- Tak długo budowali ten terminal, to myślałem, że już wszystko będzie wyglądać nowocześnie. Wciąż jednak pakują nas do autobusów stojących na płycie. Autobusy często są zatłoczone i czekają na podjazd do samolotu nawet 10-15 minut - narzeka Zbigniew Szuliński, który dość często lata służbowo po Europie. Ostatnio leciał do Budapesztu węgierskimi liniami Malev i po raz kolejny nie wchodził do samolotu przez rękaw, tylko musiał dojeżdżać autobusem.
Jak zaobserwowaliśmy, średnio ponad połowa samolotów na Okęciu nie korzysta z rękawów. A przecież jest ich aż 16 i miały służyć wszystkim pasażerom. Dlaczego tak często nie są wykorzystane? Z dwóch powodów. Po pierwsze, do rękawów nie da się dopiąć mniejszych samolotów typu ATR i Embraer 145 (obsługują loty krajowe i niektóre krótsze trasy w Europie). Częściej stoją one jednak bezużyteczne z powodów finansowych. W przypadku boeingów czy airbusów linie lotnicze decydują się oszczędzić na opłacie za ustawienie samolotów przy rękawie. Narzekają, że przedsiębiorstwo Porty Lotnicze każe sobie za to słono płacić. Wolą korzystać ze znacznie tańszej obsługi autobusowej. - Większość naszych samolotów korzysta z rękawów, ale to jest bardzo drogie. Ostatnio Polskie Porty Lotnicze wprowadziły dziesięciokrotną podwyżkę opłat - mówi Wojciech Kądziołka, rzecznik LOT-u.
W Portach Lotniczych twierdzą, że w marcu po otwarciu nowej hali odlotów wprowadzili promocję za korzystanie z rękawów, która po kilku miesiącach się skończyła. - Teraz ta opłata wcale nie jest taka wysoka. W listopadzie wprowadziliśmy nawet korzystniejsze warunki. Dotychczas trzeba było płacić 235 zł za każde pół godziny postoju samolotu, a teraz obowiązuje zryczałtowana opłata w wysokości 435 zł za dwie godziny. Tyle średnio stoją samoloty przy rękawie. Później za każde 15 minut trzeba zapłacić 130 zł- mówi Jakub Mielniczuk, rzecznik przedsiębiorstwa Porty Lotnicze. Twierdzi, że to nie są wygórowane opłaty. - W Berlinie za korzystanie z rękawa trzeba zapłacić 1305 zł, a w Sofii 450 zł za każdą godzinę - zaznacza. Rzecznik Okęcia twierdzi, że nie da się zrezygnować z tych opłat, bo przedsiębiorstwo poniosło ogromne koszty w związku z rozbudową portu.
- Teraz jednak są ciężkie czasy dla lotnictwa i przewoźnicy oszczędzają, na czym się da - dodaje Mielniczuk.
Już wiadomo, że w tym roku przez Okęcie przewinie się mniejsza od zakładanej liczba podróżnych. Nie zostanie osiągnięta magiczna liczba 10 mln pasażerów. Wcześniej wielu analityków na to liczyło, bo ostatnio każdego roku rosła ona o blisko milion. W tym roku najprawdopodobniej będzie 9,5 mln podróżnych - tylko o 300 tys. więcej niż w 2007 roku.
Przeczytaj także: Sobowtóry Chopina z gumowymi nosami na Okęciu