Burmistrz do burmistrza: nie zna Pan swojej dzielnicy
23.02.2012
, aktualizacja: 22.02.2012 21:22
Kilkadziesiąt osób weszło do Baru Prasowego na Marszałkowskiej (Fot. Jacek Łagowski / Agencja G)
O nieczynny bar Prasowy przy Marszałkowskiej od grudnia toczą się spory. Na adres burmistrza Śródmieścia Wojciecha Bartelskiego płomienny list otwarty przysłał Michał Wąsowicz, burmistrz Włoch.
O nieczynny bar Prasowy przy Marszałkowskiej toczą się spory od grudnia. Po brawurowej akcji mieszkańców, którzy samowolnie otworzyli wtedy lokal i zaczęli wydawać darmowe posiłki, trwają spotkania i negocjacje z władzami dzielnicy, żeby przetarg na lokal był profilowany i naczelną zasadą było nie "kto da więcej", ale "kto utrzyma tu tanią gastronomię".
Burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski (PO, wcześniej PiS) wciąż nie podjął w tej sprawie decyzji (miała zapaść wczoraj na zarządzie dzielnicy, ale nie zapadła). Nigdy nie ukrywał, że nie jest zwolennikiem konkursu profilowanego. W mediach krążyły jego niesławne wypowiedzi, np.: "Albo będzie tanio i przaśnie, albo drożej i nowocześnie", że w centrum Warszawy nie ma biedy, i wyznanie: "Nie mam wrażliwości społecznej".
Teraz, ni stąd, ni zowąd, obudził się w tej sprawie burmistrz dzielnicy Włochy Michał Wąsowicz (PiS). Na adres Bartelskiego (i do wiadomości warszawskich redakcji) przysłał płomienny list otwarty. "Szczególnie my, burmistrzowie, samorządowcy, napotykamy różne problemy mieszkańców i powinniśmy wiedzieć, że nie wystarczy chodzić Nowym Światem, ale należy wchodzić na podwórka tamtejszych kamienic. Jak wygląda życie w bramach przy Poznańskiej czy Wspólnej, a nawet Nowogrodzkiej? To Warszawa licząca każdy grosz, by przetrwać do wypłaty. Większość z mieszkańców, także Śródmieścia, nie stać na jedzenie sałatek za kilkadziesiąt złotych przy placu Trzech Krzyży" - pisze. Wcześniej nie angażował się w działania mające na celu uratowanie baru. Nie rozsyłał petycji, nie organizował pikiet itd. Wygląda nawet na to, jakby nic o sprawie baru i walki o jego utrzymanie nie wiedział, bo - jak tłumaczy - dopiero tydzień temu przeczytał wywiad z Bartelskim i go ta sprawa poruszyła.
Wąsowicz do barów mlecznych raczej nie chodzi. - Zdarzało mi się, kiedy byłem studentem, wpaść z kolegami do Familijnego - powiedział, gdy zagadnęłam go o list. Na pytanie, czy są takie bary we Włochach, odparł, że "chyba jeden w al. Krakowskiej", ale "to dzielnica o zupełnie innym charakterze, zabudowie niż centrum".
W swoim liście proponuje Bartelskiemu spotkanie w barze mlecznym, np. Pod Barbakanem, w którym mogliby podyskutować o tym, "jak może wyglądać Warszawa za 15 lat". Ale czy ma konkretne pomysły? - Mam parę koncepcji, ale jeszcze nieuporządkowanych - odpowiada tajemniczo Wąsowicz. - Myślę, że pomysły wypłyną z rozmowy, w końcu znamy się z burmistrzem Bartelskim parę lat.
Burmistrz Bartelski, jak informuje jego rzeczniczka, zapoznał się już z listem Wąsowicza, ale nie podjął jeszcze decyzji, czy skorzysta z zaproszenia na leniwe i żurek.
