harmonii para małżonków w otoczeniu licznego dworu: koni morskich, morskich węży, trytonów, delfinów, ryb, nereid i innych stworów.
Zaraz za łaźnią Majewskiego skręcamy w prawo w ul. Dobrą (tu pętla autobusów nr 150), a potem w lewo w ul. Mariensztat
• Uwagę zwraca fasada klasycystycznej kamienicy pod łabędziem (Mariensztat 9). Numery domów zaczynają się tu dopiero od 7. po stronie nieparzystej i od 8. po parzystej. To dlatego, że po wojnie zlikwidowano połowę ulicy, odcinając ją od Wisły. W nieistniejącym domu pod nr. 3 mieszkał przed I wojną światową Wiktor Gomulicki, powieściopisarz i badacz dziejów Warszawy. Tu też urodził się w 1909 r. jego syn Juliusz Wiktor, eseista, filolog, historyk literatury i najwybitniejszy znawca twórczości Norwida.
Mariensztat był niegdyś główną ulicą jurydyki, czyli prywatnego miasteczka założonego w XVIII w. przez Eustachego i Marię Potockich. Dla uczczenia imienia właścicielki miasteczko nazwano Mariensztatem, czyli miastem Marii (stadt - niem. miasto).
Współczesny Mariensztat to pierwsze osiedle mieszkaniowe zbudowane po wojnie w Warszawie. Powstał w miejscu ruin, ale jego obecna zabudowa w niewielkim tylko stopniu przypomina tę przedwojenną. Niskie kamieniczki nawiązujące do architektury XVIII wieku w rzeczywistości są blokami o niewielkich mieszkaniach. Niektóre domy budowano, bijąc murarskie rekordy szybkości, w ciągu kilku dni, co odbiło się na nie najlepszej jakości murów. Całość ma jednak mnóstwo uroku. Wiele tu zieleni, przestrzeni, a także dekoracji architektonicznych. Oglądając zaniedbane elewacje, możemy zabawiać się w odnajdywanie tu płaskorzeźb czy kompozycji malarskich.
Ul. Mariensztat dochodzimy do Rynku Mariensztackiego
• Można odnieść wrażenie, że wytyczono go w średniowieczu. Nic bardziej mylącego. Plac ukształtował się dopiero w 1865 r., zaś w obecnym kształcie powstał po wojnie. Jego zabudowa to stylizacja małego XVII- czy XVIII-wiecznego miasteczka z rynkiem otoczonym z trzech stron kamieniczkami. Dlaczego z trzech, a nie z czterech? Chodziło o otwarcie widoku na wiadukt Trasy W-Z.
Trasa W-Z oddana do użytku 22 lipca 1949 r. była największą inwestycją komunikacyjną tużpowojennej Warszawy. Wielkim osiągnięciem było przeprowadzenie jej tunelem pod pl. Zamkowym i Miodową. Przed wojną tramwaje podążające z Pragi do Śródmieścia lub na Wolę musiały przeciskać się przez pl. Zamkowy. Zmieniono też sam dojazd do mostu. Przed wojną z do mostu Kierbedzia prowadził wiadukt Pancera, po wojnie poprowadzono most Śląsko-Dąbrowski, a miejsce starego wiaduktu zajął nowy łączący most z tunelem.
Rynek Mariensztacki w latach 40. i 50. był miejscem zabaw ludowych i potańcówek, a także plenerem filmów propagandowych i fabularnych z najsłynniejszą komedią "Przygoda na Mariensztacie" Leonarda Buczkowskiego z 1954 r. - pierwszym polskim filmem nakręconym w kolorze. Obecnie nawierzchnia rynku wraz z maleńką fontanną jest remontowana.
Warto tu odpocząć, spędzając kilka chwil w podcieniach kamieniczki we wschodniej pierzei rynku (Garbarska 7). Mieści się tu pub Pod Baryłką (tel. 22 826 62 39) otwierany o godz. 12. W środku przy piwie można obejrzeć m.in. fotografie Mariensztatu przed wojną i w czasach budowy Trasy W-Z. W podcieniu kamienic warto też zwrócić uwagę na oryginalne żyrandole z lat 50., a na fasadzie narożnej kamienicy w pierzei południowej na kolorową mozaikę z zegarem.