A ja wciąż nie wiem, jaki cel ma epistolograficzna interwencja burmistrza Włoch, ale wydaje mi się grubymi nićmi szyta. Cóż, temat nośny, grający na emocjach, dlaczego by go nie wykorzystać i nie zaprezentować się jako obrońca najuboższych?
List otwarty burmistrza Wąsowicza do burmistrza Bartelskiego
Szanowny Panie Burmistrzu, Przyznam, że kiedy pierwszy raz spotkałem się z Pana wypowiedziami na temat tanich miejsc gastronomicznych, byłem zdumiony. Długo nie mogłem uwierzyć, że to, co Pan powiedział, rzeczywiście było Pana autorstwa. Przecież to niemożliwe, aby reprezentant samorządu, w sposób tak zaskakujący, nie znał środowiska, którym kieruje, nie znał problemów, którymi żyją warszawiacy, nie rozumiał ludzi, których reprezentuje. A może Pańscy współpracownicy odcięli Pana od mniej różowej prawdy?
Z życzliwości zapraszam Pana na spotkanie, w czasie którego moglibyśmy podyskutować o naszym mieście. O tym, jak może wyglądać Warszawa za 15 lat. Wydaje mi się, że odpowiednią formą mógłby być obiad w barze mlecznym, np. Pod Barbakanem, w dogodnym dla nas terminie. Natomiast już dzisiaj pozwolę sobie odnieść się do kilku punktów Pana wypowiedzi.
Mówi Pan, że w Warszawie nie ma biedy.
Warszawa widziana z perspektywy luksusowego apartamentowca na Złotej 44 może wydawać się taka, jak ją Pan opisuje. Uważam, że wystarczy przejść dalej tą samą ulicą Złotą, by zobaczyć inną - równie prawdziwą - Warszawę.
Szczególnie my, burmistrzowie, samorządowcy, napotykamy różne problemy mieszkańców i powinniśmy wiedzieć, że nie wystarczy chodzić Nowym Światem, ale należy wchodzić na podwórka tamtejszych kamienic. Jak wygląda życie w bramach przy Poznańskiej czy Wspólnej, a nawet Nowogrodzkiej? To Warszawa licząca każdy grosz, by przetrwać do wypłaty. Większość z mieszkańców, także Śródmieścia, nie stać na jedzenie sałatek za kilkadziesiąt złotych przy placu Trzech Krzyży.
Zgodnie z wynikami ankiety, którą Pan sam ogłosił, większość mieszkańców Śródmieścia stwierdziła, że brakuje taniej gastronomii i niedrogich sklepów spożywczych. Jaki był sens tej ankiety, skoro nie akceptuje Pan zdania mieszkańców? Jest Pan burmistrzem tak samo dla białych kołnierzyków, jak i dla tych, którzy przychodzą po zasiłek.
Uważa Pan, że w Warszawie nie ma głodnych?
W Śródmieściu mieszka wielu rodowitych warszawiaków, głównie emerytów, którzy walczyli w Powstaniu, później postawili nasze miasto na nogi, a dziś często żyją z głodowych emerytur. Żyją tu także ludzie korzystający z Ośrodków Pomocy Społecznej, a przecież nie zawsze są to osoby z patologicznych rodzin - Pan to na pewno wie! W Śródmieściu są uczelnie, które są inwestycją w przyszłość Stolicy. Czy studenci nie mają prawa do centrum miasta?
Przeczytałem, że nigdy nie obiecywał Pan, że będzie tanio i przaśnie.
Sądzę, że stawianie znaku równości między potrzebami warszawiaków i przaśnością, a także między drożyzną i nowoczesnością oraz zmuszanie mieszkańców Śródmieścia do wyboru spośród tych dwóch, jest nieporozumieniem i świadczy o braku zrozumienia dla zwykłych ludzi.
Jestem przekonany, że śródmieście Warszawy naprawdę nie powinno onieśmielać. To nie może być "złoto-szklana pustynia". Miasto należy do swoich mieszkańców!
Z poważaniem, Michał Wąsowicz, Burmistrz Dzielnicy Włochy
Burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski (PO, wcześniej PiS) wciąż nie podjął w tej sprawie decyzji (miała zapaść wczoraj na zarządzie dzielnicy, ale nie zapadła). Nigdy nie ukrywał, że nie jest zwolennikiem konkursu profilowanego. W mediach krążyły jego niesławne wypowiedzi, np.: "Albo będzie tanio i przaśnie, albo drożej i nowocześnie", że w centrum Warszawy nie ma biedy, i wyznanie: "Nie mam wrażliwości społecznej".
Teraz, ni stąd, ni zowąd, obudził się w tej sprawie burmistrz dzielnicy Włochy Michał Wąsowicz (PiS). Na adres Bartelskiego (i do wiadomości warszawskich redakcji) przysłał płomienny list otwarty. "Szczególnie my, burmistrzowie, samorządowcy, napotykamy różne problemy mieszkańców i powinniśmy wiedzieć, że nie wystarczy chodzić Nowym Światem, ale należy wchodzić na podwórka tamtejszych kamienic. Jak wygląda życie w bramach przy Poznańskiej czy Wspólnej, a nawet Nowogrodzkiej? To Warszawa licząca każdy grosz, by przetrwać do wypłaty. Większość z mieszkańców, także Śródmieścia, nie stać na jedzenie sałatek za kilkadziesiąt złotych przy placu Trzech Krzyży" - pisze. Wcześniej nie angażował się w działania mające na celu uratowanie baru. Nie rozsyłał petycji, nie organizował pikiet itd. Wygląda nawet na to, jakby nic o sprawie baru i walki o jego utrzymanie nie wiedział, bo - jak tłumaczy - dopiero tydzień temu przeczytał wywiad z Bartelskim i go ta sprawa poruszyła.
Wąsowicz do barów mlecznych raczej nie chodzi. - Zdarzało mi się, kiedy byłem studentem, wpaść z kolegami do Familijnego - powiedział, gdy zagadnęłam go o list. Na pytanie, czy są takie bary we Włochach, odparł, że "chyba jeden w al. Krakowskiej", ale "to dzielnica o zupełnie innym charakterze, zabudowie niż centrum".
W swoim liście proponuje Bartelskiemu spotkanie w barze mlecznym, np. Pod Barbakanem, w którym mogliby podyskutować o tym, "jak może wyglądać Warszawa za 15 lat". Ale czy ma konkretne pomysły? - Mam parę koncepcji, ale jeszcze nieuporządkowanych - odpowiada tajemniczo Wąsowicz. - Myślę, że pomysły wypłyną z rozmowy, w końcu znamy się z burmistrzem Bartelskim parę lat.
Burmistrz Bartelski, jak informuje jego rzeczniczka, zapoznał się już z listem Wąsowicza, ale nie podjął jeszcze decyzji, czy skorzysta z zaproszenia na leniwe i żurek.
A ja wciąż nie wiem, jaki cel ma epistolograficzna interwencja burmistrza Włoch, ale wydaje mi się grubymi nićmi szyta. Cóż, temat nośny, grający na emocjach, dlaczego by go nie wykorzystać i nie zaprezentować się jako obrońca najuboższych?
List otwarty burmistrza Wąsowicza do burmistrza Bartelskiego
Szanowny Panie Burmistrzu, Przyznam, że kiedy pierwszy raz spotkałem się z Pana wypowiedziami na temat tanich miejsc gastronomicznych, byłem zdumiony. Długo nie mogłem uwierzyć, że to, co Pan powiedział, rzeczywiście było Pana autorstwa. Przecież to niemożliwe, aby reprezentant samorządu, w sposób tak zaskakujący, nie znał środowiska, którym kieruje, nie znał problemów, którymi żyją warszawiacy, nie rozumiał ludzi, których reprezentuje. A może Pańscy współpracownicy odcięli Pana od mniej różowej prawdy?