Teraz wzdłuż południowej pierzei rynku podchodzimy nieco w górę w stronę widocznego na skarpie kościoła św. Anny
• Przed wojną była ta wąska i lekko zakrzywiona ulica Mariensztat tak malownicza, że porównywano ją nawet z paryskim Montmartre'em. Teraz rozciąga się tu park, a zaraz za kamienicami natykamy się na socrealistyczną rzeźbę leworęcznej przekupki z kurczakiem za pazuchą. Warto też zwrócić uwagę na tabliczki z nawą ulicy Mariensztat. Na każdej jest ona zapisana inaczej, np. Marienstadt.
Kilkadziesiąt metrów dalej dochodzimy pod mur oporowy kościoła, skręcamy w lewo i idziemy wzdłuż skarpy
• Z prawej, zaraz za świątynią, widać wysoki, ceglany mur. To pozostałość pałacu Kazanowskich, przed potopem szwedzkim najbardziej olśniewającej rezydencji magnackiej Warszawy. Należała początkowo do Adama Kazanowskiego, a od jego śmierci w 1649 r. do wdowy Elżbiety. Jej ponowny ślub z Hieronimem Radziejowskim zaczął pasmo nieszczęść. Już w 1652 roku para się rozwodziła. Elżbieta z pomocą brata zajęła zbrojnie pałac, Radziejowski próbował go siłą odbić. Za te awantury pod bokiem królewskiej rezydencji sąd skazał Elżbietę na rok wieży, a Radziejowskiego obłożył banicją. Dalsza historia magnata jest znana z „Potopu". Uciekł on do Szwecji i powrócił w 1655 r. wraz z armią szwedzką. W czasie odbijania Warszawy w 1656 r. Polacy zdemolowali pałac jako siedzibę zdrajcy. W ogrodach pałacowych schodzących ku Wiśle bohater sienkiewiczowskiej „Trylogii” pan Zagłoba walczył z trzymanymi dla rozrywki małpami, sądząc, że to diabelskie monstra.
To wydarzenie wymyślone przez Sienkiewicza upamiętnione jest tablicą wmurowaną w potężny, ceglany mur.
Pan Zagłoba walczy z małpami
"Małpy (...) wpadły w tak okropne przerażenie, że je szał ogarnął po prostu, a ponieważ pan Zagłoba zastąpił im drzwi, poczęły w susach nadprzyrodzonych rzucać się po klatce, czepiać się ścian, pułapu, wrzeszczeć, zgrzytać, na koniec jedna skoczyła panu Zagłobie na kark i chwyciwszy go za głowę, przywarła doń z całej siły. Druga przyczepiła mu się do prawego ramienia, trzecia od przodu chwyciła za szyję, czwarta uwiesiła się u związanych z tyłu wylotów, on zaś przyduszon, spocony, próżno się miotał (...) oczy mu na wierzch wyszły i rozpaczliwym głosem krzyczeć począł: - Mości panowie! ratujcie!"
Henryk Sienkiewicz, "Potop"
1
2
następne »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ile kosztują przenosiny NFZ? Tajne. "Bo będzie afera"
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]
- Ktoś morduje koty na Bemowie. Dlaczego?
- Słynna praska ruina do rozbiórki. Będą apartamenty
- Stadion Legii nie ma nazwy? Teraz będzie się nazywał...
- Most skurczył się na mrozie. Pociągi jeżdżą wolniej
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowe tanie loty z Modlina. Osiem kierunków od 99 zł
- Deweloper: "oaza luksusu". Mieszkańcy idą do sądu
- Poznali swojego lokatora. Był martwy od 5 lat
- Kto zarabia kokosy w Warszawie? Nie szary człowiek