Z życzliwości zapraszam Pana na spotkanie, w czasie którego moglibyśmy podyskutować o naszym mieście. O tym, jak może wyglądać Warszawa za 15 lat. Wydaje mi się, że odpowiednią formą mógłby być obiad w barze mlecznym, np. Pod Barbakanem, w dogodnym dla nas terminie. Natomiast już dzisiaj pozwolę sobie odnieść się do kilku punktów Pana wypowiedzi.
Mówi Pan, że w Warszawie nie ma biedy.
Warszawa widziana z perspektywy luksusowego apartamentowca na Złotej 44 może wydawać się taka, jak ją Pan opisuje. Uważam, że wystarczy przejść dalej tą samą ulicą Złotą, by zobaczyć inną - równie prawdziwą - Warszawę.
Szczególnie my, burmistrzowie, samorządowcy, napotykamy różne problemy mieszkańców i powinniśmy wiedzieć, że nie wystarczy chodzić Nowym Światem, ale należy wchodzić na podwórka tamtejszych kamienic. Jak wygląda życie w bramach przy Poznańskiej czy Wspólnej, a nawet Nowogrodzkiej? To Warszawa licząca każdy grosz, by przetrwać do wypłaty. Większość z mieszkańców, także Śródmieścia, nie stać na jedzenie sałatek za kilkadziesiąt złotych przy placu Trzech Krzyży.
Zgodnie z wynikami ankiety, którą Pan sam ogłosił, większość mieszkańców Śródmieścia stwierdziła, że brakuje taniej gastronomii i niedrogich sklepów spożywczych. Jaki był sens tej ankiety, skoro nie akceptuje Pan zdania mieszkańców? Jest Pan burmistrzem tak samo dla białych kołnierzyków, jak i dla tych, którzy przychodzą po zasiłek.
Uważa Pan, że w Warszawie nie ma głodnych?
W Śródmieściu mieszka wielu rodowitych warszawiaków, głównie emerytów, którzy walczyli w Powstaniu, później postawili nasze miasto na nogi, a dziś często żyją z głodowych emerytur. Żyją tu także ludzie korzystający z Ośrodków Pomocy Społecznej, a przecież nie zawsze są to osoby z patologicznych rodzin - Pan to na pewno wie! W Śródmieściu są uczelnie, które są inwestycją w przyszłość Stolicy. Czy studenci nie mają prawa do centrum miasta?
Przeczytałem, że nigdy nie obiecywał Pan, że będzie tanio i przaśnie.
Sądzę, że stawianie znaku równości między potrzebami warszawiaków i przaśnością, a także między drożyzną i nowoczesnością oraz zmuszanie mieszkańców Śródmieścia do wyboru spośród tych dwóch, jest nieporozumieniem i świadczy o braku zrozumienia dla zwykłych ludzi.
Jestem przekonany, że śródmieście Warszawy naprawdę nie powinno onieśmielać. To nie może być "złoto-szklana pustynia". Miasto należy do swoich mieszkańców!
Z poważaniem, Michał Wąsowicz, Burmistrz Dzielnicy Włochy
Najnowsze wiadomości z Włoch
-
Burmistrz do burmistrza: nie zna Pan swojej dzi...
notremak
23.02.12, 10:02
Bartelski... Dobre nazwisko (z imieniem Lesław), związene nieodłącznie z Powstaniem Warszawskim. Ale z t e g o Bartelskiego to taki burmistrz, jak z mysiej doopy neseser.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy

Nie tylko dla majsterkowiczów. Poszukujemy księgowych!
Tu księgowy nie jest tylko zwykłym księgowym przetwarzającym dane. Jest konsultantem i doradcą, który podpowiada klientom korzystne rozwiązania...






